Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Państwo znów przegrywa walkowerem. Tym razem z Dodą i Jerzym Ziębą

Jerzy Zięba triumfuje, Doda sprzedaje suplementy, a pseudonaukowe teorie zdobywają milionowe zasięgi u największych podcasterów. Medycyna alternatywna nie jest już niszą dla szurów.

Smiling man in a dark jacket holds a vitamin bottle toward the camera, with herbs and spices spread on a wooden table behind.
Kontekst

⚖️ 20 sierpnia Kancelaria Prezydenta poinformowała, że Karol Nawrocki skierował ustawę nazywaną „lex szarlatan” do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Jednocześnie zapowiedział własny projekt ustawy mającej przeciwdziałać oszustwom pseudomedycznym.

🩺 „Lex szarlatan” miało wzmocnić uprawnienia Rzecznika Praw Pacjenta w walce z pseudomedycyną i dezinformacją medyczną, m.in. umożliwiając szybsze wstrzymywanie niebezpiecznych praktyk i publiczne ostrzeganie przed nimi.

Walka

Karol Nawrocki odesłał „lex szarlatan” do Trybunału Konstytucyjnego i zapowiedział własną inicjatywę. Formalnie nie jest to weto, ale TK działa obecnie tak, że w zasadzie w ogóle, więc wrzucenie tam ustawy można spokojnie uznać za wywalenie jej do kosza, choć bez wciskania opcji „opróżnij”.

Możemy tylko domyślać się, jakie motywacje stoją za taką decyzją. Może uległ jakiemuś szurskiemu lobby? Może przekonał go osobiście Jerzy „lewoskrętna witamina C” Zięba? Może prezydent jest prenumeratorem któregoś z tych śmiesznych periodyków sprzedawanych na pocztach w stylu „O czym ci lekarze nie powiedzą” robiących twojej babci wodę z mózgu? A może po prostu uwalanie wszystkiego jak leci to prezydencka metoda prowadzenia „twardej” polityki wobec rządu?

Niezależnie od intencji prezydenta pewne jest jedno: Nawrocki tym zagraniem wysłał atrakcyjny sygnał do elektoratu konfiarskiego. To właśnie tam mamy najwięcej przeciwników szczepień, wyznawców teorii o plandemii, zwolenników medycyny holistycznej i użytkowników cudownego zappera nunchako wynalezionego przez Jana Taratajcio.

Czytaj także Leczenie depresji na NFZ na cito? Możliwe w Warszawie, ale nie w Płocku Katarzyna Ludwińska

To właśnie środowiska okołokonfiarskie zaprowadziły do Pałacu Prezydenckiego wspomnianego Ziębę (rzecznik prezydenta zapewniał później, że spotkanie było błędem i nie wpłynęło na decyzję Nawrockiego). Sławomir Mentzen własnymi ustami przekonywał, że do części czynności leczniczych nie powinien być potrzebny dyplom lekarza, powołując się na historię własnego brata, któremu źle leczoną rękę skutecznie nastawiać miała „wiejska baba”. Grzegorz Braun, już jako poseł, gościł na kanale PorozmawiajmyTV, gdzie wśród galerii ludzi pozytywnie zakręconych pojawiali się tacy rozmówcy jak Grzegorz Walerzak, twórca energetycznej sławojki albo Piotr Lewandowski propagujący leczenie wszystkiego metodą BSM (trzymanie sobie ręki na głowie).

Karol Nawrocki zdaje się mieć ambicje większe niż bycie kolejnym pisowskim prezydentem, a nastawianie do siebie negatywnie zwolenników obu Konfederacji byłoby w ich realizacji przeszkodą. Jeśli chce zostać liderem prawicy, musi czasem siadać nieco okrakiem na płocie i jak na razie całkiem mu w tej pozycji wygodnie.

A to oznacza, że wszyscy mamy przewalone, bo jak na dłoni widać, że altmedowa szuria nie tyle wchodzi do mainstreamu debaty publicznej, ile dawno już w niej siedzi i mości się jeszcze wygodniej niż Nawrocki na ogrodzeniu. Medycyna alternatywna z lewoskrętną witaminą C oraz leczenie nowotworów przez włożenie sobie cieciorki do otworu w nodze jest w Polsce jak nienawiść do Ukraińców – znormalizowana i powszechna. I bynajmniej nie dokonał tego Piotr Lewandowski trzymaniem sobie dłoni na potylicy.

Dokonała tego np. Doda, o wiele bardziej medialna i charyzmatyczna od zwolennika metody BSM. Doda to prawdziwa kobieta pracująca, co żadnej pracy się nie boi. Jak nie nasyła gangusów na byłego, to ratuje pieski ze schroniska. Jak nie szczuje na Ukraińców, to wyznacza nagrodę za informacje o „zabójcy Litewki”. Jak nie kręci filmu o Polkach w Dubaju, to lekko bezcześci Pismo Święte. W całej tej „różnego rodzaju działalności” pozostaje Dodą – jedną z największych polskich celebrytek, która w rankingu See Bloggers za rok 2024 dostała tytuł Najpopularniejszej Osoby Publicznej.

Promotional banner for the podcast 'JEST INBA' with Kai Puto on a pink背景 and sponsor logos, inviting listeners to tune in.

Dziś wciąż nie trzeba wcale słuchać jej muzyki, by co jakiś czas o niej słyszeć. Doda w swoich spontanicznych występach w mediach i na swoich platformach społecznościowych jawi się jako śpiewająca wersja Krzysztofa Stanowskiego. Podobnie jak on potrafi bezbłędnie wyczuć, co chcą usłyszeć odbiorcy i w jaki sposób ma im to zostać zaserwowane. Ostatnimi czasy w menu króluje altmedowa szuria obliczona na sprzedawanie własnych produktów i podana z odpowiednim disclaimerem. Kiedy prokuratura zainteresowała się faktem, że piosenkarka przekonywała w internecie, że wyleczyła się z Hashimoto za pomocą zdrowotnych żelków, które sama sprzedaje, skomentowała sytuację m.in. takimi słowami: „Tylko opowiedziałam moją historię i powiedziałam o moim doświadczeniu”.

Czytaj także Dlaczego likwidacja porodówek nie rusza opinii publicznej? Galopujący Major

Technicznie ma rację. Kiedy nakłania do kupowania kakao z dodatkiem „drogocennych, zdrowotnych grzybów”, nie mówi, że cokolwiek wyleczą. Wspomina za to, że jeżeli macie jakieś stany lękowe, nerwowe, czy epizody depresyjne, to ona już ich nie ma, od kiedy pije właśnie to, co możesz kupić, a na koniec dodaje, że możecie być jak ona. Pewnie da się z tego wybronić przed sądem. Ale jakie to ma znaczenie, skoro rzesze fanów i fanek kupiły historię o kroczeniu pod prąd przeciw establishmentowi, tym bardziej że w materiałach Dody dostaje się oskarżającej ją prokuraturze i Głównemu Inspektoratowi Farmaceutycznemu. Cokolwiek wydarzy się przed sądem, nie będzie miało znaczenia, bo narracja wpływająca na miliony ludzi tworzy się na TikToku Dody.

Ale też w podkaście Żurnalisty, jednej z najbardziej zasięgowych tub w Polsce. To właśnie przez tę tubę Beata Pawlikowska przestrzegała przed braniem leków antydepresyjnych i w ogóle leków jakichkolwiek, bo od leków to się człowiek tylko rozchoruje.

Podobnie świetną robotę dla świata „medycyny alternatywnej” robi Bogdan Rymanowski. To właśnie on zrobił niedawno gwiazdę z Grażyny Cichosz, profesorki nauk rolniczych i technolożki żywienia. Cichosz twierdzi m.in. że szczepienia mają wpływ na występowanie autyzmu, a spożywanie soi na orientację psychoseksualną i depresję. A jeśli z kolei macie jeść jakąkolwiek sól, to tylko kłodawską – twierdzi prof. Cichosz. Dzięki występowi u Rymanowskiego poznała ją cała Polska i dlatego stała się ona jedną z gwiazd kongresu KINGS Grzegorza Brauna. Okazała się też fanką Jerzego Zięby, co nie powinno dziwić. Swoją drogą, zabawne jest, jak altmedowa szuria, zwykle stająca w opozycji do „oficjalnej nauki” przy okazji takich przypadków jak Cichosz nagle uznaje tytuł naukowy za budulec autorytetu.

Kiedy środowiska lekarzy, naukowców i popularyzatorów nauki zaczęły prostować jej bzdury i sugerować, że może dziennikarze nie powinni pomagać w ich szerzeniu, reakcja Rymanowskiego była… osobliwa. Wydał oświadczenie, w którym uznał, że nikt nie może dziennikarzowi mówić, co dziennikarz może, a czego nie, bo to zamach na wolność słowa. I że każdy zasługuje na to, żeby mógł się wypowiedzieć, a odbiorca jest mądry i sobie sam oceni. Problem w tym, że gdyby każdy odbiorca potrafił samodzielnie zweryfikować każdą medyczną tezę swojego gościa, dziennikarz nie byłby do niczego potrzebny.

Rymanowski miewał zresztą wielu gości, których można postawić w jednym rzędzie z Grażyną Cichosz. Na przykład lekarzy – dietetyków – braci Rodzeń leczący cukrzycę tłuszczem czy Tadeusza Oleszczuka, ginekologa przekonującego, żeby depresję leczyć zmianą diety.

Innym razem u Rymanowskiego pojawił się Robert Lewandowski, u Żurnalisty – Rafał Trzaskowski. To może sprawiać wrażenie, że mamy do czynienia z rzetelnymi mediami, a takie przecież nie wciskałyby odbiorcy szkodliwego mambo dżambo, prawda? W ten sposób jeden z najpopularniejszych Polaków, Robert Lewandowski, uwiarygadnia medium, które rozpowszechnia teorie o tym, że od jedzenia soi zmienicie się w smutnych gejów.

Czytaj także Czy Morawiecki z Tuskiem obali weta prezydenckie? Galopujący Major

Po skierowaniu „lex szarlatan” przez Karola Nawrockiego do Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Zięba nagrał triumfalny materiał o wygranej walce, ale jeszcze nie wojnie. Dziękował wszystkim zaangażowanym i wzywał do debaty, zastrzegając, że pod żadnym pozorem nie może w niej brać udziału Ministerstwo Zdrowia. Dobrze się składa, bo akurat polskie ministerstwa starają się w miarę możliwości nie brać udziału w czymkolwiek.

Jesteśmy więc w miejscu, w którym stan polskiego systemu opieki zdrowotnej jest na tyle opłakany, że szpitale odmawiają świadczeń z braku środków nawet już w pierwszej połowie roku. A jakby tego było mało, to narracja o zdrowiu i profilaktyce stała się kolejnym polem, na jakim państwo polskie dokonało abdykacji. Polem przejętym przez Dodę, Jerzego Ziębę, Grażynę Cichosz oraz wolny rynek.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x