Kraj, Serwis klimatyczny

Las już nie fabryką drewna, lecz elektrycznych samochodów

To kuriozum, że w kraju, który ma 312 tys. km kw. powierzchni, rząd nie potrafi znaleźć, nie szkodząc przyrodzie, kawałka miejsca pod nową inwestycję. Zjednoczonej Prawicy nie zależy nawet na interesach państwa. Chodzi wyłącznie o to, by biznes dalej się kręcił – mówi nam Krzysztof Cibor z Greenpeace Polska.

Sejm przegłosował ustawę o szczególnych rozwiązaniach dotyczących specjalnego przeznaczenia gruntów leśnych. Przyjęcie tego dokumentu – jak informują organizacje pozarządowe – jest równoznaczne z poczynieniem ogromnych szkód przyrodniczych, poniesieniem wielomilionowych strat przez skarb państwa oraz wywołaniem konfliktu z Unią Europejską.

Nihil novi

Podobne mechanizmy obóz Zjednoczonej Prawicy chciał wprowadzić już kilka miesięcy temu w postaci projektu nowelizacji ustawy o lasach, czyli Lex Izera, nazwanej tak od fabryki aut elektrycznych, która ma powstać w Jaworznie. W skrócie chodziło o to, by stworzyć mechanizm prawny pozwalający na przekazanie terenów zarządzanych przez Lasy Państwowe firmie odpowiedzialnej za budowę zakładu i zezwolić na wycięcie tam drzew.

Pomysł stanowczo oprotestowała strona społeczna, co ostatecznie doprowadziło do jego odrzucenia. Teraz jednak powraca w nowej formie i będzie dotyczyć nie – jak poprzednia propozycja – ogólnej i stałej zmiany przepisów, lecz przeformułowania prawa dla dwóch konkretnych miejsc – wspomnianych lasów w Jaworznie oraz Stalowej Woli.

– Ta specustawa, przygotowana przez rząd, a konkretnie wiceministra środowiska, Edwarda Siarkę, jest tak naprawdę drugim wcieleniem tego, czego wcześniej nie udało się przegłosować posłom PiS-u. Wówczas politykom skutecznie postawiło się nie tylko społeczeństwo, ale także leśnicy. Niestety teraz ekipa rządząca – jak to ma w zwyczaju – w trybie błyskawicznym i po ominięciu kilku etapów legislacyjnych – dopina swego i wszystko wskazuje na to, że nic jej nie przeszkodzi – podkreśla przedstawiciel Greenpeace Polska, Krzysztof Cibor.

Amazonia: już nie płuca, ale komin świata

czytaj także

Od niego słyszymy, że informacja o rozpatrywaniu dokumentu przez Sejm, które w dodatku przebiegało nietransparentnie, pojawiła się ledwie tydzień przed głosowaniem. Za ustawą opowiedziało się w sumie 241 posłów i posłanek, w tym wszyscy członkowie PiS-u, Paweł Kukiz, Andrzej Sośnierz z koła parlamentarnego Polskie Sprawy i rodowity Jaworznianin z Koalicji Obywatelskiej, Wojciech Saługa.

Teraz przepisy trafią pod obrady Senatu. Jeśli tam również zdobędą większość głosów, a jest to wysoce prawdopodobne, projekt podpisze Andrzej Duda, a następnie ustalenia wejdą w życie i będą obowiązywać przez dwa kolejne lata.

Uroczyste podpisanie memorandum przez przedstawicielstwa Lasów Państwowych i firmy Electromobility Poland 2020. Fot. materiały prasowe Electromobility Poland 2020

Co to dokładnie oznacza? Państwo w tym czasie umożliwi dokonanie zamiany lasów, gruntów i innych nieruchomości skarbu państwa zarządzanych przez Lasy Państwowe oraz terenów skarbu państwa z nimi sąsiadujących na inne lasy, grunty lub nieruchomości, na których jest możliwe prowadzenie gospodarki leśnej.

Obecnie taka procedura jest możliwa wyłącznie w przypadkach podyktowanych potrzebami i celami gospodarki leśnej właśnie, po ich wycenie przez osoby posiadające uprawnienia do szacowania nieruchomości.

Biznes ponad naturą

Sprzeciw wobec planów rządu wyraża nie tylko Greenpeace Polska, ale także m.in. Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, którego członkini Monika Stasiak wskazała w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, że ruch PiS-u wywołuje oburzenie z co najmniej kilku powodów.

„Sposób procedowania ustawy jest skandaliczny i jawnie uderza w społeczeństwo obywatelskie. Wiedząc, jak duży sprzeciw społeczny wywołały wcześniejsze projekty poselskie, rząd świadomie zrezygnował z przeprowadzenia konsultacji społecznych. Strona społeczna nie została również dopuszczona do głosu w trakcie pierwszego czytania projektu w Sejmie, a wniosek o wysłuchanie publiczne odrzucono. W połączeniu z instrumentalnym tworzeniem tej ustawy pod konkretne inwestycje projekt pokazuje, że prawo stanowi dla władzy narzędzie faworyzowania wielkiego biznesu kosztem przyrody i ogółu społeczeństwa” – podkreśliła.

Krzysztof Cibor z kolei wskazuje, że ustawa to nic innego jak otwarcie furtki do kolejnych tego typu działań, w których natura okazuje się „hamulcem w generowaniu zysków, a nie kurczącym się i wymagającym ochrony dobrem wspólnym”. Można więc się spodziewać, że przy kolejnym zapotrzebowaniu na lokacje dla ekspansji biznesu rząd nie cofnie się przed uchwaleniem następnego dokumentu, który umożliwi dewastację jakiegoś cennego przyrodniczo obszaru.

– Przypomnę tylko, że postulując odrzucenie projektu, nie troszczymy się o lasy ze względów estetycznych lub dla własnego widzimisię, ale po to, by mieć bezpieczne warunki do życia w przyszłości i dobie kryzysu klimatyczno-ekologicznego. Tymczasem rząd w obliczu zagrożenia bez mrugnięcia sięga po coś, co należy do wszystkich obywatelek i obywateli, argumentując swoją decyzję chęcią produkcji nie tylko elektrycznych aut, ale także tworzyw sztucznych i realizacji innych przedsięwzięć – zauważa nasz rozmówca.

Faktycznie w uzasadnieniu znalazł się zapis o tym, że ustawa ma umożliwić prowadzenie na gruntach leśnych inwestycji, które „służą upowszechnianiu nowych technologii”, „strategicznej produkcji dla obronności państwa, rozwojowi wysokich technologii elektronicznych i procesorów, elektromobilności, innowacyjnej technologii wodorowej, lotnictwa, motoryzacji oraz przemysłu tworzyw sztucznych”, a także… „poprawie jakości powietrza”.

Owszem, dobrze czytacie. 1250 hektarów lasów w Jaworznie i Stalowej Woli ma iść pod topór, żebyśmy mogli „lepiej oddychać”. „To himalaje hipokryzji” – tak rządowe tłumaczenia skwitowała na swoim Twitterze posłanka Zielonych Małgorzata Tracz.

Homo Polonus ecologicus – kto jest gotowy na zmianę klimatu?

Krzysztof Cibor: – Ale obok tego architekci proponowanego projektu piszą wprost, o co im chodzi. Według nich w obecnych warunkach prawnych i społecznych trudno legalnie przeprowadzić podobną operację, dlatego potrzebna jest specustawa. To kuriozum, że w kraju, który ma 312 tys. km2 powierzchni, rząd nie potrafi znaleźć, nie szkodząc przyrodzie, kawałka miejsca pod nową inwestycję. Rozwój elektromobilności w Polsce nie jest wart wycinania kolejnych setek hektarów lasów. Rząd nie może traktować przyrody jako przeszkody! – mówi reprezentant Greenpeace Polska.

Ta sprawa ma jeszcze jedno dno. Rząd chwali się, że otwarcie zakładu w Jaworznie to w pewnym sensie element tak zwanej sprawiedliwej zielonej transformacji. W sumie pracę mogłoby w nim znaleźć nawet 6,5 tys. osób – głównie górników. Taką przynajmniej obietnicę PiS złożył związkom jako rekompensatę za zamykanie kopalń i gwarancję zapewnienia sobie poparcia w kolejnych wyborach.

Wbrew rozsądkowi i Unii

Decyzja władz będzie kosztowna nie tylko przyrodniczo, uszczupli bowiem także zasoby skarbu państwa. „Inwestor, na korzyść którego dokonuje się zamiana gruntu, będzie zwolniony z dopłaty w przypadku różnicy wartości zamienianego terenu, a także z rocznej opłaty za przedwczesny wyrąb drzewostanu. Również koszty usunięcia drzew i uporządkowania tak ogromnego terenu poniosą za niego Lasy Państwowe. Szacujemy, że ten prezent dla inwestorów może kosztować skarb państwa niemal 500 mln zł. To ponad dwukrotnie więcej niż roczny koszt funkcjonowania parków narodowych w Polsce!” – twierdzi Bartosz Kwiatkowski z Fundacji Frank Bold, która zrzesza prawników działających na rzecz ochrony środowiska.

Ta sama organizacja na zlecenie Greenpeace Polska przygotowała szczegółową opinię o projekcie, który – jak się okazuje – ma wiele nieścisłości i wad. Przede wszystkim jednak stoi w kontrze do przepisów obowiązujących kraje Unii Europejskiej. Organizacja pomocy publicznej dla prywatnych inwestorów jest w UE zakazana. A ten ruch PiS-u trudno odebrać inaczej niż jako uchwalanie przywilejów dla prywatnych inwestorów.

Im dalej w las, tym więcej hipokryzji

W dodatku dzieje się to w chwili, gdy Komisja Europejska uchwala Strategię Leśną i wzywa do ochrony terenów zielonych.

– Nie jestem w stanie zrozumieć, co stoi za takimi decyzjami polityków odpowiedzialnych za naszą wspólną przyszłość – mówi Krzysztof Cibor, przypominając, że główny autor tej ustawy, odpowiedzialny za lasy wiceminister Siarka, wielokrotnie bardzo ostro wypowiadał się przeciwko unijnym działaniom dotyczącym ochrony przyrody. Mówił, że nie możemy sobie pozwolić na to, żeby UE kazała nam wyłączać z eksploatacji lasy, bo to niszczy polską gospodarkę. Lasom Państwowym to było na rękę, gdy słyszały, że Europa ma nie wtrącać się w ich interesy.

– I jednocześnie ten sam polityk w tym samym czasie przygotowuje projekt, w którym pozbawia obszar możliwości dalszego prowadzenia na nim gospodarki leśnej, by wyciąć wszystko pod fabrykę. Okazuje się więc, że Lasom Państwowym szkodzi wyłączenie lasu pod ochronę, ale przekazanie ziemi biznesmenom jest już w porządku. To kompletne pomieszanie pojęć i przykład bardzo destrukcyjnego podejścia do środowiska. Ale nie tylko. Polityk pokazał, że nie zależy mu nawet na interesach państwa. Dba wyłącznie o to, by biznes dalej się kręcił, a dobro przyrody pozostawało niewidoczne na jakimś odległym tle – podsumowuje przedstawiciel Greenpeace Polska.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij