Kraj

Kongres AGROunii: Jedna droga dla kraju, narodowy agraryzm

Wróciły w modzie najntisy. Wrócił też z zaświatów Andrzej Lepper w postaci Michała Kołodziejczaka. W weekend odbył się kongres AGROunii, partii, która może wciągnąć pod próg notowania PSL i Lewicy.

Na sali znalazło się około 300 osób – od feministki Mai Staśko po redakcję kremlowskiego Sputnika, od anarchistów-związkowców po dawnych zmianersów. Plus walczący z reprywatyzacją Jan Śpiewak i Piotr Ikonowicz, stalinowski „dźwigowy” Mateusz Cichocki, a alt-leftowy influencer Łukasz Moll, wsłuchany w hymn partii śpiewany przez Michała Wiśniewskiego, już dzień przed kongresem na AGROunię dawał „głos w ciemno”.

Jak więc jest – rodzi się nowa polska partia radykalnej lewicy? A może alt-left pompuje zamożnego lidera wiejskich przedsiębiorców, który sprowadzi parlamentarną lewicę pod próg? Przyjrzyjmy się dokładniej tej kwestii.

Narodowy agraryzm?

Co ciekawe, rzeczywiście klasowy i ideologiczny punkt wyjścia Kołodziejczaka jest bardzo podobny do tego, z którego wychodził Lepper. Niezależnie bowiem od tego, że liczne nostalgiczne opowieści alt-leftu uczyniły z lidera Samoobrony Lenina i Che Guevarę w jednym, to jednak przez długie lata był on prawicowym radykałem otoczonym gromadką antysemitów i nacjonalistów.

„Czy po nas już tylko czarna dziura zostanie?” Rolnicy patrzą w przyszłość

Lepper w latach 90. nie był, jak chcieliby wierzyć dzisiejsi nostalgicy, przywódcą bezrolnych, walczącym o parcelacje ziemi i sojusz robotniczo-chłopski, ale zbankrutowanym wiejskim przedsiębiorcą, za którym ciągnęły się afery obyczajowe, dziwne związki z Kremlem, a jego gwardię zaludniali neofaszysci, TW SB i eksgrunwaldowcy. A to znany antysemita z PZPR i reżyser Bohdan Poręba kierował kampanią wyborczą Samoobrony, a to lider skinheadów i sojusznik Żyrinowskiego Janusz Bryczkowski zostawał jej wiceprzewodniczącym, a to trzy dekady agent SB i ideolog partii X Stanisława Tymińskiego Józef Kossecki pisał jej program.

Także i Kołodziejczak obracał się do bardzo niedawna w skrajnie prawicowym i mocno antysemickim towarzystwie. Na proteście w 2018 roku, kiedy ogłaszał powstanie poprzedniczki AGROunii, czyli Unii Ziemniaczano-Warzywnej, towarzyszyli mu lider nacjonalistycznego Ruchu Narodowego i obecny poseł Konfederacji Robert Winnicki, znany ze spalenia kukły Żyda, aresztowany niedawno po antysemickich zajściach w Kaliszu Piotr Rybak oraz eksksiądz-żydożerca Jacek Międlar.

Na wiosnę 2019 roku AGROunia poparła antysemicką kampanię Konfederacji i środowiska Roberta Bąkiewicza „STOP#447”, która budowała atmosferę zagrożenia rzekomymi „żydowskimi roszczeniami” dotyczącym mienia ofiar Holocaustu. Kołodziejczak przekazał nawet 1000 zł na rzecz Stowarzyszenia Marsz Niepodległości na zakup „roszczeniobusa”.

Nie była to jednorazowa kooperacja z Bąkiewiczem. Występowali bowiem razem również podczas protestów rolniczych w 2018 i 2019 roku. Ledwie dwa lata temu Kołodziejczak nie deklarował się także jako lewicowiec, ale zakładał partię Zgoda z liderem Kongresu Nowej Prawicy, ultraliberałem gospodarczym i konserwatystą, aktualnie liderem partii polEXIT, europosłem korwinistą Stanisławem Żółtkiem. Spotykał się także z raczej mało lewicowym Liroyem, rozważając stworzenie razem z nim jednego ugrupowania. W owym czasie (przypominam, dwa lata temu) Kołodziejczak wstawiał sobie na zdjęcie w tle cytat z ojca polskiego nacjonalizmu Romana Dmowskiego.

Kremlowski socjalizm?

Każdy ma oczywiście prawo do zmiany poglądów, tym bardziej na lepsze. Dziś Kołodziejczak deklaruje wrażliwość lewicową. Lewica, która mu towarzyszy obecnie, jest jednak bardzo specyficzna.

Kogo bowiem można znaleźć dziś w okolicach AGROunii? Przede wszystkim całą rzeszę byłych członków partii Zmiana, której dawny lider Mateusz Piskorski zmaga się aktualnie w sądzie z zarzutami o szpiegostwo na rzecz Federacji Rosyjskiej i Chińskiej Republiki Ludowej. Sama partia reprezentowała linię narodowo-socjalną, anty-NATO-wską i prorosyjską i powstała na gruzach Samoobrony z połączenia skrajnej lewicy ze skrajnie prawicową Falangą.

Na kongresie AGROunii z Kołodziejczakiem na zdjęciach ściskali się więc korespondent kremlowskiej agencji Sputnik Jarosław Augustyniak, dawny korespondent z Donbasu prokremlowskiego Instytutu Nowych Państw, eksnacjonalista i założyciel Narodowego Odrodzenia Polski, a obecnie komunista, Jacek Cezary Kamiński oraz komunista-stalinista, doktorant lidera prorosyjskiego Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego prof. Adama Wielomskiego, Mateusz Cichocki.

Ten ostatni prowadzi portal 1maja.info, chwali Koreę Północną, broni reżimu Łukaszenki i jeszcze do niedawna biegał na demonstrację z flagą Związku Radzieckiego.

Fot. Mateusz Cichocki/facebook.com

Na konwencji AGROunii był obecny też Piotr Ikonowicz, który już w 2014 pisał: „Na miejscu Rosjan nie chciałbym, aby wrogi mi układ wojskowy [NATO] zbliżył się do moich granic. Skoro więc przyłączenie Krymu jest ruchem obronnym, a nie agresywnym, a Rosjanie wkroczyli na tereny, gdzie witano ich kwiatami, a nie pociskami, nie widzę powodu sądzić, że Rosja jest w natarciu i że mamy powody obawiać się rosyjskiej agresji i dalszej ekspansji”.

Lider Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej wsparł też w 2013 roku prorosyjską dyktaturę Baszara al-Asada w Syrii i bardzo pozytywnie wypowiadał się o uczestnikach Marszu Niepodległości, którzy są „konsekwencją masowego bezrobocia, powszechnej pauperyzacji i oligarchizacji systemu partyjnego” (tymczasem Instytut Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk podaje, że średni dochód netto uczestnika Marszu Niepodległości to 5545 zł).

Na konwencji Kołodziejczak deklarował, że trzeba się dogadać z Putinem, co nie jest bardzo dziwne, biorąc pod uwagę, że przy pierwszej wersji zarysu programu polityki zagranicznej AGROunii (w mojej dyspozycji) pracowali eksperci warszawskiego prorosyjskiego think tanku Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych, założonego przez Mateusza Piskorskiego.

Miraż dobrotliwej rewolty

Jak pisze Cichocki na swoim profilu na Facebooku, obyło się też na konwencji „bez zbędnego ględzenia o debilizmach obyczajowych, osób niebinarnych czy infantylnych kretynek od aborcji na życzenie. Robotnicy i rolnicy na pohybel rozpasanym mieszczuchom zafiksowanym na punkcie ekologii czy innych tematów zastępczych”.

AGROunia rzeczywiście nie popiera postulatów ekologicznych i feministycznych. Jeszcze rok temu Kołodziejczak aborcję uważał za zabójstwo i był jej „jako katolik” przeciwny. „Poparłem protest kobiet? Nie sądzę. Nigdzie takiego poparcia nie udzieliłem”, stwierdził w 2020 roku na nacjonalistycznym kanale YT Media Narodowe.

Lider AGROunii zaznaczył, że jest przeciwnikiem aborcji i nigdy nie będzie popierał związanych z nią demonstracji. „Zabijanie nienarodzonych dzieci jest grzechem ciężkim, my to rozumiemy jako katolicy, a ludzie niebędący katolikami muszą rozumieć, że to zadawanie cierpienia nienarodzonym istotom, które przed zabójstwem się bronią”, stwierdził wówczas Kołodziejczak.

Tym bardziej zaskakuje pojawienie się na konwencji lewicowej feministki Mai Staśko, która wrzucała zdjęcia z Kołodziejczakiem i komentowała konwencję na Twitterze „Wspólna walka”.

Zaskakuje też na konwencji obecność mocno zaangażowanego w ruch ekologiczny socjalisty Jana Śpiewaka. Kołodziejczak bowiem szczyci się, że to on zatrzymał swoimi protestami tzw. piątkę dla zwierząt, czyli między innymi zakaz hodowli zwierząt futerkowych, wykorzystywania zwierząt w celach rozrywkowych i widowiskowych oraz utworzenie rady ds. zwierząt przy Ministerstwie Rolnictwa.

W wypowiedziach lidera AGROunii można znaleźć także promowanie przemysłu futrzarskiego, brutalnego uboju rytualnego, wrogość wobec zielonej transformacji czy negowanie wpływu hodowli zwierząt na zmiany klimatyczne. Kołodziejczak domaga się również kolejnych gwarancji skupu i cen dla producentów rolnych. Kiedy podpoznańska gmina Kleszczewo zamierzała w planie zagospodarowania przestrzennego wprowadzić ograniczenia wielkości ferm przemysłowych, przeciw proponowanym zmianom protestowali przedstawiciele AGROunii. W programie partii jest zapis o „odbudowie produkcji trzody chlewnej”. Pogłowie tejże liczy w Polsce obecnie 11 milionów świń.

Problemy rolników i z rolnikami

Jednocześnie Kołodziejczak nie podważa w żaden sposób istnienia specjalnego systemu ubezpieczeń dla rolników w postaci KRUS, na który inni pracownicy od lat muszą się składać, bo przedsiębiorca rolniczy w Polsce nie chce, żeby objął go klasyczny podatek dochodowy i standardowe składki, jakie dotyczą wszystkich innych pracowników.

Dodatkowo to Kołodziejczak jest odpowiedzialny za przeforsowanie ustawy wyjmującej pracowników najemnych rolnych spod ZUS-u do KRUS – co zabrało im takie „przywileje” jak na przykład płaca minimalna.

Podczas wywiadu, który z nim przeprowadzałem, lider AGROunii pokazywał na komórce filmik i wzruszał się, jak pięknie śpiewają przy zbiorach jego ukraińscy pracownicy, co w sumie w tym kontekście wiele wyjaśnia.

Jeśli zaś dodamy do tego koncept „70 proc. polskich produktów w sklepach”, wizję obronę polskiego rolnika przed żywnością z UE i niechęć do budowania państwowych holdingów rolnych, w duchu obrony interesów dużych prywatnych producentów rolnych, to wszystko to, jak na socjalistyczną agendę, jest dość osobliwe.

Kto, komu i po co?

AGROunia to więc raczej ruch wąskiego grona posiadaczy rolnych, którzy jak ognia boją się, że dni wieprzowiny i skórowania przeminą – w dużym skrócie nacjonalistyczny konserwatywny agraryzm, zradykalizowany kuzyn PSL-u. A Kołodziejczak to jeżdżący lexusem na protesty przedsiębiorca, producent kapusty pekińskiej na rynek rosyjski, którego zradykalizował kryzys gospodarczy i nałożone na Putina sankcje, bo te zabrały mu rynek zbytu na jego produkty, i który jeszcze rok temu szukał politycznego wsparcia wśród skrajnej prawicy.

Kto skorzysta więc na powstaniu i rozwoju projektu AGROunii? Prawica? Lewica? Paradoksalnie, Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska. Nowogrodzka będzie niezwykle uradowana cudownym rozmnożeniem bytów na lewicy i jestem przekonany, że poprze, krytykując ustami swoich najobrzydliwszych publicystów (co uwiarygodni AGROunię jako opozycję), jednocześnie udzielając czasu w TVP konwencjom i protestom nowej partii.

Zarazem będzie niezmiennie pokazywać w swoich mediach parlamentarną Lewicę jako tłuste koty i podnóżek liberałów. Projekt AGROunii wesprze też fejsbukowy alt-left (albo znamiennie zamilkną, tłukąc klasycznie ile wlezie w lib-left). Jednocześnie media PO będą straszyć nowym Lepperem.

„60 mln zł kary dla Biedronki to za mało”

Jaki może być tego efekt? Rozbicie głosów. Jakaś cześć elektoratu ludowców i lewicy, widząc podział i skłócenie w swoim segmencie ideologicznym, zostanie w dzień wyborów w domu. Skutkiem tego może być to, że ostatecznie padnie 4 proc. dla PSL, 4 proc. dla AGROunii i 4 proc. dla Lewicy – i żadna z tych formacji nie dostanie się do parlamentu.

Jako że im mniej partii w Sejmie, tym lepszy przelicznik poparcia na mandaty dla dużych graczy, to skorzystają z tego właśnie PiS i PO. Ostatecznie więc PiS uratuje swoje rządy, wygrywając wybory o włos, ale dzięki przelicznikowi znów będzie rządził, a PO będzie mogła bezpiecznie trwać w roli głównej partii opozycyjnej i powoli zjadać pozaparlamentarną lewicę od liberalnej strony, aby PSL-em sprawiedliwie podzielić się z PiS-em.

Źródło: twitter.com/pannawisienka

Nowogrodzka: happy. Publicyści alt-leftu: tysiące wpisów na FB o nowej sile. Kołodziejczak: dotacja. A kim będzie za pół roku nasz nowy Lepper? Socjalistą? Fundamentalistą religijnym? Feministą? Libertarianinem? A to zależy, skąd wiał będzie wiatr. Jak na razie jest przede wszystkim „wkurwionym PSL-em”.

***
Pierwotna wersja tekstu zawierała błąd: Maja Staśko wrzuciła na social media zdjęcia z Kołodziejczakiem i skomentowała dopiskiem „Wspólna walka”. Tekst sugerował, że lider AGROunii odpowiedział Mai. W rzeczywistości Staśko pomyliła się w tagowaniu posta i odpowiedziała jej osoba niezwiązana z AGROunią, nie Kołodziejczak.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Przemysław Witkowski
Przemysław Witkowski
Historyk idei, badacz ekstremizmów politycznych
Przemysław Witkowski – poeta, dziennikarz i publicysta; dwukrotny stypendysta Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu; absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Wrocławskim; doktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce; opublikował „Lekkie czasy ciężkich chorób” (2009); „Preparaty” (2010); „Taniec i akwizycja” (2017), jego wiersze tłumaczono na angielski, czeski, francuski, serbski, słowacki, węgierski i ukraiński.
Zamknij