Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Za rządów KO miało być inaczej. Wyszło jak zwykle

Niezależnie od tego, kto rządzi, z każdą kolejną kadencją standardy polskiej polityki coraz bardziej się degradują.

ObserwujObserwujesz
Donald Tusk
Walka

Zapowiedź zainstalowania bliskiego współpracownika premiera, Macieja Berka, w Trybunale Konstytucyjnym sprowokowała powstanie niemałego fermentu po stronie liberalnej. Sprzeciw wobec tego pomysłu wyraziły między innymi Helsińska Fundacja Praw Człowieka i Instytut Spraw Publicznych. Nie gryzł się w język także nieformalny lider „radykalnego centrum” prof. Marcin Matczak. Koalicja rządząca, jeszcze kilka lat temu załamująca ręce nad wprowadzaniem do sądu konstytucyjnego aktywnych polityków obozu pisowskiego, właśnie się przymierza, by zrobić dokładnie to samo.

Można by jednak rzec – zero zdziwienia. Obecna większość rządowa już na początku tej kadencji wygodnie umościła się w butach poprzedników i nie zamierza z nich rezygnować, bo może się w nich swobodniej poruszać po instytucjonalno-prawnych zawiłościach.

Gdy PiS rozmontowywało porządek prawny III RP, co bardziej świadomi prawicowi publicyści wskazywali, że liberałowie po przejęciu władzy wykorzystają te same rozwiązania przeciw środowisku Kaczyńskiego. Te przestrogi trafiały na jałowy grunt, gdyż kaczyści byli przekonani, że będą już rządzić wiecznie.

Po przejęciu władzy w 2023 roku poprzednia opozycja szybko doszła do tego samego wniosku, jakby zapominając, że wcześniej przegrała siedem wyborów z rzędu. Lekkie otrzeźwienie przyszło w 2025 roku, gdy prawica utrzymała pałac prezydencki, ale tylko na chwilę, gdyż koalicja szybko wróciła do twórczego rozwijania pisowskich praktyk.

Niepublikowanie wyroków Trybunału Konstytucyjnego

Jednym z pierwszych skandali rządów Zjednoczonej Prawicy była odmowa opublikowania wyroków TK dotyczących… reformy TK. Wcześniej co prawda PiS opublikowało, choć z opóźnieniem, wyroki z grudnia 2015 roku, jednak prezydent Andrzej Duda nie przyjął ślubowania trzech sędziów prawidłowo wybranych przez koalicję PO-PSL (kwestionowano tylko wybór dwóch innych „awansem”). Nastąpił okres chaosu prawnego, a do momentu przejęcia sądu konstytucyjnego przez PiS rząd publikował wyroki selektywnie lub z dużym poślizgiem.

Czytaj także Mniej niebezpieczny jest Trybunał sparaliżowany niż odzyskany Galopujący Major

Żeby uniknąć podobnego zamieszania, obecna koalicja po prostu nie uznaje Trybunału i z definicji nie publikuje jego orzeczeń. Nieopublikowanych wyroków nazbierało się już kilkadziesiąt. Oczywiście obecny TK to instytucja posłusznie wykonująca zlecenia partii Kaczyńskiego, a na jej czele stoi lojalny współpracownik Zbigniewa Ziobro, Bogdan Święczkowski, który zrobi wszystko, by jego „towarzyszom broni” włos z głowy nie spadł. Problem w tym, że dokładnie ten sam argument podnosiło PiS od przejęcia władzy w 2015 roku. W ten sposób już od dekady Polska jest pozbawiona respektowanego przez całą klasę polityczną sądu konstytucyjnego.

Omijanie prawa

Prawo i Sprawiedliwość dopracowało do mistrzostwa prawniczą demagogię i instrumentalizację przepisów ustaw. Skracało kadencje konstytucjonalnych organów pod przykrywką ich reformowania. Zmieniało prawo przy użyciu TK, czego najbardziej skandalicznym przykładem było zaostrzenie przepisów dotyczących aborcji w samym środku pandemii. Dokonało nawet korekty Konstytucji zwykłą ustawą, zmieniając sposób wyboru sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa i przekazując tę kompetencję w ręce Sejmu.

Obecna większość rządowa miała trudniej, gdyż nie dysponuje swoim prezydentem. Zamiast próbować dogadywać się z pałacem postanowiła po prostu wprowadzać zmiany wbrew przepisom lub za pomocą uchwał. Minister sprawiedliwości Adam Bodnar odwołał prokuratora krajowego Dariusza Barskiego bez wymaganej zgody prezydenta, gdyż stwierdził, że wcześniej Barski został nieprawidłowo przywrócony ze stanu spoczynku, więc decyzja o jego powołaniu „nie wywołała skutków prawnych”. Władze Telewizji Polskiej zmieniono bez ustawy, za pomocą postawienia spółki w stan likwidacji, który miał trwać do końca 2025 roku, czyli do przejęcia pałacu prezydenckiego, co jednak nie wypaliło, więc trwa do dziś. Pomimo wyroku Sądu Najwyższego nie wypłacono części subwencji należnej PiS, gdyż na mocy uchwały z grudnia 2024 roku rząd nie uznaje Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, zatem de facto pozbawiono partię Kaczyńskiego prawa do odwołania.

Ograniczanie autonomii samorządów

Rząd PiS był słusznie oskarżany o lekceważenie zasady pomocniczości i centralizację państwa. Za pomocą zmian podatkowych ograniczył dochody własne jednostek samorządu terytorialnego (JST), uzupełniając je rozdzielanymi „po uważaniu” dotacjami z budżetu. Wojewodowie regularnie stwierdzali nieważność uchwał samorządów, uznając je za niezgodne z prawem, co bardzo często uchylały potem sądy administracyjne.

Obecna koalicja obiecała przywrócenie decentralizacji, jednak idzie jej to jak po grudzie. Dzięki reformie finansów JST zwiększył się co prawda udział dochodów własnych w ich budżetach, a odsetek decyzji wojewodów uchylanych przez sądy spadł poniżej 30 proc., jednak autonomia samorządów wciąż nie powróciła do poprzedniego poziomu. Opracowywany przez Fundację Batorego „Indeks Samorządności” w 2025 roku wyniósł 54,3, czyli więcej niż w najgorszym 2023 roku (47,79), ale daleko poniżej wyniku z roku 2014 (73,58). Nawet w 2021 roku indeks samorządności był nieco wyższy: 55,74.

„Rok 2025 nie przyniósł oczekiwanego wzmocnienia decentralizacji w sferze zadaniowej, a samorządy działają pod silną presją wytycznych centralnych. […] W efekcie dane za rok 2025 potwierdzają trend, zgodnie z którym państwo nakłada na samorządy coraz bardziej złożone zadania, zachowując jednocześnie silną kontrolę nad ich kształtem i sposobem finansowania” – czytamy w raporcie Fundacji Batorego. Autorzy zarzucili rządzącym między innymi omijanie Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego w procesie konsultacji legislacyjnych poprzez wykorzystywanie ścieżki poselskiej, z której obecna koalicja obiecywała zrezygnować.

Czytaj także Jak wdrożyć Polski Ład i dopiec samorządom? Właśnie tak Piotr Wójcik

Polityka migracyjna

Najbardziej epicką woltą, jaką wykonał antypis po przejęciu władzy, jest niewątpliwie zmiana podejścia do polityki migracyjnej i ochrony granic. W najgorętszym momencie kryzysu na granicy z Białorusią ówczesna opozycja jeździła na tereny przygraniczne z kanapkami, kocami i ciepłą herbatą, oburzała się na tak zwane pushbacki i wyśmiewała budowaną barierę, nazywając ją płotem. Aktualnie pushbacki nadal są stosowane, za to rządzący przestali już krytykować barierę, chwaląc się wręcz jej wzmocnieniem. Co więcej, zawieszono nawet prawo do azylu w pasie przygranicznym.

Zaostrzono także politykę migracyjną. 22 sierpnia przywrócono obowiązek wizowy dla obywateli Gruzji, Kolumbii i Wenezueli, którzy chcą podjąć w Polsce pracę. Zmniejszono zakres pomocy dla uchodźców z Ukrainy, zrównując ich uprawnienia z innymi cudzoziemcami spoza UE. Drastycznie zwiększono również liczbę deportacji, wyrzucając obcokrajowców nawet za błahe przewinienia. Według danych MSW, w 2025 roku odnotowano 10 tys. deportacji, czyli ponad trzy razy więcej niż w 2023 r. (3 tys.). W pierwszym półroczu 2026 roku liczba deportacji znów wzrosła – tym razem „tylko” o 30 proc., ale w porównaniu do i tak już rekordowego analogicznego okresu z roku 2025.

Czytaj także Tusk szczujący na Ukraińców zmniejsza bezpieczeństwo Polaków Wojtek Żubr Boliński

Podporządkowanie mediów publicznych

Koalicja obiecywała także odpartyjnienie mediów publicznych. Abstrahując już od legalności i sposobu ich odbicia, który przypominał „czyszczenie kamienicy” za pomocą karków w skórach, w zamian otrzymaliśmy TVPiS à rebours – owszem, mniej krzykliwe i toksyczne, ale równie stronnicze i niepluralistyczne.

Dobór gości, w szczególności komentatorów, jest równie urozmaicony jak przed 2023 rokiem, tylko że zamiast kilku prawicowych panów w fotelach zasiada kilkoro przedstawicieli mediów okołoliberalnych. Materiały informacyjne nawet nie próbują ukrywać niechęci wobec opozycji, czego koronnym przykładem słynny filmik podsumowujący prezydenturę Andrzeja Dudy, który został gremialnie skrytykowany nawet przez dziennikarzy dalekich od sympatii wobec PiS. Do TVP Info powróciła nawet Danuta Holecka liberałów, czyli Dorota Wysocka-Schnepf.

Można przypuszczać, że prawica po ewentualnym powrocie do władzy zupełnie nie będzie się już hamować, powołując się na staropolską zasadę „tamci robili tak samo”. Z powodu tego błędnego koła z każdą kolejną kadencją standardy polskiej polityki coraz bardziej się degradują. Jednych ani drugich nie ma co żałować, ale Polski jednak szkoda.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x