Kraj

Kiedy wybory? „Zadecydujmy o tym wspólnie przy Okrągłym Stole” – apeluje Lewica

Fot. Monika Bryk

Porozumienie Gowina z Kaczyńskim i przyjęcie ustawy o głosowaniu korespondencyjnym nie mówi nam nic o tym, kiedy i w jakiej formie odbędą się wybory prezydenckie. Dlatego Lewica proponuje spotkanie przy Okrągłym Stole – mówi nam Anna Maria Żukowska. – Czas na konstruktywną rozmowę o wyborach, a przede wszystkim o tym, jak wyjść z kryzysów: zdrowotnego, społecznego i ekonomicznego, wywołanych pandemią koronawirusa. Jesteśmy to winni Polkom i Polakom – dodaje Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.


Tuż po zakończeniu środowej debaty prezydenckiej w TVP, mimo zapowiadanych wcześniej roszad w obozie Zjednoczonej Prawicy – Jarosław Gowin ogłosił, że dogadał się z Jarosławem Kaczyńskim w sprawie organizacji wyborów prezydenckich. Były wiceminister, który od tygodni wyrażał dezaprobatę wobec przeprowadzenia głosowania 10 maja w formie korespondencyjnej, we wspólnym oświadczeniu z prezesem PiS zobowiązał się do poparcia rozwiązań proponowanych przez obóz rządzący.

„W związku z odrzuceniem przez opozycję wszystkich konstruktywnych propozycji umożliwiających przeprowadzenie tegorocznych wyborów prezydenckich w terminie konstytucyjnym, partie Prawo i Sprawiedliwość oraz Porozumienie Jarosława Gowina przygotowały rozwiązanie, które zagwarantuje Polakom możliwość wzięcia udziału w demokratycznych wyborach” – przekonują politycy.

Brawo! Kaczyński rozwiązał problem, który sam stworzył. Teraz niech to samo zrobi opozycja

Co to dokładnie oznacza? Polacy nowego prezydenta będą wybierać listownie, ale nie – jak planowano do tej pory – w najbliższą niedzielę. „Po 10 maja 2020 r. oraz przewidywanym stwierdzeniu przez SN nieważności wyborów, wobec ich nieodbycia, Marszałek Sejmu ogłosi nowe wybory prezydenckie w pierwszym możliwym terminie” – czytamy w oficjalnym komunikacie liderów partii tworzących Zjednoczoną Prawicę.

Tak naprawdę nie wiemy nic

W tym samym piśmie politycy deklarują, że pieczę nad koordynacją głosowania będzie pełnić Państwowa Komisja Wyborcza, co wiąże się z uchyleniem obowiązującego dziś art. 102 tzw. Tarczy 2.0, wyłączającego tę instytucję z kluczowych czynności wyborczych. Wszystko po to, by PKW mogła złożyć do Sądu Najwyższego sprawozdanie umożliwiające stwierdzenie nieważności wyborów 10 maja, których wprawdzie nikt oficjalnie nie odwołał, ale też nikt najwyraźniej nie zorganizuje.

(Nie)wybory stanu wyjątkowego

Dokument przygotowany przez PKW może trafić do Sądu Najwyższego nawet 11 maja, a ten będzie musiał wydać postanowienie w tej sprawie nie wcześniej 14 dni po otrzymaniu zaświadczenia. Dopiero po zakończeniu procedury marszałkini Sejmu Elżbieta Witek będzie mogła ustalić nową datę głosowania, która zgodnie z przepisami zawartymi w Kodeksie wyborczym powinna być dniem wolnym od pracy, przypadającym w terminie nie dłuższym niż 60 dni od jego ogłoszenia. To każe przypuszczać, że elekcja prezydenta odbędzie się najwcześniej w lipcu.

– Sytuacja jest jednak niejasna i tak naprawdę nikt nie może przewidzieć, co wydarzy się dalej. Brak pewności co do tego, kiedy odbędą się wybory, w jaki sposób i jaką decyzję podejmie SN, dokładnie ilustruje, w jak trudnym położeniu znajduje się obecnie państwo. To, że obóz rządzący przewiduje, a wręcz ustala i dyktuje orzeczenia sądu, po prostu potwierdza, że PiS dzierży w Polsce niemal pełnię władzy ustawodawczej (z marginesem w postaci Senatu), wykonawczej i sądowniczej. To jest bardzo zła wiadomość, ale też powracający od lat symptom dramatycznej kondycji systemu demokratycznego w Polsce – mówi nam posłanka Lewicy, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Polityczka wskazuje, że porozumienie dwóch Jarosławów to dowód na to, że Lewica słusznie nie chciała zasiąść do rozmów z byłym ministrem, jeszcze niedawno obruszającym się na wyborcze zamiary Kaczyńskiego. Próby rozmów o ewentualnej reorganizacji sił w parlamencie podjęła Koalicja Obywatelska, która miała nadzieję, że z szefem Porozumienia uda jej się wypracować wspólne i przeciwne planom PiS stanowisko w sprawie głosowania.

– Ostrzegaliśmy przed tym od tygodni. Wspólne tańce Borysa Budki z Jarosławem Gowinem okazały się elementem przygotowanej, mniej lub bardziej celowo, zagrywki Jarosława Kaczyńskiego. Nie jestem tym specjalnie zaskoczona. To nie pierwszy raz, kiedy strategia KO okazała się mylna – twierdzi Dziemianowicz-Bąk.

– Po publikacji oświadczenia Gowina i Kaczyńskiego przypomniałam sobie szereg rozmaitych, „genialnych” pomysłów Koalicji Obywatelskiej, z jakimi do czynienia mieliśmy przez lata. Wystarczy wspomnieć o wyznaczeniu sędziów TK „na zapas” w 2015 roku, dających PiS pretekst do przejęcia Trybunału; wyjazdach na Maderę i śpiewaniu z mównicy sejmowej w 2016 roku, w szczycie protestów społecznych. Po raz kolejny plan polityków KO „jak tu ograć prezesa PiS” zawiódł. Lewica mówiła od razu, że nie ma w tym geniuszu, lecz jedynie sposób na pogłębienie chaosu i dawanie pretekstów Jarosławowi Kaczyńskiemu do tego, żeby podnosić argument o opozycji siejącej zamęt. Szczerze mówiąc, mam nadzieję, że kiedy znów usłyszymy jakiś równie „błyskotliwy” pomysł liderów Platformy, to będziemy – mówię o całości opinii publicznej, mediach i niektórych przedstawicielach opozycji – nieco bardziej krytyczni i sceptyczni niż ostatnio – dodaje Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

W podobnym tonie na ten temat wypowiedzieli się na specjalnie zwołanej dziś w Sejmie konferencji prasowej inni przedstawiciele Lewicy. Zdaniem kandydującego na prezydenta Roberta Biedronia ruch Gowina to „nauczka” dla opozycji. „Z szulerami nie siada się do stołu. Jarosław Gowin był wysłannikiem Kaczyńskiego, który miał tylko doprowadzić do tego, że będzie jeszcze większy chaos i degrengolada” – zaznaczył polityk. Jednocześnie przypomniał, kto jest najważniejszym rozgrywającym polskiej polityki. Wskazał, że kiedy sam brał udział w debacie prezydenckiej z obecnie urzędującym Andrzejem Dudą, ten nie miał pojęcia, że dokładnie w tym samym momencie „w Sejmie dwóch Jarosławów – Gowin i Kaczyński, dwóch szeregowych posłów, rozdawało karty, decydując o być albo nie być prezydenta RP, głowy państwa”.

„Nigdy nie usiądziemy do stołu z tymi, którzy mają kręgosłupy bardziej giętkie niż guma. Bo guma zawsze wraca do swojego stanu i wróciła do Jarosława Kaczyńskiego” – podkreślił Biedroń, dodając jednocześnie, że będzie domagał się powołania niezależnej komisji śledczej w sprawie niedoprowadzenia do wyborów i postawienia przed Trybunałem Stanu premiera Mateusza Morawieckiego i ministra Jacka Sasina.

Sejm zdecydował

Swoje deklaracje Robert Biedroń złożył po tym, jak Sejm odrzucił w czwartek weto Senatu w sprawie ustawy zezwalającej na przeprowadzenie wyborów w trybie korespondencyjnym. O decyzji miały przeważyć głosy Porozumienia Jarosława Gowina. Ten – zgodnie ze złożoną poprzedniego dnia obietnicą – wraz z przedstawicielami swojej partii zagłosował na korzyść założeń PiS-u, prącego do wyborów listownych. Efekt? Stanowisko izby wyższej zostało odrzucone głosami 235 posłów i posłanek ze Zjednoczonej Prawicy oraz Jerzego Borowczaka z Koalicji Obywatelskiej. Za rekomendacjami senatorów była zaś cała opozycja – w sumie 213 osób. Od głosu wstrzymali się członkowie Konfederacji – 11 parlamentarzystów.

„No i stało się, uchwała Senatu odrzucona. Jarosław Gowin i jego ludzie za wyborami kopertowymi. Konfederacja w całości umyła ręce. To głosowanie pokazuje prawdziwe linie politycznego podziału w Polsce” – napisał na Twitterze poseł Lewicy Maciej Gdula.

Na wyborczych rewolucjach ekipy rządzącej suchej nitki nie zostawia też posłanka Lewicy i rzeczniczka SLD, Anna Maria Żukowska.

– PiS gra na utrzymanie większości parlamentarnej. Natomiast Gowin zaplątał się we własne sieci, jeśli chodzi o kwestie, które wcześniej prezentował. Przypominam, że żadna z jego propozycji nie została przyjęta. Przez cały ubiegły miesiąc opowiadał, że, po pierwsze, jest przeciwko wyborom korespondencyjnym i wyborom w maju. Tymczasem właśnie za tym zagłosował w Sejmie. Przez nieodrzucenie weta ustawy przez Senat po prostu kolejny już raz Gowin wykonał rozkazy PiS, całkowicie odrzucając głoszone przez siebie tezy – wskazuje Żukowska.

Biedroń: Bojkot wyborów nie jest rozwiązaniem. Trzeba walczyć do końca

– Po drugie Jarosław Gowin proponował także, żeby wybory przesunąć o dwa lata i zmienić Konstytucję. Nic z tego nie wyszło. Jedyne, co zrealizował zgodnie z obietnicą, to fakt, że odszedł z rządu i pozwolił, by tekę po nim objęła pani minister Emilewicz – zauważa polityczka, dodając, że dla PiS porozumienie z Gowinem to jedynie próba zażegnania kryzysu. Jej zdaniem jednak „nie wyszliśmy z impasu”. Nadal bowiem nie wiemy, kiedy wybory się odbędą. – Na tę chwilę one są zarządzone i nie ma żadnego przepisu, który by je w jakikolwiek sposób odwoływał – twierdzi rzeczniczka SLD.

Opozycja o dymisji Gowina: „Rząd zakiwał się przez głupi upór”

Oświadczenie liderów prawicy i czwartkowe głosowanie w Sejmie wzbudziły falę krytyki we wszystkich opozycyjnych klubach parlamentarnych. Sprawę ostro komentują w mediach także publicyści i naukowcy. „Wiele można powiedzieć o decyzji Kaczyńskiego i Gowina, ale jedno tylko jest prawdą: dwóch polityków bez żadnego trybu odwołało właśnie konstytucyjne wybory prezydenckie i zdecydowało, że odbędą się kiedy indziej. Jeśli to nie jest republika bananowa, to nie wiem, co nią jest” – napisał na Twitterze Marcin Matczak z Wydziału Prawa i Administracji UW.

Prof. Ewa Łętowska w tekście dla OKO.press stwierdziła z kolei, że oświadczenie Kaczyńskiego wcale nie wyklucza wyborów w maju. „Jesteśmy dokładnie w punkcie uchwalenia ustawy pocztowej z 6 kwietnia. Teraz podpisze ją Prezydent, TK oceni, że można przesunąć termin wyborów i pani Marszałkini, uspokoiwszy sumienie, przesunie termin na 23 maja. SN postępowania nie zainicjuje, bo po co. A jeśli do 23 maja poczta się znów nie wyrobi, to znowelizuje się ustawę” – przekonywała.

Innego końca świata nie będzie. Jest 2020 rok, a Andrzej Duda występuje na TikToku

Niektórzy komentatorzy patrzą jednak nieco przychylniej na te wydarzenia. Zdaniem politologa Marka Migalskiego „Gowin i kilkoro jego posłów uratowali RP przed wejściem w pełną dyktaturę hybrydową”. „Przynajmniej na chwilę. Warto to docenić i nie hejtować go akurat teraz” – napisał. Publicysta Leszek Jażdżewski uznał z kolei, że „stwierdzenie nieważności wyborów i rozpisanie procesu od początku to w impasie, do którego doprowadził PiS, najlepsze możliwe rozwiązanie”. „I ma jeden największy plus. Jest legalne” – dodał redaktor naczelny „Liberté!”.

Z tą opinią stanowczo nie zgadza się jednak Anna Maria Żukowska. – Co jest legalne? Przyjęcie ustawy, w której są przepisy o głosowaniu korespondencyjnym, niewpisane do Kodeksu wyborczego, i które są uchwalane na trzy dni przed wyborami? – pyta retorycznie posłanka i zaznacza, że w tej sytuacji optymizm to ostatnia rzecz, jaką powinny wzbudzać wyborcze przetasowania.

Trzeba siąść do stołu

Czy opozycja może cokolwiek zrobić w tej sytuacji? – W zasadzie nie mamy żadnych narzędzi do podważenia decyzji PiS-u, możemy jedynie wywierać nacisk. Ale to nie oznacza bezczynności. Przewodniczący klubu parlamentarnego Lewicy Krzysztof Gawkowski skierował pismo do wszystkich klubów parlamentarnych z prośbą o spotkanie przy Okrągłym Stole – wskazuje Anna Maria Żukowska.

– Pierwszym krokiem, jaki trzeba teraz wykonać, jest uświadomienie sobie, że bez skutecznej presji na PiS do dialogu z opozycją niewiele uda się w obecnym systemie politycznym zwojować. Dlatego też apelujemy do przedstawicieli wszystkich klubów, łącznie z obozem Zjednoczonej Prawicy, o konstruktywną rozmowę. Dość tworzenia intryg, budowania układów za plecami Jarosława Kaczyńskiego z Jarosławem Gowinem czy Zbigniewem Ziobrą. Czas na odważną i rzeczową dyskusję. Jesteśmy to winni Polkom i Polakom – twierdzi Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, wskazując, że w pierwszej kolejności kluby powinny ustalić, jak demokratycznie i bezpiecznie, z zachowaniem elementarnych standardów prawnych, przeprowadzić wybory.

Lewica oczekuje także rozmowy na temat najważniejszy, czyli wychodzenia z kryzysów: zdrowotnego, społecznego i ekonomicznego wywołanego pandemią koronawirusa. – Z taką inicjatywą się zwróciliśmy i mam nadzieję, że wszyscy przedstawiciele różnych stron politycznych dojrzeją do dialogu – zaznacza Dziemianowicz-Bąk.

Najbardziej optymistycznym scenariuszem, jakiego chciałaby Lewica, jest powtarzany od tygodni przez polityków i polityczki tego ugrupowania postulat o wprowadzeniu stanu klęski żywiołowej. – To byłby naszym zdaniem ruch najbardziej adekwatny do sytuacji epidemicznej, ale także suszy. Skutkiem ubocznym tej decyzji będzie przesunięcie wyborów na bezpieczny termin, czyli wtedy, kiedy ustąpią przesłanki do podtrzymywania stanu klęski oraz minie konstytucyjnie określony czas poprzedzający kolejne wybory. Trudno mi się jednak łudzić, że jest to ruch, na który dzisiaj PiS się zgodzi – uważa Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Maciej Gdula: Więcej nas jednak dzieli [odpowiedź na list Hołowni]

Dlatego jest jeszcze drugi kompromisowy scenariusz, w którym rozmowy przy Okrągłym Stole pozwolą bez uchwalania stanu klęski żywiołowej wypracować stanowisko w kwestii wyborów.

– Wspólnymi siłami zastanowimy się, jakie możliwości daje Konstytucja, co można zrobić, żeby jej nie łamać, nie naginać i nie zmieniać w trakcie kryzysu, a także by  zachować standardy prawidłowego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, PKW i Sądu Najwyższego. Dzięki temu będzie możliwe uzgodnienie takiej formuły wyborów tradycyjnych, która byłaby bezpieczna z punktu widzenia zarówno standardów demokratycznych, jak i sytuacji epidemicznej – tłumaczy Dziemianowicz-Bąk.

Katastrofa bullshit państwa

czytaj także

Katastrofa bullshit państwa

Dawid Sześciło

– Ale te wszystkie scenariusze dotyczące wyborów będą niewiele warte, jeżeli nie zdobędziemy się na rozmowę o tym, co kluczowe, czyli o zamykanych przedsiębiorstwach i masowo likwidowanych miejscach pracy. To czas na dyskusję o tym, że już za moment Polki i Polacy odczują jeszcze dotkliwiej niż do tej pory skutki kryzysu, i jak ich przed tym uchronić. Teraz przynajmniej część gospodarstw domowych korzysta wciąż z własnej poduszki finansowej. Ale te zapasy za chwilę się wyczerpią. Dlatego też potrzebujemy dobrej woli i chęci do dialogu wśród polityków. To nie musi być dialog nastawiony na pełen konsensus, ale na względny, elementarny kompromis. Nie chodzi przecież o to, by odżegnywać się od krytyki i zarzutów pod adresem władzy, ale o to, by móc zdobyć się na konstruktywne działania, które wyprowadzą nas z patowej sytuacji, w jakiej znalazło się państwo – podsumowuje Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Paulina Januszewska

| Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.