Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Granice śmieszności. Polska prawica grzeje się w ogniu protestującej Francji

Teza, że za to, co dzieje się we Francji, odpowiedzialność ponosi polityka Tuska i Merkel wobec kryzysu uchodźczego z 2015 roku, jest absurdalna. I to nawet jeśli uznamy, że to, co stało się w sobotę, najlepiej tłumaczy migracja.

ObserwujObserwujesz
Celnie!
Cyrk

2

W naszej zglobalizowanej hiperpolityce każde wydarzenie zdolne wyprodukować obrazy, które spodobają się algorytmom X i innych platform musi zostać włączone w lokalną polityczną polaryzację. Nie inaczej jest z ostatnimi gwałtownymi protestami we Francji – w wielu miejscach w weekend przybierających postać rozruchów, aktów wandalizmu i szabru. Głos w ich sprawie natychmiast zabrał szereg polityków polskiej prawicy. Nie dlatego, by mieli cokolwiek interesującego do powiedzenia o Francji, ale dlatego, że dramatyczne obrazy z Paryża czy Limoges uznali za doskonałą okazję, by raz jeszcze zmobilizować emocje prawicowej bazy i skupić ją wokół własnego przekazu.

„I to ma być nasz sojusznik?”

Przekaz ten można sprowadzić do trzech haseł: „tylko Trump!”, „żadnych uchodźców” i „wina Tuska”. Co Trump ma wspólnego z tym, co działo się we Francji? Ano zdaniem wpływowych postaci polskiej prawicy – np. byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomira Cenckiewicza – protesty we Francji mają pokazywać, że „Mocarstwo, które zapowiadało – przy entuzjazmie Tuska – parasol atomowy dla Polski, i które udaje siłę, upada pod własną polityką katastrofy”. Jednym słowem Francji już nie ma, Francja nas nie ochroni, przy Trumpie stoimy i stać chcemy.

Czytaj także Czy protesty studentów we Francji otwierają Le Pen drogę do prezydentury, czy wręcz przeciwnie? Jakub Majmurek

Oczywiście, obrazy z Francji z soboty są niepokojące. Państwo często wydawało się bezradne wobec zamieszek i aktów przemocy. Ciągle trudno porównać sytuację z soboty z tym, co działo się w maju 1968 roku, gdy prezydent de Gaulle, przekonany, że stracił kontrolę nad krajem, opuścił Pałac Elizejski i wyjechał do siedziby francuskich sił zbrojnych w Niemczech w Baden-Baden – gdzie odzyskał wiarę w to, że może opanować sytuację.

Francja nigdy w ostatnich latach nie przeżyła też tak dramatycznego załamania porządku publicznego, jak Stany 6 stycznia 2021 roku. Zwolennicy Trumpa, podburzeni przez odchodzącego z urzędu prezydenta niezdolnego pogodzić się z wyborczą porażką, zaatakowali Kapitol, próbując powstrzymać proces zatwierdzający wyniki wyborów. Przedstawiciele narodu w Kongresie obawiali się o swoje życie. Cały republikański porządek Stanów był przez chwilę zagrożony, zobaczyliśmy sceny kojarzone raczej z Ameryką Łacińską czy Afryką niż z tym, co uważamy za dojrzałą demokrację. Państwo nie było w stanie nigdy pociągnąć winnych do realnej odpowiedzialności. W Stanach wiele osób obawia się, że podobne sceny powtórzą się za chwilę, jeśli – jak pokazują sondaże – republikanie zdecydowanie przegrają wybory w połowie kadencji, 3 listopada.

Rozruchy, gdy państwo wydaje się tracić kontrolę nad sytuacją, nie są przy tym specyfiką, która zaczęła się w Stanach wraz z ruchem MAGA. W 1992 roku, gdy Stany po końcu zimnej wojny i rozpadzie Związku Radzieckiego znajdowały się u szczytu potęgi, drugie miasto w kraju, Los Angeles, na sześć dni sparaliżowały rozruchy rasowe, do których iskry dostarczyło uniewinnienie czterech policjantów oskarżonych o ciężkie pobicie aresztowanego Afroamerykanina – media pokazały wcześniej dokumentujące ich działania nagranie wideo. Zginęło ponad 50 osób, prawie 3 tysiące zostało rannych. Czy wtedy powinniśmy uznać, że Ameryki już nie ma i nie ma co pchać się do NATO?

„Mądrzy przed szkodą”

Drugi wątek, jaki przy okazji protestów i zamieszek we Francji podbija prawica, to migracja. Mateusz Morawiecki opublikował np. na portalu X zdjęcia zdewastowanego sklepu Christiana Diora z podpisem „Francja płonie, a my musimy być mądrzy przed szkodą. Rozwój Plus ma pakiet kompleksowych rozwiązań, które pozwolą Polsce być nie tylko dostatnim, ale i najbezpieczniejszym państwem na świecie!”. Były premier nie musiał nawet wspomnieć słowa „migracja”, by dać do zrozumienia, o jakie bezpieczeństwo chodzi.

Czytaj także Szwecja niby stoi, ale zwrot w prawo już się dokonał. Upadek skandynawskiej socjaldemokracji postępuje Artur Troost

Można oczywiście wskazać wiele błędów – ale i sukcesów – francuskiej polityki migracyjnej, na których uczyć się może Polska. Jednocześnie nie można sprowadzać całej społecznej dynamiki tego, co dzieje się we Francji, do migracji.

Jest ciekawe, że ze wszystkich zniszczonych w sobotę sklepów premier Morawiecki wybrał akurat ten luksusowej marki, kontrolowanej przez najbogatszego człowieka we Francji, a nie mały sklepik drobnego właściciela. Zwłaszcza że właściciel rodzinnego interesu, w przeciwieństwie do kontrolującego Diora Bernarda Arnault, będzie miał realny problem z kosztami zniszczeń. Średnio to przystaje do wizerunku Rozwoju Plus jako „ludowej prawicy”, ale zgadza się ze społeczno-ekonomiczną pozycją polityka-multimilionera.

Czytaj także Imigranci z Ukrainy zostaną z nami na zawsze. Pogódźcie się z tym Galopujący Major

Wbrew intencjom byłego premiera-bankiera, obraz, jaki wybrał do ilustracji swojego wpisu o Francji, może wskazywać na inne niż migracja i klęski polityki migracyjnej źródło francuskich problemów: nierówności. Jak w weekend na łamach „Le Monde” pisał Thomas Piketty: Francja jeszcze nigdy nie była tak bogata, jeśli chodzi o zakumulowane fortuny prywatne oraz PKB, i tak zadłużona, jak obecnie. To być może znacznie istotniejszy element równania opisującego francuskiego napięcia niż migracje.

„Wina Tuska”

Polska prawica nie byłaby sobą, gdyby kryzysu we Francji nie połączyła z Tuskiem. Jak ujął to na portalu X Rafał Bochenek, współodpowiedzialność za to, co dzieje się we Francji, ponosi Donald Tusk, bowiem to on, „kierując wspólnie z Niemcami Radą Europejską, doprowadził do rozszczelnienia bezpieczeństwa na kontynencie europejskim! Macron tę lewacką politykę wdrażał i są efekty…”.

Czytaj także Polska prawica cieszy się z niemieckich problemów. Niemiecka prawica zachwyca się Polską Tomasz Kurianowicz

Teza, że za to, co dzieje się we Francji, odpowiedzialność ponosi polityka Tuska i Merkel wobec kryzysu uchodźczego z 2015 roku, jest absurdalna. I to nawet jeśli uznamy, że to, co stało się w sobotę, najlepiej tłumaczy migracja.

Problemy z migracją we Francji nie zaczynają się w 2015 roku. Pierwsza większa fala migracji do Francji z Algierii miała miejsce ponad sto lat temu, a największa – po drugiej wojnie światowej i wynikała z potrzeb francuskiego biznesu, nie polityki Tuska. Osoby uwikłane w akty przemocy przy okazji demonstracji to często drugie albo trzecie pokolenie migrantów, niekoniecznie niedawno wpuszczeni do Francji uchodźcy lub ich dzieci.

Prawem opozycji jest atakować rząd, nawet jeśli te ataki nie zawsze są sprawiedliwe. Dobrze jednak, jeśli przy okazji opozycja się za bardzo nie ośmiesza. Prawica doklejająca grzany od Smoleńska hashtag #WinaTuska do Francji bez wątpienia przekracza granicę śmieszności.

Choć gdy mówimy o „winie Tuska”, warto dodać, że tu także Tusk nie jest bez winy, włączając się w prawicową licytację na straszenie migracją przy pomocy obrazków we Francji, o „wpuszczanie migrantów” obwiniając oczywiście PiS. Naprawdę zasługujemy na mądrzejszą politykę migracyjną niż przekrzykiwania „to wyście nawpuszczali migrantów” i „nieprawda, bo wy!”.

Czytaj także Potrzebujemy większego kryzysu, żeby cokolwiek zmienić Kaja Puto rozmawia z Slavojem Žižkiem

Komu zależy na narracji o upadku Francji?

Jak w poniedziałek napisał „Le Monde”, wydarzenia z soboty we Francji uruchomiły sieci bliskie zarówno Białego Domu Trumpa, jak i Kremla, które powielają ten sam komunikat: Francja płonie, Europa upada, oto konsekwencja otwartych granic i europejskiej dekadencji. Nie lekceważąc problemów Francji, Europy, a nawet migracji, warto zadać sobie pytanie, w czyim interesie są narracje o Francji i Europie w ruinie. I czy w Polsce faktycznie warto je radośnie powielać – nawet jeśli można przy okazji uderzyć w Tuska. 

A prawica, zamiast zajmować się Trumpem, może powinna zająć się ostatnim prorosyjskim zwrotem w polityce Trumpa. Bo jak tak dalej pójdzie, to cały jej oparty na tym polityku globalny program dla Polski za chwilę spektakularnie zbankrutuje. 

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x