Kraj

Chcemy edukacji seksualnej!

Seks, naszą cielesność pokazują ciągle reklamy, książki, filmy, internet. Jeżeli chcecie, szanowni dorośli, żeby młodzież się w tym wszystkim nie pogubiła i umiała normalnie podchodzić do swojej seksualności, bronić swoich granic czy tworzyć zdrowy związek – dajcie im możliwość nauki – pisze licealista Krzysztof Katkowski.

„Rodzice sprzeciwiają się seksualizacji dzieci w szkołach”, grzmiał niedawno propagujący miłość bliźniego „Gość Niedzielny”. A 16 października projekt „Stop pedofilii” − w praktyce proponujący 3 lata więzienia za przekazywanie wiedzy o seksualności człowieka − przeszedł do dalszych prac sejmowych. Środowiska narodowo-katolickie za nic mają zachętę Franciszka do wprowadzenia edukacji seksualnej, lekceważą też to, co mają na ten temat do powiedzenia młodzi ludzie, których sprawa dotyczy.

Zboczenie w szkołach?

Kiedy prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podpisał deklarację LGBT+, od prawa do lewa rozgorzała dyskusja. Przy czym największą burzę wywołał punkt karty dotyczący wprowadzenia do szkół edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej zgodnej ze standardami WHO. Czyli tej samej organizacji, której zawdzięczamy chociażby wprowadzenie masowych szczepień. A, przepraszam, zapomniałem, że są tacy, którzy dzieci nie chcą ani edukować, ani szczepić. W katastrofę klimatyczną też nie wierzą.

Dzieciaki nie mają podstawowej wiedzy. Ich zdrowie jest rozgrywane politycznie

W dodatku okazało się, że bijący na alarm „obrońcy dzieci”, czytając zalecenia WHO, wykazują się brakiem umiejętności rozumienia tekstu – lub po prostu manipulują.

Nie zauważyli na przykład, że tak ich przerażająca „masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa”, w której doszukiwali się nauki masturbacji nieletnich, znajduje się w kolumnie „informacje”, która zawiera po prostu fakty, o których warto z dzieckiem rozmawiać. Z kolei w „akceptacji różnych orientacji seksualnych i tożsamości” doszukano się przymuszania do zmiany orientacji.

Ale nie tylko te manipulacje możemy znaleźć na stronie „Stop pedofilii”. Można tam na przykład przeczytać, że „zgodnie z najnowszymi uzupełnieniami i poradnikami do wdrażania «Standardów», pochodzącymi z 2018 roku, «edukatorzy» seksualni zamierzają położyć nacisk na to, aby uczyć dzieci wyrażania zgody na seks”, a edukatorzy zrównani są z deprawatorami.

Taki sposób interpretacji kwestii akceptacji, zaufania, szacunku, zdobywania wiedzy stosownie do wiedzy dowodzi złych intencji.

Deklaracja LGBT+ to gwarancja bezpieczeństwa [rozmowa]

Wszystkiemu zaś miał być winien, nazywany przez dumnych polskich internautów „komuchem” czy „zboczeńcem”, Rafał Trzaskowski, wraz z całym masońsko-nie wiadomo jakim lobby.

Wudeżety

Zajęcia, w czasie których omawiane są kwestie związane z dorastaniem i seksualnością, od lat mają miejsce w polskich szkołach. Ja uczyłem się według programu opracowanego przez Teresę Król Wędrując ku dorosłości. W podręczniku można było znaleźć różne stwierdzenia, które najlepiej dowodzą, jak potrzebne są standardy, takie jak te przyjęte przez WHO. W programie były też jednak rozmowy o orientacjach seksualnych, tożsamości płciowej, tolerancji dla osób nieheteronormatywnych.

Uczniowie i uczennice uczyli się nie tylko o płci kulturowej, ale także i o tym, jak zbudować dojrzały związek, jak się komunikować z partnerką czy partnerem. Wielu dorosłym ta wiedza może wydawać się oczywista, niewymagająca nauki – dla nas jednak jest to coś, czego wielu z nas nie potrafi. Sam musiałem się tego uczyć „na sobie”, co jest dosyć trudne – zwłaszcza bez wsparcia, pokierowania.

Anja Rubik wyręcza ministerstwo edukacji

czytaj także

W programie Teresy Król za mało miejsca poświęcono naszej – także ważnej – sferze seksualnej. Jednego jestem pewny: gdyby w ostatnich latach sumiennie przeprowadzano choćby nawet te lekcje WDŻ, mogłoby to mieć bardzo dobry wpływ społeczny. To w końcu nie tylko nauczanie o dojrzałym związku, ale także o poznawaniu swojej seksualności, antykoncepcji czy też o tym, że „satysfakcje seksualne kobiet i mężczyzn” się różnią, a seks nie jest tylko odegraniem pornola. Może lepsze by to było i od lekcji religii, na których w gimnazjum przekonywano nas, że kobieta jest współodpowiedzialna za dokonany na niej gwałt?

Jednak „na lekcje WDŻ często nie ma czasu, prowadziłam je tylko na zastępstwach” − mówi mi Dorota Kalenik, nauczycielka lekcji WDŻ w warszawskim liceum Czackiego. Te lekcje traktuje się jako przerywnik, zastępstwo – i przez to też wielu uczniów nie podchodzi do nich poważnie.

Rozmawiajmy z dziećmi o seksie od najmłodszych lat

Bardzo archaiczne jest także dzielenie klasy przy niektórych tematach na grupy płciowe… Czy naprawdę w wieku szesnastu lat dalej mamy wstydzić się rozmawiać ze sobą np. o antykoncepcji? To co, później o antykoncepcji mam rozmawiać z kolegą, a moja dziewczyna z koleżanką? Czy może raczej to zainteresowane strony powinny umieć poruszyć ten temat? Tego też trzeba się nauczyć, a bardzo rzadko mówi się o nich w odpowiedni sposób w domu, na co wskazują badania grupy „Ponton” z 2011 roku.

Chcemy wiedzieć więcej

Na kilku licealnych grupach na FB przeprowadziłem krótką ankietę, na którą odpowiedziało 460 moich rówieśników z różnych warszawskich szkół. Większość z nich mieści się w przedziale wiekowym 16–18 lat, czyli praktycznie w wieku inicjacji seksualnej.

Na ogólnikowe pytanie, czy taka edukacja „w ogóle ma sens”, blisko 70% odpowiedziało, że ma – i takie zajęcia rzeczywiście coś wnoszą. Niżej oceniana jest forma prowadzenia zajęć (WDŻ) ­− blisko 55% ocenia lekcje raczej negatywnie.

Homofobia zabija po cichu

czytaj także

Homofobia zabija po cichu

Cecylia Jakubczak

Czasem jako uzasadnienie negatywnej odpowiedzi pojawiało się stwierdzenie, że „rekomendacje Światowej Organizacji Zdrowia są ogólnodostępne i przyprawiają o gęsią skórkę. Skompromitowana organizacja, jaką jest WHO, pogrąża się w oczach opinii publicznej jeszcze bardziej”.

Mimo pojedynczych głosów tego typu ponad 60% nastolatków zgadza się ze standardami Światowej Organizacji Zdrowia, a jedynie 14% uważa planowane lekcje edukacji seksualnej za propagowanie jakichś poglądów politycznych czy ideologii.

Jedynie 10% uważa, że nie potrzebujemy żadnej edukacji na temat dojrzewania i seksualności.

A około 40% woli uczyć się o tym w szkole niż w domu.

Tylko 50% zapisałoby się na takie lekcje, gdyby były dobrowolne – ale możliwe, że i ja bym zrobił podobnie, bo w natłoku zajęć trudno znaleźć czasem spokojne popołudnie.

Czy to oznacza więc, że nastolatki pragną być „seksualizowane”?

„Dobrze przeprowadzona edukacja seksualna pozwala człowiekowi świadomie decydować o swoim życiu płciowym, a do pewnego stopnia także związkowym i rodzinnym. Zabija mity i szkodliwe przekonania, wreszcie buduje zdrową atmosferę, w której seks jest traktowany przez partnerów w normalny sposób, a nie jako narzędzie do produkowania dzieci albo przykry obowiązek − mówi anonimowy respondent mojej ankiety − ponadto dzięki takiej edukacji ludzie każdej płci mogą lepiej zrozumieć swoje potrzeby i wiedzieć, jak na nie reagować lub jak je zaspokajać”.

Oczywiście pojawiają się też inne opinie. Już na FB spotykałem się z reakcjami (pisownia oryginalna): „nie ma co wypelniać zadnych ankiet szkoła ma uczyc nie demoralizować ma przekazywać wartości pozytywne jak byc dobrym ucziwym człowiekiem kierować sie dobrem w swoim zyciu opierajac sie na wartościach pozytywych”.

Katolicka organizacja „walczy z pedofilią”, szerząc pseudonaukę

„Dla mnie problemem jest jednak to, że w XXI wieku zadajemy sobie w ogóle pytanie, czy ta edukacja seksualna ma w ogóle zostać wprowadzona − mówi mi Julka, koleżanka z klasy. − Najbardziej mnie wkurza, że wprowadzanie takich lekcji nazywa się seksualizacją dzieci, bo seksualizacja polega właśnie na tym, że o wszystkim na ten temat dowiadujemy się z internetu, gdzie jest tego po prostu pełno. I tak, chodziłabym na takie lekcje”.

Nauczcie nas dojrzałości

Seks, naszą cielesność, pokazują ciągle reklamy, książki, filmy, internet. Tylko że nie taki, jaki być powinien – czy większość panów wie w ogóle, jak działa organizm kobiety? Żeby nie tylko facetom było dobrze?

Jeżeli chcecie, szanowni dorośli, żeby młodzież się w tym wszystkim nie pogubiła i umiała normalnie podchodzić do swojej seksualności, bronić swoich granic czy tworzyć zdrowy związek – dajcie im możliwość nauki. Bo nie wiem jak wy, ale ja już mam trochę dosyć opowieści o ciążowych wpadkach czy o tym, że jakiś kolejny znajomy nie umiał założyć sobie kondoma. Albo tłumaczenia, że wyciągnięcie członka „w ostatniej chwili” wcale nie zawsze „zadziała” i nie zapobiegnie ciąży…

Dlatego proszę, i mówię to jako nastolatek − chcemy edukacji seksualnej!

16.10.2019. Protest pod Sejmem przeciw projektowi „Stop pedofilii”. Fot. Jakub Szafrański.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.