Kraj

Darcie futer na prawicy. Czy norki naprawdę obalą PiS?

Fot. Piotr Drabik/Flickr.com

Bardzo bym chciała, żeby troska o dobrostan zwierząt obaliła zły rząd. Jednak nie możemy być aż tak naiwni. To nie zwierzęta, które politycy prawicy traktują tak samo instrumentalnie, jak traktowali kobiety, media czy sądy, są osią konfliktu Ziobry z Kaczyńskim, lecz władza – mówią nam posłanki opozycji: Barbara Nowacka i Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.


Za nami dwa burzliwe dni obrad sejmowych, które zwieńczył moment okrzyknięty już przez medialne nagłówki historycznym. Sejm przegłosował zaproponowane przez Prawo i Sprawiedliwość oraz Koalicję Obywatelską zmiany w ustawie o ochronie zwierząt, w ramach których w polskim prawie pojawi się m.in. zakaz hodowli zwierząt futerkowych w celach komercyjnych oraz uboju rytualnego na eksport.

Na kolanie, czyli jak zwykle

Projekt nowelizacji poparło w sumie 356 posłów, w tym cały klub Lewicy, większość polityków i polityczek z KO (jedna osoba się wstrzymała, 1 nie głosowała, a 4 były przeciw), dwóch przedstawicieli koalicji PSL-Kukiz’15, poseł i posłanka niezrzeszeni oraz znacząca część PiS. Głosowanie poprzedziła ostra dyskusja w komisji rolnictwa, która przez 11 godzin pracowała nad poprawkami do ustawy.

W nie mniej ożywiony sposób o propozycjach zmian w przepisach chroniących zwierzęta dyskutowano na sali sejmowej. Najgłośniej przeciwko pomysłowi protestowali członkowie Konfederacji, którzy bezskutecznie domagali się odrzucenia projektu zwanego przez Krzysztofa Bosaka „gniotem” już w pierwszym czytaniu.

Z kolei część opozycji, która opowiedziała się za ustawą, nie podeszła do projektu zupełnie bezkrytycznie. Wątpliwości zgłaszane przez KO i Lewicę co do samego przebiegu prac nad nowymi przepisami, jak i nieścisłość niektórych z nich, przeszły jednak bez echa. Tym samym do Senatu trafi dokument, w którym z ochrony wyłączono króliki, konie wożące turystów do Morskiego Oka czy częściowo psy (Zieloni domagali się m.in. zakazu uwięzi i kolczatek). Konfederaci z kolei zwrócili uwagę, że przepisy nie przeszły procedury notyfikacji Komisji Europejskiej, zaś komentatorzy polityczni utyskiwali na to, że PiS znów bez konsultacji i w ekspresowym tempie przepycha ustawę pisaną na kolanie.

– Nasz klub odbył wielką i bardzo poważną dyskusję na ten temat, bo z jednej strony mówimy o standardach tworzenia prawa, które PiS regularnie nagina, a z drugiej – sprawa dotyczy dobrostanu zwierząt, który jest jedną z naszych nadrzędnych wartości – mówi nam posłanka KO Barbara Nowacka, która tryb głosowania nad ochroną zwierząt porównała do niedawnej debaty nad projektem dotyczącym natychmiastowej izolacji sprawcy przemocy domowej.

– Stanęliśmy przed podobnym dylematem – wtedy była to wrzutka Ziobry, nad którą musieliśmy procedować ekspresowo i bez pogłębionej debaty. Ale przyjęcie tego przepisu uznaliśmy za słuszne, bo ofiarom przemocy trzeba pomóc natychmiast. Choć potem oczywiście PiS i tak wydłużył vacatio legis. W przypadku zwierząt też ważyliśmy tworzenie prawa i wartość, jaką jest dobrostan zwierząt. Oczywiście wolałabym, żeby w polityce obowiązywały inne standardy. Dla mnie jako posłanki to przerażające, że prawo tworzy się w tak chaotyczny sposób. Na końcu jednak zawsze zadaję sobie pytanie o to, co powiedziałby nasz wyborca, gdyby się dowiedział, że PiS chce zadbać o dobrostan zwierząt już, a my mówimy: „hola, hola, poczekajmy jeszcze chwilę”. To są bardzo trudne wybory. Zdecydowaliśmy więc, że postąpimy dokładnie tak jak w sprawie kwestii antyprzemocowej – wyjaśnia Barbara Nowacka. Jednocześnie polityczka przypomina, że projekt ustawy był w dużej mierze skonstruowany na podstawie propozycji przygotowanych przez organizacje pozarządowe, co spowodowało, że dostał kredyt zaufania.

O okoliczności przyjęcia ustawy spytaliśmy także Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk.

– W przypadku niemal każdego projektu ustawy proces legislacyjny jest, mówiąc delikatnie, naginany. PiS już drugą kadencję przepycha ustawy wbrew obowiązującym procedurom. Projekty, które powinny być rządowymi, uchwala jako poselskie. Wiele ustaw proceduje w nocy, zleca je chaotycznie działającym komisjom, czego przykład mieliśmy w ostatnich dniach. Przewodniczący komisji rolnictwa nie był w stanie nawet odczytać poprawek, a co dopiero je zrozumieć i przeanalizować – mówi posłanka Lewicy – klubu, który od miesięcy bezskutecznie apelował o utworzenie urzędu Rzecznika Praw Zwierząt. 

– Mamy bardzo niskie standardy, jeśli chodzi o proces legislacyjny. Ale taka jest rzeczywistość, którą wykreowała większość rządząca. I można się na nią obrażać, ale jeśli jako opozycja to zrobimy, wówczas nie będziemy mieć już żadnego wpływu na stanowienie prawa. A do tego zostaliśmy wybrani – dodaje polityczka. 

Od niej słyszymy też, że brak notyfikacji ustawy jest obowiązkiem rządowym, więc jeśli PiS faktycznie nie dopełnił formalności, to on będzie musiał ten błąd naprawić – nawet jeśli miałoby to oznaczać ponowne przeprowadzenie ustawy przez Sejm. Jednocześnie posłanka przypomina, że proces legislacyjny jeszcze się nie zakończył, więc politycy mają jeszcze czas na dopełnienie wszystkich procedur, jak również na wniesienie poprawek w Senacie.

– Z zapowiedzi senatorów wynika, że zamierzają bardzo wnikliwie przeanalizować tę ustawę – również pod kątem procesu jej stanowienia. Dla Lewicy jest szczególnie ważne to, by kierując się dobrostanem zwierząt, nie zapomnieć o ludziach, czyli przede wszystkim zapewnić pracownikom i osobom zatrudnionym na czarno (bo tych w przemyśle futrzarskim jest mnóstwo) zabezpieczenie przed utratą środków do życia. Samemu biznesowi państwo musi zaś pomóc się przebranżowić. Nie można więc krzyknąć: „hurra, ratujemy zwierzęta” i tyle. Trzeba zadbać o rolników, przedsiębiorców i osoby z nimi współpracujące. Te ostatnie wprawdzie dobrych warunków pod starym prawem nigdy nie miały, ale musimy zrobić wszystko, by ich sytuacja się poprawila, nie pogorszyła – zaznacza nasza rozmówczyni.

Kaczyński, norki i Lewica [komentarz Macieja Gduli]

Nieposłuszni ziobryści i gowinowcy

Suchej nitki na ustawie nie pozostawili natomiast posłowie Konfederacji, którzy z jednej strony w absurdalny i daleki od przyzwoitości sposób atakowali prozwierzęce rozwiązania, a z drugiej przestrzegali przed skutkami uchwalenia noweli dla gospodarki. Jednak to nie oni, nie wtórujący im ludowcy ani protestujący pod siedzibą parlamentu rolnicy i potentaci futrzarskiego biznesu stali się bohaterami ostatnich dni. Uwagę opinii publicznej pochłonął fakt, że nowela roboczo nazywana „piątką dla zwierząt” stała się namacalnym dowodem na poważny rozłam w Zjednoczonej Prawicy.

Jarosławowi Kaczyńskiemu, który niespodziewanie został twarzą animalsów polskiej polityki, nieposłuszeństwo wypowiedzieli przedstawiciele Solidarnej Polski i Porozumienia, a także część posłów PiS i minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. W związku z tym w piątek rano Marek Suski oświadczył, że „byli koalicjanci”, czyli Solidarna Polska i Porozumienie Jarosława Gowina, mogą pakować biurka, a po południu 15 posłów PiS, którzy nie poparli ustawy, zostało zawieszonych. Przeciwnicy obozu rządzącego zapewne już otwierają szampana, sądząc, że sprzeniewierzenie się szefowi partii rządzącej to pierwszy krok do upadku całego obozu władzy, a nawet szansa na rozpisanie przedterminowych wyborów. W powszechnym entuzjazmie, który każe myśleć, że norki i inne zwierzęta futerkowe zrobiły dla obalenia PiS więcej niż razem wzięta opozycja, łatwo jednak o przesadę.

O głębokim kryzysie na prawicy rzeczywiście mówi się od dawna, a oliwy do ognia dolały nie tylko futerkowce, ale w ostatnich dniach również projekt ustawy bezkarnościowej, którego celem było zwolnienie z odpowiedzialności karnej urzędników „walczących z COVID-19”. Na uchwalenie kontrowersyjnych przepisów zgody nie wyrazili ziobryści, którzy liczyli na to, że niebawem polecą głowy ich wewnętrznych politycznych przeciwników, w tym Mateusza Morawieckiego.

Nad premierem zbierają się czarne chmury z powodu zlecenia Poczcie Polskiej organizacji wyborów prezydenckich, które się nie odbyły. Niekonstytucyjność tej decyzji potwierdził już Wojewódzki Sąd Administracyjny. Jeśli jednak w życie weszłaby ustawa bezkarnościowa, Morawiecki nie poniósłby konsekwencji. A tego zapewne nie przebolałby minister sprawiedliwości i jego polityczne zaplecze.

Na razie propozycja upadła – głosowanie nad projektem wycofano z obrad Sejmu. Tymczasem ustawy o zwierzętach już nie, co dało ziobrystom kolejne pole do potyczek z Kaczyńskim. Czy to początek końca Zjednoczonej Prawicy i Kaczyńskiego?

– To by było bardzo ideowe, gdyby prawa zwierząt były dla obozu Zjednoczonej Prawicy warte wywołania wewnętrznego konfliktu, jednak nie mam złudzeń. To po prostu kolejna odsłona serialu, w którym od wielu tygodni obserwujemy, jak wadzą się ze sobą PiS, Porozumienie Gowina i Solidarna Polska. Owszem – głosowanie nad nowelizacją ustawy o ochronie stało się kolejną kością niezgody na prawicy. Ale czy to będzie kość decydująca i rzeczywiście będziemy mieć do czynienia z rządem mniejszościowym? Myslę, że na takie wyroki jest zdecydowanie za wcześnie – twierdzi Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. 

Jej zdaniem tego typu przetasowania żadnej stronie sporu nie byłyby na rękę. Na pewno nie Jarosławowi Kaczyńskiemu, który, jak przekonuje polityczka, „z pewnością ma mocno wyryte w pamięci wspomnienie rozpisywania wcześniejszych wyborów w roku 2007”, kiedy to PiS utracił władzę na rzecz Platformy. 

– Sądzę, że prezes PiS tak łatwo się na to nie zdecyduje. Z drugiej strony muskuły może prężyć Zbigniew Ziobro. Jednak jego pole manewru jest ograniczone, bo, nie będąc koalicjantem PiS, Solidarna Polska stanie się po prostu jedną z wielu mało liczących się partii prawicowych. Myślę, że ta telenowela skończy się jednak jakimś happy endem dla Zjednoczonej Prawicy. Ale nigdy nie wiadomo, czy nie doczekamy się jeszcze jakiegoś zwrotu akcji – dodaje posłanka.

Mała, schyłkowa branża

Kto tu rządzi?

W podobnym tonie o sejmowych wydarzeniach wypowiada się przedstawicielka KO Barbara Nowacka, która również „życzyłaby sobie i nam wszystkim” tego, by „troska o dobrostan zwierząt obaliła zły rząd”.

– Jednak nie możemy być aż tak naiwni. PiS to ludzie, którzy zdemolowali państwo prawa i nie zadrżała im przy tym ręka. To ci, którzy patrzyli na szczucie w mediach publicznych na osoby nieheteronormatywne i dokładali do tego kolejne miliardy złotych. To ci, którzy widzieli, jak policja wielokrotnie przekracza swoje uprawnienia i postępuje wbrew wszelkim normom. To w końcu osoby, które instrumentalnie wykorzystywały prawa kobiet i dla których dobro, bezpieczeństwo czy międzynarodowe umowy na rzecz kobiet, takie jak antyprzemocowa konwencja stambulska, były tylko kawałkiem cynicznie rozgrywanej agendy. Naprawdę mamy uwierzyć, że właśnie oni nagle kłócą się o to, kto jest większym przyjacielem zwierząt? Przecież to farsa – konstatuje polityczka i zwraca uwagę, że wprawdzie obie prawicowe frakcje próbują przekonać opinię publiczną, że są za prawami zwierząt, a główny konflikt dotyczy vacatio legis w sprawie losów zwierząt futerkowych, interesów rolników i kształtu samej noweli, tak naprawdę jednak walka toczy się o władzę.

Podwójna moralność Kaczyńskiego

czytaj także

Podwójna moralność Kaczyńskiego

Aleksandra Bełdowicz

 

– To jest jądrem sporu, a nie zwierzęta, które politycy prawicy traktują tak samo instrumentalnie, jak traktowali kobiety, media czy sądy. Przedmiotem konfliktu jest to, jak podzielą sukno, którym jest dla nich Polska. W tej chwili oglądamy gigantyczną ściemę. Trwa batalia o rząd, o wpływy, spółki Skarbu Państwa, ale i o bliskość z Kaczyńskim, której Ziobro nie ma. Przypomnijmy sobie, jak parę miesięcy temu minister sprawiedliwości proponował, że wejdzie do PiS i wprowadzi do niego całą Solidarną Polskę. Ale go tam nie chciano – zaznacza polityczka.

Rzeczywiście od tego czasu minister sprawiedliwości zmienił polityczny kurs i znacząco zradykalizował swoją retorykę. Zaczął, jak wylicza Barbara Nowacka, mówić o wypowiedzeniu konwencji stambulskiej, chciał ją wysyłać do TK i forsował inne kontrowersyjne pomysły, które nie wpisują się w styl mniej fanatycznej polityki Kaczyńskiego.

– Jesteśmy widzami smutnego spektaklu, w którym tym razem zasłoną dymną jest walka o dobrostan zwierząt, zaś walczącymi o scenę aktorami: Ziobro ze swoim radykalizmem i gotowością do sojuszu z Konfederacją (co, zresztą, bardzo wyraźnie było widać na sali sejmowej w ostatnich dniach) i Kaczyński, który może wszystko. Pierwszy to fan ostrej reformy sądownictwa, posiadacz autorytarnych ambicji i szorstkiego konserwatyzmu, drugi – woli procesy powolniejsze, a przede wszystkim nie chce mieć w polityce mocnego Ziobry, dlatego próbuje jego zapędy ukrócić – dodaje Barbara Nowacka.

Minister wojen kulturowych

To nie przypadek

Wiele pytań budzi również to, dlaczego Jarosław Kaczyński akurat teraz zapłakał nad losem masowo zabijanych i maltretowanych futrzaków. Część publicystów podejrzewa, że polityk chce za swoją wrażliwością na los zwierząt i konfliktem z „tym nieczułym Ziobrą” przysłonić problemy, które spadną na rząd w sezonie jesienno-zimowym. Nadchodząca kolejna fala zachorowań na pandemię, związany z nią kryzys w oświacie czy rosnący na niespotykaną skalę deficyt budżetowy to tylko szczyt piętrzących się problemów, z którymi w najbliższym czasie będzie musiał zmierzyć się PiS.

Z taką tezą zgadza się Barbara Nowacka, jednocześnie zauważając, że za działaniami prezesa PiS kryje się jeszcze jedna strategia – wizerunkowa.

– Po wyborach prezydenckich Kaczyński zobaczył, że jego partia wcale nie jest tak mocna, jak by tego chciał. Okazało się, że pięć lat Dudy, zarządzania TVP, głębokiej indoktrynacji społeczeństwa i wielkich transferów socjalnych nie zapewniają zdecydowanej przewagi. PiS ledwie wygrywa w wyborach prezydenckich i sondażach, mimo że zagrał swoją najmocniejszą – wydawałoby się – kartą wizerunkową, czyli bardzo popularnym prezydentem Dudą – wyjaśnia polityczka.

Nowa rewolucja czy pisowska ciepła woda w kranie? Co nas czeka po rekonstrukcji

– Prezes Kaczyński i jego partia zobaczyli, że brakuje im bardzo zmobilizowanego elektoratu wielkomiejskiego i młodzieży, wobec czego otwierają spór wokół tematu, który zaprocentuje przy kolejnych wyborach. Nawet jeśli w tym celu wywołują burzę w swoich strukturach, to za trzy lata wszyscy będą pamiętali, że owszem, PiS jest niepraworządny, ale ten Kaczyński to gość, który walczył o zwierzęta. Tak, Jarosław Kaczyński stał się teraz pierwszym w Polsce miłośnikiem zwierząt, mimo że przez tyle lat nie przeszkadzało mu torturowanie norek na fermach – dodaje Barbara Nowacka.

Jej zdaniem owo ocieplenie wizerunku wśród młodych i mieszkańców miast jest warte nawet chwilowej burzy wśród rolników, ponieważ elektorat wiejski bez silnego PSL i tak najprawdopodobniej zagłosuje na PiS.

– Trzeba też pamiętać, co znalazło się w uchwalonej właśnie noweli. W dużej mierze dotyczy ona zwierząt domowych – psów czy kotów, czyli widać, że prezes liczy na poparcie młodych pokoleń i wielkiego miasta. Zabrakło zaś newralgicznych punktów. Kiedy KO dodawała rzeczy – wydawałoby się – równie istotne i potrzebne, to wszystko upadało. Upadł temat koni w Morskim Oku, bo jest to niewygodne dla PiS, a dokładniej – ich wyborców na Podhalu. Jedno jest pewne: Jarosław Kaczyński wie, co robi, a w dodatku szyje swoje plany pod zabranie części agendy Lewicy. Obawiam się, że – niestety – skutecznie – podsumowuje Barbara Nowacka.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Paulina Januszewska

| Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.