Idee nie działają.
Same.
Ktoś musi stanąć za ideą.
Człowiek. Jeden lub wielu.

Idee pomagają wymyślić świat na nowo, kiedy trzeba to zrobić.
Ułatwiają zrozumienie, podtrzymują nadzieję, uwalniają od lęku.
Idee nie są odważne. Nie mają wyobraźni. Nie mają kolorów.
To człowiek, który stanął po stronie idei – jest bohaterem.

Zobaczył i pokazuje innym to, co niewidoczne.
Uwierzył, że utopia wypowiedziana dziś,
jutro może stać się barwną rzeczywistością.

Idee rodzą się z krytyki.
Powstają z myślenia.
A kiedy budzi się rozum, kończy się marazm.
Krytyczne myślenie napędza do działania.

Idee to słowa.
Które mają wartość i moc.
Nie chcemy ich tylko tworzyć ani bronić.
Zamierzamy je urzeczywistnić.

Dla Polski otwartej, zielonej i solidarnej.
Tworzonej wspólnie z wami.
Słowem i działaniem.

Przepisujemy idee na rzeczywistość.
Krytyka Polityczna

Kraj

Maluję kocie wąsy na Veganmanii

Czy poważna aktywistka może podczas rodzinnego pikniku malować dzieciom na twarzach kocie wąsy? Dzielić się przepisem na najlepsze smażone boczniaki? Organizować loteryjkę z drobnymi nagrodami? No, raczej nie. A może jednak?


Z czym wam się kojarzy słowo „aktywistka”? Dla mnie brzmi ono rewolucyjnie. Różowe włosy, potargane dżinsy, obnażony biust i  ciało w czułych objęciach służb mundurowych, ściągane z barykady. Idealną egzemplifikacją byłaby członkini ukraińskiego Femenu. Bojowniczka, rewolucjonistka, aktywistka. Na jednym tchu. Ja mam różowe włosy i zdarza mi się włożyć potargane jeansy, biust jednakże przeważnie mam zakryty.  Czy jestem wystarczająco przekonująca?

Efektowna czy efektywna?

Kluczowym pytaniem, na które musi sobie odpowiedzieć początkująca aktywistka, a za taką się uważam, odkąd w październiku zostałam wolontariuszką Stowarzyszenia Otwarte Klatki, brzmi: co jest dla ciebie ważne? Chcesz być efektowna czy efektywna? A może jedno i drugie? Wykrzyczeć swój sprzeciw na barykadzie – to może być bardzo efektowne. A co jest efektywne?

9 dobrych i rozsądnych powodów, żeby przejść na weganizm

Chodzi mi przecież o to, żeby budować lepsze jutro w jak najskuteczniejszy sposób. A ponieważ lepsze jutro to dla mnie przede wszystkim świat bez cierpienia − już dzisiaj powinnam zrobić wszystko, żeby je ograniczyć.

Najbardziej porusza mnie cierpienie zwierząt. Nie będę przytaczać naukowych i etycznych dowodów na to, że istoty nieludzkie cierpią równie mocno jak człowiek oraz na to, że człowiek to po prostu jeden z wielu gatunków zwierząt.

W wystarczająco licznych tekstach dowodzili tego inni i inne obrończynie praw zwierząt: Jaś Kapela, Dariusz Gzyra, Peter Singer, Melanie Joy, Dobrosława Gogłoza czy Tobias Leenaert, żeby wymienić tylko kilka nazwisk.

Ja skupię się na tym, jak efektywnie pomagać zwierzętom.

Żeby nie zrazić cioci

Według wspomnianego już Tobiasa Leenaerta, autora wydanej niedawno przez Krytykę Polityczną książki Jak stworzyć wegański świat, najgorsza rzecz, jaką może zrobić aktywistka prozwierzęca, to podać mięsożercy niedobre tofu.

Przejmę więc frazes, który przez wiele lat kojarzył mi się z utrwalaniem seksistowskich wzorców, i wprzęgnę go w czynienie dobra – przez żołądek do serca. Przez dowolnej płci żołądek do dowolnej płci serca, przy pomocy jedzenia wykonanego dowolnej płci rękami.

Dlatego w programie jesiennej edycji Veganmanii, czyli wielkiego, radosnego wegańskiego rodzinnego pikniku organizowanego przez Otwarte Klatki, znalazły się warsztaty z robienia bezcukrowych roślinnych słodkości i z podstaw kuchni roślinnej.

Veganmania Warszawa 2018

Zobaczcie krótką relację z Veganmanii w Warszawie. Jeszcze raz dziękujemy wszystkim gościom i wystawcom, krórzy w listopadzie byli z nami. Do Domu Towarowego Bracia Jabłowscy wracamy już 12.05!

Opublikowany przez Veganmania Poniedziałek, 7 stycznia 2019

Alicja Rokicka, znana szerzej jako Vegan Nerd, opowie o tym, jak zachować godność weganina nawet u cioci na imieninach. Nie chodzi nam wszak o to, żeby swoją radykalną postawą i pozbawioną uśmiechu twarzą raz na zawsze zrazić ciocię do wszystkiego, co wegańskie. Lepiej bezinteresownie podzielić się z nią przepisem na smażone boczniaki. Kto wie? Może nawet jeśli ciocia nie pójdzie w pierwszym rzędzie protestu przeciwko przemysłowemu chowowi zwierząt, to może chociaż odrobinę ograniczy spożycie mięsa na rzecz wspomnianych boczniaków?

A może ciocia słyszała już o grożącej nam katastrofie klimatycznej?

Chów zwierząt przemysłowych jest odpowiedzialny za ponad 14% emisji gazów cieplarnianych, czyli tyle co transport, i istotnie przyczynia się do kryzysu klimatycznego. Może z tego powodu ograniczy jedzenie mięsa?

III wojna światowa czy przewrót ekologiczny? Wybór należy do państwa

A właśnie – dużo osób ograniczających spożycie mięsa robi dla zwierząt więcej niż jedna weganka. Oczywiście, najlepiej byłoby, gdyby  dużo osób przeszło na dietę wegańską. Łatwiej jednak będzie je namówić na kilka bezmięsnych dni w tygodniu niż na zmianę stylu życia.

Być jak Mary Wollstonecraft

Nie tylko jedzeniem, choć jest ono w tym przypadku kluczowe, możemy pozyskiwać sprzymierzeńców. Nie odkryję Ameryki, kiedy napiszę, że ludzie lubią, jak jest im miło. Wszelkie akcje w rodzaju tatuaży w promocyjnych cenach czy nauki filcowania są jak najbardziej wskazane na trudnej i wyboistej drodze do stworzenia wegańskiego świata. Jedzenie zamiast kazania. Rodzinny piknik zamiast rebelii.

Sama często pytam – a co z rebelią? Co z tymi milionami zwierząt, które wciąż cierpią, podczas gdy my w trakcie rodzinnego pikniku produkujemy misie z filcu, zajadając się soczewicą? Czy nie powinniśmy zamiast tego szturmować rzeźni? Po co rozmawiać z tymi, którzy na cierpieniu zarabiają, zachęcając do wprowadzenia pod swoją marką wegańskiej linii produktów? Wreszcie − co z moją złością, którą czuję, widząc, jak jakiś skądinąd sympatyczny człowiek bezmyślnie pochłania czyjeś ciało?

Przy Kawie o Sprawie: Robi się gorąco!

Odpowiedź na to pytanie jest złożona. Na zmianę składa się bardzo wiele czynników. Firma wędliniarska wypuszczająca na rynek sojowe parówki; nasi bliscy i dalsi, którzy raz na jakiś czas odmówią sobie kotleta schabowego; ustawy, które próbujemy wymusić na decydentach, dające kurom nioskom minimalnie więcej przestrzeni, by mogły choć trochę rozprostować skrzydła, mroczne kampanie, które uświadamiają ludziom, jaka jest prawdziwa cena futra; kolejny sklep wycofujący się ze sprzedaży żywych karpi – to wszystko ma znaczenie. Zmiana nadejdzie.

Wątpię, czy za mojego życia. Ta wątpliwość czasem odbiera mi energię do roznoszenia po restauracjach i domach kultury plakatów zapraszających na Veganmanię.

W takich momentach myślę sobie jednak o Mary Wollstonecraft, która umierając w 1797 roku, zapewne nawet nie marzyła o prawach wyborczych dla kobiet, a jednak nazywamy ją dzisiaj prekursorką feminizmu.

Jeśli miałabym więc coś radzić początkującej aktywistce, czyli de facto sobie, to – przejdź na weganizm. Nie nazywaj jedzących mięso bliźnich mordercami (ten okres błędów i wypaczeń mam już za sobą). Zaangażuj się w działalność bliskiej twojemu sercu organizacji i rozwieszaj te plakaty pomimo deszczu i czarnych myśli. Zapraszaj ludzi na smaczne wegańskie posiłki. Zmiana kiedyś nadejdzie. Bo musi nadejść.

Krytyka Polityczna objęła patronatem jesienną edycję warszawskiej Veganmanii. Zapraszamy 24 listopada do Domu Towarowego Braci Jabłkowskich przy ul. Brackiej 25. Na naszym stoisku będzie można nabyć m.in. wszystkie pozycje Serii z Morświnem w promocyjnych cenach.

Bio

Jolanta Nabiałek

| Filolożka i kulturoznawczyni
Absolwentka filologii polskiej i kulturoznawstwa na Uniwersytecie Wrocławskim, słuchaczka podyplomowych gender studies w IBL PAN w roku 2017/2018. Publikowała w Internetowym Magazynie Teatralnym „Teatralia” i w Dzienniku Teatralnym. Obecnie zajmuje się promocją w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. Prowadzi fanpage „Nie więcej niż pięć linijek”, na którym publikuje mikrorecenzje książek.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.