Aktualności Instytutu Krytyki Politycznej

Koniec prawdy. Niech żyje prawda!

Czy nowe media kreują nowy świat polityki? Wyniki badań pod kierunkiem dra Mikołaja Lewickiego „Koniec prawdy, niech żyją prawdy! Media i polityczność w dzisiejszej Polsce” wskazują, że choć z pozoru wiele zostało po staremu, to zmieniło się niemal wszystko. Oglądamy wiadomości (różnych stacji), czytamy nagłówki gazet, w sieci i w papierze, słuchamy radia, ale wszystko to potem przechodzi przez sieciową maszynkę do mięsa; online i offline.

Informacja domaga się reakcji, opowiedzenia się, podzielenia. Niekoniecznie z całym światem, lecz raczej ze wspólnotą poznawczą – „takimi jak ja”. I nie tyle po to, by ją poinformować, lecz utożsamić się emocjonalnie. I rozpoznać tych, co po drugiej stronie.

Nie ma już autorytetów – głosów eksperckich traktowanych bezdyskusyjnie lub autorytetów moralnych i intelektualnych, których opinia byłaby raczej niepodważona, ani gatekeeperów, czyli medialnych „bramkarzy”, którzy pewne głosy uwiarygadniali na wejściu (a innych pozostawiali za płotem wiarygodności i znaczenia). Przy okazji mieli czas sprawdzić, czy dana informacja jest prawdziwa i co o niej sądzą różne strony. Ich rolę przejęli naoczni świadkowie i uczestnicy – uosobienie spójności przekazu i życia – a także „punkty autoryzacyjne”. To znaczy: nieformalni liderzy opinii lub, jak kto woli, informatorzy alfa, którzy selekcjonują i uwiarygodniają przekaz. Wykształceni lepiej lub gorzej, za to zawsze – szeroko skontaktowani, zdolni przekładać różne perspektywy, wchodzący w interakcje na portalach społecznościowych. To coraz rzadziej dziennikarze, coraz częściej – po prostu influencerzy.

W prawdę obiektywną, bezstronność czy neutralność mediów nie wierzy już prawie nikt; mało kto jeszcze sądzi, że obiektywizm w ogóle może być realnym celem. Co ciekawe, dotyczy to nawet mediów najbliższych naszemu światopoglądowi. Tych, co „za PiS” i tych, co „bronią demokracji”. Jak żyć w tej sytuacji?

Otóż z napięcia między potrzebą obserwacji świata, jaki jest – wymykającego się naszemu doświadczeniu, zapośredniczonego przez stronnicze media, produkującego wciąż nowe wydarzenia – a potrzebą „utwardzenia” rzeczywistości, czyli świata spójnego i pozbawionego niepewności rodzi się coś, co badacze nazwali medioobrazem. Coś więcej niż tylko „informacja plus komentarz”, bo na jego podstawie budujemy swe rozumienie świata i go przeżywamy. Skoro zaś mediom na słowo wierzyć nie można, szukamy drugiego źródła, co sami badani nazywali strategią „na dwie nóżki”.

To brzmi nie najgorzej – ludzie wcale nie kupują w ciemno, co im media podrzucą. Sprawdzają i szukają potwierdzenia. Tyle że to wcale nie takie proste. Bo zestawienie ze sobą różnych źródeł informacji to proces kosztowny. Wymaga czasu i zaangażowania; każe samemu szukać autoryzacji źródeł i opinii; w praktyce kieruje nas najczęściej ku źródłom podobnym, a nie skrajnie przeciwstawnym. A jeśli brakuje nam kompetencji, zadowalamy się faktyczną ignorancją; sprawdzenie innego źródła pociesza nas, że nie dajemy sobą manipulować, ale i tak przyjmujemy prawdę własnej opcji – wspólnoty nam podobnych.

Uczynić chaotyczny świat spójnym to dziś wyzwanie dla wszystkich klas społecznych, choć nie wszystkim jest równie łatwo. Kompetencje kulturowe to jedno, faza życia (mamy dzieci czy nie?) i tryb dnia codziennego (czy pracujemy w stałych godzinach) to drugie – w efekcie i źródła wiedzy i sposoby jej „utwardzania” wciąż nam się rozjeżdżają. Nasze medioobrazy mają różną siłę przebicia, a przy okazji rodzą różne oczekiwania i roszczenia, także wobec państwa i sfery publicznej.

A że w natłoku informacji agendę dnia organizują dziś Wydarzenia (niekoniecznie te w Polsacie), medioobrazy najwięcej powiedzą nam wówczas, gdy wokół nich się krystalizują – jak w przypadku najgłośniejszego programu społecznego ostatniego ćwierćwiecza, czyli Rodziny 500+. Jak pisze Mikołaj Lewicki „medioobraz klasy ludowej pozwala zidentyfikować własny interes grupowy (jak roszczenie zabezpieczenia społecznego ze strony państwa), ale de facto nie umożliwia rozpoznania własnego wkładu w państwo. Beneficjenci pozostają beneficjentami, którzy konsumują zasiłki, ale nie produkują wspólnego zasobu (…).Zupełnie inaczej jest w klasie średniej, w której wkład w państwo (podatki, wysiłek, udział w wyborach) jest przesłanką do definicji oczekiwań, legitymizacji roszczeń oraz identyfikacji wartości, a przede wszystkim – zasady sprawiedliwego podziału”.

Wokół 500+ udało się nie tylko zogniskować zbiorową uwagę Polaków, ale także sprawić, że zaczęli oni na nowo określać swoje interesy i zbiorowe tożsamości; kwestią otwartą pozostaje, jakie wydarzenia w przyszłości mogłyby uczynić coś podobnego. Niejako przy okazji badania tego, jak Polacy korzystają z mediów, dowiadujemy się innych rzeczy: jak wielkie znaczenie ma życie rodzinne dla postawy dystansu i lekceważenia wobec polityki; na czym polegają różnice klasowe w stosunku do państwa; kto jest najcenniejszym „targetem” dla speców od PR i przekazu politycznego. Może jeszcze więcej po tych badaniach jest jednak pytań, a więc inspiracji do badań kolejnych: gdzie właściwie rodzi się Wydarzenie, kto jest wiarygodny dla informatorów Alfa, no i przede wszystkim – kiedy, w reakcji na poznawczy chaos, zwieramy raczej szeregi wśród swoich, a kiedy po prostu wycofujemy się z dyskusji. Najpewniejsze po tych badaniach jest jedno – dla starych czy młodych, cynicznych czy nie, klasy ludowej i średniaków – polityka zaczęła znaczyć więcej. Ironiczny dystans jest passe.

POBIERZ CAŁY RAPORT TU

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Zamknij