Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Czystość intencji, słabość charakteru. Jak lewica rozliczała Kościuszkę?

15 października minęło 209 lat od śmierci Tadeusza Kościuszki. Ponad dwa stulecia trwa także debata lewicy o tym, czy naczelnik insurekcji zgubił Polskę, czy zasłużył na miano pierwszego polskiego rewolucjonisty, bohatera stojącego po stronie ludu.

Walka

2 lutego 1831 roku, osiem dni po detronizacji Mikołaja Romanowa przez Sejm Królestwa Polskiego i trzy dni przed rozpoczęciem inwazji armii rosyjskiej, na pierwszej stronie warszawskiego dziennika „Nowa Polska” ukazał się artykuł Być albo nie być autorstwa 27-letniego Maurycego Mochnackiego, jednego z przywódców powstańczej lewicy.

Nie chcąc, by powtórzyły się klęski poniesione w przeszłości i będąc przekonanym, że do stawienia skutecznego oporu wrogowi potrzebne jest zmobilizowanie jak najszerszych warstw społecznych, Mochnacki w bezpardonowy sposób napiętnował błędy popełnione podczas insurekcji kościuszkowskiej. Bardzo mocno oberwało się samemu przywódcy nieudanego zrywu z roku 1794.

Czytaj także Czerwony budowniczy czy Konrad Wallenrod? Socjalistyczne spojrzenie na Piłsudskiego Przemysław Kmieciak

Mochnacki uznał, że Kościuszko nie miał wówczas odwagi, by wznieść hasło „rewolucji socjalnej”. Z tego powodu duża część Polaków obojętnie patrzyła na sprawę powstania, nie mając wiary, by jego zwycięstwo mogło przynieść im poprawę losu. „Nie dbał lud, kto mu panuje”, pisał Mochnacki, przekonując, że Kościuszko był w pełni świadomy tego problemu: „Wiedział on bardzo dobrze, że mniejszość była w Polsce narodem, a większość niczym, że wszystko złe z tego wynikało stosunku. Czemuż go nie odmienił? Nieraz wpadał na tę myśl, lecz zawsze obchodził go strach wielkooki na samo wspomnienie socjalnego wstrząśnienia”.

„Kościuszko zgubił Polskę!” – grzmiał tekst artykułu Mochnackiego. „Był poczciwym Polakiem, był walecznym rycerzem, ale źle rozumował. Dla ocalenia kraju trzeba było zniszczyć zło wewnętrzne. On wolał ulec pod przemocą zewnętrznego nieprzyjaciela”.

Czystość intencji, słabość charakteru

Powyższe zarzuty, sformułowane podczas powstania listopadowego, nie były pierwszą krytyczną opinią ze strony lewicy na temat Tadeusza Kościuszki. Już podczas insurekcji niektórzy zwolennicy radykalnych przemian społecznych uznali, że naczelnik zawiódł ich oczekiwania.

Generał Józef Zajączek, jeden z powstańczych dowódców i działacz stronnictwa jakobinów, tak pisał o Kościuszce w książce anonimowo wydanej w Paryżu w roku 1797: „Moc jego ducha nie dorównywała czystości jego intencji. Cnoty jego miały rys słabości powszechnej charakterowi Polaków”. Według Zajączka podczas powstania narodowi potrzebny był „surowy szef”, który swoim bezwzględnym egzekwowaniem sprawiedliwości potrafiłby wzbudzać strach w „duszach niecnotliwych”.

Podobnie jak insurekcja kościuszkowska, tak i powstanie listopadowe zakończyło się porażką. W środowiskach lewicowych utwierdzało się przekonanie, że bez obalenia dotychczasowego porządku społecznego odzyskanie wolności nie będzie możliwe. Potrzeba potępienia błędów przeszłości sprawiała, że w Kościuszce łatwiej dostrzec było nie radykała i reformatora, a kogoś, kto swym kunktatorstwem hamował rewolucyjne przemiany.

Wiktor Heltman, jeden z liderów emigracyjnego Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, tak oceniał Kościuszkę w roku 1838: „Szczerze ojczyznę i wolność miłujący, umiejętny wódz, śmiały żołnierz, prawy obywatel, dobry Polak, zaufaniem patriotów, miłością ludu otoczony, posiadał on wszystkie przymioty do kierowania powstaniem potrzebne. Brakowało mu tylko jednego: energii. Słabość charakteru, do zupełnej niedołężności politycznej posunięta, nigdy mu nie pozwoliła za żadną wielką myślą pójść śmiało, zawsze mu kazała wybierać drogi najfałszywsze, bo od celu własnych jego usiłowań odwodzące”.

Wojciech Darasz, inny z liderów TDP, dodawał, że dyktatorska władza, jaką Kościuszko dzierżył w trakcie insurekcji, była ponad jego siły: „Uleganiem, łaskawością, chciał on uspokoić krzyki niechętnych. Chciał dogodzić wszystkim i nie zaspokoił nikogo. Chciał wybawienia ojczyzny przez masy, a nie umiał ich poruszyć”.

Heltman przyznawał, że formułowanie tego typu krytycznych ocen jest bardzo bolesne, apelował jednak, by „urok do imienia Kościuszki przywiązany” nie odbierał trzeźwości sądów. Oczywiście nie wszyscy przedstawiciele środowisk lewicowych uważali, że na naczelnika insurekcji należy patrzeć głównie przez pryzmat jego wad. Kościuszko był przecież poruszającym społeczne emocje symbolem walki o wolność i równość. A kolejne pokolenia rewolucjonistów widziały w nim swojego prekursora.

Czytaj także Wodiczko: Kościuszko może być nazwany radykalnym demokratą Adam Ostolski

Antoni Żabicki, czołowy działacz polskiej sekcji socjalistycznej Międzynarodówki, przemawiając w 1867 roku w Londynie w trakcie obchodów czwartej rocznicy wybuchu powstania styczniowego, przypominał na przykład, że „pierwszym polskim demokratą był nasz bohater Kościuszko”. Podobną retoryką operował Walery Wróblewski, dowódca powstańczy i generał Komuny Paryskiej. W roku 1875 obrazowo opisywał Kościuszkę jako postać wolną od „pleśni wiekowej”, jako walczący ze starym porządkiem symbol przemian społecznych. Według Wróblewskiego naczelnik insurekcji jako jeden z pierwszych odciął się od partykularnych interesów swojej klasy społecznej, czyli szlachty, występując zamiast tego jako rzecznik ogółu społeczeństwa. Był nie „narzędziem kasty”, a „obywatelem całego narodu”.

Kilka lat później pionierzy polskiego ruchu robotniczego sformułowali jednak o wiele ostrzejsze opinie, zbliżone do sądów wyrażonych wcześniej przez Mochnackiego czy Heltmana. „Dlaczego Kościuszko, który w Ameryce obok Waszyngtona praw obywatela i człowieka bronił, o tych prawach zapomniał, kiedy go losy na czele powstającego polskiego ludu postawiły?” – pytała w 1881 roku redakcja socjalistycznego pisma „Równość”. Zarzucano naczelnikowi insurekcji, że popełnił fundamentalny błąd, licząc na „jedność między uciskanym i uciskającym”.

Próba pogodzenia sprzecznych interesów sprawiała, że, cytując Kazimierza Dłuskiego, Kościuszko był „ciągle pomiędzy młotem i kowadłem”. A ponieważ nie zdecydował się na nadanie insurekcji charakteru rewolucji społecznej, w efekcie „zostawił lud na pastwę nędzy i ciemnoty”.

Czytaj także Po Wielkim Kryzysie w wyobraźni polskich elit i społeczeństwa załamał się paradygmat wolnorynkowy Michał Sutowski rozmawia z Kamilem Piskałą

Zapatrzony w USA, sceptyczny wobec rewolucji

Bolesław Limanowski, pisząc w roku 1888 swoją Historię ruchu społecznego w drugiej połowie XVIII stulecia, ocenił, że zwodniczym ideałem była dla Kościuszki amerykańska wojna o niepodległość. Za to późniejszej rewolucji francuskiej „nie rozumiał dobrze, upadek żyrondystów zniechęcił go do niej, jej gwałtowność zaś oburzała jego ludzkie uczucia”.

Limanowski uważał, że naczelnik powinien był oprzeć się politycznie na liderze polskich jakobinów Hugonie Kołłątaju i na przywódcy powstania wileńskiego Jakubie Jasińskim, ci dwaj bowiem najlepiej rozumieli wówczas potrzebę społecznej rewolucji. Ostatecznie Kościuszko dokonywał jednak błędnych wyborów w obawie przed negatywnymi skutkami radykalnych posunięć. „Widział, że szlachta nie popierała sprawy narodowej jak się należało, bolał nad tym, odgrażał się nawet, a pomimo to dawał jej zawsze we wszystkim pierwszeństwo i oszczędzał jej interesy”.

Czytaj także „Niech nam wybaczą ci ludzie”. O dylematach etycznych polskiego terroryzmu Przemysław Kmieciak

Okazję do intensyfikacji dyskusji na temat Kościuszki dała przypadająca na rok 1894 setna rocznica insurekcji. „Nie obawiamy się podnieść słabych stron dawnych powstań, ale za to całą duszą jesteśmy zdecydowani naśladować to, co w nich było dobrego” – deklarował współzałożyciel PPS Aleksander Dębski. Jego towarzysz Stanisław Grabski zwracał uwagę, że postawę Kościuszki determinowało zarówno jego własne pochodzenie, jak i społeczny skład niepodległościowej konspiracji. Przypominał, że „Kościuszko był szlachcicem, jak ci, co go na czele powstającego narodu postawili. Był on demokratą, lecz demokratą szlacheckim”. Stąd też zamiast na rewolucyjne zmiany, stawiał na częściowe reformy: „Najsroższa niesprawiedliwość, pańszczyzna, została tylko zmniejszona. Usunąć jej całkowicie Kościuszko się nie poważył. Nakazał nawet gorliwe jej odbywanie”. W opinii Grabskiego, Kościuszko w trakcie powstania „lud opuściwszy, na stronę właścicieli ziemskich poszedł”.

Feliks Perl, inny z działaczy PPS, oceniał, że „wszystkie świadectwa przemawiają za kryształową czystością i szlachetnością charakteru Kościuszki”, a insurekcja upadłaby prawdopodobnie nawet wtedy, gdyby jej przywódca wykazał się najwyższą stanowczością. Na odniesienie zwycięstwa nie pozwalała ani potęga państw zaborczych, ani archaiczny układ sił społecznych w zdominowanej przez szlachtę Polsce. Bolesław Limanowski dodawał, że to właśnie „rozbudzenie sił drzemiących w mieszczaństwie i ludzie” było najważniejszym czynem Kościuszki.

Uznanie Daszyńskiego, hołdy wstecznictwa

Wielkie uznanie dla przywódcy insurekcji deklarował lider galicyjskich socjalistów Ignacy Daszyński. Tak wypowiadał się w kwietniu 1894 roku, podczas rocznicowych obchodów we Lwowie: „Tadeusz Kościuszko w naszych oczach to wielki bojownik za sprawę ludową, waleczny obrońca niepodległości Stanów Zjednoczonych, obdarzony najszczytniejszym odznaczeniem rewolucyjnego rządu francuskiego. Bohater ten jest w swej prawości i gołębiej prostocie wielkim jak dusza ludu, którego przywdział sukmanę”.

Czytaj także Z pochodniami ku chwale socjalistów. Lewicowy patriotyzm czy małpowanie nacjonalistów? Artur Troost

Daszyński podkreślał jednak, że celem socjalistów nie jest tworzenie personalnego kultu. Obiektem ich zainteresowania jest przede wszystkim proces historyczny. Jak mówił Daszyński w trakcie owego wiecu, „nie męstwo, ani osobiste poświęcenie jednostek zajmuje nas w tej kochanej przez nas tradycji pierwszej polskiej rewolucji. Zaznaczamy z całym naciskiem, że chodzi nam o uczczenie pierwszego występu ludu na arenę walki o niepodległość narodu. Jesteśmy jako partia robotnicza, ludowa, spadkobiercami tej polityki”.

Lewica odcinała się też od spłyconej opowieści o powstaniach narodowych, od lat propagowanej przez szlachtę. Uważała, że aspekty militarne niesłusznie dominują w niej nad kwestiami społecznymi. „Prawo Ludu”, krakowskie pismo partii Daszyńskiego, zauważało w 1896 roku, że „o codziennej biedzie chłopskiej, o krwawej pracy na pańskim łanie, o nędzy i chorobie, która chłopa przez rok cały dusi, o tym niewiele mówiono, ale o Kościuszce, o kosynierach, o lancach ułańskich, o tym wszystkim rozpowiadano chłopu dużo. To się nazywało »patriotyzm pański«”.

Samo powoływanie się prawicy na postać Kościuszki socjaliści uważali zresztą za hipokryzję. Za przykład posłużyć tu może ulotka PPS, kolportowana w roku 1917 z okazji setnej rocznicy śmierci naczelnika insurekcji. Zarzucała ona prawicowym politykom obłudne oddawanie czci rewolucjonistom poprzednich epok: „Kiedy Tadeusz Kościuszko walczył z najazdem, kiedy borykał się wstecznictwem magnaterii i szlachty, ona, kierując się swymi egoistycznymi interesami, starała się paraliżować wszystkie jego poczynania rewolucyjne i demokratyczne. A w setną rocznicę zgonu tego rewolucjonisty i demokraty – wstecznictwo wszelkie hołdy mu składa!”.

Sztandar jutra

Rok później Polska wyzwoliła się spod władzy zaborców, a lewica, sprawująca rządy w pierwszych tygodniach niepodległości, położyła kres monarchii, ogłaszając powołanie demokratycznej republiki oraz równouprawnienie jej obywateli. Z jej perspektywy pewien etap historii, zapoczątkowany ponad sto lat temu kościuszkowskim zrywem, dobiegł zwycięskiego końca. Bolesław Limanowski, nestor polskiego socjalizmu i współzałożyciel PPS, wspominał, że w młodości przy okazji bierzmowania wybrał sobie imię Tadeusz właśnie „przez cześć i umiłowanie Kościuszki”.

W roku 1920, mając już wówczas 85 lat, spisał biografię przywódcy insurekcji. Stwierdził w niej, że spośród wszystkich postaci historycznych to właśnie nazwisko Kościuszki cieszyło się największym szacunkiem w polskim społeczeństwie: „Krytykowano ostro i trzeba przyznać wiele razy słusznie kierowniczą jego czynność w insurekcji. Zanadto względny dla szlachty folwarcznej, pomimo jej zbrodniczego oporu, niechętny do gwałtownych środków, chociaż jedynie one mogły się okazać skutecznymi, nie wydobył z narodu maksimum energii. Pomimo to jednak cały naród otoczył go taką czcią i miłością, jakiej nikt przedtem w dziejach naszych nie był zjednał. Widział bowiem w nim nie tyle obrońcę dawnej Polski szlacheckiej, ile szermierza nowej, powstającej Polski, wcielającej cały lud pracujący do składu narodowego na prawach równego obywatelstwa. To unarodowienie ludu, chłopów, zapowiedziane w Uniwersale Połanieckim, zjednało mu serca wszystkich rzetelnych patriotów, którzy pomimo klęsk wyczuwali, że raz poruszona przez Kościuszkę masa milionowa ludu nie zatrzyma się w pędzie i zdobędzie należne jej obywatelstwo i niepodległość narodową. Pierwszy rząd narodowy zjednoczonej i oswobodzonej od najeźdźców Polski spełnił w 1918 roku program Kościuszki”.

Czytaj także Najbardziej opiniotwórcza książka o historii wydana w PRL-u Paweł Machcewicz

W czasach zaborów surowość ocen przywódcy insurekcji motywowana była często potrzebą sugestywnego wskazania skutecznych dróg społecznego i narodowego wyzwolenia. Kościuszko, mimo niepodważanych przez lewicę szczerych intencji, swą walkę przecież ostatecznie przegrał. Nie niechęć do tej postaci, a raczej próba wyciągnięcia wniosków z popełnionych przez niego błędów, skłaniała do poddawania go dosadnej i bezpardonowej krytyce. To przepracowywane przez dziesiątki lat rozliczenie z przeszłością sprawiło, że w 1926 roku Adam Próchnik, historyk i działacz PPS, mógł z pełnym przekonaniem napisać, że Kościuszko „wyrastał ponad głowy swych współczesnych jako sztandar jutra”.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x