Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Polin czy Palestyna? Żydowscy socjaliści na rozdrożu

Jedni i drudzy marzyli o świecie wolności i sprawiedliwości społecznej. Tyle że bundowcy chcieli walczyć o niego w Polsce, a poalej-syjoniści wybierali budowę nowego życia w odległej ziemi przodków.

yjazd grupy żydowskich emigrantów do Palestyny, Warszawa, rok 1925
Walka

„Tutaj musicie pozostać” – taka jest rzeczywistość mas żydowskich w Polsce. Te masy, czy tego chcą, czy nie chcą, są skazane na to, by w Polsce żyć, pracować, walczyć i umierać! Polska jest ich ojczyzną, choć polska reakcja odmawia im praw obywatelskich w tym kraju”.

Tak w roku 1937 pisał Wiktor Alter, były warszawski radny i jeden z przywódców Bundu. Ta socjalistyczna partia, działająca wśród mniejszości żydowskiej w Polsce, w zwycięstwie swojej idei upatrywała szansę nie tylko na wywalczenie społecznej sprawiedliwości, ale i na osiągnięcie narodowych swobód. Bundowcy domagali się prawa do używania własnego języka w życiu publicznym oraz zniesienia wszelkich przejawów dyskryminacji.

Czytaj także Backlash: jak negacjonizm Holokaustu trafił do głównego nurtu Piotr Forecki

„Istnieje tylko jedna droga, aby wyzwolić się od obecnych udręk i cierpień: walczyć o inną rzeczywistość polityczną”– przekonywał Józef Leszczyński, znany lepiej pod pseudonimem „Chmurner”, działacz oświatowy i członek kierownictwa partii. „Masy żydowskie nie są w tej walce osamotnione. Tę samą walkę prowadzi cała klasa robotnicza kraju, również wzdychająca ciężko pod jarzmem obszarniczo-kapitalistycznego panowania. Walka ta wciąga coraz bardziej masy chłopskie, które łakną ziemi i wolności. Tę samą walkę prowadzą masy innych mniejszości narodowych”.

Sam Bund uważał się przede wszystkim za reprezentanta interesów żydowskich robotników i to w tej grupie społecznej upatrywał główną siłę, która doprowadzić miała do gruntownej przebudowy społecznego ustroju. Taka identyfikacja skłaniała naturalnie do szukania sojuszników wedle klucza klasowego, a nie narodowego. Toteż podczas pierwszomajowej demonstracji w Warszawie w roku 1938 kolejny z liderów Bundu Henryk Erlich, patetycznie zapewniał, że „robotnik polski w swej walce wyzwoleńczej zawsze znajdzie u swego boku solidaryzującego się z nim robotnika żydowskiego”.

Fundamentalny konflikt

Nie wszyscy żydowscy robotnicy podzielali jednak perspektywę socjalistów, a co więcej, nie wszyscy żydowscy socjaliści podzielali perspektywę Altera, Chmurnera i Erlicha. W fundamentalnym konflikcie z Bundem pozostawała organizacja znana pod potoczną nazwą „Poalej-Syjon Prawica”. Choć obie partie znalazły się w składzie Międzynarodówki Socjalistycznej, to różnica poglądów na temat przyszłości narodu żydowskiego praktycznie uniemożliwiała im jakąkolwiek współpracę.

Jechiel Halpern, jeden z czołowych działaczy Poalej-Syjon, tak pisał w roku 1937: „Uważamy, że nasze równouprawnienie winno być głębsze i bardziej uniwersalne, aniżeli to pojmuje Bund, że podobnie jak inne narody mamy prawo nie tylko do tego, by nas we wszystkich krajach traktowano na równi z innymi obywatelami, lecz także do tego, by posiadać również własny kraj”.

Podczas gdy Bund chciał budować socjalizm w Polsce, Poalej-Syjon Prawica przekonywała, że celem Żydów powinno być stworzenie niepodległego państwa socjalistycznego w „Erec Izrael” – Ziemi Izraela, dawnej ojczyźnie przodków na azjatyckim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Halpern kategorycznie zapewniał, że „wszelka myśl o stworzeniu samodzielnego ośrodka narodowego poza Palestyną jest iluzją”.

Wraz z odbudową własnego państwa skończyć się miała wielowiekowa tułaczka Żydów po świecie. Idea syjonizmu połączyła w nietypowy sojusz ludzi przeróżnych poglądów, od marksistów przez nacjonalistów po religijnych ortodoksów. Według Halperna świadczyło to o tym, że „głębokie przywiązanie do Palestyny istnieje w sercach milionów Żydów”.

Od socjalistycznych bądź co bądź działaczy Poalej-Syjon biła niemal mistyczna wiara w sens tej inicjatywy. Zacytujmy publicystę Lejba Szpizmana, który w takim tonie wypowiadał się w roku 1939: „Poza Erec Izrael nie mamy na świecie ani jednego jasnego punktu. Na wzburzonym morzu, pełnym niegodziwości i szaleńczych prześladowań, miota się ten żydowski statek. Na jego stanowisku dowodzenia stoi bohaterska młodzież żydowska w Erec Izrael. W nich jest nowa nadzieja, oni są naszym pocieszeniem”.

Jakie jest podłoże syjonizmu?

Inni sięgali jednak po bardziej przyziemne argumenty. Anszel Reiss, lider Poalej-Syjon, wskazywał, że syjonizm ma podłoże przede wszystkim ekonomiczne. Twierdził, że to głos cierpiących niedostatek mas, świadomych beznadziejności ich obecnego położenia.

Ekonomista Jakub Leszczyński przekonywał na łamach poalej-syjonowego pisma „Dos Naje Wort”, że „emigracja 50-60 tysięcy polskich Żydów rocznie jest tak niezbędna jak powietrze do oddychania, dosłownie jak woda na pustyni, po prostu jak chleb, bez którego nie da się żyć. Co zrobić z tymi wszystkimi dziesiątkami tysięcy ludzi, którzy co roku wkraczają w życie bez oparcia, bez nadziei i perspektyw?”.

Za emigracją przemawiał też panujący w Polsce antysemityzm, przeradzający się często w przypadki fizycznej agresji i niszczenia żydowskiego mienia. Według Leszczyńskiego „Żydzi uciekają z dawnego domu na wszystkie krańce świata, w obce klimaty, w najdziksze miejsca, byle tylko wyrwać się z piekła. Żyd, któremu w spalonym kramie spłonęły wszystkie nadzieje na utrzymanie w mieście, w którym się urodził i wychował – co ma zrobić? A jego dzieci? Czy mają usiąść i czekać, aż polska klasa robotnicza stanie się świadoma, aż u polskiego chłopa otworzy się umysł, i położą oni kres obecnemu porządkowi społecznemu, a Żyd pomoże im przewrócić ten brzydki i straszny świat? Czy też posłuchają krzyku swojego zdrowego, ludzkiego instynktu i ruszą do Erec Izrael, by zacząć budować nowe, niezależne życie?”.

Czytaj także Czy można jeść jajka ugotowane w szabat? Cała prawda o Talmudzie Aleksander Kamkow

Warto nadmienić, że zbieżność nazwisk pomiędzy syjonistą Jakubem Leszczyńskim a wymienionym wcześniej bundowcem „Chmurnerem” – Józefem Leszczyńskim jest nieprzypadkowa. Byli to rodzeni bracia, których łączyły wprawdzie lewicowe poglądy społeczne, ale jaskrawo różniła strategia wcielania ich w życie. To wyrazisty przykład demonstrujący jak podzielona była wówczas społeczność żydowska.

Mozaika podziałów na żydowskiej lewicy była zresztą o wiele bardziej skomplikowana. Sam ruch poalej-syjonistyczny nie był monolitem. Obok Poalej-Syjon Prawicy istniała np. tzw. Poalej-Syjon Lewica. Ugrupowanie to próbowało połączyć postulat niepodległego państwa palestyńskiego z radykalnym programem społecznym zbliżonym do radzieckiego komunizmu. Poalej-Syjon Lewica skazywała się jednak w ten sposób na polityczną izolację, bo tworzenie tego rodzaju ideologicznej chimery nie spotykało się z uznaniem ani u komunistów, ani u syjonistów, ani tym bardziej u socjalistów.

Chmurner twierdził, że Poalej-Syjon Lewica „tak zamaskowała swój syjonizm, tak ufarbowała go na czerwono, że zwykłym okiem prawie nie sposób go dostrzec”. Ostrzegał jednocześnie, że kiedy „zeskrobie się tę czerwoną farbę, wyłazi zza niej obrzydliwy robak nacjonalizmu”.

Bundowcy nie szczędzili słów ostrej krytyki również i innym syjonistom, w tym i teoretycznie najbardziej zbliżonej do nich ideowo Poalej-Syjon Prawicy. Przede wszystkim stanowczo odrzucali pomysł, by masowa emigracja rozwiązać mogła problemy, z jakimi boryka się mieszkająca w Polsce społeczność żydowska. „Utopijność tego pomysłu bije po oczach” – pisał Wiktor Alter – „Był zresztą czas, gdy emigracja mogła bez przeszkód kierować się do tak chłonnych krajów jak Stany Zjednoczone. Powstały tam wielkie skupiska Żydów. Dziś jest ich tam więcej niż w Polsce. No i czy ten odpływ ludności żydowskiej przyniósł rozwiązanie kwestii żydowskiej w Polsce? Nie!”. Alter alarmował, że Palestyna jako terytorium mniej pojemne nie będzie w stanie przyjmować nawet tych kilkudziesięciu tysięcy ludzi stanowiących coroczny przyrost naturalny ludności żydowskiej w Polsce.

Inny bundowiec Emanuel Szerer przestrzegał, że „syjoniści mogą co najwyżej sztucznie wyhodować w Palestynie drobną cząstkę społeczeństwa żydowskiego, nowe plemię hebrajskie, od reszty społeczeństwa żydowskiego wyodrębnione”. Wątpił też, by niepodległa Palestyna miała szansę ominąć jakoś kapitalistyczny etap rozwoju i tak od razu stać się państwem socjalistycznym.

Bund ostrzega przed arabskim nacjonalizmem

Żydzi nie osiedlali się w ziemi niczyjej. Teren upragnionego Erec Izrael znajdował się wówczas pod administracją brytyjską, a zamieszkiwała go w większości ludność arabska. Chmurner pisał w roku 1929, że „syjoniści powinni byli wiedzieć, że arabski ruch narodowy zwróci się przeciwko nim, że arabskie wystąpienia mogą przerodzić się w okrutne masowe rzezie, w krwawe łaźnie. My, bundowcy, nie przestawaliśmy ich przed tym ostrzegać”.

Henryk Erlich dodawał, że „było nonsensem przypuszczać, że naród arabski, który kraj ten od wieków zamieszkuje, stanowiąc w nim 85-90 proc. populacji, przestanie się rozmnażać i w ogóle dobrowolnie się usunie, by ustąpić miejsca imigrantom żydowskim, tylko dlatego, że 2 tysiące lat temu praszczurowie tych imigrantów tworzyli na tych ziemiach państwo żydowskie”.

Czytaj także Tokarska-Bakir: Wciąż tkwimy w logice czystki etnicznej [rozmowa] Tomasz Żukowski

Co jednak począć z dziesiątkami tysięcy Żydów, którzy już mieszkali na terytorium Palestyny? Według bundowców powinni byli zaakceptować fakt, że są tam mniejszością narodową i sprzymierzyć się z ludnością arabską we wspólnej walce o zrzucenie brytyjskiego panowania kolonialnego. Jak tłumaczył Chmurner, należy wybrać drogę, „na której nie musi dochodzić do tragicznych zderzeń z masami innych narodów”.

By do tego doszło, konieczne było jednak odcięcie się od ideologii syjonizmu. Bundowcy postrzegali ją za szkodliwą iluzję, która odciąga Żydów od realnych sposobów wywalczenia wolności narodowej i sprawiedliwości społecznej. Jak pisał Szerer, „nie syjonizm, czerwony czy inny, w Palestynie, lecz socjalizm w Polsce i w innych krajach to jedyna droga do wyzwolenia żydowskiej klasy robotniczej”.

Bundowcy uważali syjonizm za ideologię reprezentującą interesy zamożnych warstw społeczeństwa. Jak pisał Alter, wykształcił się on za czasów carskiej Rosji z powodu bierności i tchórzliwości mieszczaństwa żydowskiego. Obraz mitycznej ziemi obiecanej na Bliskim Wschodzie tłumaczyć miał brak zaangażowania w życie polityczne kraju, w którym się mieszka. Z drugiej strony chwytliwe, nacjonalistyczne hasła syjonizmu miały umożliwiać żydowskim elitom zachowanie duchowego panowania nad resztą żydowskiego społeczeństwa.

Tym bardziej irytował bundowców udział przedstawicieli lewicy w tym ruchu. Chmurner zarzucał poalej-syjonistom, że próbują przemycić syjonizm w szeregi żydowskiej klasy robotniczej, owijając go w zwodniczy „tałes socjalizmu”. Twierdził, że ich prawdziwym zadaniem jest po prostu pozyskanie tych warstw, „których syjonizm w swojej czystej formie nie jest w stanie sam pozyskać”. Jak bezpardonowo określił to Szerer, dla bundowców „Prawica” Poalej-Sjonu jest politycznym, „Lewica” moralnym zerem”.

Poalej-syjoniści nie pozostawali dłużni. Jechiel Halpern zarzucał Bundowi brak racjonalności i naiwną wiarę w to, że jakiś nieuchronny rzekomo tok dziejów przyniesie automatyczne załatwienie wszelkich problemów. Pisał z ironią, że „wyczekiwanie na rewolucję socjalną i przekazywanie jej wszystkich spraw do rozwiązania bardzo przypomina stosunek bogobojnego Żyda do Mesjasza”. Halpern nie krył, że jest pesymistą w tej kwestii i podkreślał, że to właśnie ten pesymizm rodzi potrzebę „szukania sił wyzwoleńczych w samym narodzie żydowskim”.

Z dużym optymizmem podchodzono za to w Poalej-Syjon do kwestii arabskiej. Anszel Reiss był przekonany, że osadnictwo żydowskie wcale nie musi godzić w warunki bytowe miejscowej ludności: „Zważywszy, że Palestyna stanowi zaledwie 4 proc. obszarów, stojących do dyspozycji państw arabskich i że kraje arabskie są tak rzadko zaludnione, że mogą pomieścić jeszcze wiele dziesiątków milionów ludności, jest zrozumiałe, że nie ma żadnych rzeczowych przeciwieństw między naszymi a arabskimi aspiracjami narodowymi”.

Reiss zapewniał, że Poalej-Syjon „czyni od lat starania o zbliżenie żydowskiego i arabskiego robotnika”. Przytaczał przykłady wspólnych demonstracji, strajków, a także współpracy w dziedzinie ochrony zdrowia. Zwracał przy tym uwagę na barierę w postaci niskiej świadomości klasowej robotnika arabskiego, który dopiero „powoli wyzwala się spod wpływu kleru i tradycji uległości wobec klasy posiadającej”. Porównywał to sobie jednak z obrazem stosunków społecznych w Syrii czy Iraku, i dochodził do wniosku, że aktywność syjonistów ma zdecydowanie dodatni wpływ na położenie palestyńskich mas ludowych.

Lider Poalej-Syjon snuł też wizje przyszłej kooperacji w niepodległym państwie. Uznał, że niezależnie od tego jak będą wyglądały proporcje liczbowe pomiędzy obiema nacjami, Żydzi i Arabowie powinni posiadać równą reprezentację w organach władzy. Dzięki temu wykluczone zostałoby ryzyko ucisku jednej narodowości przez drugą.

Czytaj także Pamięć o powstaniu tak, ale z naszymi syjonistami i antysyjonistami Aleksander Kamkow

Póki co ludność żydowska była jednak w Palestynie wyraźną mniejszością, toteż taka koncepcja spotykała się z krytyką ze strony bundowców, którzy uznali ją za „karykaturę” demokracji. Emanuel Szerer szydził, że według poalej-syjonistów „jeden Żyd równa się sześciu Arabom”.

Reiss szedł zresztą w swych planach znacznie dalej. Jak stwierdził w roku 1937, „nie mamy nic przeciwko utworzeniu wielkiej federacji państw arabskich, może być do pomyślenia nawet nasz udział w takiej federacji, jeśli zagwarantowana nam będzie polityczna i narodowa samodzielność, prawo do emigracji i kolonizacji Palestyny”.

Poalej-syjoniści odrzucali też zarzut, że z powodu planów budowy niepodległego państwa rezygnują z działań na rzecz poprawy poziomu życia ludności żydowskiej w Polsce. Jakub Leszczyński przyznawał, że nie wszyscy Żydzi chcą emigrować i wielu z nich na pewno pozostanie w miejscu dotychczasowego zamieszkania. Niezbędnym jest więc, by „walczyć z całych sił o pełne równouprawnienie”. Reiss dodawał, że nie widzi żadnej sprzeczności „pomiędzy 100-procentową aktywnością syjonistyczną, a również 100-procentowym oddaniem się walce klasowej na gruncie polskim, co stanowi drogę do wyzwolenia żydowskich mas pracujących tu w kraju”. A Jechiel Halpern podkreślał, że „jedynie solidarna walka klasy robotniczej wszystkich narodowości zdoła złamać opór reakcji i usunie radykalnie plagę faszyzmu i antysemityzmu”.

Czytaj także Ukraińcy w Polsce stają się dla prawicy przedwojennymi Żydami Galopujący Major

Tej solidarności nigdy jednak nie osiągnięto. Jak po II wojnie światowej pisał jeden z bundowskich przywódców Emanuel Nowogródzki, „w niepodległej Polsce ani na chwilę nie została zawieszona walka ideologiczna między Bundem a syjonizmem. Prowadzona była każdego dnia roku, przy każdej okazji, na niezliczonych wiecach i mityngach, w prasie codziennej oraz w specjalnych broszurach i publikacjach”.

Poglądy na syjonizm mogą być różne”

Konflikt pomiędzy bundowcami a poalej-syjonistami stawiał w trudnej sytuacji ich polskich towarzyszy. Jechiel Halpern, przemawiając podczas kongresu PPS w grudniu 1925 roku, wyraził nadzieję, że program budowy niepodległego państwa izraelskiego znajdzie zrozumienie wśród polskich socjalistów, też jeszcze niedawno walczących przecież o wyzwolenie spod obcego panowania.

PPS starała się jednak zachować w tej kwestii dystans i neutralność. Poseł tej partii, Mieczysław Niedziałkowski, pisał, że nie mogła ona brać na siebie funkcji arbitra w sporze wewnątrz żydowskiego ruchu socjalistycznego. Jak podkreślało partyjne pismo, „Robotnik”, „ani tych poglądów, które odpowiadają Bundowi, ani tych, które odpowiadają Poalej-Syjonowi, nie uważamy wcale za „karygodne odchylenia”. Niedziałkowski dodawał, że „poglądy na syjonizm mogą być różne. Wielu naszych towarzyszy podziela negatywny pogląd Bundu. Inni tego poglądu nie podzielają”.

I rzeczywiście, wielu działaczy PPS jednoznacznie opowiadało się po jednej lub drugiej stronie. Poseł Adam Ciołkosz twierdził na przykład, że „syjonizm jest oszustwem, przy pomocy którego przywódcy syjonistyczni usiłują wychowywać lud żydowski w nacjonalistycznym odosobnieniu od losów reszty społeczeństwa, w którym im żyć przypadło”.

Czytaj także „Po-żydki” z Marca ’68. Mieszkania, książki, wspomnienia – co zabrali wyjeżdżającym Żydom? Piotr Forecki

Do przeciwnych wniosków doszedł publicysta „Robotnika” Jan Maurycy Borski, sam będący zasymilowanym Żydem. Uważał, że „większość Żydów polskich tworzy zamknięty świat, a za ojczyznę swą uważa Ziemię Izraela, Palestynę, do której codziennie wznosi modły, błagając Boga o powrót do niej”. Według niego Bund nie doceniał siły tradycji i konserwatyzmu społeczeństwa żydowskiego. A jeżeli coś mogło zburzyć funkcjonujące w nim „resztki średniowiecza”, to właśnie emigracja i powiązana z nią konieczność budowy nowej struktury społecznej.

Silnym argumentem był też powszechny w Polsce antysemityzm. Borski bezradnie przyznawał, że „Polak łatwiej zżyje się z Ukraińcem, nawet z Niemcem, niż z Żydem”. Najbardziej sensowna wydała mu się więc koncepcja proponowana przez Poalej-Syjon. Jak stwierdził, „część Żydów, związana głęboko z krajem i kulturą polską, pozostanie w Polsce na zawsze. Znaczna jednak część winna emigrować. Nie jest prawdą, że Żydzi muszą pozostać w Polsce, ponieważ nie mają innego wyjścia”.

Przewagę w PPS miało jednak stanowisko bliższe Bundowi. Nie było wiary w to, że działalność ruchu syjonistycznego prowadzi do budowy socjalizmu. Cytując pismo „Robotnik” z roku 1928, uważano raczej, że syjonizm to po prostu wyrosła w środowisku żydowskiego mieszczaństwa i inteligencji obronna reakcja „na zacofane społecznie warunki wschodniej Europy, które uniemożliwiły im asymilację”.

Jeden z czołowych działaczy PPS Zygmunt Zaremba zgadzał się z wzmiankowaną wcześniej opinią Anszela Reissa, że marzenie o Erec Izrael ma przede wszystkim przesłanki ekonomiczne. Uważał, że „wszelka emigracja jest wynikiem biedy. Tylko bieda pcha ludzi w masie do porzucenia swego kraju”.

Zwracał jednak uwagę, że w społeczeństwie żydowskim, szczególnie w jego biedniejszych warstwach, kształtuje się dopiero poczucie świadomości narodowej. Póki co znajduje się jeszcze często w „stadium prymitywnego patriotyzmu miasteczkowego”, ale Zaremba nie wykluczał, że może się ono przerodzić w świadomy patriotyzm polski. A odnosząc się do konfliktu narastającego już w samej w Palestynie, działacz PPS podkreślał, że jednakową miarą należy traktować tak Żydów jak i Arabów: „Występuję przeciwko zmuszaniu Żydów do emigracji z Polski i nie mogę pogodzić się z tym, że Arabów wolno wypędzać z ich siedzib”.

Jedyne hasło logiczne dla antysemityzmu

W lipcu 1939 roku, ledwie kilka tygodni przed wybuchem II wojny światowej, Anszel Reiss chwalił się sukcesami kolonizacji żydowskiej w Palestynie. Jak mówił w rozmowie z warszawskim pismem „Nasz Przegląd”, „stworzyliśmy potęgę ekonomiczną i społeczną, którą nie tak łatwo złamać”. Jechiel Halpern stanowczo zapewniał, że lewicowo-syjonistyczne hasła demokracji i postępu społecznego mają ogromny potencjał konsolidacji narodu żydowskiego. Nie zdobędą wprawdzie uznania u „garstki kilkunastu tysięcy” bogaczy, ale akurat tą grupą poalej-syjoniści przejmować się nie zamierzali, bowiem z góry zakładali, że jej interesy sprzeczne są z interesami narodu jako całości.

Bardziej ponure nastroje panowały wśród bundowców, coraz bardziej przeczuwających nieuchronność konfrontacji z rosnącym w siłę nacjonalizmem. Wiktor Alter napisał w kwietniu 1938 roku, że gdy tylko rozwieje się wiara w możliwość wysiedlenia całej społeczności żydowskiej, „antysemityzm wysunie jedyne logiczne z antysemickiego punktu widzenia hasło: wyrżnąć wszystkich Żydów”.

Ani jedni ani drudzy nie byli jednak w stanie przewidzieć horroru, który przynieść miała nadchodząca wojna. Potworna skala niemieckich zbrodni wespół z napędzanymi przez antysemickie wybryki falami powojennej emigracji sprawiły, że społeczność żydowska na terenie Polski praktycznie przestała istnieć. Gdy w roku 1938 Henryk Erlich uroczyście deklarował, że „robotnik polski w swej walce wyzwoleńczej zawsze znajdzie u swego boku solidaryzującego się z nim robotnika żydowskiego”, to w najgorszych koszmarach nie przypuszczał zapewne, że ledwie kilka lat później ani jego, ani większości tych żydowskich robotników nie będzie już pośród żywych.

Koncepcje Poalej-Syjon też jednak rozbiły się o brutalną rzeczywistość. Wprawdzie niepodległe państwo izraelskie trafiło na mapę świata, ale ani do zbudowania ustroju socjalistycznego, ani do pojednania z Arabami doprowadzić się tam nie udało.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x