Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Ikona feminizmu, wtyka CIA, przyjaciółka Kissingera. Krytyczne pożegnanie Glorii Steinem

Gloria Steinem nie była feministką ślepą na kwestie klasowe. Pozostaje jednak pytanie: dlaczego właśnie ona stała się twarzą ruchu, podczas gdy antyimperialne, socjalistyczne feministki pozostały postaciami w najlepszym razie drugoplanowymi?

ObserwujObserwujesz
Kontekst

📰 Gloria Steinem była jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy amerykańskiego liberalnego feminizmu, zasłużoną m.in. dla praw reprodukcyjnych, walki z przemocą wobec kobiet i zwiększania ich reprezentacji politycznej.

🕵️ Jej biografię komplikuje współpraca z CIA w latach 50. i 60., gdy jako szefowa Independent Research Service uczestniczyła w antykomunistycznych operacjach propagandowych skierowanych do młodzieży, co później sama uznała za błąd.

🌍 Krytycy z lewicy wskazują na szerszy problem jej politycznego liberalizmu, obejmujący stosunek do amerykańskiej polityki zagranicznej, Izraela i establishmentu Partii Demokratycznej.

Walka

W wieku 92 lat w Nowym Jorku odeszła najsłynniejsza amerykańska feministka XX wieku. Oprócz wystawianych jej laurek po stronie lewicowej pojawiają się głosy sprzeciwu wobec tej beatyfikacji. W tym drugim ujęciu Gloria Steinem była przede wszystkim „girl boss zachodniego imperializmu”, a jej kilkuletnia współpraca z CIA, mająca na celu pozyskanie europejskiej młodzieży dla „amerykańskiego liberalizmu i demokracji”, całkowicie kompromituje ją jako ikonę feminizmu.

Dziennikarka, intelektualistka, współzałożycielka National Women’s Political Caucus – amerykańskiej organizacji powstałej w latach 70., której celem było zwiększenie udziału kobiet w polityce – a także „Ms.”, pierwszego feministycznego magazynu wydawanego w całych Stanach Zjednoczonych. Działaczka na rzecz prawa do aborcji, twarz walki z przemocą domową i seksualną oraz wszelkimi innymi przejawami seksistowskiej dyskryminacji. W 1969 roku, kiedy jako reporterka „New York Magazine” wzięła udział w wydarzeniu, podczas którego kobiety dzieliły się swoim doświadczeniem przerwania ciąży, dotarło do niej, że nie jest w nim osamotniona – pozbawiony poczucia winy czy wstydu sposób, w jaki niedługo później opowiedziała o aborcji, której sama poddała się w wieku 22 lat, był trudnym do przecenienia wkładem w walkę z aborcyjną stygmą.

Dekady przed #MeToo, w 1963 roku, Steinem zatrudniła się jako „króliczek” w Playboy Club i napisała o poniżających kobiety warunkach, jakie tam panowały – reportaż pod tytułem Bunny’s Tale był przełomem w jej karierze dziennikarskiej, zwłaszcza pod względem rozpoznawalności. Po publikacji Hugh Hefner nakazał zrezygnować z obowiązkowych badań krwi i badań ginekologicznych kandydatek na „króliczki”.

Czytaj także Jaka teoria spiskowa, wariacie? Gwiazda alt-rightu na tropie penisa Brigitte Macron i zabójcy Charliego Kirka Patrycja Wieczorkiewicz

Jako że większość pośmiertnych publikacji skupia się na zasługach Glorii Steinem, pozwolę sobie przejść do psucia humoru jej gorliwym wyznawcom.

Gloria Steinem i CIA. Nie wstydziła się tej współpracy

Nie ma dowodów, że Gloria Steinem była agentką w dosłownym znaczeniu, choć podejrzliwi słusznie odnotowują, iż dotyczy to większości tajniaków zatrudnionych przez CIA. Wiadomo natomiast, że przez co najmniej cztery lata robiła za „asset” – nieoficjalny zasób – amerykańskiego wywiadu. Pod koniec lat 50. i na początku 60. kierowała finansowaną przez CIA organizacją Independent Research Service, współpracując z agencją przy zimnowojennej operacji propagandowej skierowanej przeciw wpływom Związku Radzieckiego w międzynarodowym ruchu młodzieżowym. „Liberalna, niestosująca przemocy, honorowa” – tak mówiła o CIA, gdy sprawa po raz pierwszy ujrzała światło dzienne.

Później przyznała, że przyjmowanie tajnego finansowania było błędem. Tłumaczyła się „naiwną wiarą, że ostateczne źródło pieniędzy nie ma znaczenia”, ponieważ – jak przekonywała – nie wiązały się z tym żadne rozkazy ani próby kontroli. Prawda jest taka, że nie były potrzebne. W 1967 roku Steinem wyznała, że ucieszyła się, gdy znalazła w rządzie „dalekowzrocznych liberałów”. Była wówczas przedstawicielką ruchu antykomunistycznego, która wierzyła, że amerykańskie imperium można odróżnić od jego najbrutalniejszych elementów i wykorzystać jako narzędzie do realizacji „dobrych” celów poza USA.

Z Indii prosto w zimną wojnę

Po ukończeniu Smith College w 1956 roku Steinem wyjechała do Indii, gdzie spędziła dwa lata. Zetknęła się tam z polityką państwa postkolonialnego i intensywną rywalizacją ideologiczną między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim o wpływy w Azji, Afryce i innych częściach świata wychodzących spod europejskiego kolonializmu.

Po powrocie do USA w 1958 roku zainteresowała się Światowymi Festiwalami Młodzieży i Studentów. Były to ogromne międzynarodowe wydarzenia organizowane przez World Federation of Democratic Youth i International Union of Students – struktury, które w warunkach zimnej wojny znalazły się pod wpływem bloku radzieckiego. Festiwale przyciągały dziesiątki tysięcy młodych ludzi z całego świata, w tym od niedawna niepodległych państw globalnego Południa. Dla Moskwy były elementem polityki soft power; dla Waszyngtonu – polem, którego nie wolno było oddać wrogowi. Historycy Joni Krekola i Simo Mikkonen opisują te imprezy jako prawdziwe areny kulturowej zimnej wojny, na których zarówno CIA, jak i sowieckie służby próbowały wpływać na uczestników za pomocą organizacji formalnie niezależnych od państwa.

W 1959 roku festiwal po raz pierwszy odbywał się nie w państwie komunistycznym, lecz w neutralnym Wiedniu. Dla amerykańskich strategów był to wyjątkowo dogodny moment, żeby wkroczyć do gry.

Wtedy pojawiła się Steinem.

Finezyjna propaganda zamiast szpiegowskiego płaszcza

W Wiedniu Independent Research Service publikowała materiały krytykujące komunistyczną kontrolę nad festiwalem, wspierała alternatywne przedsięwzięcia kulturalne i robiła, co mogła, by doprowadzić do podziału wśród uczestniczek i uczestników z USA. Jak pisze Hugh Wilford w oparciu o badania historyczne, Steinem starała się też kontrolować skład grupy Amerykanów tak, by nie dominowały w nim osoby o komunistycznych sympatiach.

Jednocześnie wokół całej operacji działała rozbudowana infrastruktura amerykańskiej wojny informacyjnej: Radio Wolna Europa, sieci wydawnicze i rozmaite organizacje powiązane z CIA. Rozprowadzano m.in. zakazane w ZSRR książki i materiały krytyczne wobec ideologii komunistycznej i systemu radzieckiego.

Czytaj także „Niema na świecie więcej zapomnianej i niedocenianej istoty jak wieśniaczka” Antonina Tosiek

To nie znaczy, że każda osoba rozdająca książki była pracownikiem CIA. Na tym właśnie polegała finezja całego przedsięwzięcia – większość uczestników nie musiała nawet wiedzieć, skąd pochodzą pieniądze.

Steinem wiedziała.

Trzy lata później projekt został powtórzony przy okazji festiwalu w Helsinkach. Według badań Krekoli i Mikkonena IRS szkoliła przed wyjazdem około 160 aktywistek i aktywistów podczas sześciu seminariów, przygotowując ich do odpierania wszelkiej krytyki Stanów Zjednoczonych. Organizacja wyprodukowała tysiące broszur i innych materiałów. Prokurator generalny Robert Kennedy osobiście domagał się informacji o przygotowaniach, a po festiwalu zaprosił kierownictwo IRS oraz zaangażowanych ludzi CIA, żeby pogratulować im operacji.

Nie była to więc marginalna studencka inicjatywa, której CIA w przypływie dobrej woli opłaciła bilety lotnicze, a istotny element polityki państwa.

Szczególnie wymowna była działalność informacyjna. W Helsinkach ukazywała się gazeta „Helsinki Youth News”, dostępna w trzech językach. Formalnie miała fińskiego redaktora naczelnego, ale według badań archiwalnych zawartość gazety w praktyce przygotowywał i kontrolował amerykański personel IRS. Redaktor zarządzający Ted Whittemore pracował dla CIA, o czym nie wszyscy jego współpracownicy wiedzieli.

Ośrodek informacyjny IRS kierowany przez Steinem starał się również wpływać na to, jakie informacje o festiwalu trafiają do zachodnich mediów. NBC, CBS i ABC otrzymywały atrakcyjne materiały pokazujące represyjne zachowania organizatorów. Za jeden z propagandowych sukcesów Steinem historycy uznają rozpowszechnienie fotografii przedstawiających zdejmowanie transparentów wyrażających sprzeciw wobec prób nuklearnych zarówno Wschodu, jak i Zachodu.

„Liberalni i dalekowzroczni, otwarci na wymianę poglądów”

Najbardziej obciążające dla późniejszego wizerunku Steinem są prawdopodobnie nie same wydarzenia z lat 1959-1962, lecz reakcja feministki na ujawnienie jej zimnowojennej roli kilka lat później.

W 1967 roku magazyn „Ramparts” opisał rozbudowaną sieć amerykańskich organizacji społecznych potajemnie finansowanych przez CIA, przede wszystkim National Student Association. W atmosferze skandalu również działalność Independent Research Service stała się przedmiotem zainteresowania opinii publicznej i prasy.

W wywiadzie dla „New York Timesa” z 21 lutego 1967 roku Steinem mówiła, że kiedy dowiedziała się o możliwości uzyskania pieniędzy od CIA, była „daleka od szoku i cieszyła się, że znalazła w rządzie liberałów”. Dodawała, że byli to ludzie, którzy rozumieli potrzebę wysłania na festiwal Amerykanów reprezentujących różne poglądy.

W rozmowie cytowanej wówczas przez „Washington Post” mówiła o funkcjonariuszach CIA, z którymi pracowała: „Uznałam ich za liberalnych i dalekowzrocznych, otwartych na wymianę poglądów”. Zapewniała, że „nigdy nie czuła, że ktoś jej coś dyktuje”. Nie było takiej potrzeby – Steinem przekonywała, że CIA tak jak i ona chciała po prostu „przedstawić światu zdrowy i różnorodny obraz Stanów Zjednoczonych”.

Sprawa wzbudziła największe emocje dopiero w latach 70., gdy Steinem była już najbardziej rozpoznawalną amerykańską feministką.

W maju 1975 roku radykalna organizacja feministyczna Redstockings opublikowała obszerny atak na Steinem, przypominając działalność w Independent Research Service i stawiając pytanie: czy jej późniejsza pozycja w ruchu kobiecym również mogła mieć związek z interesami establishmentu? W końcu CIA z pewnością była zainteresowana osłabieniem lewicowego, antysystemowego feminizmu poprzez promowanie jego bardziej liberalnej, kapitalistycznej i przyjaznej Stanom Zjednoczonym wersji.

Wtedy Steinem po raz pierwszy wyraziła ubolewanie w związku z braniem pieniędzy od CIA: „Z perspektywy czasu boleśnie jasne jest, że nawet pośrednie finansowanie, pozbawione kontroli, było błędem, jeśli nie można było go ujawnić publicznie”.

Najbardziej kuszący wniosek – że CIA „wyprodukowała” Glorię Steinem jako liberalną feministkę po to, żeby zneutralizować ideę walki klasowej i przekierować uwagę na konflikt między płciami – jest zarazem najsłabiej udokumentowany, choć nie nieprawdopodobny.

Jeszcze przed zostaniem świadomą feministką Steinem należała do specyficznej tradycji politycznej: amerykańskiego liberalnego antykomunizmu. Nie była konserwatystką. Nie była zwolenniczką makkartyzmu. Była liberałką zainteresowaną prawami człowieka i dekolonizującym się światem, która uważała, że Stany Zjednoczone mogą i powinny przeciwstawiać się wpływom komunizmu poza swoimi granicami.

Nie ignorujmy kontekstu historycznego

Dzisiaj, kiedy wiedza o dokonywanych przez CIA przewrotach politycznych, w tym obalaniu demokratycznie wybranych rządów, wspieraniu represyjnych reżimów czy o tajnych więzieniach i torturach jest powszechnie dostępna, współpraca szpiegowska z amerykańskim wywiadem staje się trudna do obrony – przynajmniej w lewicowych kręgach. Choć w czasach infiltracyjnej działalności Steinem ani w Europie, ani w USA nie brakowało krytyków amerykańskiej agencji wywiadowczej jako narzędzia zachodniego imperializmu, to znaczna część liberalnych intelektualistów i działaczek uważała CIA za sojusznika w walce z totalitaryzmem.

Steinem współpracowała z konkretną częścią aparatu zimnowojennego, którą tworzyli także ludzie liberalni obyczajowo i niechętni makkartyzmowi. CIA potrafiła finansować nie tylko prawicowych antykomunistów, lecz także antykomunistyczną lewicę: intelektualistów, studentów, artystki i pisarzy, których niezależność oraz liberalny wizerunek czyniły ich bardziej wiarygodnymi niż oficjalna propaganda państwowa. Hugh Wilford, opisując szerzej system tajnych organizacji sponsorowanych przez CIA, podkreśla, że wiele finansowanych środowisk zachowywało znaczną autonomię i miało bardziej lewicowy charakter, niż chcieliby konserwatyści.

Czytaj także Fallokracja. Rządy alfonsów i gwałcicieli Jakub Szafrański

Biorąc pieniądze od CIA, Steinem nie mogła zdawać sobie sprawy z pełnej skali zbrodni inspirowanych i dokonywanych przez agencję, ale nawet wiedza dostępna na przełomie lat 50. i 60. wystarczyła, by uznać, że określanie jej mianem „niestosującej przemocy i honorowej” było politycznym wyborem, a nie wyłącznie przejawem młodzieńczej nieświadomości.

Już w 1954 roku mówiono o amerykańskim udziale w obaleniu demokratycznie wybranego prezydenta Gwatemali Jacobo Árbenza Guzmána, choć dokładny mechanizm operacji CIA pozostawał tajny. Podobnie było z zamachem stanu przeciwko premierowi Iranu Mohammadowi Mossadeghowi w 1953 roku: formalne potwierdzenie roli CIA przyszło znacznie później, ale podejrzenia o udział Waszyngtonu i Londynu krążyły od samego początku.

W 1964 roku David Wise i Thomas Ross wydali bestsellerową książkę The Invisible Government, opisującą tajną politykę CIA w Iranie, Gwatemali, na Kubie i w Laosie. Sama agencja uznała publikację za tak niebezpieczną, że rozważała sposoby jej zablokowania. Kiedy więc Steinem w 1967 roku określała poznanych funkcjonariuszy CIA jako „liberalnych”, „dalekowzrocznych” i ciepło wypowiadała się o samej agencji, nie robiła tego z perspektywy naiwnej dwudziestokilkulatki nieświadomej późniejszych rewelacji komisji Churcha. Wiedziała, że CIA obala rządy, wspiera zagraniczne rebelie, organizuje inwazje, prowadzi tajne operacje wojskowe i okłamuje na ich temat opinię publiczną.

Steinem Żydówka, Steinem syjonistka

Walka z antysemityzmem stanowiła istotny element działalności Steinem, której ojciec był synem żydowskich imigrantów. Mniej popularnym, ale powracającym w krytycznych analizach wątkiem jest jej stosunek do Izraela oraz współtworzenie żydowskiego lobby w USA. W 1975 roku dołączyła do powołanego przez Betty Friedan komitetu sprzeciwiającego się kampanii, która doprowadziła do przyjęcia przez Zgromadzenie Ogólne ONZ rezolucji 3379, uznającej syjonizm za formę rasizmu i dyskryminacji rasowej. Rezolucję uchylono w 1991 roku.

Feministki z krajów globalnego Południa argumentowały wówczas, że emancypacji kobiet nie da się oddzielić od kwestii kolonializmu, apartheidu, zależności ekonomicznej i imperializmu. Część amerykańskich działaczek i intelektualistek odpowiadała, że wprowadzanie tych konfliktów „upolitycznia” agendę kobiet. Badania historii tych konferencji pokazują, jak silnie czarnym, latynoskim i niezachodnim feministkom przeszkadzało amerykańskie pojęcie uniwersalnego „siostrzeństwa”, które potrafiło usuwać z pola widzenia kolonialną oraz rasową strukturę wyzysku i przemocy.

Steinem co prawda nie określała się publicznie jako syjonistka, ale do końca życia w pełni popierała prawo Izraela do istnienia jako państwa z żydowską większością na ziemiach, z których w 1948 roku wypędzono ponad 400 tys. Palestyńczyków – bez prawa do powrotu – a tysiące zamordowano. Działała w obrębie liberalnego, proizraelskiego projektu „pokojowego”, a nie polityki dekolonizacji.

Jej związki z syjonistycznym lobby w USA również były skomplikowane. W 2014 roku podpisała otwarty list krytykujący burmistrza Billa de Blasio za przemówienie, w którym zwrócił się bezpośrednio do AIPAC, zapewniając, że urząd miasta będzie zawsze otwarty dla tej najpotężniejszej organizacji wchodzącej w skład proizraelskiego lobby i okaże jej wsparcie „w Waszyngtonie czy gdziekolwiek indziej”, bo „to jego praca”. Wcześniej Steinem znajdowała się w komitecie doradczym Brit Tzedek v’Shalom, znanej również jako Żydowskie Porozumienie dla Sprawiedliwości i Pokoju, organizacji jednocześnie proizraelskiej i krytycznej wobec polityki izraelskich rządów. W 2002 roku towarzyszyła Palestynce Mahy Abu-Dayyeh Shamas i Izraelce Terry Greenblatt w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, gdzie apelowały o międzynarodowe siły pokojowe w okupowanej Palestynie i udział kobiet w negocjacjach. W 2019 roku po zakazaniu wjazdu do Izraela Rashidzie Tlaib i Ilhan Omar nazwała Benjamina Netanjahu „dręczycielem” (bully) i zapowiedziała, że nie zamierza odwiedzać kraju pod jego rządami.

W 1989 roku Steinem poparła Jewish Peace Lobby, kierowane przez filozofa i działacza Jerome’a Segala. Była to próba stworzenia alternatywnej żydowskiej siły, krytycznej wobec dominacji AIPAC (choć niekoniecznie samej organizacji). Jewish Peace Lobby, jak sama Steinem, popierało powstanie niepodległego państwa palestyńskiego na terytoriach okupowanych – w Gazie i na Zachodnim Brzegu.

Choć podczas kampanii prezydenckiej w 2016 roku Steinem należała do gorących zwolenniczek Hillary Clinton, wbrew pojawiającym się w sieci zarzutom nieprawdą jest, że co do zasady „popierała polityków finansowanych przez AIPAC”. Owszem, Clinton deklarowała się jako syjonistka i miała jednoznacznie proizraelską agendę, jednak przez większą część kariery Steinem AIPAC sam nie przekazywał pieniędzy kandydatom. Organizacja przez dziesięciolecia zajmowała się lobbingiem oraz mobilizowaniem indywidualnych darczyńców do wpłat na rzecz proizraelskich polityków. Własny PAC i super-PAC powołała dopiero przed wyborami w 2022 roku. Wtedy Steinem rzeczywiście poparła kandydatkę – Carolyn Maloney – której kampania była współfinansowana z AIPAC PAC. Prawdą jest jednak, że przez dekady wspierała polityków na różne sposoby wspieranych przez tę organizację.

Dla wielu osób najgłębszą rysą na feministycznym wizerunku Glorii Steinem jest jej milczenie w sprawie izraelskich zbrodni dokonywanych w Gazie po 7 października 2023 roku. Nie określała ich mianem „ludobójstwa”, nie popierała BDS (ruchu na rzecz bojkotu, wycofywania inwestycji i sankcji wobec Izraela) ani embargo na broń, z której zginęły dziesiątki tysięcy Palestyńczyków, nie angażowała się w kampanię na rzecz trwałego zawieszenia broni (nie licząc udziału w spotkaniu online z Barbarą Lee w 2024 roku, kandydatką do Senatu, która miała to wysoko na agendzie).

Podpisała za to list do sekretarza generalnego ONZ dotyczący przemocy seksualnej wobec izraelskich kobiet podczas ataku Hamasu z 7 października. Sygnatariuszki domagały się niezależnego śledztwa, pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności oraz uwolnienia zakładników. W liście zaznaczono, że potępienie gwałtów jako broni wojennej „nie oznacza poparcia dla bombardowań Gazy”.

Nie zajmowała jej przy tym dobrze udokumentowana przemoc seksualna wobec Palestyńczyków i Palestynek, powszechna przede wszystkim w izraelskich obozach karnych. Nie zmieniły tego nawet raporty Niezależnej Międzynarodowej Komisji Śledczej ONZ ds. Okupowanych Terytoriów Palestyńskich z czerwca i września 2024 roku, dokumentujące m.in. przymusowe rozbieranie zatrzymanych i wymuszoną nagość w miejscach publicznych, fotografowanie i filmowanie nagich Palestyńczyków, seksualne upokarzanie mężczyzn i chłopców, rażenie prądem genitaliów i inne seksualne tortury, w tym gwałty.

Steinem w czułych objęciach Partii Demokratycznej

Gloria Steinem przez dziesięciolecia była blisko związana z estabilishmentem Partii Demokratycznej i regularnie wspierała jej kandydatów. W 1998 roku – już jako jedna z najważniejszych ikon amerykańskiego feminizmu – stanęła w obronie Billa Clintona w obliczu oskarżeń o niewłaściwe zachowania seksualne.

W głośnym tekście Feminists and the Clinton Question argumentowała, że nawet jeśli relacje Pauli Jones i Kathleen Willey były prawdziwe, zachowanie Clintona nie było molestowaniem w takim sensie, jak wielokrotnie powtarzające się zachowania zarzucane Clarence’owi Thomasowi czy Bobowi Packwoodowi. Podkreślała, że Clinton „przyjął odmowę”. W 2017 roku, już w epoce #MeToo, powiedziała, że dziś „nie napisałaby tego samego”, zapewniając jednocześnie, że cieszy się, iż opublikowała ten tekst w 1998 roku, argumentując, że wówczas obawiała się rozszerzenia pojęcia molestowania na dobrowolne relacje seksualne.

Szczególnie niefortunna z lewicowej perspektywy była wypowiedź Steinem z 5 lutego 2016 roku. W programie Billa Mahera próbowała wyjaśnić, dlaczego Hilary Clinton radzi sobie słabo wśród młodych wyborczyń. Najpierw argumentowała, że kobiety z wiekiem stają się bardziej radykalne, podczas gdy mężczyźni orbitują w kierunku konserwatyzmu. Następnie powiedziała: „Kiedy jesteś młoda, myślisz: gdzie są chłopcy? Chłopcy są u Berniego”. W kontekście rozmowy zabrzmiało to tak, jakby Steinem sugerowała, że młode kobiety popierają socjalistę Berniego Sandersa nie z powodu własnych przekonań politycznych, lecz dlatego, że chcą być tam, gdzie młodzi mężczyźni. W obliczu krytyki złagodziła ten przekaz, oznajmiając: „Niezależnie od tego, czy skłaniają się ku Berniemu, czy Hillary, więcej młodych kobiety jest aktywistkami i feministkami, niż kiedykolwiek wcześniej”.

Poparcie dla demokratów nie wykluczało przyjaznych stosunków Steinem z niektórymi republikanami. Najwięcej kontrowersji do dziś wzbudza jej znajomość z Henrym Kissingerem – człowiekiem współodpowiedzialnym za niezliczone zbrodnie wojenne i wspieranie dyktatur w ramach polityki zagranicznej USA, od Chile po Timor Wschodni. Steinem z podziwem wypowiadała się o jego inteligencji, nazywając m.in. „jedynym interesującym mężczyzną w gabinecie Nixona”. Pozostawali przy tym po przeciwnych stronach w kwestii wojny w Wietnamie: Steinem ją krytykowała, a Kissinger był jednym z głównych architektów, który osobiście torpedował rozmowy pokojowe.

Czytaj także Wszystkie zbrodnie Henry’ego Kissingera Joseph Massad

Steinem zdecydowanie zaprzeczała pojawiającym się plotkom, jakoby z Kissingerem łączył ją romans. Wiadomo natomiast, że była partnerką dwóch mężczyzn w różnych okresach powiązanych z Jeffreyem Epsteinem.

J. Stanley Pottinger, prawnik i były wysoki urzędnik Departamentu Sprawiedliwości, z którym była związana przez około dziewięć lat, na początku lat 80. przez współpracował biznesowo z Epsteinem – w okresie, gdy był partnerem Steinem – ale dekady później reprezentował kobiety oskarżające go o wykorzystywanie seksualne.

Z kolei miliarder i magnat medialny Mort Zuckerman, z którym Steinem spotykała się na przełomie lat 80. i 90., wszedł w znacznie bliższą relację towarzysko-biznesową z najsłynniejszym pedofilem XXI wieku, już po zakończeniu związku z Glorią: współpracował z nim przy przedsięwzięciach medialnych, a po skazaniu Epsteina korzystał także z jego usług finansowych. Nie ma jednak wiarygodnych dowodów, że sama Steinem znała Epsteina, spotykała się z nim lub należała do jego kręgu towarzyskiego.

Dlaczego właśnie Steinem?

Rozliczając się ze spuścizną „najsłynniejszej feministki świata” warto zastanowić się, co stoi za tym szumnym określeniem. Dlaczego Gloria Steinem, a nie Dolores Huerta, bell hooks, Angela Davis albo któraś z setek działaczek pracujących w związkach zawodowych, organizacjach lokatorskich, ruchach praw socjalnych i społecznościach czarnych czy rdzennych kobiet?

Steinem nie była najważniejsza – była najbardziej widoczna. A widzialność również rozdziela się według klasy, rasy, dostępu do mediów i tego, w jakim stopniu dana osoba jest strawna dla dominujących instytucji. Gloria nie tylko była lekkostrawna – była niezwykle przydatna.

Czytaj także Patodeweloperka po izraelsku. Tak się buduje na cudzej ziemi Aleksander Kamkow

Nie jest przy tym prawdą – jak twierdzą niektórzy krytycy z lewej strony – że „nigdy nie mówiła o rasie i klasie”. Przez lata występowała na rozmaitych wydarzeniach wspólnie z czarnymi, lewicowymi feministkami, jak Dorothy Pitman Hughes czy bell hooks. Ta ostatnia – marksistka, ikona feminizmu w wersji socjalistycznej – aż do swojej śmierci w 2021 roku wyrażała się o Steinem w samych superlatywach. W tekście Gathering as Feminists: The Power of Sharing and Solidarity z 2015 roku określała ją jako wieloletnią przyjaciółkę i oddaną działaczkę feministyczną. Hooks twierdziła, że znajomość ta nauczyła ją, że różnice w feministycznej teorii i polityce nie muszą przekreślać solidarności. Steinem przyjaźniła się również z Wilmą Mankiller, pierwszą kobietą wybraną na stanowisko głównej przywódczyni Narodu Czirokezów.

Gloria Steinem nie była rasistowską, ślepą na kwestie klasowe feministką. Tak postawiona teza jest zbyt łatwa do obalenia. Pytanie brzmi: dlaczego właśnie ona stała się uniwersalną twarzą ruchu, podczas gdy antyimperialne, socjalistyczne feministki pozostały postaciami w najlepszym razie drugoplanowymi?

Nie warto odbierać Glorii Steinem legitymacji feministki. Uczciwa analiza jej dorobku pomaga zrozumieć ograniczenia konkretnej tradycji feministycznej – w tym przypadku białej i liberalnej, przyjaznej amerykańskiemu imperializmowi – zamiast tłumaczyć wszystko osobistą hipokryzją jednej kobiety.

Steinem pomagała kobietom zdobywać władzę w istniejących instytucjach. Radykalniejsze nurty feminizmu chciały te instytucje demontować, by tworzyć nowe, niezakorzenione w patriarchalnym i kapitalistycznym systemie.

Steinem domagała się, by kobiety znalazły się przy stole. Socjalistki, czarne feministki, antykolonialne działaczki i działaczki związkowe pytały, do kogo należy stół, kto i za jakie stawki podaje jedzenie oraz komu odebrano ziemię, na której stoi budynek.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x