Temat sojuszu tzw. lewicy laickiej z Kościołem doczekał się wielu komentarzy i analiz. Jest ważny z uwagi na intensywny udział przedstawicieli środowiska w procesie demokratycznych przemian, począwszy od połowy lat 60., poprzez Solidarność (pierwszą i podziemną) aż po czerwcowe wybory 1989 roku i pierwsze lata III Rzeczpospolitej, kiedy część opozycji przejęła stery władzy.
Za architekta sojuszu uważa się Adama Michnika, autora książki Kościół, lewica, dialog, ukończonej w lipcu 1976 roku. „W krótkim czasie ogromne znaczenie, jakie autor Kościoła, lewicy, dialogu przypisał narodowej tożsamości i polskiemu katolicyzmowi, okaże się dogłębnie penetrować wyobraźnię innych opozycjonistów o rewizjonistycznych korzeniach” – pisał Michał Siermiński.
Warto pamiętać, że Michnik nie działał w próżni. Zbliżenie komandosów ze środowiskiem warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej oraz „Więzi” rozpoczęło się już w drugiej połowie lat 60., w kolejnych latach nabierało intensywności, sama zaś deklaracja „sojuszu” miała charakter zbiorowy. Prócz książki Michnika (pomyślanej początkowo jako artykuł) składały się na nią wypowiedzi programowe innych osób z lat 1976–1977: artykuł Jacka Kuronia Chrześcijanie bez Boga wydrukowany w „Znaku” oraz kilka tekstów opublikowanych w dwóch zeszytach przez emigracyjny „Aneks” pod szyldem Głosy z kraju o chrześcijaństwie, socjalizmie, Kościele i polityce, autorstwa m.in. Teresy Boguckiej czy Antoniego Macierewicza.
O kolektywnym charakterze sojuszu zaświadczają afirmatywne reakcje na projekt polityczny zarysowany w książce Michnika („Kościół […] jest w Polsce jedyną wielką organizacją i wspólnotą, która swą misją służy konsekwentnie narodowi, a nie władzom państwowym. […] Jest naturalną ostoją dla wszystkich środowisk i inicjatyw broniących praw ludzkich, kultury narodowej” – pisał w 1978 roku Karol Modzelewski). Czołowi przedstawiciele wywodzący się ze środowiska lewicy niekomunistycznej – Michnik, Kuroń czy Jan Józef Lipski – w kolejnych latach wielokrotnie potwierdzali swoimi wypowiedziami, że sojusz z Kościołem uważają za trwały i aktualny.
Przyznając książce Michnika znaczenie kluczowe, na fenomen warto zatem spojrzeć jako wystąpienie wieloosobowe, złożone i rozciągnięte w czasie.
Deprawacja, wybujały seks, narkomania, przerywanie ciąży
KOR – inaczej niż opozycyjna prawica – publicznie nie wyartykułował swojej opinii na temat aborcji, co jednak nie znaczy, że nie zajął w tej sprawie żadnego stanowiska. Lektura „Biuletynu Informacyjnego”, głównego medium środowiska, zmusza do tego, by poddać refleksji ugruntowaną opinię o KOR jako lewicowym skrzydle opozycji.
W relacji z amerykańskiej pielgrzymki Jana Pawła II w 1979 roku „Biuletyn”, piórem stałego redaktora działu „Kościół i wierni”, czynił aluzję do jednego z jej najgłośniejszych wydarzeń: waszyngtońskiego spotkania papieża z zakonnicami. W imieniu Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Żeńskich, która opowiadała się za równouprawnieniem kobiet w Kościele, głos zabrała jej przewodnicząca, siostra Teresa Kane, wzywając papieża: „Kościół musi umożliwić kobietom włączenie się we wszystkie posługi Kościoła”. Nawet fakt, że na koniec Kane uklękła przed papieżem i ucałowała jego pierścień, nie wymazał rewolucyjnego wymiaru jej żądania dopuszczenia kobiet do kapłaństwa. W geście poparcia postulatów Kane obecne na spotkaniu zakonnice powstały; „niektóre nosiły na ramieniu niebieskie opaski – oznakę głuchoniemych”.
W biuletynie KOR waszyngtońskie wydarzenia odmalowane zostały jako świadectwo „moralnego chaosu” Ameryki, gdzie „feministki” (cudzysłów za oryginałem) „domagają się równouprawnienia” wewnątrz instytucji Kościoła, a „50 proc. [obywateli i obywatelek] toleruje sztuczne przerywanie ciąży”. Chaosowi temu przeciwstawiono obraz uporządkowanego świata strzeżonego przez papieża, który „stanowczo potwierdzał naukę Kościoła”, w tym między innymi „gromił deprawowanie młodzieży, wybujały seks, narkomanię, przerywanie ciąży”.
Odnosząc się do wysuwanych na Zachodzie pod adresem Jana Pawła II zarzutów o „neokonserwatyzm pod pozorami nowoczesności”, „Biuletyn” odpowiadał: „używanie terminów – tradycyjny, konserwatywny wtedy, gdy głowa społeczności ludzi wierzących nie zezwala na śluby homoseksualistów, przypomina podstawy doktryny i dobrowolne śluby kapłanów jest całkowitym nieporozumieniem. W tym sensie każdy Kościół z założenia jest autorytarny, dogmatyczny i tradycyjny, bowiem religia jest służbą wartościom trwałym”.
Konserwatywna tuba KOR-u
Innym świadectwem nie tylko znajomości, ale aprobaty antyaborcyjnego stanowiska Kościoła są miejsca, w których „Biuletyn Informacyjny” stawał się tubą jego konserwatywnej ideologii. W dziale „Kościół i wierni” kilkukrotnie bez komentarza relacjonowano wystąpienia biskupów, w których określali oni swój stosunek do aborcji, a w numerze ze stycznia 1979 roku przedrukowano niemal w całości Memoriał Konferencji Episkopatu Polski skierowany do Premiera P. Jaroszewicza o problemach rodziny polskiej z 8 lutego 1978 roku.
Czytelniczka biuletynu KOR mogła dowiedzieć się, że przerywanie ciąży jest „niesłychanie brutalnym pogwałceniem naturalnych procesów biologicznych i prawa każdego dziecka do życia”, a skutkiem ustawy z 1956 roku – która dopuszcza, że „zmienny nastrój i kaprys matki wystarczają do zabicia nienarodzonego dziecka” – są „olbrzymie straty biologiczne dla Narodu” oraz „nieobliczalne” straty „moralne”. Informowanie o „szkodliwości” środków antykoncepcyjnych, przeciwdziałanie „nadmiernemu zatrudnianiu” kobiet, propagowanie „chrześcijańskiej moralności”, zahamowanie „prymitywnych przejawów seksualizmu”, podporządkowanie seksu „budzeniu nowego życia”, wreszcie „zniesienie ustawy dopuszczającej przerywanie ciąży” – wszystkie te postulaty Kościoła środowisko KOR ogłosiło w swoim biuletynie, uwewnętrzniając ideologię zawartą w antyaborcyjnym języku Kościoła („dziecko”, „matka”) – i oceniając memoriał jako „dokument wielkiej wagi”.
Sojusz Michnika i Wyszyńskiego
Wyłaniający się z tego „podziemnego” archiwum zarys przeciw-historii, w której działalność lewicy niekomunistycznej splata się z dyskursem antyaborcyjnym Kościoła, ma swój symboliczny początek w spotkaniu, do jakiego doszło 20 maja 1976 roku w pałacu arcybiskupim w Warszawie. Na kilka tygodni przed wydarzeniami w Radomiu i Ursusie, na dwa miesiące przed ukończeniem książki Kościół, lewica, dialog i na cztery miesiące przed powstaniem KOR Stefan Wyszyński przyjął na audiencji Jacka Kuronia i, przedstawionego mu po raz pierwszy, Adama Michnika.
W notatce MSW czytamy, że tematem rozmowy były wydarzenia związane ze zmianą konstytucji PRL, w tym oficjalny komunikat episkopatu i akcja zbierania podpisów pod petycją wśród studentów. „Ponadto w czasie audiencji omawiano kwestię przerywania ciąży. Prymas jakoby poinformował swoich rozmówców, że w tej sprawie otrzymał list od młodzieży zawierający 900 podpisów, domagający się nowelizacji ustawy o przerywaniu ciąży w kierunku wprowadzenia całkowitego zakazu przerywania”.
Chodziło o inicjatywę środowiska przyszłego Polskiego Komitetu Obrony Życia, Rodziny i Narodu (PKOŻRiN). Nie wiemy, jaka była reakcja Michnika i Kuronia; w autobiografii tego ostatniego pojawia się wspomnienie audiencji, jednak z pominięciem tego wątku (za to z uwagą o Wyszyńskim: „Był to jedyny monarcha, jakiego w życiu widziałem […]. I to monarcha, który ze swojej władzy, a płynęła ona z jego autorytetu, wcale nie chciał korzystać. Nie chciał, bo pragnął zachować autonomię osoby ludzkiej”). Wiemy na podstawie podsłuchu SB, że 27 maja 1978 roku, w obecności działaczy KOR zebranych w warszawskim mieszkaniu Jana Lityńskiego, Jacek Kuroń odczytał list otrzymany od PKOŻRiN, w którym Marian Barański wzywał KOR do „jasnego określenia swojego stanowiska co do ustawy o dopuszczalności przerywania ciąży”. Obecni zdecydowali, żeby na list nie udzielać odpowiedzi.
W pierwszej monografii KOR (1983) Jan Józef Lipski wspominał PKOŻRiN, nazywając go organizacją „ostentacyjnie katolicką, wyraźnie faszyzującą”: „Swój główny temat – walkę przeciw przerywaniu ciąży – «wzmacniali» antysemityzmem i tym podobnymi wyskokami”. Zaraz dodawał: „Skądinąd i do swego podstawowego wątku ideologicznego podchodzili oryginalnie, z furią atakując działaczy katolickich niemniej zaangażowanych w walkę przeciwko przerywaniu ciąży (ks. Stanisław Małkowski, o. Ludwik Wiśniewski, Adam Stanowski), tylko dlatego, że ci akcentowali swe demokratyczne poglądy i dystans wobec metod stosowanych przez oponentów”.
Parafrazując, można zapytać, na ile samo akcentowanie demokratycznych poglądów było dla niekomunistycznej lewicy w latach 70., a potem 80. wystarczającym powodem, by zawierać sojusze polityczne? Właściwe pytanie brzmi jednak jeszcze inaczej: co przedstawiciele opozycji, w tym tzw. lewicy laickiej, rozumieli przez „demokratyczne” poglądy?
Nie ludzie normalni, tylko matoły
To pytanie nabiera wyrazistości w kontekście książki Kościół, lewica, dialog. Michnik ledwie w jednym miejscu – w kontekście pierwszych lat po odwilży – wzmiankował, że „częstym tematem wystąpień Episkopatu” były „ataki na proceder przerywania ciąży”. Już samo nazwanie zabiegu przerywania ciąży „procederem” jest znaczące, jako kolejny wyraz uznania norm propagowanych przez Kościół, względnie ich nieświadomego uwewnętrznienia za pośrednictwem języka. Ważniejsze jest to, że Michnik kończył temat, nim go podjął. Na kilkuset stronach szeroko cytował rozmaite wystąpienia biskupów i Wyszyńskiego z lat 1945–1974, jednak pominął milczeniem fragmenty i całe wystąpienia dotyczące kontroli życia seksualnego kobiet, w tym prawa do aborcji (nazywanej tam „dzieciobójstwem”, „zwykłym zabójstwem”, „handlem krwią rodzimą”, „morderstwem” i „hańbą”), nie zaliczając ich w ten sposób do istotnych tematów społecznych i politycznych.
Symptomatyczny dla tej strategii jest sposób, w jaki Michnik spreparował kazanie Wyszyńskiego wygłoszone w marcu 1968 roku w warszawskim kościele Sióstr Wizytek. Kazanie to już w samym tytule: Służba zdrowia w służbie miłości skierowane było do lekarzy, na których prymas nakładał obowiązek mówienia prawdy o „narodowej klęsce”, polegającej między innymi na „walce z poczynającym się życiem” i propagowaniu antykoncepcji. „Trzeba zawrócić z tej drogi, jeśli nie chcemy doprowadzić nie tylko do biologicznego wyniszczenia Narodu, ale po prostu do rozkładu psychicznego, gdy nie będą się rodzili już ludzie normalni, tylko matoły!” – wzywał Wyszyński.
Michnik w swojej książce pominął tytuł kazania, nie wspomniał o jego adresatach oraz przemilczał wszystkie odniesienia do aborcji i antykoncepcji. Tak skrojone kazanie przedstawił jako dowód, że prymas wystąpił wówczas – w Marcu – w „obronie praw obywatelskich wszystkich ludzi” i w wezwaniu do odważnego głoszenia „prawdy” określił „model powinności intelektualistów”.
W 2017 roku Michnik wspominał: „To musiało być w ’77 roku, bo ja wtedy wróciłem z zagranicy. Nagle w środowiskach wzmożonych patriotycznie i prawdopodobnie nacechowanych żywą obecnością marksistów z bezpieki, powstał pomysł, żeby centralną sprawą uczynić kampanię antyaborcyjną. I to był najprostszy sposób, żeby tę ledwo rodzącą się opozycję demokratyczną gwałtownie podzielić i poszatkować”.
Jak pokazałem, kampanię antyaborcyjną prowadzili w latach 70. nie tylko nacjonaliści z PKOŻRiN, ale także opozycyjna prawica, kler katolicki na czele z prymasem Wyszyńskim i kardynałem Wojtyłą oraz osoby – kościelne i świeckie – z najbliższego otoczenia KOR. Wypowiedź Michnika przytaczam jednak nie tylko po to, by ją sprostować. Jak pokażę, przedstawianie akcji antyaborcyjnej jako spisku bezpieki skierowanego przeciwko opozycji będzie jedną z jej kluczowych strategii w kampanii przed wyborami czerwcowymi w 1989 roku. I wówczas, i pod koniec lat 70. strategia ta służyła przede wszystkim temu, by na pytanie o stosunek do aborcji wprost nie odpowiadać.
Prawa kobiet jako problem „dziesięciorzędny”
To strategiczne unikanie tematu aborcji – połączone z uwewnętrznieniem antyaborcyjnego języka Kościoła i aprobatą jego antyaborcyjnej ideologii – jest charakterystyczną dla lewicy niekomunistycznej postawą, która powtarzała się w różnych epizodach antyaborcyjnej przeciw-historii opozycji demokratycznej i przygotowała grunt pod konsensus antyaborcyjny w 1993 roku.
Agnieszka Graff zauważyła, że w Kościele, lewicy, dialogu problematyka kobiet nie pojawia się w ogóle. Barbara Labuda, współpracowniczka KOR, po latach wspominała rozmowy z przedstawicielami Komitetu, mówiąc: „Oczywiście na ten temat [praw kobiet] się dyskutowało”, jednak w tej kwestii KOR był środowiskiem „przyzwalającym na represyjność”, w którym temat praw kobiet traktowano jako „dziesięciorzędny”. Dopiero ta feministyczna perspektywa pozwala ukazać właściwy sens kryzysu tradycyjnej tożsamości lewicy niekomunistycznej w latach 70., którego najwyrazistszym przejawem był zwrot ku Kościołowi. Choć bowiem przedstawiciele tzw. lewicy laickiej unikali publicznych wypowiedzi w dyskusji dotyczącej aborcji, nie znaczy to, że nie zajęli w niej stanowiska. Trudno bowiem tę strategię interpretować inaczej niż jako wypchnięcie praw kobiet poza porządek dyskursu politycznego i publicznego – i jednoczesne uznanie legitymizacji Kościoła do rozporządzania tymi prawami z pozycji absolutnego autorytetu moralnego.
Zadawane w kontekście lat 70. pytanie o lewicową świadomość dotyczącą tego, jak prawa reprodukcyjne zrośnięte są z prawami kobiet, nie jest anachronizmem: w środowiskach zachodniej lewicy było to wówczas czymś oczywistym, a w przypadku Polski miało długą tradycję, sięgającą międzywojnia. Polska lewica niekomunistyczna odrzucała tę część dziedzictwa lewicowego, opowiadając się po stronie „uniwersalnych” wartości chrześcijańskich. Odrzucała prawa kobiet, by opowiedzieć się po stronie „uniwersalnych” praw człowieka, rozumianych wedle patriarchalnej interpretacji Kościoła. Wreszcie – wykluczała kwestię praw kobiet, w tym praw reprodukcyjnych, z pola dyskusji dotyczącej porządku demokratycznego. Do rangi symbolu urasta fakt, że Adam Michnik – wracając w 1988 roku do wątków z Kościoła, lewicy i dialogu – w roli miarodajnego przedstawiciela tradycji lewicy, która musi być odrzucona, ponieważ w „ignoranckiej” krytyce Kościoła posługiwała się „prymitywnymi stereotypami”, obsadził autora Piekła kobiet.
**
Fragment książki Marcina Kościelniaka Aborcja i demokracja. Przeciw-historia Polski 1956–1993, która ukazała się w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. Pominięto przypisy. Tytuł, śródtytuły oraz skróty pochodzą od redakcji krytykapolityczna.pl.









Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!