Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Patodeweloperka po izraelsku. Tak się buduje na cudzej ziemi

Jeśli projekt dojdzie do skutku, nawet 3 tys. Palestyńczyków czeka przymusowe wysiedlenie. Dlaczego Izrael zdecydował się na budowę nowego osiedla na okupowanym Zachodnim Brzegu dwa miesiące przed nachodzącymi wyborami?

ObserwujObserwujesz
Walka

19 sierpnia trzy izraelskie organizacje pożytku publicznego – Bimkom Planning and Human Rights, Ir Amim i Peace Now – nagłośniły informację, że izraelskie Ministerstwo Budownictwa i Mieszkalnictwa otworzyło przetarg na budowę 1234 budynków mieszkalnych na okupowanym Zachodnim Brzegu. Postulowany projekt powstać ma na obszarze nazywanym Mevaseret Adumim lub E1, który w myśl porozumień z Oslo należy do strefy C Zachodniego Brzegu, zatem znajduje się pod wyłączną kontrolą Izraela. E1 ma dla Izraela kluczowe znaczenie z uwagi na swoje położenie strategiczne: znajduje się na linii między Jerozolimą a rzeką Jordan, stanowiącej najwęższy fragment Zachodniego Brzegu. Obszar ten zamieszkiwany jest głównie przez palestyńskich Beduinów, którzy na co dzień doświadczają przemocy osadniczej. Jeśli projekt dojdzie do skutku, nawet 3 tys. miejscowych Palestyńczyków czeka przymusowe wysiedlenie.

Krytycy tej decyzji argumentują, że budowa osiedla zniszczy tradycyjny sposób życia beduińskich społeczności i oddali perspektywę porozumienia pokojowego między Izraelem a Palestyńczykami. Powstanie korytarza osadniczego, łączącego okupowaną Wschodnią Jerozolimę z położonym około 10 km na wschód nielegalnym osiedlem Ma’ale Adumim, dodatkowo ograniczy mobilność Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu i utrudni utworzenie niepodległego państwa palestyńskiego.

Palestyński obrońca praw człowieka Ubai al-Aboudi powiedział w wywiadzie dla Al-Jazeery, że powstanie nowego osiedla będzie „ostatnim gwoździem do trumny rozwiązania dwupaństwowego”. Według niego utworzenie osiedla uczyni powstanie niepodległej Palestyny obok Izraela niemożliwym.

Dlaczego Izrael zdecydował się na rozbudowę osiedla dwa miesiące przed nachodzącymi wyborami? Jak powstanie nielegalnej z punktu widzenia prawa międzynarodowego infrastruktury osadniczej wpłynie na życie Palestyńczyków? Cofnijmy się nieco w czasie i przyjrzyjmy historii izraelskiego projektu kolonialnego na okupowanym Zachodnim Brzegu.

Czytaj także Jak odbierano Palestyńczykom Palestynę Aleksandra Herzyk

Skąd wzięła się okupacja Zachodniego Brzegu?

Granice Izraela ukształtowały się w wyniku porozumień o zawieszeniu broni zawartych w 1949 roku. W przypadku Zachodniego Brzegu wyznaczona wówczas linia miała formalnie charakter tymczasowej linii rozejmowej, jednak z czasem zaczęła funkcjonować w charakterze międzynarodowo uznanej granicy Izraela. Strefa Gazy, której nie zajęły siły izraelskie, znalazła się pod kontrolą Egiptu, natomiast Jordania w 1950 roku jednostronnie anektowała Zachodni Brzeg.

Tak wyznaczone granice zdecydowanie faworyzowały Izrael. Kraj zyskał dostęp do ponad 77 proc. dawnego terytorium Brytyjskiego Mandatu Palestyny. Tymczasem w przededniu niepodległości Żydzi stanowili zaledwie 30-35 proc. całej ludności. Izrael przejął też kontrolę nad strategicznym korytarzem łączącym aglomerację Gusz Dan z Jerozolimą. Krok ten rozdzielił palestyńskie terytoria od strony zachodniej. Sam dostęp do Jerozolimy otworzył z kolei drogę do późniejszej ekspansji Izraela w kierunku rzeki Jordan.

Kształt jego granic przyniósł jednak Izraelowi także poważne ryzyka. W najwęższym miejscu pas ziemi łączący północ z południem kraju miał zaledwie 15 kilometrów. Wizja przecięcia państwa na pół przez arabską inwazję na lata stała się największym koszmarem izraelskich strategów.

Sytuacja uległa zmianie w 1967 roku wraz z atakiem Izraela na Egipt, Jordanię, Syrię oraz Irak – konfliktem, który w izraelskiej historiografii nazywany jest wojną sześciodniową. W jej wyniku Izrael zajął Strefę Gazy, Półwysep Synaj, Zachodni Brzeg oraz syryjskie Wzgórza Golan.

Kluczowe znaczenie propagandowe miało opanowanie całej Jerozolimy, upamiętniane do dziś w ramach izraelskiego święta Yom Yerushalayim. Dotychczas bowiem pod kontrolą Izraela znajdowała się jedynie jej zachodnia część, podczas gdy Stare Miasto i reszta Wschodniej Jerozolimy pozostawały pod okupacją jordańską. W pierwszych dniach po zdobyciu miasta izraelscy żołnierze samowolnie wyburzyli tzw. Dzielnicę Marokańską na Starym Mieście, tworząc miejsce pod istniejący do dziś plac modlitewny przy Ścianie Zachodniej. Najstarsze z usuniętych budynków pochodziły z XII wieku.

Jedną z konsekwencji wojny z 1967 roku był wzrost nastrojów antysemickich w wielu regionach świata, zwłaszcza w bloku wschodnim i państwach związanych ze Związkiem Radzieckim. W Polsce wydarzenia te były pretekstem do tzw. kampanią antysyjonistycznej, w wyniku której nawet 13 tys. polskich obywateli żydowskiego pochodzenia wypędzono z kraju.

Droga apartheidu, która umacnia izraelską „suwerenność”

Izrael zwrócił Egiptowi Półwysep Synaj w zamian za wzajemne uznanie państwowości w ramach porozumień pokojowych z Camp David, podpisanych 17 września 1978 roku. Z kolei izraelskie wojsko i osadnicy zostali ewakuowani ze Strefy Gazy w 2005 roku w ramach jednostronnego planu wycofania, tzw. hitnatkut (hebr. odcięcie się).

W 1981 roku Izrael ogłosił z kolei jednostronną aneksję Wzgórz Golan. Choć Zachodni Brzeg nigdy nie został formalnie anektowany, Izrael podejmuje na jego terenie działania zastrzeżone w prawie międzynarodowym wyłącznie dla suwerennej władzy państwowej – m.in. prowadzi rejestrację gruntów i osiedla na nich własnych obywateli. To drugie stoi w jawnej sprzeczności z art. 49 ust. 6 IV Konwencji Genewskiej.

W jeszcze innej sytuacji znajduje się Wschodnia Jerozolima – obejmująca obszar od zachodnich murów Starego Miasta po okolice doliny Wadi an-Nar – którą Izrael jednostronnie anektował w 1967 roku. Krok ten do dziś nie uzyskał oficjalnego uznania większości państw członkowskich ONZ, choć m.in. Stany Zjednoczone i Gwatemala zaakceptowały „izraelską suwerenność” nad tym obszarem. Status Wschodniej Jerozolimy pozostaje głównym powodem, dla którego liczne kraje, w tym Polska, utrzymują swoje ambasady w Tel Awiwie – mimo że Izrael uznaje całą Jerozolimę za swoją niepodzielną stolicę. Warto zaznaczyć, że za decyzją o poszerzeniu terytorium państwa nie poszło przyznanie mieszkańcom Wschodniej Jerozolimy izraelskiego obywatelstwa – dziś aż 400 tys. z nich (40 procent populacji miasta) żyje tam jedynie na podstawie karty stałego pobytu. Według stowarzyszenia B’Tselem od 1967 roku Izrael cofnął status stałego rezydenta ponad 14 tys. palestyńskich jerozolimczyków.

Jak tłumaczy dr Michal Braier, dyrektorka badawcza przy stowarzyszeniu Bimkom, aneksja ta stanowiła kompromis między izraelskimi środowiskami dążącymi do poszerzenia granic państwa a przeciwnikami takiego kroku. Ci drudzy wskazywali na jego niezgodność z prawem międzynarodowym oraz przestrzegali przed negatywnymi konsekwencjami dla Izraela w relacjach z zagranicą.

– Istniały wówczas zarówno bardziej ekspansjonistyczne koncepcje, jak i propozycje ograniczone do mniejszego terytorium, obejmującego Stare Miasto i tzw. Świętą Nieckę – mówi badaczka. – W rządzie toczyły się na ten temat burzliwe dyskusje, a ostateczne rozwiązanie było próbą pogodzenia skrajnych stanowisk. Władze zdawały sobie sprawę, że na aneksję mają niewiele czasu – była ona możliwa tylko bezpośrednio po zakończeniu działań wojennych. Wszyscy wiedzieli, że jeśli nie nastąpi to natychmiast, podobna okazja może się nie powtórzyć.

Czytaj także „Obecni-nieobecni” – jak przejmowano palestyńskie nieruchomości Aleksandra Herzyk

Pomimo presji międzynarodowej i wewnętrznej izraelski ruch osadniczy nie zrezygnował z planów kolonizacji Zachodniego Brzegu. Kolejne izraelskie rządy wykorzystywały osadnictwo jako metodę nacisku politycznego. W 1975 roku 23 żydowskie rodziny założyły nielegalne osiedle Ma’ale Adumim (hebr. Czerwony Stok) na wschód od Jerozolimy. W 1991 roku, w czasie rządów Icchaka Szamira, całość terenu dzisiejszego E1 została wywłaszczona na rzecz izraelskiego samorządu lokalnego. Dziś pomiędzy Jerozolimą a Jordanem istnieje kilka izraelskich osiedli, w tym Micpe Jericho, Wered Jericho i Bejt ha-Arawa, stanowiących zalążek korytarza osadniczego mogącego w przyszłości przeciąć Zachodni Brzeg na pół.

– Ma’ale Adumim zostało rozbudowane w latach 80. i 90. – mówi Braier. – Jest silnie zurbanizowanym obszarem i w praktyce funkcjonuje jako przedmieście Jerozolimy.

Następca Szamira Icchak Rabin polecił ministrowi budownictwa opracowanie planów izraelskiego osiedla na tym obszarze, ale pod wpływem presji międzynarodowej nie przystąpił do ich realizacji. Kolejne rządy podkreślały chęć Izraela do zachowania kontroli nad obszarem E1: w 1996 roku premier Szimon Peres potwierdził, że jego kraj dąży do „suwerenności” na tym terenie. W 2004 roku Ministerstwo Budownictwa przygotowało teren pod budowę drogi mającej połączyć planowane osiedle z Jerozolimą.

Od 2008 roku na obszarze E1 działa główna siedziba izraelskiej służby granicznej dla okręgu Judei i Samarii – tak w izraelskiej terminologii określany jest Zachodni Brzeg. W grudniu 2012 roku, w reakcji na przyznanie Palestynie przez Zgromadzenie Ogólne ONZ statusu nieczłonkowskiego państwa-obserwatora, Izrael już następnego dnia ogłosił wznowienie prac planistycznych i procedur związanych z zagospodarowaniem obszaru E1. W roku 2019 rząd Netanjahu otworzył na północ od E1 drogę 4370, nazywaną przez obrońców praw człowieka „drogą apartheidu”: trasa ma oddzielne pasy ruchu dla Izraelczyków i Palestyńczyków. Jak argumentują przedstawiciele stowarzyszenia Ir Amim, powstanie drogi miało na celu także utrudnienie Palestyńczykom poruszania się po okupowanych obszarach.

Obrońcy praw człowieka kontra biurokratyczna machina okupacji

Przełom nastąpił w sierpniu zeszłego roku, kiedy Izrael ostatecznie zatwierdził projekt budowy 3401 nowych budynków mieszkalnych na terenie E1. Premier Netanjahu i minister finansów Smotrich publicznie ogłosili, że budowa osiedla ma na celu uniemożliwienie powstania państwa palestyńskiego. Aby powstrzymać konstrukcję osiedla, organizacje Bimkom, Ir Amim i Peace Now wystosowały petycję do Sądu Okręgowego w Jerozolimie, domagając się uchylenia zatwierdzenia dwóch szczegółowych planów zagospodarowania E1, przewidujących budowę łącznie około 3400 mieszkań.

– Plan zagospodarowania E1 został zaskarżony przed sądem już wiele lat temu – tłumaczy Braier. – Sąd uznał wówczas, że – podobnie jak w przypadku innych osiedli – mamy do czynienia z kwestią polityczną, a nie prawną, w związku z czym nie powinien w nią ingerować. Obecnie władze argumentują, że procedura dotyczy tych samych ustaleń i stanowi po prostu kolejny etap ich wdrażania. Innymi słowy: skoro sąd nie zakwestionował ich wcześniej, nie ma podstaw, by teraz wstrzymywać ich realizację.

Jeszcze 19 lipca 2026 roku biuro Prokuratora Państwowego zapewniało autorów petycji, że w ciągu najbliższych 2-3 miesięcy nie planuje się uruchomienia przetargu na budowę osiedla. Zobowiązało się również do uprzedzenia ich o jakiejkolwiek zmianie decyzji. Mimo to już 18 sierpnia na stronie izraelskiego Urzędu Ziemskiego pojawiło się ogłoszenie o otwarciu postępowania. Aktywiści nie zostali o tym w żaden sposób poinformowani, a sam przetarg ogłoszono pod nowym numerem.

– Wygląda więc na to, że próbowano to rozegrać po cichu. Co ciekawe, o otwarciu przetargów nie wiedział nawet prawnik reprezentujący państwo – zauważa Braier.

Wobec urzędniczej samowoli izraelskich organów, aktywiści postanowili nagłośnić sprawę w mediach. „To decyzja o dalekosiężnych konsekwencjach politycznych. […] Obecne władze zdecydowały się jednak uruchomić pierwszy etap jednego z najbardziej kontrowersyjnych projektów osadniczych w trakcie trwającego postępowania sądowego – zanim jeszcze złożyły oficjalną odpowiedź przed sądem i wbrew wyraźnemu zobowiązaniu podjętemu wobec autorów petycji. Rząd, który rzekomo stoi na straży praworządności, nie może traktować swoich obietnic składanych sądom, stronom sporu i opinii publicznej jako czysto opcjonalnych” – czytamy we wspólnym oświadczeniu autorów petycji.

Rozpoczęcie budowy będzie oznaczało wysiedlenie 18 społeczności beduińskich. Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) szacuje liczbę Palestyńczyków zagrożonych wygnaniem ze swoich domów na ponad 3 tys. W myśl izraelskiego prawa półnomadyczne osady beduinów na terenie E1 mają status „nielegalnych osiedli”. Jak informuje Peace Now, izraelskie władze od lat planują przesiedlenie społeczności beduińskich z obszaru E1 do specjalnie wyznaczonych lokalizacji, w tym do Al-Jabal na obrzeżach Abu Dis. Osada ta powstała w latach 90. w związku z wcześniejszym wysiedleniem Beduinów z terenów przeznaczonych pod rozbudowę Ma’ale Adumim. Izrael planuje wybudować w tym celu ok. 400 budynków mieszkalnych.

Tymczasem miejscowi beduini od lat mierzą się z codzienną przemocą ze strony osadników, a obecność cywilnej infrastruktury osadniczej poważnie utrudnia im codzienne funkcjonowanie, w tym dostęp do podstawowej opieki medycznej. Jakub Belina-Brzozowski z Polskiej Misji Medycznej, który był na terenach planowanego osiedla w lipcu tego roku, opisał historię beduińskiej dziewczynki z Khan al-Ahmar, która została potrącona przez ciężarówkę kierowaną przez izraelskiego osadnika. Po zdarzeniu pojazd pojechał dalej, a dziecko opatrzono i zbadano w klinice mobilnej należącej do polskiej organizacji. Zdarzenie to nie zwróciło uwagi izraelskich sił bezpieczeństwa, choć miało miejsce w strefie C, znajdującej się pod pełną kontrolą Izraela. Sprawca ataku prawdopodobnie nigdy nie zostanie ujęty ani tym bardziej ukarany.

Po 7 października 2023 roku miał miejsce bezprecedensowy wzrost przemocy osadniczej na Zachodnim Brzegu. Według danych OCHA liczba odnotowywanych incydentów wzrosła od tego momentu z około trzech do sześciu dziennie.

Czytaj także Žižek: Ukraina jest jak Zachodni Brzeg, nie jak Izrael Slavoj Žižek

To nie czas, aby odwracać wzrok

Decyzję Izraela o ogłoszeniu przetargów na budowę mieszkań w nowym nielegalnym osiedlu trudno rozpatrywać w oderwaniu od zbliżających się wyborów parlamentarnych, zaplanowanych na 27 października. Wedle najnowszych sondaży stanowisko premiera obejmie najprawdopodobniej Gadi Eisenkot lub Binjamin Netanjahu.

Obaj politycy obiecują, że jeśli zostaną wybrani, nie dopuszczą do powstania państwa palestyńskiego. Co za tym idzie – bez względu na wynik wyborów, kontynuacja okupacji Zachodniego Brzegu pozostanie jednym z priorytetów państwa. Eisenkot deklaruje, że jego celem jest zbudowanie „syjonistycznej większości” przeciwko obecnemu premierowi i sugeruje, że nie jest skłonny do współpracy ze zjednoczoną listą partii arabskich. Z kolei Netanjahu straszy, że jeśli nie zostanie ponownie wybrany, Eisenkot utworzy koalicję z partiami arabskimi, które storpedują działania przyszłego rządu.

Po 7 października zdecydowana mniejszość Izraelczyków wierzy w alternatywę wobec konfrontacji z Palestyńczykami i hafrady, jak po hebrajsku nazywana jest izraelska forma apartheidu na Zachodnim Brzegu. Według Pew Research Center jedynie 21 proc. żydowskich Izraelczyków deklarowało w 2025 roku wiarę w możliwość „pokojowego współistnienia Palestyńczyków z Izraelem”. Nic dziwnego, że warunkiem wstępnym do zdobycia społecznego zaufania jest demonstracja siły względem okupowanych Palestyńczyków.

Bez względu na to, jak ocenimy intencje poszczególnych aktorów izraelskiej sceny politycznej, rozwój projektu osadniczego na Zachodnim Brzegu pozostaje konsekwentną i celową polityką kolejnych izraelskich rządów. Według danych Peace Now w samym 2025 roku Izrael zatwierdził 54 nowe osiedla, wliczając zarówno te nowo powstające, jak i wtórnie zalegalizowane przyczółki osadnicze. Biorąc pod uwagę deklaracje potencjalnych szefów rządu, nie należy spodziewać się, że zmiana nadejdzie od wewnątrz. Także izraelska lewica niespecjalnie sprzeciwia się dalszej rozbudowie osiedli. Wymownym symbolem kryzysu, w jakim się obecnie znajduje, jest niedawna deklaracja socjalistyczno-syjonistycznego ruchu Ha-Machanot Ha-Olim. Ta lewicowa młodzieżówka wyraziła chęć zakładania kibuców w Dolinie Jordanu, argumentując to przekonaniem, że osiedla i tak powstaną, a głos lewicy jest potrzebny również na terytoriach okupowanych.

– Bez międzynarodowej presji rząd Izraela nie zrewiduje swoich strategicznych celów – konkluduje Braier. – Co więcej, izraelska polityka na Zachodnim Brzegu nie zaczęła się wraz z obecnym rządem. Rozwijanie projektu kolonialnego miało w różnych formach miejsce już wcześniej i bez konkretnych działań społeczności międzynarodowej prawdopodobnie będzie trwało nadal.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x