Felieton

Młodzi woleli Trzaskowskiego, ale PiS może ten elektorat łatwo odzyskać

Fot. Naassom Azevedo/Unsplash, \monika Bryk. Edycja KP.

A może wypowiedź Kingi Dudy podczas wieczoru wyborczego to początek ofensywy skierowanej w stronę najmłodszych wyborców?


Po siódmej porażce z rzędu trudno nie mieć wrażenia, że sytuacja opozycji jest być może gorsza niż przed kilkoma laty. PO znowu zawiodła jako lider frontu anty-PiS i zaczyna dintojrę z Hołownią, PSL ma dylemat, czy wejść w kanibalistyczny związek z PiS-em, kandydat Lewicy zrobił w wyborach prezydenckich gorszy procentowo wynik niż Magdalena Ogórek. Nawet Konfederacja okazała się podzielona na pół, więc też czekają ją pewne polityczne szpagaty, zwłaszcza gdy z szaf powyłażą politycy mniej zgrabni retorycznie niż Krzysztof Bosak. Słowem, zadowolona, rzecz jasna, może być tylko Zjednoczona Prawica.

Nie, Hołownia nie jest pożytecznym idiotą Dudy (ani agentem PiS)

Tu jednak zaczyna się druga opowieść. Kandydat PiS-u Andrzej Duda wygrał z przewagą 400 tysięcy głosów, ale Rafał Trzaskowski jako przedstawiciel anty-PiS-u uzbierał tych głosów 10 milionów. To trzeci wynik w historii wyborów. Owszem, PiS wygrał na wsi i w małych miasteczkach, ale przede wszystkim wygrał jedynie w grupie wyborców 60+. Wśród młodych wyborców według exit poll Andrzej Duda zdobył jedynie 36,3 proc. głosów. Pięć lat temu proporcje były dokładnie odwrotne. Młodzi w większości zagłosowali za Dudą.

Czego nowego dowiedzieliśmy się o wojnie polsko-polskiej

Dla PiS to ogromny demograficzny problem. Siłą rzeczy starsi wyborcy odchodzą bezpowrotnie, a młodszych roczników uprawnionych do głosowania przybywa rok w rok. Ktoś powie, że słyszał tę historię nie raz, ale jakoś PiS ciągle wygrywa. Wymiana pokoleniowa odbywa się powoli, ale się odbywa. Przez pięć lat między wyborami dochodzi „zaledwie” pięć nowych roczników. Na dodatek młodsze roczniki są o mniej więcej połowę mniej liczne – o czym warto pamiętać.

Mało kto pamięta, że dopiero po pięciu latach Platforma Obywatelska zyskiwała hegemonię w drugiej kadencji z własnym parlamentem i prezydentem. Zmiana zaszła dopiero po ośmiu latach, bo właśnie wtedy pojawiało się łącznie osiem kolejnych nowych roczników, dla których władzą, przeciwko której zwykle głosują młodzi, było PO. W tej metaforze wybory 2020 przypominają trochę wybory do Europarlamentu w 2014 roku, gdy PO wygrała na styk różnicą 0,35 proc. głosów, ale powoli stawała się, mówiąc dzisiejszym językiem, partią boomersów. A za pięć lat PiS będzie miał przeciwko sobie już nie pięć, a całe 10 nowych roczników, które pamiętają tylko PiS u władzy. Dziś ponad 60 proc. najmłodszych jest przeciwko kandydatowi PiS. I to mimo zerowej stawki PIT-u dla młodych. W dłuższej perspektywie będzie to dla tej władzy realny problem.

Wyzwaniem nie będzie jeszcze rok 2023, bo wtedy głos młodych w dużym stopniu zgarnąć może Konfederacja, a więc partia, z którą PiS spokojnie może wejść w koalicję. Ale jeśli Konfederacja wejdzie w koalicję, to dla antysystemowej młodzieży przestanie być atrakcyjna. W 2025 roku PiS-owski kandydat na następcę Dudy stanie przed nie lada wyzwaniem.

PiS to wie. I wie to oczywiście Andrzej Duda. Jego wojna z TVP nie była wojną pozorowaną, ale całkiem realną, albowiem tak jak TVP może mobilizować starszych, tak odstrasza młodych. Wszyscy komentują wypowiedź Kingi Dudy podczas wieczoru wyborczego, odwołując się do kategorii etycznych, podczas gdy może to być właśnie początek pewnej ofensywy skierowanej w stronę najmłodszych wyborców. Duda będzie łagodniał właśnie dlatego, żeby zdobywać powoli najmłodszy elektorat. I być może naprawdę postawi się swojemu obozowi politycznemu. Nie, nie dla siebie, ale dla dobra tego obozu. Druga sprawa, że oprócz Dudy także PiS rozumie, że trzeba jakoś dotrzeć do młodych. Żadna partia tak starannie nie analizuje wyników wyborów i żadna partia tak nie mikrotargetuje elektoratu.

Wstyd czy szacun? Kto wierzy Kindze Dudzie?

PiS po młodych może iść na przykład poprzez budowę mieszkań, a więc przez rozwiązywanie największego problemu, przed jakim stają osoby zakładające rodzinę. To nawet nie muszą być mieszkania w dużych miastach, ale w takich średnich lub mniejszych niż średnie. Oczywiście już słyszę ten rechot z programu Mieszkanie Plus i te dowcipy o drugiej Wenezueli i bankructwie państwa. Otóż lada moment Polska otrzyma ogromne miliardowe wsparcie na walkę ze skutkami COVID-19. Część z tych pieniędzy może zostać przez PiS skierowana na budownictwo mieszkaniowe. A wówczas tendencja demograficzna się odwróci, a PiS otrzyma kolejny elektorat wdzięczności za rozwiązanie problemu, którego żadna władza po 1989 rozwiązać nie mogła.

Jeśli władza ograniczy paździerz TVP, prezydent zejdzie z kursu konfrontacji, w tym zwłaszcza na temat LGBT, a rząd zacznie budować hurtowo mieszkania, to nagle się może okazać, że młodzi podobnie jak starzy pokochają PiS za to, jak skutecznie rozwiązuje ich ekonomiczne problemy.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.