Felieton

Milczenie Polaków

Abp. Michalik na pasterce potępił „unijne kłamstwo” głoszące, jakoby ludzie mieli prawo do stałych związków bez względu na płeć i jakoby religia bywała poza wszystkim innym także źródłem przemocy (podobnie jak bywały źródłem przemocy najbardziej nawet szlachetne idee świeckie). Nie tylko, że nie są to kłamstwa, to wszystko są prawdy, w dodatku banalne. Jednak jeden z najsilniejszych ludzi polskiego episkopatu powiedział przy tej okazji dokładnie to, co jako dzisiejszą doktrynę „Kościoła Benedykta XVI” przedstawił właśnie w KP Tadeusz Bartoś.

Jedyna prawda wiary, jaką abp. Michalik przedstawił na swojej pasterce, jest taka, że Bóg nie stworzył człowieka do wolności, Bóg stworzył parę do rozrodu. Oczywiście, że człowieka stworzonego do wolności nie byłoby, gdyby go jakaś para niedziewiczo nie poczęła i jakaś kobieta niedziewiczo nie narodziła. Ale to jeszcze nie sprowadza całego człowieczeństwa do rozrodu. Ewangelia – w przeciwieństwie do paru innych ważnych religijnych ksiąg – nigdy nie była podręcznikiem hodowli człowieka. Jeśli się chce człowieka hodować, trzeba zastąpić Ewangelię czymś zupełnie innym (co zresztą zrobiono). Ideologia abp. Michalika (naprawdę trudno to nazwać religią, nawet jej krytykom) jest może tak samo materialistyczna, naturalistyczna i biologiczna, jak pomniejsze ideologie oświeceniowe czy pozytywistyczne, tyle że bez cienia emancypacji. Człowiek jest dla Michalika zwierzęciem, tyle że najbardziej zderegulowanym, wobec tego tak, jak ociągające się konie potrzebują bata a niepokorne psy nogi w okutym bucie, tak samo człowiek potrzebuje Kościoła i jego dogmatów.

Ale nie o biologicznym kulcie abp. Michalika chciałem tu napisać. Gdyby nie władza, jaką w Polsce posiada, byłby mi obojętny. Centralna liberalna telewizja w tym kraju (centralna telewizja publiczna i centralna telewizja ludowa były zresztą w relacjonowaniu tej pasterki jeszcze bardziej koszmarne) pokazała jako otwierający materiał właśnie wypowiedź abp. Michalika o „unijnym kłamstwie”. Ale nie po to, by podjąć z nim spór lub jakiś spór z nim choćby zrelacjonować. Nie po to, żeby przedstawić inne racje w sprawie związków partnerskich czy unijnej konwencji o zapobieganiu przemocy wobec kobiet. A przecież są w Polsce ludzie – są tacy nawet w polskim Kościele – którzy te racje polemiczne wobec biologicznego kultu abp. Michalika mogliby przedstawić. Otóż nie, centralna telewizja liberalna kraju pokazała abp. Michalika wyłącznie po to, żeby później przez pięć minut wieczornego programu informacyjnego ubolewać nad tym, że w świąteczny czas Wigilii, kiedy Kościół „powinien łączyć”, on powiedział coś, „co dzieli”.

W tym pełnym oburzenia wobec abp. Michalika „liberalnym” materiale telewizyjnym wezwano tylko do milczenia, do niedrażnienia wiernych, do pozostawienia ich z ich wołem i osłem przy żłóbku. Do zdziecinnienia, z którego w Niemczech protestantyzm 500 lat temu na dobre i na złe próbował wyjść, a w którym 500 lat później niektóre polskie „liberalne” media chciałyby Polaków nadal utrzymywać. W społeczeństwie dzieci nie ma miejsca na wielopartyjność. Jest miejsce na partię systemową (dzieci radosnych i cichych, prymusów przystosowania) oraz na partię antysystemową (dzieci płaczących lub z ADHD). Nawet transformację mieliśmy dziecięcą, jak z grotesek Witolda Wojtkiewicza. Właśnie dlatego była tak społecznie bezwzględna, gdyż dzieci są najokrutniejszym rodzajem ludzi (gdyby miały siłę dorosłych zniszczyłyby świat w trzy minuty albo w trzy minuty zmieniły go w Polskę). Naszą dziecięcą transformację cechował transformacyjny putinizm. A jak jacyś robotnicy z dezindustrializowanych gałęzi polskiej gospodarki zaczynali na polską transformację złorzeczyć, to się ich wpychało w antysemityzm, w „ciemnogród”, w „skrajną prawicowość”. Czasem łatwo było wpychać, bo sami się nachylali, ale zasada polskiego putinizmu transformacyjnego była jest i pozostanie na wieki ohydna. Bo nawet karpie nie powinny czekać na Wigilię, śpiewając głośne Hosanna. Tymczasem w Polsce liberałowie nawet od karpi takich rzeczy wymagali.

Tak się polski liberalizm ukształtował w latach 90. i taki w części pozostał. W starszej części, bo jednak Jażdżewski czy ludzie z Kultury Liberalnej są (albo przynajmniej chcieliby być) inni. W międzyczasie narodził się zresztą równie już silny, a może silniejszy, i równie, a może bardziej monstrualny polski antyliberalizm. Ale kto wie, czy polski antyliberalizm byłby dziś równie silny i równie monstrualny, gdyby aż tak monstrualny nie był polski liberalizm lat 90.

To, co z liberalizmu lat 90. zostało – „ogólna atmosfera hegemonicznej zgody” (w której zresztą nikt poza byłymi hegemonami już nie partycypuje) – jeśli nie zgadza się z abp, Michalikiem, potrafi go tylko wzywać do zamilknięcia albo do zamilknięcia zmuszać. Tyle że abp. Michalik i jego liczni straszni przyjaciele są już dziś w Polsce za silni, aby ktoś ich do milczenia zmusił. Zatem jedynym efektem tego typu „liberalnej” perswazji jest głośna reakcyjna hegemonia sięgająca od „unijnego kłamstwa” po „bijące serce zygoty” i z powrotem. Tymczasem niegdysiejsza polska „hegemonia liberalna” nie potrafi dzisiejszemu polskiemu antyliberalizmowi przeciwstawić żadnych własnych racji, żadnych argumentów, poza wezwaniem do zamilknięcia z powodu Wigilii. To jeszcze jeden dowód na to, że polski liberalizm lat 90. żadnym liberalizmem nie był. Nie był, no więc, jak mógłby się stać.

Tymczasem, jeśli nie zgadzamy się z abp. Michalikiem, przeciwstawmy mu własne racje lub choćby pokażmy rację tych, którzy w Kościele albo poza nim z biologicznym wyznaniem abp. Michalika od dawna i radykalnie się nie zgadzają. Kto, jak nie media liberalne w Polsce, powinien w odpowiedzi na wyznanie biologicznej wiary abp. Michalika pokazać katolików spierających się z jego katolicyzmem, pokazać agnostyków i ateistów spierających z katolicyzmem w ogóle? Spierających się?!!! Przy Wigilii?!!! Zatem najważniejszym „liberalnym” przekazem w tym kraju pozostanie słodkie wezwanie do wspólnego milczenia przerywanego wspólnym śpiewaniem kolęd. Chyba że Jażdżewski za rok stanie z tabliczką na szyi naprzeciwko tłumu ludzi wracających z pasterki, na której jakiś hierarcha będzie głośno potępiał chrześcijańskie marzenie o wolności w imię biologicznego determinizmu świętej natury. Ale wówczas to Jażdżewski zostanie pokazany przez jakąś liberalną telewizję jako burzyciel świętego wigilijnego spokoju.

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.