Tomasz Piątek

PiSk PO

Co w trawie piszczy? A PiSzczy, PiSzczy. Komentatorzy życia politycznego niezwykle przejmują się tym, że w jednym sondażu PiS przegonił PO, uzyskując 39 procent poparcia (przy 33-procentowym poparciu dla Platformy). W związku z tym PiSzczą wszyscy, PiSzczy PO, PiSzczą komentatorzy, PiSzczy polska klasa średnia, przerażona wizją Rzeczpospolitej Czwartej i Pół. Trwają gorączkowe dociekania, jak do tego doszło.


„Wyborcza” pisze, że parlamentarzyści PO obwiniają siebie o brak aktywności, że niby za mało organizowali konferencji prasowych, za mało pokazywali się w mediach. Takie myślenie to jednak błąd, zrodzony zapewne z paniki. Główną zaletą Platformy jest przecież to, że widzi jej się mało. Tego oczekują od niej wyborcy: ich zdaniem przecież rząd ma być nocnym stróżem i nie przeszkadzać podczas grillowania. Jeśli PO zwiększy aktywność medialną, to notowania PiS-u pójdą jeszcze bardziej w górę. Gdyby TVP chciała pomóc Platformie, powinna jak najczęściej pokazywać Jarosława Kaczyńskiego.


Pojawiają się też inne hipotezy. Mówi się, że ludzie przestraszyli się kryzysu. Lubili Platformę, dopóki kryzysu w Polsce nie było, a kiedy się pojawił, to przestali Platformę lubić. OK, ale dlaczego mieliby z tego powodu polubić Kaczyńskiego? Kaczyński, mimo swoich ostatnich rozpaczliwych starań, nie ma raczej wizerunku specjalisty od ekonomii, czy też człowieka, któremu powierzylibyśmy nasze pieniądze (ciekawe zresztą, co by z nimi zrobił, skoro nie ma konta bankowego – ja optuję za plastikowym kotkiem z dziurką do wrzucania monet). Pomijając  dwadzieścia procent hardkorowych wyznawców, którym Kaczyński zawsze i wszędzie pasuje do wszystkiego (nawet jako stojak na parasole), to dla całej reszty populacji Kaczyński nie jest premierem na kryzys. Raczej jest widziany jako ktoś, kto do niekończącego się kryzysu gospodarczego dodałby permanentny kryzys polityczny. Oczywiście, Tusk też nie jest premierem na kryzys, bo mało wie i mało może, ale postrzegany jest przez Polaków (oprócz dwudziestu procent wyznawców stojaka na parasole) jako człowiek bardziej kompetentny. Dlatego nie sądzę, żeby widmo kryzysu służyło Jarkowi K.


Tu włączają się zwolennicy innej teorii. Racja, mówią, Jarek nie budzi zaufania, ale PiS wzbudził do siebie zaufanie w kwestiach ekonomicznych, nawet nie tyle przez swoje debaty ekonomiczne, ile przez wskazanie Piotra Glińskiego jako kandydata na premiera. Gliński miałby być świetną odtrutką na Jarka, bo profesor i z Unii Wolności. Hm. Nie sądzę, żeby Polacy specjalnie uwielbiali profesorów. I nie sądzę, żeby specjalnie uwielbiali Unię Wolności. Nieboszczka była źle widziana przez ogromną większość rodaków. Jedni uważali ją za agenturę Mossadu, Mędrców Syjonu i Podstępnych Złych Wiewiórek z Kosmosu, inni za zgromadzenie nadętych, a nieudolnych dziadków, którym uderzył do głowy drink Etauwoso (Etos, Autorytet, Woda Sodowa). 

 

Inna teoria mówi, że wyborcy dotąd niezdecydowani lub prorządowi nawrócili się na PiSizm po tym, jak zobaczyli tłumy na ulicach podczas ostatniej kaczyńskiej manifestacji. W to też mi trudno uwierzyć. Ludzie prorządowi lub niezdecydowani, widząc transparenty głoszące, że ojciec Rydzyk jest dzieckiem Matki Boskiej, raczej się nie nawracają. Strasznie trudno jest się nawrócić na coś takiego, choćby się było nie wiem jak niezdecydowanym. Przed napisaniem tego felietonu usiadłem na kanapie w pozycji medytacyjnej, zamknąłem oczy, spróbowałem oczyścić umysł z wszelkich uprzedzeń, a potem zacząłem powtarzać mantrę „Rydzyk dzieckiem Matki Boskiej… Rydzyk dzieckiem Matki Boskiej…” i już po trzydziestu sekundach ujrzałem płomienie i widły.


Ale skoro tak trudno mi w to wszystko uwierzyć, to pozostaje mi tylko jedna alternatywa. Ta najstraszniejsza, zgodnie z którą wielu Polaków uwierzyło w zamach smoleński po tym, jak się okazało, że zamieniono ciała ofiar. Nie pytajcie mnie, dlaczego zamiana ciał miałaby być dowodem zamachu, bo tu nie ma logiki. Albo inaczej: zamiast normalnej logiki jest logika PiS: Paranoi i Strachu. Rosjanie pozamieniali ciała, bo coś z nimi szachrowali. A szachrowali, bo chcieli coś ukryć. A chcieli coś ukryć, bo byli winni. Albo tak: pozamieniali ciała, bo nas nie szanują. I właśnie dlatego nas pozabijali, bo nie szanują. Na dodatek jeszcze „Fakt” na pierwszej stronie pisze, że rosyjski lekarz ciągnął zmarłą Marię Kaczyńską za nos. To brzmi tak przerażająco, że aż chciałbym, żeby jakiś dobry rosyjski przerażający pisarz napisał o tym nowelę. Jakiś Leskow albo Gogol. Leskow zresztą napisał nowelę o ciągnięciu trupa za nos, a Gogol miał obsesję na temat nosów i trupów. 


Ale wróćmy do meritum (bo nie o rosyjskie, ale o polskie szaleństwa tu chodzi): ktoś mógłby zapytać, dlaczego obaliłem poprzednie hipotezy jako nieracjonalne, a teraz gotów jestem uznać tę najbardziej nieracjonalną? Odpowiedź brzmi: właśnie dlatego. Właśnie dlatego, że jest najbardziej nieracjonalna. Podejrzewam rodaków o najgorsze, widzę w polskiej kulturze połączenie drobnego cwaniactwa z wielkim szaleństwem. Polacy nie reagują trochę nieracjonalnie, na to nie pozwala im cwaniactwo. Polacy reagują bardzo nieracjonalnie, bo zmusza ich do tego szaleństwo.

Od stuleci już się mówi, że polską polityką rządzą trupy. Jeśli ten truizm znowu się potwierdził, to ja proponuję zmienić nazwę kraju na Cmentaria, a flagę na czarną. Bez trupiej główki, bo zbyt optymistycznie się kojarzy, z Piratami z Karaibów na przykład. Niech więc nam powiewa czarna flaga (podtrzymywana przez stojak na parasole, oczywiście).


Na zakończenie pragnę pogratulować Jasiowi Kapeli felietonu o Masłowskiej. Ja też chciałem coś napisać po tym, jak w magazynie „Książki” przeczytałem z nią wywiad. Powiedziała tam, że wierzy w nieomylność papieża (oczywiście tylko polskiego). Wydawca Masłowskiej nazwał ją kiedyś nastohańbą polskiej literatury. Nasto się skończyło, ale hańba trwa.


www.tomaszpiatek.pl       

 

 

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Tomasz Piątek
Tomasz Piątek
Pisarz, felietonista
Pisarz, felietonista. Ukończył lingwistykę na Universita’ degli Studi di Milano. Pracował w „Polityce”, RMF FM, „La Stampa”, Inforadiu, Radiostacji. Publikował w miesięczniku „Film” i w „Życiu Warszawy”. Autor wielu powieści. Nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej ukazała się jego książka "Antypapież" (2011) i "Podręcznik dla klasy pierwszej" (2011).
Zamknij