Japonia od dekad należy do grupy najbardziej romantyzowanych państw. Za tym obrazkiem kryje się jednak historia brutalnego imperializmu, kolonialnych podbojów i zbrodni wojennych. Jedną z najbardziej przerażających konsekwencji było stworzenie systemu wojskowego niewolnictwa seksualnego, którego ofiarami padły setki tysięcy kobiet i niepełnoletnich dziewcząt.
Były manipulowane, porywane lub po prostu zmuszane do „zatrudnienia” w wojskowych domach publicznych, ku uciesze japońskich żołnierzy podbijających ich państwa. Ta historia pokazuje, jak imperializm, militaryzm, patriarchat i rasizm mogą wspólnie tworzyć system, w którym ludzkie ciało staje się zasobem podporządkowanym potrzebom państwa.
Kobiety jako zasób na potrzeby imperium
System „ośrodków pocieszycielskich” nie powstał w próżni – jego korzenie sięgają wielowiekowej tradycji regulowanej prostytucji w Japonii, w której kobiece ciało traktowano jako towar, a seksualność jako usługę podlegającą kontroli państwa. Wraz z militaryzacją kraju w okresie Meiji (1868-1912) w miastach garnizonowych, do których trafiały tysiące ubogich Japonek, masowo powstawały domy publiczne. W ten sposób na długo przed powstaniem pierwszych „ośrodków pocieszycielskich” utrwalił się model, w którym wykorzystywanie seksualne kobiet było nie tylko tolerowane, lecz także podporządkowywane interesom ekonomicznym i militarnym państwa.
Te doświadczenia stworzyły grunt pod rozwój rozbudowanego systemu przemocy seksualnej, który towarzyszył japońskiej ekspansji imperialnej. Pod koniec XIX wieku Japonia rozpoczęła podporządkowywanie sobie kolejnych terytoriów Azji, a podbojom, oprócz masakr ludności cywilnej, wywłaszczeń i pracy przymusowej, towarzyszyło tworzenie wojskowych domów publicznych. Dowództwo przedstawiało placówki jako sposób na ograniczenie gwałtów dokonywanych na ludności cywilnej czy przeciwdziałanie chorobom wenerycznym, lecz w rzeczywistości nie osiągnięto żadnego z tych celów. Gwałty na cywilkach pozostawały powszechne, a choroby weneryczne nadal rozprzestrzeniały się wśród wojskowych, którzy po prostu odmawiali stosowania obowiązkowych prezerwatyw, a ich dowódcy tolerowali przemoc seksualną wobec miejscowych kobiet.
Zachowane dokumenty wojskowe, rozkazy oraz zeznania ocalałych potwierdzają zaangażowanie japońskich struktur państwowych w organizację domów publicznych. Wojsko wskazywało lokalizacje placówek, uczestniczyło w transporcie kobiet, ustalało zasady funkcjonowania i sprawowało nad nimi nadzór. Nawet gdy werbunkiem zajmowali się cywilni pośrednicy, cały system pozostawał ściśle związany z działalnością armii.
Początkowo do wojskowych domów publicznych kierowano przede wszystkim japońskie pracownice seksualne, jednak wraz z rozszerzaniem działań wojennych coraz większą część wykorzystywanych kobiet stanowiły mieszkanki okupowanych terytoriów. Szczególnie dotknięta została Korea, gdzie dziesięciolecia kolonialnej dominacji, wywłaszczenia i powszechne ubóstwo sprawiały, że kobiety były wyjątkowo narażone na działalność handlarzy ludźmi. Werbownicy obiecywali im zatrudnienie w fabrykach, restauracjach czy szpitalach, a wiele z nich dopiero po przybyciu na miejsce dowiadywało się, że zostały skierowane do wojskowych domów publicznych. W procederze uczestniczyli również koreańscy pośrednicy i kolaboranci, wykorzystujący trudne położenie ekonomiczne własnych rodaczek, co pokazuje, jak japoński kolonializm potrafił podporządkowywać swoim potrzebom istniejące nierówności klasowe i społeczne.
W Chinach i na Filipinach przemoc często przybierała jeszcze bardziej bezpośrednią formę. Żołnierze porywali kobiety z domów, ulic i miejsc pracy, niekiedy mordując przy tym członków ich rodzin. Wśród ofiar znajdowały się także nieletnie dziewczęta, niekiedy mające zaledwie dziesięć lat, i choć oficjalne regulacje przewidywały określone kryteria wieku i zasady werbunku, w praktyce je ignorowano, bo zapotrzebowanie armii było ważniejsze. W ten sposób imperialna ekspansja Japonii przekształciła istniejące wcześniej mechanizmy handlu kobietami i seksualnego wyzysku w rozległy system przemocy, którego ofiarami padały przede wszystkim najuboższe mieszkanki podbitych społeczeństw.
Życie podporządkowane żołnierzom
Warunki panujące w wojskowych domach publicznych różniły się w zależności od miejsca, okresu i narodowości kobiet, jednak w większości placówek ofiary miały zaledwie kilka dni wolnych w miesiącu, a w dni „pracujące” musiały przyjmować od kilku do kilkunastu żołnierzy dziennie, w skrajnych przypadkach nawet trzydziestu czy pięćdziesięciu. Kobietom odbierano imiona, zastępując je imionami japońskimi lub numerami, nierzadko przetrzymywano je w ciasnych pomieszczeniach pozbawionych podstawowych norm sanitarnych. Próby odmowy kończyły się pobiciami, zamykaniem w izolatkach czy gwałtami i nawet tam, gdzie formalnie przewidywano wynagrodzenie, właściciele placówek często przejmowali większość pieniędzy, tłumacząc to koniecznością spłacenia kosztów podróży, wyżywienia lub zadatków wypłaconych rodzinom – przemoc seksualna łączyła się więc z ekonomicznym zniewoleniem.
Wiele ofiar cierpiało w wyniku chorób wenerycznych, doświadczało brutalnych metod leczenia, przymusowych aborcji i trwałych problemów zdrowotnych, a ucieczka z ośrodka była niezwykle trudna, ponieważ kobiety i dziewczynki przebywały tysiące kilometrów od domów, często nie znając języka ani dokładnego miejsca pobytu. Część umierała wskutek przemocy, chorób i działań wojennych, inne zostały zamordowane przez żołnierzy lub porzucone podczas odwrotu japońskiej armii. Szacunki wskazują, że wojny mogło nie przeżyć nawet 75-90 proc. wykorzystywanych kobiet, przy czym całkowita liczba ofiar pozostaje nieznana. Najczęściej mówi się o 200 tys., choć niektórzy badacze wskazują nawet 400 tys. ofiar. Sporna jest także ich struktura narodowościowa – część opracowań wskazuje na dominację Koreanek, podczas gdy chińscy historycy szacują znacznie większą liczbę ofiar pochodzących z Chin. Dokładne ustalenie faktów utrudniają zniszczenie znacznej części dokumentacji wojskowej oraz marginalizowanie tych zbrodni podczas powojennych procesów, ale niepewność statystyk nie podważa systemowego charakteru przemocy, potwierdzonego przez zachowane dokumenty, badania historyczne i świadectwa ocalałych.
Białe kobiety zasługiwały na większą sprawiedliwość?
Jednym z najbardziej wymownych aspektów tej historii jest nierówne traktowanie ofiar ze względu na ich pochodzenie. Np. japońskie kobiety zazwyczaj otrzymywały lepsze warunki i trafiały do placówek przeznaczonych dla oficerów, a kobiety z okupowanych terytoriów do obsługiwania szeregowych żołnierzy, gdzie doświadczały brutalnej przemocy.
Rasowa hierarchia nie zniknęła jednak wraz z kapitulacją Japonii. Przetrwała w sposobie, w jaki powojenne państwa podchodziły do ścigania sprawców. Dobrze pokazuje to historia Holenderskich Indii Wschodnich, w których Japończycy zorganizowali domy publiczne, wykorzystując miejscowe kobiety, ale również Europejki. Jednym z najbardziej znanych przypadków były wydarzenia w Semarang na Jawie w 1944 roku, gdzie z okolicznych obozów zabrano grupę młodych Holenderek, które następnie więziono i gwałcono w placówkach przeznaczonych dla japońskich wojskowych (wśród nich znajdowała się Jan Ruff O’Herne, która po latach publicznie opowiedziała o swoich doświadczeniach). Po wojnie holenderskie władze doprowadziły do procesów części sprawców, już w 1948 roku przed trybunałem wojskowym osądzono odpowiedzialnych za wydarzenia Japończyków, zapadły wyroki długoletniego więzienia oraz śmierci.
Zainteresowanie śledczych koncentrowało się Europejkach, a przemoc wobec Indonezyjek, mimo jej ogromnej skali, w zdecydowanej większości nie doczekała się podobnego rozliczenia. Nie oznacza to, że Holenderki uzyskały pełne zadośćuczynienie, lecz pokazuje, jak wielka była różnica w dostępie do sprawiedliwości. To jeden z najbardziej gorzkich paradoksów powojennego porządku – państwa, które pokonały japoński imperializm, same odtwarzały kolonialne hierarchie, uznając cierpienie jednych kobiet za bardziej godne zainteresowania niż cierpienie innych.
Koniec wojny nie oznaczał końca cierpienia i wypłaty odszkodowań
Po kapitulacji Japonii w 1945 roku nieliczne ocalałe wracały do domów z problemami zdrowotnymi i bez pieniędzy. Wiele z nich zostało odrzuconych przez rodziny, a inne przez dziesięciolecia ukrywały swoje doświadczenia. W patriarchalnych społeczeństwach, a do takich należą społeczeństwa azjatyckie, ofiary przemocy seksualnej postrzegano jako „zhańbione”.
Powojenny wymiar sprawiedliwości również zawiódł. Podczas procesów japońskich przywódców przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym kwestia niewolnictwa seksualnego została zmarginalizowana. Alianci dysponowali informacjami o istnieniu domów publicznych, lecz nie podjęli kompleksowej próby pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności i zagwarantowania ofiarom rekompensat.
Przełom nastąpił dopiero na przełomie lat 80. i 90., między innymi dzięki działalności organizacji feministycznych i demokratyzacji Korei Południowej. W 1991 roku Kim Hak-sun jako pierwsza koreańska ocalała publicznie opowiedziała o swoich doświadczeniach, a jej świadectwo zachęciło kolejne kobiety do zabrania głosu. Ujawnione w 1992 roku przez japońskiego historyka Yoshimi’ego Yoshiaki dokumenty potwierdzały udział armii w organizowaniu domów publicznych. W następnym roku rząd Japonii w tzw. oświadczeniu Kōno przyznał, że wojsko uczestniczyło w tworzeniu i prowadzeniu placówek, a wiele kobiet trafiło do nich wbrew woli.
Japońskie władze wyrażały żal z powodu cierpienia ofiar, ale odrzucały roszczenia wynikające z odpowiedzialności państwa. Argumentowano, że kwestia odszkodowań została już rozstrzygnięta w powojennych porozumieniach międzynarodowych, podobnie jak w przypadku Niemiec względem Polski i innych państw Europy. Dopiero w 1995 roku utworzono Asian Women’s Fund, który oferował ocalałym wsparcie finansowe i medyczne, jednak znaczną część wypłat finansowały prywatne darowizny Japończyków, co dla wielu kobiet i reprezentujących je organizacji było nie do przyjęcia: oczekiwały odszkodowań wypłaconych przez państwo odpowiedzialne za zbrodnię, a nie pomocy o charakterze dobroczynnym.
Szczególnie wymowny był przypadek Indonezji, gdzie zamiast indywidualnych rekompensat dla ocalałych uzgodniono finansowanie placówek opiekuńczych dla osób starszych. Podobne kontrowersje wywołało porozumienie Japonii i Korei Południowej z 2015 roku, w któtym Tokio zobowiązało się przekazać skromne miliard jenów (25 milionów złotych) na fundusz wsparcia ocalałych, a oba rządy ogłosiły, że sprawa została ostatecznie rozwiązana. Garstka żyjących wciąż ofiar i organizacji społecznych sprzeciwiła się każdemu z tych porozumień, wskazując na brak odpowiednich konsultacji z ofiarami i nieuznanie prawnej odpowiedzialności Japonii.
Trybunał, który upomniał się o zapomniane kobiety
Historia ta pokazuje, że przeprosiny nie oznaczają sprawiedliwości, szczególnie wtedy, gdy państwa próbują zamknąć sprawę zbrodni w drodze negocjacji dyplomatycznych, pomijając głos samych poszkodowanych.
Właśnie dlatego szczególnego znaczenia nabiera 26. rocznica Tokijskiego Trybunału Kobiet do spraw Zbrodni Wojennych, który obradował od 8 do 12 grudnia 2000 roku. Była to obywatelska inicjatywa podjęta przez organizacje kobiece i obrońców praw człowieka w odpowiedzi na brak skutecznego rozliczenia japońskiego systemu niewolnictwa seksualnego. Trybunał nie był oficjalnym sądem posiadającym możliwość egzekwowania wyroków, a jego celem było publiczne przedstawienie dowodów, wysłuchanie ocalałych i wskazanie odpowiedzialności japońskich władz. W charakterze świadków wystąpiły 64 kobiety z różnych państw, a wśród materiałów dowodowych znalazły się dokumenty wojskowe i relacje historyczne.
Symbolicznie osądzono najwyższych przedstawicieli japońskiego państwa, w tym cesarza Hirohito, a w końcowym orzeczeniu trybunał uznał odpowiedzialność za system niewolnictwa seksualnego i zakwalifikował popełnione zbrodnie jako zbrodnie przeciwko ludzkości. Choć wyrok nie miał mocy prawnej, jego znaczenie było ogromne, bo w centrum opowieści znalazły się wreszcie same ocalałe, a nie interesy państw, armii czy powojennych mocarstw. Ich świadectwa przypomniały, że przemoc seksualna nie staje się mniej poważna dlatego, że ofiarą była uboga kobieta z okupowanego terytorium.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!