Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

„Naza”, czyli Izraelczycy oskarżają Izrael

Film „Naza” raczej nie przekona osób sceptycznych wobec tezy, że w Gazie dochodzi do ludobójstwa. Jednak o tym, że Abrahamowi i Szor udało się dotknąć czegoś istotnego, najlepiej świadczy reakcja rządu Netanjahu.

ObserwujObserwujesz
1
Serce
Celnie!
Płacz

3

Siła dokumentu Naza tkwi przede wszystkim w źródłach. Jego twórcy, Yuval Abraham i Rachel Szor, przekonali 24 funkcjonariuszy izraelskiego wywiadu i wojskowych, by anonimowo opowiedzieli przed kamerą o tym, jak wyglądają działania zbrojne w Gazie. W zasadzie cały film składa się z wywiadów przeprowadzanych przez Abrahama. Rozmówcy siedzą nocą na dachu budynku w Tel Awiwie. Ich twarze są niewidoczne, głosy zostały cyfrowo zmienione. Kamera spogląda czasem na dalszy plan, pokazuje panoramę miasta, zagląda do środka okolicznych mieszkań, gdzie toczy się codzienne życie, które chronić ma brutalna wojna.

Oskarżenie w trzech aktach

Abraham dopytuje o szczegóły, nie ujawnia swoich emocji wobec tego, co słyszy, nie przedstawia żadnych moralnych ocen. W filmie nie ma komentarza z offu mówiącego nam. co mamy czuć i myśleć o relacjach izraelskich wojskowych. Jednocześnie montaż i okazjonalne wykorzystanie materiałów archiwalnych zmieniają Nazę w akt oskarżenia przeciwko Izraelowi w trzech aktach.

Czytaj także Były izraelski żołnierz walczy o wolną Palestynę. „Należałem do organizacji terrorystycznej” Paweł Jędral rozmawia z Yonatanem Shapirą

Pierwszy dotyczy przypadkowych ofiar ataków – Naza to skrót, jakim określa się je w izraelskim żargonie wojskowym. Rozmówcy opowiadają, jak wywiad i wojsko używają sztucznej inteligencji, by identyfikować cele uznane za związane z Hamasem – np. analizując aktywność telefonów – a następnie autoryzują uderzenia, akceptując przypadkowe ofiary cywilne. Słyszymy, że izraelskie wojsko autoryzowało ataki, w przypadku których zakładało, że zginie 20 czy 30 cywili, a w jednym wypadku nawet 500. Jak mówi jeden z rozmówców, po atakach z 7 października 2023 roku zrodziło się przekonanie, że cała Gaza ponosi odpowiedzialność za to, co się stało.

Drugi akt podnosi stawkę oskarżenia. Rozmówcy Abrahama mówią o planowym niszczeniu przez wojsko infrastruktury północnej Gazy i atakach na cywilną ludność, które miałyby zmusić ją do opuszczenia tej części enklawy i osiedlenia na jej południu. Wcześniej widzimy archiwalny materiał o powstaniu Tel Awiwu – „najnowocześniejszego miasta świata”, zbudowanego „od zera na piaskach pustyni”. Twórcy kontrują to napisami przypominającymi, że jego powstanie wiązało się z przymusowymi wysiedleniami palestyńskich wiosek.

W ostatnim akcie pojawia się pytanie, czy w Gazie dochodzi do ludobójstwa. Jeden z rozmówców Abrahama przyznaje, że zaczyna rozumieć, jak Niemcy mogli prowadzić normalne życie w czasie drugiej wojny światowej, gdy ich państwo dopuszczało się straszliwych zbrodni. Na ekranie telewizora w jednym z mieszkań, do których zagląda kamera, widzimy Benjamina Netanjahu. W Dniu Pamięci o Holokauście izraelski premier przekonuje, że niektórzy znów odmawiają Żydom prawa do obrony przed śmiertelnym zagrożeniem. Na innym ekranie pojawiają się fragmenty Shoah Claude’a Lanzmanna, jednego z najważniejszych dokumentów o Zagładzie.

To nawiązanie można interpretować na różne sposoby. Ja odebrałem je jako komentarz do tego, jak skrajnie prawicowy izraelski rząd cynicznie wykorzystuje pamięć o Zagładzie do obrony swojej polityki. Ktoś inny może dostrzec w nim porównanie działań Izraela i III Rzeszy. Z kolei recenzentka „New York Timesa” pisze o „geście solidarności wobec kolegi dokumentalisty”, który podobnie jak Abraham i Szor wierzył w „siłę świadectwa”. Film Lanzmanna składa się bowiem wyłącznie z wywiadów ze świadkami Zagłady.

Czy uda się wyjść z okopów polaryzacji?

Siła perswazyjna poszczególnych „aktów oskarżenia” w Nazie jest odwrotnie proporcjonalna do wagi stawianych zarzutów. Film raczej nie przekona osób sceptycznych wobec tezy, że w Gazie dochodzi do ludobójstwa. Z kolei pierwszy akt bardzo przekonująco pokazuje, jak doktryna przyjęta przez izraelskie wojsko po 7 października 2023 roku opiera się na akceptacji masowych ofiar cywilnych. Z rozmów z żołnierzami i oficerami wywiadu wyłania się też obraz nowej, algorytmicznej wojny, w której sztuczna inteligencja pomaga wybierać cele ataków. Tworzy to dodatkowy dystans między atakującymi a ich ofiarami, odczłowiecza proces zabijania i pozwala tłumić związane z nim moralne odruchy i wątpliwości.

Izraelskie Siły Zbrojne wydały oświadczenie, w którym zaprzeczają, by kiedykolwiek zaakceptowały atak zakładający śmierć 500 cywilów lub choćby zbliżonej liczby osób. Doniesienia o tym, że po 7 października Izrael zmienił zasady użycia siły, co doprowadziło do znacznego wzrostu liczby cywilnych ofiar ataków, pojawiały się jednak wcześniej między innymi w „New York Timesie”.

Czytaj także Byłem radykalnym osadnikiem na Zachodnim Brzegu. Wierzyłem w „Wielki Izrael” Aleksander Kamkow rozmawia z Shabtay’em Bendetem

Krytycy zarzucają twórcom Nazy pominięcie faktu, iż Hamas celowo ukrywa swoich bojowników wśród ludności cywilnej, wykorzystując ją jako „żywe tarcze”. Wątek ten pojawia się w wypowiedzi jednego z rozmówców, który przyznaje, że Hamas stosuje takie praktyki, ale podkreśla, że nie tłumaczy to skali ofiar cywilnych. Być może szkoda, że temat nie został szerzej omówiony w wywiadach ani uzupełniony o dodatkowy kontekst. Siłę oskarżeń przedstawionych w filmie osłabia też niewątpliwie anonimowość bohaterów.

Jednocześnie konflikt izraelsko-palestyński wywołuje dziś na świecie tak głęboką polaryzację, że trudno przełamać utrwalone podziały i przekonać osoby, które już opowiedziały się po jednej ze stron. Niezależnie od tego, jakie argumenty i dowody przedstawiliby twórcy Nazy, ich dokument i tak nie przekonałby najbardziej proizraelskiej opinii publicznej.

Nie zmienia to faktu, że wydarzenia ostatnich trzech lat w Gazie radykalnie osłabiły soft power Izraela i sympatię, jaką cieszył się w świecie zachodnim. Naza prawdopodobnie jeszcze pogłębi te procesy.

Izrael bez nadziei na zmianę

O tym, że Abrahamowi i Szor udało się dotknąć czegoś istotnego, najlepiej świadczy reakcja rządu Netanjahu. Minister kultury Miki Zohar zagroził twórcom odebraniem obywatelstwa, a szef sztabu Izraelskich Sił Zbrojnych – konsekwencjami prawnymi. Aktywiści skrajnie prawicowej partii Żydowska Siła zgromadzili się pod domem matki Szor, skandując „kara śmierci dla zdrajców”. Od filmu dystansują się także politycy izraelskiej opozycji. Jednak im brutalniej izraelskie państwo i najbardziej radykalne środowiska społeczne będą reagować na dokument, tym bardziej zaszkodzą wizerunkowi Izraela i przyczynią się do międzynarodowego rozgłosu Nazy.

Na ile jednak Naza może realnie zmienić coś w samym Izraelu? Z rozmów przedstawionych w filmie nie wyłania się właściwie żadna nadzieja na zmianę. Jeden z bohaterów zwraca uwagę na paradoks działalności izraelskiego wywiadu. Jego funkcjonariusze to często przedstawiciele klasy średniej z Tel Awiwu, bardziej lewicowi i liberalni niż reszta izraelskiego społeczeństwa. Na co dzień mają niewielki kontakt z Palestyńczykami i rzadko żywią wobec nich osobistą nienawiść. A jednak ze względu na swoją rolę w systemie odpowiadają za śmierć największej liczby. Inny rozmówca przyznaje, że jednym z kluczowych zadań izraelskich służb jest „uniemożliwianie pokoju” i zapewnianie Izraelczykom możliwości prowadzenia normalnego, codziennego życia.

Teoretycznie polityka próbująca pogodzić te dwa cele nie powinna mieć szans na utrzymanie się w dłuższej perspektywie. W praktyce Izraelowi udaje się to od lat. Naza raczej tego nie zmieni. Pozostanie jednak ważnym świadectwem pochodzącym z samego Izraela, a zarazem wielkim aktem filmowej i obywatelskiej odwagi.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x