Gdyby nie fakt, że Rosja od czterech lat bezpośrednio ściera się z Ukrainą, moglibyśmy mówić o kolejnej „wojnie zastępczej” na terytorium Afryki, tym razem w Mali.
Po jednej stronie stoi wojskowa junta wspierana przez Rosjan. Po drugiej – tuarescy rebelianci, wywodzący się między innymi z Narodowego Ruchu Wyzwolenia Azawadu (MNLA), od listopada 2024 roku zrzeszeni we Froncie Wyzwolenia Azawadu (FLA), utworzonym w wyniku konsolidacji dotychczasowych ugrupowań separatystycznych. Ci z kolei – według ustaleń CNN i francuskiego „Le Monde” – mogą liczyć na pomoc ze strony Ukraińców. Co budzi kontrowersje, bo FLA podejmuje współpracę taktyczną z Dżama’at Nusrat al-Islam wal-Muslimin (JNIM), ramieniem Al-Kaidy w Sahelu.
Separatyzm spotyka globalny dżihadyzm
Destabilizacja, której skutki mieszkańcy Sahelu odczuwają do dziś, zaczęła się w Libii, wraz z obaleniem Muammara Kaddafiego w 2011 r., przedstawianym przez zachodnich przywódców jako kolejny triumf demokracji nad dyktaturą. W szeregach libijskiej armii służyli między innymi Tuaregowie z Mali i Nigru – upadek reżimu pozbawił ich dotychczasowego zajęcia i protektora. Wielu wróciło w oddalone o ponad 1000 km rodzinne strony, zabierając ze sobą doświadczenie bojowe i broń z rozpadającego się państwa.
Tuaregowie od dekad domagali się większej autonomii (powstawali już przeciwko francuskim kolonizatorom), a część z nich – niepodległości Azawadu, czyli rozległego obszaru na północy kraju, którego mieszkańcy mieli niewiele powodów, by być lojalnymi wobec władz w Bamako. Państwo, które nie potrafiło zapewnić im podstawowej infrastruktury, bezpieczeństwa ani politycznej reprezentacji, oczekiwało zarazem bezwarunkowego uznania granic odziedziczonych po francuskich kolonizatorach.
W styczniu 2012 roku Narodowy Ruch Wyzwolenia Azawadu rozpoczął ofensywę przeciwko malijskiej armii. Od początku była to organizacja przede wszystkim nacjonalistyczna, domagająca się niepodległości północy, a przy tym sekularna. Przeciwko temu samemu wrogowi występowały również ugrupowania, których wizja przyszłości regionu miała niewiele wspólnego z narodowym samostanowieniem – dżihadyści chcieli zaprowadzenia porządku opartego na ich własnej interpretacji prawa szariatu.
W marcu 2012 roku grupa wojskowych pod dowództwem Amadou Hayi Sanogo, sfrustrowana porażkami na froncie i nieudolnością władz, obaliła demokratycznie wybranego prezydenta Tourégo. Rebelianci wykorzystali polityczny paraliż i w ciągu kilku tygodni zajęli najważniejsze miasta północy. 6 kwietnia MNLA ogłosił niepodległość Azawadu, której nie uznało żadne państwo.
Triumf separatystów okazał się krótkotrwały. Dżihadyści, którzy jeszcze niedawno walczyli u ich boku, nie zamierzali dzielić się zdobytym terytorium. Wyparli MNLA z głównych miast północy, przejmując kontrolę nad regionem. Zamiast niepodległego Azawadu jego mieszkańcy dostali religijną dyktaturę, wraz z niszczeniem zabytków i miejsc kultu uznanych za „haram” i stosowaniem kar cielesnych. Islam, który przez stulecia współtworzył tożsamość regionu, w rękach dżihadystów stał się narzędziem terroru wymierzonego w miejscowych muzułmanów.
Operacja Serval, czyli Francja wraca do Mali
Po puczu z 2012 roku Mali próbowało wrócić na demokratyczne tory. W wyborach prezydenckich przeprowadzonych rok później zwyciężył Ibrahim Boubacar Keïta, były premier, który obiecywał przywrócenie stabilności.
Jednak na początku 2013 roku sytuacja była na tyle dramatyczna, że rozochoceni poprzednimi sukcesami dżihadyści postanowili ruszyć dalej na południe. Widmo przejęcia przez islamistów kolejnych miast, a być może także całkowitego rozpadu państwa, skłoniło władze w Bamako do zwrócenia się o pomoc do dawnego kolonizatora.
11 stycznia 2013 roku prezydent François Hollande ogłosił rozpoczęcie operacji Serval, która pod względem militarnym okazała się początkowo spektakularnym sukcesem. Francuzi, wspierani przez malijskie wojsko i afrykańskich sojuszników, w ciągu kilku tygodni wyparli dżihadystów z najważniejszych ośrodków miejskich na północy. Ci jednak nie byli regularną armią, którą wystarczy rozbić w kilku bitwach, by móc ogłosić zwycięstwo. Wycofali się na pustynię i obszary wiejskie, gdzie znajomość terenu, lokalne powiązania i możliwość swobodnego przemieszczania się pozwalały im przetrwać kolejne ofensywy.
W 2014 roku Francja wraz z krajami regionu rozpoczęła operację Barkhane, znacznie ambitniejszą misję obejmująca cały Sahel. Równolegle w Mali pojawiły się siły pokojowe ONZ. W kwietniu 2013 roku Rada Bezpieczeństwa ustanowiła misję MINUSMA, której zadaniem było wspieranie stabilizacji kraju, procesu politycznego, ochrony cywilów i odbudowy instytucji państwowych.
Szczególnie drażliwa pozostawała kwestia Tuaregów. Francuzi utrzymywali kontakty z częścią ugrupowań separatystycznych, traktując je jako użytecznych partnerów w rozpoznaniu terenu i walce z islamistami, co budziło opór władzy centralnej. Separatyści też zresztą nie darzyli Francuzów szczególną sympatią. Byli oni dla nich co najwyżej użytecznym, lecz zawodnym partnerem, gotowym współpracować wtedy, gdy wymagały tego interesy francuskiej armii, jednak uznającym suwerenność i integralność terytorialną Mali, a nie niepodległość Azawadu.
W czerwcu 2015 roku, pod auspicjami Algierii i partnerów międzynarodowych, władze Mali zawarły porozumienie pokojowe z koalicją ugrupowań prorządowych oraz Koordynacją Ruchów Azawadu (CMA), zrzeszającą organizacje separatystyczne. Tuaregom obiecano daleko idącą decentralizację, większą samodzielność administracyjną, inwestycje w rozwój gospodarczy północy oraz integrację części dawnych rebeliantów z państwowymi siłami bezpieczeństwa.
Niestety, według analiz Carter Center, przywoływanych przez International Crisis Group, do 2020 roku wdrożono tylko ok. 23 proc. postanowień porozumienia. Dla zwolenników niepodległego Azawadu był to kolejny dowód, że Bamako rozumie wyłącznie język siły.
Mali żegna Francuzów, wita Rosjan
W sierpniu 2020 roku wojskowi pod przywództwem Assimiego Goïty obalili prezydenta Ibrahima Boubacara Keïtę. W maju 2021 roku Goïta przeprowadził kolejny zamach stanu, odsuwając od władzy tymczasowego prezydenta Baha N’Dawa i premiera Moctara Ouane’a. Keïta, ostatni przywódca Mali wybrany w sposób demokratyczny, stracił społeczne poparcie m.in. w wyniku nieudolności w walce z dżihadystami. Nowi rządzący, budujący swoją legitymację na obietnicy pozbycia się terrorystów i odzyskania suwerenności, zaczęli przedstawiać Francję jako patrona skompromitowanego porządku, który przez lata nie potrafił zapewnić Malijczykom bezpieczeństwa.
Nieufność wobec Paryża dodatkowo podsycała rosyjska propaganda, chętnie wykorzystująca antykolonialny resentyment do realizacji własnych interesów. Konflikt zaostrzył się, gdy junta postanowiła odwlekać obiecane wybory i zacieśniać współpracę z Moskwą, pod koniec 2021 roku sprowadzając do Mali najemników z Grupy Wagnera.
Niespełna rok później, po serii dyplomatycznych awantur, zakończonych między innymi wydaleniem francuskiego ambasadora, Emmanuel Macron ogłosił wycofanie wojsk z Mali. Po kolejnych przewrotach wojskowych Francuzi musieli wycofać się także z Burkiny Faso i Nigru. W czerwcu 2023 roku władze w Bamako zażądały zakończenia misji MINUSMA. W odpowiedzi Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję 2690, nakazując wycofanie całego personelu z terytorium Mali.
Od końca 2021 roku rolę głównego zewnętrznego partnera wojskowego reżimu w Bamako pełniła Rosja. Dla Moskwy oznaczało to możliwość zwiększenia wpływów w Afryce Zachodniej, osłabienia pozycji Francji, dobrania się do malijskich złóż naturalnych oraz zdobycia nowych rynków zbytu, zwłaszcza dla uzbrojenia. W przeciwieństwie do zachodnich partnerów Rosjanie nie uzależniali współpracy od przywrócenia demokratycznych rządów czy przestrzegania praw człowieka, co więcej – najemnicy od Prigożyna sami chętnie je deptali.
Wszystkie strony mordują, grabią i gwałcą
Śledztwo ONZ wykazało, że w marcu 2022 roku w miejscowości Moura malijscy żołnierze i towarzyszący im zagraniczni wojskowi dopuścili się masowych egzekucji. Raport mówi o ponad 500 zabitych. Z kolei w lipcu 2023 roku Human Rights Watch opisywała przypadki porywania cywilów z wiosek – ciała znajdowano później ze śladami postrzałów. Według HRW tylko od maja do grudnia 2024 roku armia rządowa wraz z Grupą Wagnera zabiły co najmniej 32 cywilów i spaliły ponad setkę domów. Rzeczywista liczba ofiar może być znacznie wyższa, zwłaszcza że po wycofaniu misji pokojowej ONZ niezależne dokumentowanie zbrodni stało się bardzo trudne.
Szczególnie narażeni na przemoc są Fulani, społeczność pasterska, której część przedstawicieli zasiliła szeregi ugrupowań dżihadystycznych. Dla rosyjskich najemników i malijskiej armii to wystarczający powód, by traktować całe wsie jako zaplecze terrorystów. Tymczasem mieszkańcy zwykle nie mają wyboru – muszą negocjować z kontrolującymi te tereny dżihadystami choćby możliwość wypasania bydła czy korzystania z lokalnych dróg. W lipcu 2025 roku HRW opublikowała kolejne śledztwo dokumentujące dziesiątki pozasądowych egzekucji i zaginięć mężczyzn z tej społeczności.
W czerwcu 2025 roku Grupa Wagnera ogłosiła zakończenie swojej misji w Mali. Rosjanie nie zamierzali jednak opuszczać kraju, zastępując wagnerowców nowym bytem o nazwie… Africa Corps, podporządkowanym bezpośrednio rosyjskiemu ministerstwu obrony.
Zmiana szyldu nie przyniosła zmiany metod. W czerwcu 2026 roku przy użyciu rosyjskiego samolotu przeprowadzono naloty na wieś Kyrnia, zabijając ośmiu cywilów, w tym troje dzieci. Miesiąc później rosyjscy żołnierze wkroczyli do Bombori, gdzie według relacji świadków rozstrzelali dziewięciu mieszkańców, w tym czworo dzieci, pobili dziesiątki innych, a następnie ograbili i podpalili domy.
Udokumentowano również liczne zbrodnie popełniane przez Tuaregów z MNLA i innych antyrządowych formacji zbrojnych, w tym lokalnych milicji arabskich. Raport Human Rights Watch z 30 kwietnia 2012 roku opisuje m.in. uprowadzanie kobiet i dziewczynek, gwałty – w tym zbiorowe – a także grabieże na dużą skalę.
Po 2012 roku islamistyczna organizacja Ansar Dine, wspólnie z Al-Kaidą Islamskiego Maghrebu (AQIM) rozpoczęła narzucanie mieszkańcom własnej, skrajnie restrykcyjnej interpretacji szariatu. Bojownicy dokonywali egzekucji, publicznych chłost i amputacji kończyn, porywali dzieci i zmuszali je do walki w swoich szeregach. W 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Karny skazał Al Hassana, funkcjonariusza islamistycznej policji w Timbuktu, na dziesięć lat więzienia za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Powstała w 2017 roku JNIM, zrzeszająca między innymi dawnych bojowników Ansar Dine, kontynuuje terror wobec cywilów.
Ukraińskie wsparcie dla tuareskich separatystów
Po wycofaniu sił pokojowych ONZ junta przystąpiła do odzyskiwania północy. W listopadzie 2023 roku malijska armia, wspierana przez wagnerowców, zajęła Kidal, jeden z najważniejszych ośrodków tuareskiego separatyzmu. W styczniu 2024 roku władze zerwały porozumienie pokojowe z 2015 roku, oskarżając separatystów o łamanie jego postanowień, a Algierię o ingerencję w wewnętrzne sprawy Mali.
W lipcu pod Tinzaouaten, przy granicy z Algierią, Rosjanie ponieśli jedną z najdotkliwszych porażek od początku swojej afrykańskiej przygody. Podczas kilkudniowych walk rebelianci rozbili oddziały malijskiej armii i Grupy Wagnera. CSP – zdominowana przez Tuaregów koalicja ugrupowań politycznych i zbrojnych z północnego Mali – ogłosiła zabicie 84 rosyjskich najemników i 47 malijskich żołnierzy. Sukces odtrąbili również dżihadyści z JNIM, twierdząc, że zabili 50 Rosjan i 10 żołnierzy armii rządowej.
Wtedy do konfliktu wkroczyła Ukraina. Po klęsce rosyjskich najemników pod Tinzaouaten w 2024 roku przedstawiciel ukraińskiego wywiadu wojskowego powiedział, że „rebelianci otrzymali niezbędne informacje, i nie tylko informacje, które pozwoliły przeprowadzić udaną operację wojskową przeciwko rosyjskim zbrodniarzom wojennym”.
W odpowiedzi rząd w Bamako zerwał stosunki dyplomatyczne z Kijowem. Dwa dni później analogiczną decyzję podjęła junta rządząca sąsiednim Nigrem, oskarżając Ukrainę o wspieranie terroryzmu. Działania Kijowa potępiła również Burkina Faso, a Senegal wezwał ukraińskiego ambasadora do złożenia wyjaśnień. Państwa tworzące Sojusz Państw Sahelu – Mali, Niger i Burkina Faso – wspólnie wystąpiły do Rady Bezpieczeństwa ONZ ze skargą na Ukrainę.
Więcej ujawniły śledztwa francuskiego „Le Monde” z sierpnia i października 2024 roku. Rzecznik CSP Mohamed Elmaouloud Ramadane przyznał, że separatyści utrzymywali kontakty z Ukraińcami, podobnie jak z Francuzami i Amerykanami. Inny przedstawiciel koalicji powiedział dziennikarzom o wymianie informacji na temat działań Grupy Wagnera, dodając, że Ukraińcy obiecali poszerzenie współpracy. Reporterzy ustalili ponadto, że bojownicy mieli przechodzić szkolenia z użycia dronów zarówno w Ukrainie, jak i w regionie Taoudenni na północy Mali. W rozmowie z „Le Monde” potwierdziło to anonimowe źródło związane z ukraińskim wywiadem.
Kijów stanowczo odrzucił oskarżenia o wspieranie międzynarodowego terroryzmu, zarzucając malijskiej juncie, że nie przeprowadziła rzetelnego dochodzenia w sprawie wydarzeń na północy kraju ani nie przedstawiła dowodów ukraińskiego zaangażowania w wydarzenia pod Tinzaouaten. MSZ podkreśliło, że Ukraina respektuje suwerenność i integralność terytorialną innych państw, a historycznie wspierała dekolonizację Afryki. Przypomniał również o udziale ukraińskich żołnierzy w misjach pokojowych ONZ w Mali w latach 2019-2022. Jednocześnie oskarżył Rosję o łamanie prawa międzynarodowego, a podporządkowane Kremlowi formacje, w tym Grupę Wagnera, o stosowanie metod terrorystycznych i popełnianie zbrodni wojennych.
CNN ujawnia szczegóły ukraińskich operacji, AFP potwierdza szkolenia separatystów
W kwietniu 2026 roku malijska junta poniosła kolejną dotkliwą porażkę. Bojownicy FLA we współpracy z JNIM rozpoczęli skoordynowaną ofensywę na niespotykaną wcześniej skalę, atakując jednocześnie pozycje rządowe w kilku częściach kraju i odzyskując Kidal. Rosjanie z Africa Corps, zamiast bronić zdobyczy swojego malijskiego sojusznika, wynegocjowali z separatystami bezpieczne wycofanie około 400 własnych żołnierzy.
Na początku maja malijscy żołnierze i Rosjanie wycofywali się również z Tessalitu i Aguelhoku, tracąc kolejne pozycje na północnym wschodzie kraju. Równocześnie dżihadyści z JNIM, którzy od miesięcy blokowali dostawy paliwa do stolicy, coraz śmielej przenosili działania z obszarów wiejskich do największych miast. Podczas kwietniowej ofensywy zginął minister obrony Sadio Camara wraz z żoną i dwojgiem wnucząt, jeden z architektów sojuszu z Moskwą. 6 października sytuacja ponownie się odwróciła – do Kidalu wkroczyły oddziały malijskie wspierane przez Rosjan. FLA określił odwrót jako taktyczny.
Wkrótce pojawiły się kolejne ustalenia dziennikarskie wskazujące, że ukraińskie zaangażowanie w Mali nie ogranicza się do sporadycznego przekazywania informacji wywiadowczych. We wrześniu telewizja CNN opublikowała reportaż oparty na rozmowach z ukraińskimi wojskowymi, według których w północnym Mali działa około piętnastu wspierających FLA specjalistów z Ukrainy. Mają szkolić separatystów w obsłudze dronów i planowaniu operacji. Jeden z operatorów opisał, jak otrzymuje internetową transmisję obrazu z drona, a następnie przez radio instruuje rebeliantów, dokąd mają lecieć. Przyznał również, że Ukraińcy pomagali separatystom podczas kwietniowej ofensywy, w której odbito Kidal.
Kilka dni wcześniej Kyryło Budanow, były szef ukraińskiego wywiadu wojskowego, a obecnie szef kancelarii Wołodymyra Zełenskiego, opublikował zdjęcie zamaskowanych mężczyzn w towarzystwie uzbrojonych bojowników na pustyni, chwaląc się, że ukraińskie służby „bronią interesów” kraju na całym świecie, również w Afryce.
W październiku francuska agencja AFP dotarła do przedstawiciela FLA, który potwierdził przeprowadzanie szkoleń z wykorzystania dronów FPV, ale zaprzeczył, by organizacja otrzymywała od Kijowa bieżącą pomoc logistyczną, materialną i wywiadowczą. Według innego źródła ukraińscy instruktorzy szkolili tuareskich separatystów w pobliżu granicy z Mauretanią i to głównie tam ma dochodzić do kontaktów z rebeliantami.
W rozmowie z AFP anonimowy dyplomata stwierdził, że Mauretania służy jako zaplecze dla przywódców FLA, a separatyści starają się ograniczać doniesienia o ukraińskiej pomocy, by nie narażać mauretańskich władz na problemy. „To nie przypadek, że Kijów otworzył ambasadę w Nawakszucie w 2024 roku” – powiedział.
Złoto i uran, czyli gospodarcze interesy Rosji i Francji w Sahelu
Zachodnia lewica słusznie zauważa, że za zaangażowaniem mocarstw w Sahelu stoją nie tylko względy bezpieczeństwa. Bywa jednak boleśnie naiwna, przedstawiając Rosję jako bezinteresowną obrończynię uciśnionych ludów przed francuskim neokolonializmem.
Mali należy do największych producentów złota w Afryce. Według EITI w 2021 roku sektor wydobywczy odpowiadał za 79 proc. wartości eksportu i 22 proc. dochodów państwa. W 2023 roku krajowe kopalnie wyprodukowały ponad 66 ton złota.
Francuskie zainteresowanie malijskimi surowcami sięga lat 70. W 1977 roku COGEMA odkryła złoża uranu w okolicach wsi Faléa, lecz pięć lat później porzuciła projekt. Istotniejsze dla Paryża okazały się złoża sąsiedniego Nigru, skąd w 2022 roku pochodziło około 15 proc. uranu wykorzystywanego przez francuską cywilną energetykę jądrową. Francja miała więc wszelkie powody, by zabiegać o stabilność regionu.
Rosjanie również zainteresowali się bogactwami Mali. Według The Sentry Grupa Wagnera zabiegała o koncesje wydobywcze, które pozwoliłyby finansować jej działalność wojskową. Junta nie zgodziła się jednak oddać najważniejszych kopalni pod rosyjską kontrolę. Za to w czerwcu 2025 roku rozpoczęto budowę rafinerii złota pod Bamako, z udziałem rosyjskiej grupy Yadran. Zakład ma przetwarzać do 200 ton kruszcu rocznie, a Mali zachować 62 proc. udziałów. W tym samym miesiącu oba państwa podpisały porozumienie o współpracy w zakresie pokojowego wykorzystania energii atomowej.
Wycofanie francuskich wojsk z Mali, Burkiny Faso i Nigru nie oznaczało automatycznie utraty dostępu do tamtejszych bogactw naturalnych. Najbardziej dotkliwe konsekwencje gospodarcze nastąpiły jednak w Nigrze, gdzie w czerwcu 2024 roku junta odebrała francuskiemu Orano koncesję na eksploatację złoża uranu Imouraren, a rok później ogłosiła nacjonalizację spółki wydobywczej SOMAÏR, w której Francuzi posiadali 63 proc. udziałów. Paryż stracił nie tylko wpływy polityczne i wojskowe, ale również możliwość czerpania korzyści ze znacznej części strategicznych inwestycji.
W tej sytuacji Francji bez wątpienia zależy na dalszym osłabianiu prorosyjskich rządów. Niestabilność regionu ogranicza możliwości inwestycyjne Moskwy, utrudnia eksploatację złóż i podważa wiarygodność Rosji jako gwaranta bezpieczeństwa.
W tym konflikcie nie ma podziału na jasną i ciemną stronę mocy
Nie ma wiarygodnych dowodów na to, że Ukraina bezpośrednio szkoli lub uzbraja JNIM, ale doniesienia o pomocy udzielonej separatystom podczas działań prowadzonych wspólnie z dżihadystami rodzą pytania o jej pośrednich beneficjentów. Kijów znalazł w Sahelu sojuszników gotowych uderzać w Rosjan, najwyraźniej uznając, że w tej części świata wspólny wróg jest wystarczającą podstawą do współpracy. Zasadne wydaje się też podejrzenie, że Ukraina działa z polecenia Francji w zamian za wsparcie militarne w walce z Rosją na własnym terytorium. Nie musi to oznaczać szantażu ze strony Paryża – jako że obecnie to głównie Moskwa czerpałaby korzyści ze stabilizacji w regionie, w żywotnym interesie Kijowa jest niedopuszczenie do niej.
Jednocześnie władze Mali nie ukrywają, po której stronie stoją w wojnie rosyjsko-ukraińskiej. W marcu 2022 roku Bamako wstrzymało się od głosu nad rezolucją ONZ potępiającą rosyjską inwazję, a rok później znalazło się wśród zaledwie siedmiu państw, które zagłosowały przeciwko wezwaniu Rosji do wycofania wojsk z Ukrainy. Z kolei według badania Afrobarometer opublikowanego w listopadzie 2025 roku aż 88 proc. Malijczyków pozytywnie ocenia rosyjskie wpływy w swoim kraju, podczas gdy francuskie – zaledwie 9 proc. Spośród respondentów świadomych wojny w Ukrainie 72 proc. uważa, że Mali powinno opowiedzieć się po stronie Rosji, 24 proc. preferuje neutralność, a tylko 1 proc. popiera Ukrainę. Również sam Goïta cieszy się znacznym poparciem – w badaniu z 2024 roku 47 proc. respondentów deklarowało, że zagłosowałoby na niego w wyborach prezydenckich.
Rosja wspiera juntę, która odebrała Malijczykom możliwość demokratycznego wyboru władz, i wraz z jej żołnierzami dopuszcza się zbrodni na ludności cywilnej. Ukraina z kolei znalazła sojuszników w separatystach, którzy z jednej strony mają podstawy, by nie ufać Bamako i dążyć do niepodległości, z drugiej – wywodzą się z ugrupowań odpowiedzialnych za poważne naruszenia praw człowieka i współpracują z dżihadystami terroryzującymi region. Z perspektywy mieszkańców Sahelu to ukraińskie zaangażowanie w Mali jest trudniejsze do obrony – w końcu stanowi ono działanie wbrew przytłaczającej większości tamtejszego społeczeństwa, w interesie byłego kolonizatora, a przy okazji także terrorystów.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!