Od 2014 roku Rosję systematycznie opuszczają osoby nieakceptujące dokręcania śrub przez Moskwę. Ten proces nasilił się po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie, dzięki czemu – według szacunkowych danych – w ciągu dwunastu lat kraj utracił około dwumilionową populację. Wśród emigrantów znaleźli się przedstawiciele opozycji: politycy, działacze społeczni, dziennikarze, naukowcy, którzy na wygnaniu kontynuują swoją dotychczasową pracę. Deklaratywnie wszyscy potępiają rosyjską agresję i życzą zwycięstwa Ukrainie. Jednak po uważnej analizie poglądów części z nich można w to zwątpić. W ich przypadku należy mówić o swoiście pojmowanym rosyjskim patriotyzmie, wrogości wobec Ukrainy i przywiązaniu do imperialnego dziedzictwa.
Julia Nawalna i FWK: winny Putin, nie Rosjanie
Założona przez Aleksieja Nawalnego Fundacja Walki z Korupcją (FWK) o całe wyrządzone Ukrainie zło oskarża Putina i zwalnia z odpowiedzialności swoich rodaków. Świadczy o tym m.in. odpowiedź Julii Nawalnej (stanęła na czele organizacji po morderstwie męża w lutym 2024 roku) na list młodej Rosjanki – samotnej matki, która mając 17 lat urodziła córkę i nie otrzymuje żądnej pomocy od jej ojca. Dziewczyna nie ma wykształcenia i zawodu, więc pracuje w trzech miejscach, aby zarobić na utrzymanie. Widuje dziecko raz w tygodniu, na co dzień opiekuje się nim babcia. Doszła do wniosku, że jedynym sposobem na rozwiązanie problemów finansowych jest podpisanie umowy z ministerstwem obrony i udanie się na wojnę. Ale w wojenkomacie usłyszała odpowiedź odmowną.
Nawalna współczuje swojej rodaczce i wyraża zrozumienie dla tej decyzji, odpowiedzialnością za którą obarcza Putina, bo ten „zmusza ludzi do czynienia okropnych rzeczy, aby ci mogli zarobić na życie”. Nie mówi o niedopuszczalności zabijania dla pieniędzy. Zapomina, że Rosjanie nie tylko poparli agresję, ale nawet manifestowali radość z jej powodu, np. mieszkańcy Biełgorodu wiwatowali na ulicach miasta w lutym 2022 roku, gdy na Charków spadały rosyjskie rakiety.
Dlaczego polityczka wybiela swoich rodaków? Zapewne robi to z myślą o przyszłych demokratycznych wyborach, których nie widać nigdzie na horyzoncie. Jako że Fundacja Walki z Korupcją jest uważana za partię wykształciuchów, Nawalna pokazuje zwykłym obywatelom, że jest jedną z nich i dlatego czyni z nich niewinne ofiary systemu. Ani słowem nie wspomina o wojnie i rosyjskich zbrodniach wojennych, bo z powodu panujących w Rosji antyukraińskich nastrojów można łatwo zyskać łatkę „ukraińskiej propagandystki”, a tego FWK chce za wszelką cenę uniknąć.
Stosunek Nawalnej do Ukrainy jest co najmniej dwuznaczny. Ale jej kolega Leonid Wołkow, wieloletni współpracownik Nawalnego i były szef FWK, mówi o ukraińskich elitach w niebudzący wątpliwości sposób. W korespondencji ze swoją byłą współpracownicą Anną Tiron określił byłego szefa gabinetu Wołodymyra Zełenskiego Andrija Jermaka, jego doradcę Mychajłę Podolaka i Kyryła Budanowa – obecnego szefa gabinetu prezydenta i byłego dowódcę wywiadu wojskowego HUR – „obłudnymi złodziejami i propagandystami”. Wyraził nadzieję, że wszyscy pójdą siedzieć. Warto podkreślić, że Wółkow zgodził się na upublicznienie swoich wypowiedzi i potwierdził ich autentyczność. Ani szefowa FWK, ani jej członkowie nie skomentowali tego incydentu.
W odróżnieniu od Nawalnej i Wołkowa Ilja Jaszyn, bliski współpracownik Borysa Niemcowa, uczestnik antykremlowskich protestów i deputowany Moskiewskiej Dumy w latach 2017-2021, jednoznacznie potępił inwazję. Został za to aresztowany w lipcu 2022 roku, oskarżony o dyskredytowanie rosyjskiej armii i skazany na osiem lat i sześć miesięcy kolonii karnej. Latem 2024 roku został zwolniony w ramach wymiany więźniów pomiędzy Rosją a Zachodem (do Moskwy wrócił wówczas Wadim Krasikow, zabójca uwielbiany przez Putina). Obecnie mieszka w Berlinie, gdzie założył własną partię. Jako obywatel Federacji Rosyjskiej przyznaje się do współodpowiedzialności za wybuch wojny i opowiada za wypłatą reparacji przez Moskwę. Odnosząc się do ukraińskich ataków na Rosję twierdzi, że obrona kraju wymaga stosowania wszystkich możliwych środków.
Zastrzeżenia budzi jednak utopijność jego poglądów. Jaszyn mówi, że nie akceptuję siłowych sposobów walki z putinowskim reżimem, bo – jak przekonuje – „broń polityka to słowo, a nie drony”. Dlatego nie popiera apeli o zwiększenie pomocy militarnej dla Kijowa. Niby życzy Ukrainie sukcesu, ale czy da się zwyciężyć bez broni? Poza tym Jaszyn odmawia współpracy z Rosyjskim Korpusem Ochotniczym (RKO) – składającą się z Rosjan formacją, która od 2023 roku walczy z rosyjską armią pod egidą HUR.
Fundacja Walki z Korupcją też nie chce mieć nic wspólnego z formacją i jej dowódcą Denisem Kapustinem. Na swoim kanale na YouTube Leonid Wołkow nazywał żołnierzy korpusu zdrajcami i był zbulwersowany ich rajdami na obwody kurski i biełgorodzki. Umniejszał znaczenie RKO i odmawiał mu znaczącego wpływu na sytuację militarną. Gdy na przełomie 2025 i 2026 roku gruchnęła wiadomość o śmierci Kapustina (okazała się nieprawdziwa – była to część operacji ukraińskiego wywiadu), Wołkow powielił kremlowską retorykę w wiadomości do wspomnianej Anny Tiron: „Po raz pierwszy doszło do prawdziwej denazyfikacji. Zdechł prawdziwy naziol […] On i jego błazeński korpus realizowali mroczny plan nikczemnego wiejskiego spin doktora Budanowa”. Gdy polityka zapytano o te słowa, nie wyparł się ich.
Dziennikarze w rozkroku. Gordiejewa oskarża Rosjan walczących za Ukrainę
Także opozycyjni dziennikarze przedstawiają walczących w ukraińskim wojsku Rosjan jako pospolitych zabójców. Mieszkająca w Łotwie Katierina Gordiejewa, której w 2022 roku ministerstwo sprawiedliwości nadało status „obcego agenta”, zaprosiła do rozmowy byłego dziennikarza Piotra Ruzawina, obecnie sierżanta 2. Korpusu „Chartija”. Jedno z pierwszych pytań dotyczyło powodu dołączenia do armii ukraińskiej. Ruzawin podał dwa: chęć obrony własnej rodziny (jego żona jest obywatelką Ukrainy) i wyczerpanie pokojowych metod walki z reżimem. „Poczułem, że jako dziennikarz nie mogłem zrobić więcej” – tłumaczył. „Czyli nie znalazłeś nic lepszego do roboty niż zabijanie Rosjan?” – ripostowała Gordiejewa.
Od tego momentu dziennikarka konstruowała swoje pytania i wypowiedzi w sposób sugerujący, że Ruzawin po prostu morduje własnych rodaków. Przekonywała go, że można działać na rzecz własnego kraju bez zabijania jego obywateli. Pytała rozmówcę, czy wziąłby udział w operacji kurskiej. Ten odpowiedział twierdząco, gdyż jako żołnierz musi podporządkować się każdemu rozkazowi dowództwa. Na to Gordiejewa odparła, że powinien odmówić rajdu na teren własnego kraju. Aby ostatecznie pogrążyć Ruzawina zasugerowała, że ten będzie ponosił odpowiedzialność za śmierć jej mieszkających w obwodzie rostowskim rodziców, jeśli ukraiński dron trafi w ich dom. „Jest to pokrętne rozumowanie” – zareagował rozmówca, po raz kolejny podkreślając, że wojnę rozpoczęła Rosja, a stawianie znaku równości pomiędzy agresorem a ofiarą jest niedopuszczalne. Tego rodzaju żonglerka słowna trwała przez cały trzygodzinny wywiad.
Wyraz twarzy Gordiejewej zdradzał nie mniej niż wypowiadane przez nią słowa. Gdy Piotr Ruzawin wyrażał swoje niepatriotyczne – jak na jej gust – opinie, w szeroko otwartych oczach dziennikarki dało się dostrzec szok i przerażenie.
Rosyjska opozycja chce demokracji, ale nie końca imperializmu
Jeśli rosyjska opozycja nie akceptuje siłowych sposobów walki, to jaką taktykę proponuje? Otóż przed wyborami parlamentarnymi w Rosji, które odbyły się 18-20 września tego roku, Fundacja Walki z Korupcją i niezrzeszony polityk Maksim Katz, człowiek o poglądach zbliżonych do FWK, radzili głosować na jakąkolwiek partię oprócz Jednej Rosji. Zapomnieli, że w ich kraju tak zwana opozycja parlamentarna głosuje tak, jak każe władza. Co więcej, wszystkie partie opowiadają się za kontynuacją wojny, co oznacza, że Nawalnej i Katzowi nie przeszkadza wyniszczanie Ukrainy.
Rosyjska opozycja nie odrobiła lekcji z historii najnowszej, w związku z czym istnieje duże ryzyko że jeśli kiedykolwiek obejmie władzę, to wpadnie w te same tryby, co znienawidzony przez nią Władimir Putin. A to dlatego – jak w wywiadzie dla portalu RBC stwierdził należący do innego obozu politycznego Garri Kasparow, wielokrotny mistrz szachowy – że nie zostały głośno i wyraźnie określone przyczyny agresji na Ukrainę: „Putin pragnie zniszczyć ukraińską państwowość i przywrócić rosyjsko-sowieckie wpływy imperialne w Europie Wschodniej, tym samym rewidując skutki zimnej wojny”.
Kasparow i Mark Fiejgin, adwokat i działacz społeczny, uważają, że Rosja nie może istnieć w obecnym kształcie, bo udające naród imperium, które zbudowano na oszustwie i podbojach, jest źródłem przemocy wobec innych narodowości – tak mieszkających na jego terenie, jak i poza nim. Ale część rosyjskiej opozycji chce zachowania swojego kraju w niezmienionym kształcie. Przykładowo w 2023 roku FWK nie podpisała antywojennej deklaracji, której jednym z punktów była „rezygnacja z polityki imperializmu”. Julia Nawalna marzy, że po śmierci Putina wróci do ojczyzny, gdzie wszystko będzie po staremu, a ona zacznie swoje wymarzone reformy. Wspomniany Ilja Jaszyn uważa, że rozpad Rosji „byłby katastrofą nie tylko dla naszego kraju i narodu, ale także tragedią na skalę światową”. Przywołuje to na myśl słowa Putina, który pytał retorycznie: „Jaki sens ma świat bez Rosji?”, a rozpad Związku Radzieckiego określił mianem największej katastrofy XX wieku.
Istnienie Rosji w obecnym kształcie będzie oznaczało tkwienie w starym systemie, dzięki czemu w rosyjskiej zbiorowości zostanie zachowany imperialny światopogląd. W sprzyjających okolicznościach obywatele znowu będzie traktować agresję wobec innych państw jako obronę własnych interesów i ruszą na kolejne podboje. Jeśli opozycja chce, by Rosja była państwem cywilizowanym i przyjaznym, należy zrezygnować z imperialnych aspiracji i dopuścić do dezintegracji.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!