Aleksandra Kasprzak: Jakie memy najlepiej oddają specyfikę rosyjskiej kultury internetowej?
Eliott Borenstein: Jest taka kategoria memów, która idealnie wpisuje się w specyficzny rodzaj humoru obecnego w Rosji od czasów późnosowieckich. Polega on na dumie podszytej umniejszaniem własnej wartości i pokazywaniu, jak wszystko w Rosji jest gówniane. To znany motyw w wielu memach, czy to o początkach relacji romantycznej, czy o wyobrażeniach o jakimś kraju – z jednej piękne wizje i zabytki, a z drugiej sroga rzeczywistość: dziurawy asfalt, rozwalające się samochody. Rosjanie w memach często wykorzystują ten mechanizm: świadomość własnych braków i zaniedbań staje się dla nich powodem do dumy.
Twoja książka o rosyjskich memach Meanwhile, in Russia…: Russian Internet Memes and Viral Video ukazała się w 2022 roku, czyli tuż przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Gdybyś dziś miał dopisać do książki nowy rozdział na temat memów po 2022 roku, co byś w nim zawarł?
Przez długi czas rosyjski internet był swoistym Dzikim Zachodem, gdzie można było powiedzieć niemal wszystko. Dziś tak nie jest. To duża zmiana, z którą musiałbym się zmierzyć – nie tyle w badaniu samej treści memów, ile analizując warunki ich powstawania.
Badanie kultury cyfrowej, szczególnie podczas wojny, napotyka istotny problem: z racji anonimowości memów nigdy nie wiadomo, kto jest ich autorem. Dziś ogromna większość ogólnodostępnych treści powstaje w środowiskach rosyjskojęzycznej diaspory. Kryminalizacja wszelkiej krytyki i sprzeciwu w kraju nie sprawiła co prawda, że ludzie przestali tworzyć czy przesyłać sobie memy, ale muszą być przy tym o wiele bardziej ostrożni.
Do tego dochodzi działalność aktorów państwowych oraz ludzi opłacanych przez aparat władzy, którzy próbują generować własne memy. Zazwyczaj nie stają się one jednak viralowe – brakuje im autentyczności.
W książce Meanwhile in Russia… odwołuję się do teorii memetyki. Traktuję memy internetowe jako podkategorię, bo memem może być cokolwiek, choćby powtarzane powszechnie frazy. Wraz z próbą ogólnej mobilizacji społecznej państwo masowo stara się wypuszczać na platformach społecznościowych treści, które mają mieć memiczną chwytliwość – większość z nich kręci się wokół ideologii „Z”.
W Ukrainie jednymi z popularniejszych memów po 2022 roku stały się „rosyjski okręcie wojenny, idź w chuj” czy te z babuszką, która strąciła dron słoikiem kiszonych pomidorów. Pełniły one funkcję heroizującą – podnosiły na duchu, motywowały do walki i pomagały przetrwać szok wojenny. Czy memy krążące w Rosji spełniają podobną rolę?
Myślę, że nie. Przed wojną memy w Rosji pełniły funkcję znaku rozpoznawczego, zupełnie jak w Ukrainie te o „paljanicy” – słowie używanym do zidentyfikowania, kto jest swój, a kto obcy. Postowanie memów to wymiana sygnałów. Gdy ktoś je podaje dalej, oznacza to, że należy do tej samej grupy, myśli podobnie. Twórca mema nie jest sam.
Mem działa tylko wtedy, gdy rozumiesz kod i aluzję. Łatwo to przetestować. Wystarczy pokazać jakiś swojej babci – powodzenia w tłumaczeniu. Z kulturą często jest tak, że uświadamiamy sobie własne wyobcowanie dopiero wtedy, gdy młodsi ludzie śmieją się z czegoś, o czym nie mamy pojęcia. Memy jednocześnie odzwierciedlają, budują i wzmacniają społeczność. Nie mam tu na myśli fizycznej grupy ludzi mieszkających razem, ale przemożne poczucie przynależności do wspólnoty posługującej się tym samym językiem i podzielającej te same wartości.
To nie musi przekładać się na bezpośrednią akcję polityczną na ulicy – o co w obecnej Rosji i tak niezwykle trudno. Nie musi wywołać reakcji w świecie realnym, ale sprawia, że człowiek czuje się ciut mniej bezradny, nawet jeśli udostępnia memy o własnej bezradności. Zyskujesz świadomość, że nie tylko ty uważasz sytuację za beznadziejną, nie tylko ty nie kupujesz danego kłamstwa z oficjalnych mediów. To prosta kontynuacja funkcji, jaką w czasach ZSRR pełnił dowcip polityczny.
Czyli chodzi przede wszystkim o poczucie wspólnoty?
Tak, ponieważ możliwość przełożenia tych emocji na heroizm czy opór polityczny jest mocno ograniczona. Jednostki, które decydują się protestować, ryzykują aresztowaniem. A ci, którzy trafiają do aresztu, sami stają się memami. Wystarczy poobserwować, jak zachowują się młodzi podczas procesów w Rosji. Są uśmiechnięci, wyluzowani, składają dłonie w symbol serca. Wysyłają w świat jasny komunikat: „Jesteśmy normalnymi ludźmi. Wy krzyczycie i grozicie, a my jesteśmy spokojni. Mamy w sobie miłość, potrafimy budować relacje”. Kiedy patrzy się na te zdjęcia, narracja reżimu o „groźnych terrorystach” się rozsypuje.
To ma ogromną siłę memiczną. Niestety, w systemie, który historycznie nie ceni indywidualnej ekspresji, pole do działania innego niż anonimowe dzielenie się treściami w sieci jest znikome.
Część memów i żartów służy po prostu obśmiewaniu wroga. Wykorzystywanie kpin przez ofiarę przeciwko agresorowi ma wielką moc. W ukraińskich memach Rosjanie bywają przedstawiani jako świnie, są dehumanizowani. A jaki obraz Rosjan wyłania się z rosyjskich memów?
Rosjanie sami przedstawiają siebie w memach za pomocą „orków” i „Mordoru”. Zaczęło się prawdopodobnie wśród rosyjskich środowisk liberalnych, po czym motyw został przechwycony przez prawicę, aż w końcu stał się potężnym narzędziem w rękach Ukraińców. Język tych memów opiera się na świecie Tolkiena. Ukraińcy są z Shire, czyli Kraju Hobbitów, północno-zachodniej części Śródziemia, natomiast Rosjanie z Mordoru – południowego wschodu Śródziemia, siedziby Saurona, mrocznej krainy. Ukraińcy przejęli więc język rosyjskiej opozycji. To stworzyło pomost pojęciowy między Ukraińcami a tą grupą Rosjan, którzy sprzeciwiają się wojnie.
Dlaczego akurat uniwersum Tolkiena?
Ma to bardzo ciekawą historię, sięgającą lat 80. i 90. Zachodnia kultura popularna, jak Władca Pierścieni czy Gwiezdne Wojny, docierała do ZSRR z dużym opóźnieniem. Yuliana Gorsev w swojej książce o radzieckich hipisach zauważa, że młodzi ludzie w ZSRR dowiadywali się, jak być hipisami, z oficjalnych artykułów prasowych piętnujących „obrzydliwość hipisowskiego stylu życia”.
Podobnie było z popkulturą: radziecka prasa pisała krytyczne artykuły o antyradzieckim charakterze Gwiezdnych Wojen czy twórczości Tolkiena. Ludzie czytali o tym, jakie to złe, i w ten sposób dowiadywali się o istnieniu tych dzieł.
Druga sprawa – w zachodniej popkulturze istniała wyraźna tendencja do robienia z Rosjan głównych czarnych charakterów. Rosyjscy odbiorcy mieli więc pewne uzasadnione powody do poczucia urażonej dumy. Z czasem zaczęto automatycznie zakładać, że każdy czarny charakter w zachodnim kinie jest aluzją do Rosjan. Gdy Władca Pierścieni zyskał popularność w Rosji, powszechna stała się interpretacja, że Mordor to po prostu ZSRR/Rosja. Z punktu widzenia samego Tolkiena było to błędne – Tolkien nienawidził alegorii, a jeśli w latach 40. pisał o jakimś imperium zła, to myślał raczej o nazistowskich Niemczech.
W latach 90. rosyjski pisarz Kirył Jeskow napisał powieść Ostatni powiernik pierścienia – historię opowiedzianą z perspektywy Saurona i orków, gdzie orkowie są tymi dobrymi, cywilizowanymi postaciami, a Hobbiton i elfy to agresywny, zacofany najeźdźca.
I tu wracamy do mechanizmu przekształcania upokorzenia w dumę. Na rosyjskich forach internetowych, zbliżonych klimatem do 4chana, zaczęli pojawiać się ludzie, którzy mówili: „Nazywacie nas orkami? Świetnie, bo jesteśmy orkami! Jesteśmy silni, brutalni i twardzi, a nie jak te wasze »elfy«. Powinniście się nas bać!”. To jak we współczesnym remake’u słynnego wiersza Aleksandra Bloka Scytowie – „Tak, jesteśmy azjatyckimi barbarzyńcami i macie drżeć przed nami”. To przekuwanie wizerunku Rosjan w barbarzyńców, których należy się bać i odczuwanie dumy ze wzbudzania lęku działa tak samo w przypadku orków i Mordoru.
Opisuję ten proces w mojej książce Soviet Self-Hatred – wystarczy wziąć coś, co wywołuje wstyd, i przekuć to w oręż. Na początku mała grupa ludzi pozytywnie utożsamiała się z orkami, a po inwazji na Ukrainę w 2014 roku pojęcie to zostało masowo podchwycone przez osoby niechętne Rosji. W efekcie obie strony zaczęły używać tego samego słowa, różniąc się jedynie wartościowaniem.
Przejęcie obelgi i uczynienie z niej elementu własnej tożsamości przypomina strategię ruchu queer.
To jest dokładnie ta sama strategia odzyskania stygmatyzującego pojęcia.
Istnieje jednak zasadnicza różnica: osoby queer były prześladowaną mniejszością, podczas gdy państwo rosyjskie trudno uznać za ofiarę na arenie międzynarodowej.
Ale nie z perspektywy tych ludzi! W ich przekonaniu Rosja jest wieczną ofiarą – tłamszoną przez Zachód, liberalne elity czy „elfy”. Uważają, że Rosjanom nie pozwala się być sobą. To mechanizm bliźniaczy do narracji białych nacjonalistów w USA, którzy twierdzą, że są dyskryminowani. Jest to więc połączenie strategii queer z zawłaszczeniem statusu ofiary.
W tej analogii mateczka Rosja jest lesbijką. Raczej nie byłaby zadowolona.
Tak, raczej woli patrzeć na siebie jak na „Chrystusa narodów”, jak każdy słowiański naród.
Dobrze znamy te narrację – Polacy uratowali Europę przed Rosją, Rosjanie przed Mongołami, Serbowie przed Turkami. To koncepcja pasywnego, ale heroicznego męczeństwa, która wpisała się w kulturę wielu narodów.
Jaki jest twój ulubiony rosyjski mem?
Mój ulubiony nie ma nic wspólnego z polityką. Bazuje na słynnym obrazie Ilji Riepina przedstawiającym Iwana Groźnego i jego syna. To mem oparty na dobrze znanym koncepcie – Iwan Groźny zabija każdego.
Najbardziej bawi mnie wariant, w którym Iwan Groźny trzyma syna wewnątrz windy, drzwi się zamykają, a w tle leci komunikat: „Ostrożnie, drzwi się zamykają!”. Wszelkie wariacje wykorzystujące ten obraz Riepina uwielbiam.
W książce Soviet Self-Hatred piszesz o rosyjskiej tożsamości rozdartej między dumą a wstydem, agresją a poczuciem straty. Wyodrębniłeś tam cztery typy postaw: sovok, Nowy Rosjanin, watnik, ork. Jak myślisz, jak po wojnie będzie wyglądała postawa „Rosjanina przyszłości”?
Bardzo trudno wyobrazić sobie, jak Rosja i Ukraina będą w stanie ułożyć wzajemne relacje w dającej się przewidzieć perspektywie. Nie wierzę, że po ustąpieniu reżimu Putina dojdzie do ogólnonarodowego rozliczenia i powszechnego uznania, że Rosja popełniła w Ukrainie straszliwą zbrodnię. W historii coś takiego zdarza się niezwykle rzadko
Oficjalna putinowska narracja o tej wojnie pozostanie w Rosjanach na długo. Narody nie rozliczają się ze swoją winą dobrowolnie – robią to niemal wyłącznie wtedy, gdy zostaną militarnie podbite i zmuszone do tego, jak Niemcy czy Japonia po II wojnie światowej. W Polsce też dyskusja o trudnych kartach historii czy Holocauście bywa niezwykle burzliwa.
Zawsze, gdy pojawia się próba rozliczenia, konserwatyści oskarżają krytyków o „nienawiść do własnego kraju”. Rosja po tym konflikcie będzie osłabiona i sfrustrowana. Dominować będzie narracja: „Świat się od nas odwrócił, od zawsze nas nienawidzono, a Ukraina była tylko pacynką Zachodu”.
Rosjanin przyszłości może być w dużej mierze człowiekiem pełnym resentymentu, roszczeniowym, agresywnym i głęboko przekonanym o własnej krzywdzie. Choć mam wielką nadzieję, że w tej prognozie się mylę.
Wracając do humoru – w swoich pracach dużo przestrzeni poświęcasz pojęciu stiopu, czyli sarkazmowi lub kpinie, która zawiera w sobie element „nadidentyfikacji” (over-identification).
Znakomicie pisał o tym Aleksiej Jurczak. Stiop polega na wyśmianiu danej postawy lub ideologii poprzez jej ekstremalne, przesadne przedstawienie.
W USA najlepszym przykładem stiopu była postać, w którą wcielał się Stephen Colbert w programie The Colbert Report – grał skrajnie prawicowego, hałaśliwego i absurdalnego komentatora. Nigdy nie wychodził z roli, nie mrugał do widza, ale wszyscy wiedzieli, że to brutalna satyra.
Jak Nathan Fielder, który z tak bezwzględną konsekwencją odgrywa swoje dziwaczne role, że zaciera granicę między prawdą a fikcją?
Nathan Fielder to kolejny etap ewolucji stiopu. Poziom jego zaangażowania w odgrywanie roli jest wręcz niewiarygodny. Wciąga widza w wielowarstwową grę pozorów. Jednocześnie wpuszcza cię w swój świat w bardzo osobliwy sposób – obserwujesz go na przykład podczas prób, gdy tak naprawdę odbywa próbę próby.
Stiop jest silnie powiązany z rosyjskimi memami. Dobrym przykładem jest mem o watniku. Watnik przedstawia bezrefleksyjnego rosyjskiego patriotę. W memach postać ta głosi najskrajniejsze hasełka o potędze Rosji i nikt nie dodaje tam komentarza: „To jest głupie”. Siła stiopu polega na braku natychmiastowej puenty. Czasami działa tak dobrze, że strona przeciwna w ogóle nie łapie żartu i bierze go dosłownie.
A jak to się ma do rosyjskiej propagandy? Czy propagandysta może jednocześnie wierzyć w to, co mówi, i nie wierzyć w nic?
Problem w tym, że oficjalna rosyjska propaganda stała się tak absurdalna, że trudno ją sparodiować.
Kilka lat temu, podczas jednych z wyborów w Rosji, stworzono oficjalny spot straszący konsekwencjami braku udziału w głosowaniu: w wizji przyszłości nastolatka chce zostać prostytutką, a w kuchni mieszka gej, bo „nowe prawo nakazuje przyjmować pod dach samotnych homoseksualistów”. To było tak groteskowe, że wyglądało jak parodia rosyjskiej propagandy, choć powstało całkowicie na serio.
Śmiech i kpina to potężny oręż opozycji. Reżimom autorytarnym trudniej walczyć z kpiną niż z otwartym buntem. Kiedy Aleksiej Nawalny wyśmiewał nieudolność i absurdy władzy, próby uciszenia go rodziły kolejne memy.
Od protestów w latach 2011-2012 rosyjska opozycja fantastycznie posługiwała się humorem i stiopem. Reżimowi bardzo trudno walczyć z kpiną – bo kiedy zaczynasz aresztować ludzi za żarty, jeszcze bardziej wychodzisz na błazna.
Ale władza w Rosji w końcu przestała się tym przejmować. Kiedyś bali się, że wypadną śmiesznie, walcząc z kabaretem. Dziś po prostu wsadzają ludzi do więzień. Weszło w życie prawo, według którego wyśmiewanie władz czy Putina jest przestępstwem. Nie chodzi nawet o masowość wyroków, ale o paraliżujący strach przed selektywnym egzekwowaniem prawa. Reżim uzna, że trudno, może i będzie wyglądał ponuro i okrutnie, ale zlikwiduje nawet przestrzeń do śmiechu. W efekcie ludzie po prostu przestają żartować.
**
Eliot Borenstein – profesor filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Nowojorskim. Autor m.in. książek Meanwhile, in Russia…: Russian Internet Memes and Viral Video, Marvel Comics in the 1970s: The World Inside Your Head, Soviet-Self-Hatred: The Secret Identities of Postsocialism.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!