27 czerwca 1936 roku Centralny Komitet Wykonawczy i Rada Komisarzy Ludowych ZSRR wprowadziły całkowity zakaz aborcji. Zabieg umożliwiano tylko w przypadkach zagrożenia życia kobiety lub występowania ciężkich chorób dziedzicznych w rodzinach małżonków. Zgodę wydawały specjalne komisje lekarskie.
W ten sposób ZSRR dokonał zwrotu o 180 proc. w kwestii przerywania ciąży – 18 listopada 1920 roku Rosja Sowiecka jako pierwsze państwo na świecie zalegalizowała aborcję. Za liberalizacją ustawodawstwa – jak pisze Barbara A. Engel w książce Women in Russia, 1700-2000 – nie stała troska o kobiety. Była to decyzja polityczna mająca udowodnić światu, że bolszewicy dbają o swoje obywatelki w odróżnieniu od krajów kapitalistycznych, np. Francji, która wcześniej w tym samym roku wprowadziła całkowity zakaz przerywania ciąży.
Legalna aborcja bez znieczulenia. Jak ZSRR chciał zmusić kobiety do rodzenia
Braku troski o dobrobyt kobiet w ZSRR dowodzi fakt, że aborcję przeprowadzano bez znieczulenia, które – zdaniem lekarzy – należało ograniczyć do „ważniejszych operacji”, a ból miał stanowić „nauczkę” dla pacjentek. Nie zniechęciło to radzieckich obywatelek, liczba aborcji szybko wzrastała: w 1924 roku w 10 obwodach Rosyjskiej Federacyjnej Republiki Socjalistycznej przerwano 10 922 ciąż, a w 1927 – 31 725. W 1934 r. w całym ZSRR przeprowadzono 700 tys. zabiegów – prawie dziesięciokrotnie więcej, niż w roku 1924. W 1934 r. urodziło się 3 mln dzieci, co oznaczało, że stosunek aborcji i porodów wynosił 1 do 4. Ten wskaźnik był wyższy w dużych miastach, np. w 1934 r. w Moskwie na 1 urodziny przypadały 3 terminacje ciąży, w porównaniu z 0,3 w 1924. Tak oto w połowie lat trzydziestych przeciętna kobieta między 30 a 35 rokiem życia miała za sobą 6-8 zabiegów. Środowisko medyczne biło na alarm, gdyż aborcja stała się głównym środkiem regulacji narodzin. Nawoływano do stosowania antykoncepcji, uważanej w ZSRR za „burżuazyjny przeżytek”.
Władze były głuche na apele lekarzy, za to martwił je spadek liczby narodzin – w 1934 r. na świecie pojawiło się o 28 proc. mniej dzieci, niż w roku 1928, do czego przyczyniły się głównie brutalna kolektywizacja i hołodomor w Ukrainie. Uznano, że u źródeł problemu stała możliwość przerwania ciąży. Dlatego w maju 1936 r. w prasie pojawił się projekt ustawy antyaborcyjnej, rzekomo powstały „na liczne prośby kobiet pracujących”. Partyjni funkcjonariusze tłumaczyli restrykcje zapotrzebowaniem na nowych budowniczych komunizmu. Podkreślali, że rodzenie dzieci „jest wielkim i zaszczytnym obowiązkiem kobiet”. Dodawali, że „w naszym kraju nawet tak intymne kwestie, jak rodzina i narodziny dzieci, nie są już prywatne, lecz publiczne”. Dla radzieckich obywatelek oznaczało to utratę resztek wolności osobistej.
Efekt wprowadzenia ustawy był natychmiastowy. W pierwszej połowie 1936 roku w leningradzkich szpitalach wykonano 43 600 aborcji, a w drugiej tylko 735. Liczba urodzeń w Moskwie wzrosła z 70 tys. w 1935 r. do 136 tys. w 1937 roku. Powodem tego skoku, jak w wywiadzie dla Radia Swoboda tłumaczył demograf Aleksander Pantielejew, był fakt, że „zaskoczone kobiety nie miały czasu przygotować się do nowych zasad”.
Zakaz aborcji w ZSRR wypchnął kobiety do podziemia
Panie zaczęły szukać rozwiązań problemu niechcianych ciąż. Najbardziej odważne pisały listy do przywódców partyjnych („Jako matka czwórki dzieci – najstarsze ma 6 lat, średnie 4 i 3 , a najmłodsze zaledwie 5 miesięcy – gorąco proszę o zezwolenie na przeprowadzenie aborcji. Jestem zmęczona, potrzebuję chociaż trochę odpoczynku, bo nie jestem maszyną, która produkuje dwójkę dzieci rocznie. Nie mam już siły rodzić i karmić piersią”) i często otrzymywały pozytywną odpowiedź. Kolejne udawały się do komisji lekarskich, gdzie zdarzali się litościwi członkowie. Kobiety, którym odmówiono skierowań na zabieg były – na polecenie Komisariatu Zdrowia ZSRR – kontrolowane we własnych domach.
Niechciane ciąże terminowano w podziemiu aborcyjnym. Po wspomnianym spadku liczby aborcji w 1936 r. wskaźnik zaczął wzrastać: w 1937 r. było 568 tys. zabiegów, a w 1940 – 807 tys. Lwią część przeprowadzano poza szpitalem. Jak czytamy w książce Diemograficzeskaja modernizacja Rossii: 1900-2000 wydanej przez Rosyjską Akademię Nauk, w 1937 r. w Rosyjskiej Radzieckiej Republice Socjalistycznej wskaźnik ten wyniósł 92 proc. (327 898 na 355 025 aborcji), a w 1940 r. – 90 proc. (452 557 na 500 516 ).
Trudniły się tym głównie osoby niezwiązane z medycyną – pod koniec lat trzydziestych wśród aresztowanych za nielegalne aborcje lekarze i pielęgniarki stanowili 23 proc. Na przykład w latach 1938-1939 w obwodzie gorkowskim ciążę terminowali salowa ze szpitala psychiatrycznego i felczer weterynarii nazwiskiem Markow (ten ostatni wstrzykiwał kobietom jodynę). W obwodzie leningradzkim działalność na dużą skalę prowadziła Maria Morozowa, pracownica kopalni torfu. Miała pośredniczki w różnych zakładach pracy, które wynajdywały kobiety w potrzebie i otrzymywały zapłatę gotówką lub w postaci żywności. Wszystkim groziła kara 2-3 lat więzienia.
Nielegalne aborcje zabijały kobiety. Państwo ścigało także pacjentki
Skutkiem pokątnych zabiegów były poważne komplikacje, przykłady których przytoczyła Natalia Lebina w swojej książce Sowietskaja powsiedniewnost: normy i anomalii (Sowiecka codzienność: normy i anomalie). I tak 23-letniej wieśniaczce S. z obwodu leningradzkiego znachorka wprowadziła do pochwy kawałki szkła. Wracając do domu dziewczyna dostała krwotoku i straciła przytomność. Nie wiadomo, jak długo leżała na polnej drodze, zanim została zauważona i przewieziona do szpitala. Lekarze uratowali jej życie, ale – zgodnie ze swoim ustawowym obowiązkiem – zawiadomili milicję o nielegalnej aborcji. Przeciwko dziewczynie wszczęto sprawę karną. Wprawdzie groziła jej tylko wysoka grzywna, ale już sam udział w procesie sądowym oznaczał wpisanie do rejestru skazanych.
Prawie dwutygodniową gehennę przeżyła pewna 25-letnia Moskwianka w piątym miesiącu ciąży. Kobieta wykonująca zabieg wprowadziła do pochwy roztwór mydlany. W efekcie miała wzrosnąć temperatura ciała ciężarnej, skutkując poronieniem. Rzeczywiście, przez dwa dni pacjentka miała 40-stopniową gorączkę, ale poza tym nic się nie działo. Wreszcie dziewczyna wezwała pogotowie, przed przyjazdem którego jej mąż uciekł, aby uniknąć oskarżenia o współudział w aborcji. O dziwo lekarze nie zawiadomili milicji, ale też nie zajęli się pacjentką, która trzy dni przeleżała na sali. W tym czasie płód zaczął się rozkładać, a inni chorzy narzekać na fetor, więc ciężarną przeniesiono na korytarz, gdzie spędziła kolejne trzy dni. Wreszcie zlitowała się nad nią jedna z pielęgniarek – dała jej dwa wywołujące poród zastrzyki. Pacjentka urodziła i przeszła dwukrotne łyżeczkowanie. Gdy wypisano ją do domu, była – według jej własnych słów – tak chuda, że prawie przezroczysta.
Wiele pań nie zwracało się po pomoc lekarską lub czyniły to zbyt późno, stąd wzrost liczby zgonów kobiet po nielegalnych aborcjach: w 1936 r. zmarło z tej przyczyny 910 mieszkanek radzieckich miast, w 1940 – 2 tys. (stanowiło to 51 proc. wszystkich śmierci kobiet w wieku rozrodczym). Nie prowadzono statystyk na wsi, więc ze względu na gorszą dostępność usług medycznych na prowincji te liczby mogą być kilkakrotnie wyższe.
Zakaz aborcji okazał się fiaskiem. ZSRR zalegalizował ją ponownie w 1955 roku
Kolejnym skutkiem zakazu aborcji było pozbywanie się potomstwa przez kobiety. Wiosną, gdy topniał śnieg, oczom przechodniów ukazywały się trupy niemowląt, potocznie nazywane „pierwiosnkami”. Poza tym noworodki zabijano igłami, topiono w toaletach, duszono i wyrzucano na śmietniki. Przełożyło się to na wzrost śmiertelności dzieci: w 1935 r. w radzieckich miastach odnotowano 194 zgony, w 1936 r. – 307, w 1937 r. – 367., a w 1940 – 1,4 tys. (znów – nie prowadzono statystyk na wsi, więc rzeczuwista skala zjawiska jest nieznana). Dzięki temu w Rosyjskiej Radzieckiej Republice Socjalistycznej wzrósł udział morderstw dzieci poniżej pierwszego roku życia w ogólnej statystyce zarejestrowanych zabójstw: od 5,8 proc. w 1934 r. do 14,3 proc. w roku 1940. W Leningradzie ten wskaźnik wynosił 25 proc.
Podczas wielkiej wojny ojczyźnianej odsetek terminacji ciąży był wciąż wysoki – 30 zabiegów na 100 porodów. Martwiło to władze radzieckie, którym zależało na wzroście narodzin w obliczu wielomilionowych strat wojennych. Dlatego w 1944 r. wydano dekret O zwiększeniu pomocy państwa dla kobiet w ciąży, rodzin wielodzietnych i samotnych matek. Nie przełożyło się to na wzrost populacji, głównie z powodu zmniejszenia liczby mężczyzn i ciężkich warunków życia w powojennym ZSRR. Za to w 1950 r. terminowano już 1 mln ciąż. Liczba zgonów pacjentek wskutek komplikacji poaborcyjnych wzrosła na tyle, że stanowiły one 70 proc. śmierci kobiet w wieku rozrodczym. Gazety często zamieszczały takie oto teksty: „Na schodach budynku nr 72 przy nabrzeżu Kanału Gribojedowa [w Leningradzie] odkryto ciało młodej kobiety. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci była aborcja. Sprawcą był F. Didenoch, pracownik spółdzielni Intrudobsłużiwanie, który systematycznie przeprowadzał aborcje „domowymi sposobami”. Sprawca został postawiony przed sądem”.
Coraz więcej lekarzy i urzędników zdawało sobie sprawę z fiaska wprowadzonych w 1936 roku restrykcji. Ale działania ku liberalizacji ustawy podjęto dopiero po śmierci Stalina w marcu 1953 roku. Największą orędowniczką przywrócenia prawa do aborcji była ówczesna ministra zdrowia Maria Kowrigina, która podczas posiedzeń rządu często mawiała: „Z kobiety nie można uczynić maszyny do rodzenia dzieci”. Podkreślała , że ustawa z 1936 roku „pozbawiła kobiety prywatności, a wielu zdrowia i nawet życia”. 23 listopada 1955 r. działania Kowriginy odniosły pożądany skutek – aborcja została ponownie zalegalizowana.
**
Violetta Wiernicka – autorka wielu książek, m.in. Polki, które rządziły Kremlem, Sekrety Ukrainy i Rosjanie w Polsce oraz zaplanowanej na maj Polacy w Ukrainie. Czasy carskie. Publikowała w „Polityce” i „Newsweeku”. Doktora nauk humanistycznych. Specjalizuje się w historii polskiej społeczności prawosławnej. Wydała monografie Prawosławni w Łodzi i Prawosławna diecezja łódzko-poznańska.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!