Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Czy Prus przewraca się w grobie? Wrogie przejęcie i pojedynek dwóch „Lalek”

„Lalka” w reż. Pawła Maślony oraz „Lalka” w reż. Macieja Kawalskiego

Dla tych, których „Lalka” Netfliksa przeraziła, zniesmaczyła i zszokowała mamy teraz idealny lek na uspokojenie: seans „Lalki” filmowej. A samo starcie obu adaptacji to jedna z najlepszych rzeczy, jakie zdarzyły się polskiej kulturze popularnej od bardzo dawna.

Anna Gutowska
Anglistka, badaczka adaptacji filmowych literatury
Recenzja
2
Celnie!

1

W lipcu 2025 wszyscy byliśmy astronautami i lecieliśmy w kosmos razem ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim. Kilka miesięcy później byliśmy już marynarzami i debatowaliśmy o katastrofie promu Heweliusz, a jednocześnie byliśmy pianistami i spieraliśmy się o to, czy Eryk Kulm jest dobrym Fryderykiem Chopinem. Wszystko to były ważne narodowe sprawy. Jednak w ciągu ostatnich lat mało który temat tak zawładnął zbiorową polską świadomością, jak bitwa między dwiema adaptacjami Lalki. We wrześniu 2026 roku wszyscy zostaliśmy polonistami.

Dwie Lalki w ciągu miesiąca

W większych niż polska kinematografiach od czasu do czasu zdarza się podobna klęska urodzaju. W połowie lat dziewięćdziesiątych widzowie mogli obejrzeć dwie adaptacje powieści Jane Austen Emma, lata 2011-2012 z kolei stały się areną pojedynku między dwiema nowymi wersjami Wielkich nadziei Karola Dickensa. To tylko dwa przykłady pokazujące „pojedynki adaptacji”, w których obie wersje miały premiery na przestrzeni roku czy dwóch.

Jednak historia polskiego rynku audiowizualnego oraz jego rozmiar sprawiają, że do niedawna krajowa widownia miała znikome doświadczenie z powtórnymi adaptacjami. Przeżyliśmy jednak terapię szokową w 2023 roku, kiedy na ekranach ukazały się aż cztery takie adaptacje: Znachor, Chłopi, Akademia pana Kleksa oraz Pan Samochodzik i templariusze. Wszystkie te tytuły istniały już w polskiej kulturze audiowizualnej dzięki adaptacjom dokonanym w czasach PRL-u. Zwłaszcza w przypadku Znachora (1982) oraz Pana Kleksa (1983) można z pewnością mówić o kultowości. Nowe wersje musiały zmierzyć się ze wspomnieniami widzów, a ich porównania z klasykami wywoływały gorące debaty.

Czytaj także „Znachor” i ożywczy powiew nowoczesności Alicja Urbanik-Kopeć

Warty zaznaczenia jest fakt, że bezprecedensową rolę na polskim rynku powtórnych adaptacji odgrywa platforma Netflix. Nowe wersje Znachora oraz Pana Samochodzika zostały wyprodukowane właśnie dla Netfliksa, a Pan Kleks nie był co prawda oryginalną produkcją tej platformy, ale jest tam dostępny jako film fabularny oraz w rozszerzonej wersji serialowej. W przyszłym roku na Netfliksie pojawi się też nowa wersja jednego z najsłynniejszych seriali PRL-u, czyli Nocy i dni, w interpretacji reżyserki młodego pokolenia Kamili Tarabury. Myślę, że możemy oczekiwać następnej burzy.

Debatę o dwóch Znachorach i dwóch Kleksach, która przetoczyła się przez polskie media w 2023 roku, można jednak uznać za przygrywkę do rozgrywającej się teraz na naszych oczach narodowej dyskusji o dwóch Lalkach. Na pomysł ponownego zaadaptowania powieści Prusa wpadło niezależnie od siebie dwóch doświadczonych producentów.

Pierwszy na placu boju stanął Jan Kwieciński, prezes Akson Studio, który prace nad swoją adaptacją zaczął już w 2023 roku. Akson to firma, która związana jest z Netfliksem jako producent wykonawczy i wyprodukowała dla platformy między innymi seriale 1670 oraz Sexify. Obie te produkcje są dowodem na to, że Akson Studio nie boi się kontrowersji, a przykład kultowego 1670, który proponuje satyryczne przepisanie historii Polski szlacheckiej, pokazuje, że Jan Kwieciński to producent, który ma luźny stosunek do narodowych świętości.

Co ciekawe, dyrektor programowy Netfliksa Łukasz Kłuskiewicz w niedawnym wywiadzie udzielonym portalowi Wirtualne Media wspominał, że ta wersja Lalki początkowo miała być uwspółcześniona, „ze smartfonami i social mediami”. Jednak ostatecznie powstała wersja kostiumowa, co było decyzją zaproszonych do realizacji projektu twórców. Za scenariusz odpowiadał między innymi dramaturg Paweł Demirski, specjalizujący się we współczesnych i kontrowersyjnych tematach, a reżyserem został Paweł Maślona, dla którego jest to następny projekt po obsypanym nagrodami Kosie, czyli „kościuszkowskim westernie” często porównywanym przez krytyków do Django Quentina Tarantino.

Wkrótce okazało się jednak, że produkcja Aksona i Netfliksa nie będzie jedyną Lalką w mieście, ponieważ początek prac nad swoją wersją ogłosił Radosław Drabik, prezes Gigant Films. Głównym koproducentem i nadawcą serialu miała być TVP, która jednak bardzo szybko wycofała się z projektu. Gigant Films znalazł jednak innego dużego koproducenta, który umożliwił realizację projektu, czyli Warner Bros/TVN. Tutaj za reżyserię odpowiada Maciej Kawalski, którego debiutem pełnometrażowym był film Niebezpieczni dżentelmeni (2022) – szalony film kryminalny, w którym w rolę mimowolnych detektywów wcielają się Tadeusz Boy-Żeleński, Witkacy oraz Bronisław Malinowski. Podobnie jak w przypadku Pawła Maślony, reżyser filmowej Lalki nie jest więc raczej znany z czołobitnego stosunku do polskiej przeszłości.

Czy i kiedy Bolesław Prus przewraca się w grobie?

Serialowa Lalka Netfliksa miała premierę na platformie 16 września i od pierwszych godzin doprowadziła do gorących sporów. W mediach społecznościowych oraz wśród komentujących na platformie Filmweb uformowały się dwie grupy: puryści, którzy zarzucali adaptacji zbyt dalekie odejście od oryginału oraz fani tej wersji, którzy gromkimi brawami witali każdy pojawiający się na ekranie anachronizm, a swoim przeciwnikom zarzucali konserwatyzm, zaściankowość oraz brak zrozumienia aktualnych trendów.

Prawdą jest to, że Lalka Maślony to serial, który z powieści Prusa bierze w zasadzie tylko tytuł, personalia postaci oraz ich główne cechy. Mamy tu dorobkiewicza Wokulskiego (Tomasz Schuchardt), których kocha się z daleka w arystokratce Izabeli Łęckiej (Sandra Drzymalska) i przebojem zdobywa salony, aby się do niej zbliżyć. Mamy też rodzinę Łęckich: ojca-bankruta i utracjusza (Jacek Braciak) oraz córkę – pannę na wydaniu, która szuka dla siebie odpowiedniej partii, mając jednocześnie świadomość, że z powodu ruiny finansowej rodziny liczba dostępnych opcji się kurczy.

Czytaj także Czy w sensie ekonomiczno-społecznym małżeństwo Łęckiej z Wokulskim miało sens? Michał Sutowski rozmawia z Piotrem Korysiem

Maślona, Demirski i ich współscenarzystka Jagoda Dutkiewicz ustawiają na szachownicy rozpoznawalne postaci, a później pozwalają im zachowywać się w sposób zupełnie niezgodny z tekstem źródłowym. Pierwszym znaczącym odejściem od powieści jest pomysł, że Izabela nie jest klasyczną panną na wydaniu, tylko zadziorną, współczesną dziewczyną, która dusi się w klatce swojej klasy społecznej i aspiruje do środowiska emancypantek. Ta Izabela marzy o publikacji w Bluszczu i usiłuje zdobyć sympatię Elizy Orzeszkowej.

Mamy też w serialu jako jedną z głównych postaci pracownicę seksualną Mariannę (trzecioplanowa postać z powieści, której Wokulski bezinteresownie pomaga, tutaj fenomenalnie zagrana przez Marię Kanię). Marianna w tej wersji zostaje najpierw szpiegiem Wokulskiego w domu Łęckich, gdzie zatrudnia się jako pokojówka. Później zostaje „przewerbowana” przez Izabelę i ma dla niej szpiegować Wokulskiego. Na koniec zaś zakochuje się z wzajemnością w Ignacym Rzeckim. Mamy wreszcie Wokulskiego, który w finale nie wysadza w powietrze zamku w Zasławiu, tylko coś całkiem innego, chociaż równie spektakularnego.

Przeciwnicy serialu poza zmianami fabularnymi zarzucają mu także liczne anachronizmy, z których niektóre dotyczą faktów i dat (Eliza Orzeszkowa nie mieszkała wtedy w Warszawie, tylko w Grodnie; prototyp automobilu, którym jedzie w ostatnim odcinku Ochocki, został wynaleziony dopiero dziesięć lat później itp.). Drugą kategorię stanowią anachronizmy dotyczące zachowania i obyczajów. I tak na przykład pojedynki w tym okresie były nielegalne i odbywały się w sekrecie, a obecność kobiet na nich była niedopuszczalna – tymczasem w odcinku czwartym serwuje się nam pojedynek w konwencji piknikowej, z liczną publicznością, wśród której widzimy Izabelę i panią Wąsowską.

Serial nie przejmuje się też normami obyczajowymi epoki dotyczącymi żałoby. Dama z dobrego towarzystwa po śmierci ojca przez przynajmniej rok nie mogłaby brać udziału w życiu towarzyskim, a tymczasem zaraz po pogrzebie ojca widzimy Izabelę w operze odbierającą publiczne hołdy od Wokulskiego, który oświadcza się jej ze sceny po wyrecytowaniu wiersza Adama Asnyka. Nad tą i wieloma innymi scenami unosi się duch fanfiction. Czy jednak takie anachronizmy i momenty naiwności przekreślają serial? Moim zdaniem nie, chociaż wolałabym, żeby ta strona serialu została lepiej dopracowana.

Osobną kwestią jest nasycenie dialogów wulgaryzmami. Jest to jeden z elementów serialu, który spotkał się z bardzo mocnymi reakcjami oraz doprowadził w mediach społecznościowych do dyskusji o tym, czy, jak i kiedy przeklinali nasi przodkowie. Nigdy z całkowitą pewnością nie ustalimy, czy dziewiętnastowieczny kupiec galanteryjny zwierzając się przyjacielowi z problemów z konkurencją, mógłby powiedzieć „te chuje tylko czekają, aż się wypierdolę” (a tak mówi Wokulski do Rzeckiego w odcinku trzecim). Przeszkadza mi jednak, że w serialu przeklinają wszyscy, niezależnie od płci, wieku i klasy społecznej. Myślę, że w XIX wieku, podobnie jak dziś, przekleństwa różniły się w zależności od grupy społecznej. W fikcyjnym świecie serialu także mogłyby one moim zdaniem służyć do indywidualizacji języka postaci, a ich używanie (lub nie) mogłoby podkreślać różnice klasowe. Z drugiej strony, memiczna scena z pierwszego odcinka, w której Izabela wrzeszczy na ulicy do nielubianego adoratora „Ty chujcu borsuczy!” stanowi bardzo szybki test tego, czy jesteśmy grupą docelową serialu. Albo kupujemy taką Izabelę i taką Lalkę, albo wyłączymy telewizor.

Mogłabym poniżej stworzyć długą listę różnic w fabule pomiędzy powieścią a serialem. Moglibyśmy podzielić ją na przynajmniej trzy kategorie: skróty, a więc wątki, które występują w powieści, a serial z nich rezygnuje. W tej grupie znalazłby się na przykład fascynacja Rzeckiego ideą napoleońską oraz jego wspomnienia z powstania węgierskiego, wątek miłości prezesowej Zasławskiej do stryja Wokulskiego (dzięki czemu Wokulski w powieści ma w prezesowej sojuszniczkę), wątek pani Stawskiej oraz jej sporu sądowego o lalkę z baronową Krzeszowską, albo wątek profesora Geista i metalu lżejszego od powietrza. Tych rzeczy w serialu po prostu nie znajdziemy.

Drugą kategorią są zmiany charakterystyk postaci i przebiegu wątków. Tutaj najlepszym przykładem są wspomniane wyżej wątki Marianny i Rzeckiego. Owszem, są w powieści Prusa postaci, które tak się nazywają, jednak ich charaktery, działania, a także końcowe losy są w serialu zupełnie inne. Trzecią kategorią są nowości wprowadzone przez twórców serialu i to właśnie jest typ zmian, który budzi najbardziej gorące reakcje widzów.

Poza wspomnianymi powyżej wulgaryzmami oraz używaniem przez większość bohaterów narkotyków mamy też wiele wydarzeń, o których Prusowi nawet się nie śniło. Przedstawię tylko mała próbkę: w finale odcinka pierwszego Izabela i Wokulski są na balu. Tam odrzucony zalotnik Izabeli, Alfred (postać nieistniejąca w powieści) wyciąga pistolet i chce się zastrzelić. Wokulski usiłuje wyrwać mu pistolet, który jednak wypala. Wystrzał sprawia, że obecna na sali dama w zaawansowanej ciąży zaczyna rodzić. Poród odbiera lekarka-emancypantka Zofia Dobska (Monika Frajczyk), a asystują jej Izabela oraz Eliza Orzeszkowa (Agnieszka Grochowska). Oglądający serial puryści zaczynają hiperwentylować, a być może wręcz rezygnują z subskrypcji Netflixa.

Opisana powyżej sekwencja to tylko jeden z wielu przykładów radykalnego odejścia od fabuły powieści i wprowadzenia nowych wątków. Dlaczego Maślona, Demirski i Dutkiewicz zdecydowali się na takie rozwiązanie? Najkrótsza odpowiedź brzmi „bo mogli”. Nie podpisywali z widzami kontraktu, w którym gwarantowaliby wierną adaptację powieści. Stworzyli autorską wizję Lalki Prusa, która jest bardzo luźno inspirowana literackim pierwowzorem, a my jako widzki i widzowie możemy tę wersję przyjąć, albo nie.

Czytaj także Emancypacja na miarę czasów: czy Bolesław Prus był mizoginem? Alicja Urbanik-Kopeć

Fakt, że taka Lalka powstała nie jest narodową tragedią, a raczej dowodem na siłę i żywotność tego tekstu literackiego. Lalka Prusa jest w domenie publicznej od ponad pół wieku i należy do nas wszystkich. Każdy może ten tekst twórczo zmieniać i adaptować, a Prusowi naprawdę nic od tego nie ubędzie. Wizja zaproponowana przez twórców Lalki Netfliksa może się oczywiście podobać albo nie podobać – to już kwestia indywidualnego gustu. Jednak głosy krytyków, którzy twierdzą, że serial Netfliksa to szarganie narodowej świętości wynikają z niezrozumienia istoty adaptacji. Produktywna rozmowa o danej adaptacji nie polega na wyliczaniu różnic wobec oryginału i wyrokowaniu, że „Prus przewraca się w grobie”, tylko na zastanowieniu się, czemu te zmiany mają służyć i jaka wizja przyświeca adaptatorom.

Apropriacja, czyli kreatywna kradzież

Brytyjska badaczka adaptacji Julie Sanders wyróżnia szczególny typ adaptacji, które odbiegają daleko od oryginału i nazywa je apropriacjami (appropriation). Jej zdaniem apropriacja to akt twórczej reinterpretacji tekstu źródłowego oraz dialogu z oryginałem, a nawet kontestacji go. Apropriacja jest de facto przywłaszczeniem czy wręcz wrogim przejęciem oryginału. To typ adaptacji, który rzuca wyzwanie tekstowi oryginalnemu oraz ustawia się wobec niego w opozycji (writing back).

Modelowym przykładem apropriacji jest powieść Jean Rhys Bezkresne morze Sargassowe (1966) przedstawiająca wydarzenia z Jane Eyre Charlotty Brontë z perspektywy Berthy Mason, pierwszej żony pana Rochestera (czyli „wariatki na strychu”, której postać stała się inspiracją dla tytułu słynnej feministycznej książki Sandry Gilbert i Susan Gubar). Wywieziona do obcego kraju i uwięziona na strychu przez męża, który uznał, że jest chora psychicznie, Bertha jest przedstawiona w oryginalnej powieści Brontë bez cienia empatii. Feministyczna powieść Jean Rhys przywraca Bercie godność oraz pokazuje jej perspektywę.

Apropriacja jest też często spotykana w uwspółcześnionych adaptacjach sztuk Szekspira. Romeo i Julia Baza Luhrmana, przenoszący akcję dramatu do współczesnej Kalifornii w środowisko mafijne, O-Otello w reżyserii Tima Blake’a Nelsona, który z tytułowego Maura robi młodego koszykarza czy Zakochana złośnica, a więc Poskromienie złośnicy przeniesione w realia amerykańskiego liceum – wszystko to są przykłady apropriacji.

Czytaj także Ania, Mary, Pollyanna i feminizm z przypadku, czyli kiedy dziewczyny zaczęły się buntować? Alicja Urbanik-Kopeć

W Lalce Maślony widać podobny impuls. Ten serial nie jest stricte adaptacją powieści, tylko próbą dialogu z tekstem i wyciągnięcia na pierwszy plan wątków, które najbardziej rezonują z młodą, współczesną widownią. Od wielu lat w okolicy matur pojawiają się publikacje prasowe, w których licealni nauczyciele języka polskiego opowiadają o tym, że dla dzisiejszych licealistów fascynacja Wokulskiego Izabelą nie jest romantycznym uczuciem, tylko stalkingiem. Książkowy Wokulski osacza Izabelę, wykupując długi jej ojca, a także rodowy serwis Łęckich i ich zadłużoną kamienicę. Wspomaga też finansowo działalność charytatywną dam z wyższych sfer tylko po to, żeby uzyskać upragnione zaproszenia na salony i zbliżyć się do Izabeli. Twórcy serialu idą tutaj krok dalej: Wokulski już nie tylko pomaga finansowo Łęckim, ale też płaci za informacje o Izabeli Mariannie oraz Starskiemu. Z pomocą Marianny tworzy też w swoim mieszkaniu „mauzoleum Izabeli”, czyli pokój urządzony według jej gustu i gotowy na jej przyjęcie.

Kiedy Izabela odwiedza Wokulskiego i odkrywa istnienie tego pokoju, reaguje wściekłością i wstrętem. W wielkiej kłótni oboje nie biorą jeńców. Izabela wykrzykuje Wokulskiemu w twarz, że jest „popierdolonym, opętanym zboczeńcem”, a on nazywa ją „zakłamaną, zimną, wyrachowaną pizdą”. Gdyby Bolesław Prus miał kiedyś przewrócić się w grobie, to pewnie właśnie w tym momencie.

Można patrzeć na tę scenę jak na ostateczne zerwanie z dziewiętnastowiecznym decorum i przeprowadzony z premedytacją atak na kanoniczną powieść. Ale oglądanie Izabeli i Wokulskiego w tej scenie jest też w jakiś sposób wyzwalające dla widza. Główni bohaterowie wreszcie się komunikują – wulgarnie, z gniewem i wrzaskiem, ale w końcu mówią sobie prawdę. Na ośmiuset stronach powieści nigdy nie doszliśmy do tego momentu. Relację Izabeli i Wokulskiego w powieściowej Lalce najlepiej podsumowuje kwestia wypowiedziana przez Kazimierę Wąsowską: „Jeśli on tak zna ciebie, jak ty jego, to oboje bardzo się nie znacie”. Powieściowy Wokulski idealizuje Izabelę, a ona nie może przełamać snobizmu i uprzedzeń swojej klasy społecznej i ubolewa, że zamożny wielbiciel jest zaledwie kupcem („Gdyby ten człowiek zamiast sklepu posiadał duże dobra ziemskie – byłby bardzo przystojnym; gdyby urodził się księciem – byłby imponująco piękny”). Niestety, nawet po zaręczynach nie są w stanie rozmawiać ze sobą szczerze. Także wtedy, kiedy Wokulski rzuca Izabelę i zostawia ją w pociągu po tym, jak podsłuchał jej rozmowę ze Starskim, nie zdobywa się na szczerość.

Czytaj także Krew, pot i śmiech, czyli Chopin a kino dziedzictwa Anna Gutowska

Lalka Maślony już od pierwszego odcinka zmienia dynamikę relacji między bohaterami. Wokulski w wersji Tomasza Schuchardta jest mroczny i intensywny. Osacza Izabelę, ale też ma przebłyski szlachetności i empatii – jak w scenie spaceru w Zasławku, podczas którego wysłuchuje feministycznych przemyśleń Łęckiej i doradza jej w sprawach biznesowych. Ich relacja odchodzi też od książkowego pierwowzoru dlatego, że w połowie serialu Wokulski bankrutuje. Okazuje się, że jego hojność wobec Łęckich nie pozostała bez konsekwencji. Wokulski traci płynność finansową i nie może już kupić sobie Izabeli. Musi się starać ją zdobyć innymi sposobami.

Opisana powyżej scena konfrontacji w odcinku piątym rozpoczyna najciekawszy i najbardziej odległy od powieściowego oryginału fragment serialu. Aby nie zdradzać zbyt dużo z fabuły, napiszę tylko, że Izabela, Wokulski, Rzecki i Marianna muszą współpracować w wykonaniu pewnego trudnego i nielegalnego zadania i że Kazimierz Starski dostaje to, na co zasłużył.

Ostatnie dwa odcinki skręcają mocno w stronę klimatów sensacyjnych. Pobrzmiewają w nich echa Kobiety w bieli Wilkie Collinsa i Złodziejki Sary Waters, które widać w planie siłowego umieszczenia Izabeli w klasztorze oraz w scenie jej ucieczki z domu. Z kolei sekwencja, w której Izabela ukrywa się na Powiślu i po raz pierwszy w życiu konfrontuje się z życiem klasy ludowej, nawiązuje do Olivera Twista Dickensa. Ostatnie dwa odcinki serialu są tak fascynujące w swoim szaleństwie i frenetycznej energii, że wybaczam wcześniejszym czterem odcinkom okazjonalne problemy z tempem oraz anachronizmy.

Lalka z happy endem?

Zakończenie serialu jest jednocześnie bezczelne i katarktyczne. W poradnikach dla scenarzystów zaleca się często, że w przebiegu bohaterów należy wprowadzić różnicę pomiędzy tym, czego bohaterowie świadomie chcą i do czego dążą oraz czego naprawdę potrzebują. Ta różnica pracuje na konflikt wewnętrzny bohaterów, który napędza fabułę.

Lalka Maślony wprowadza tę zasadę w sposób podręcznikowy. W powieści Wokulski chce poślubić Izabelę i jest to motywacja wszystkich jego działań. Izabela z kolei chce zapewnić sobie życie na odpowiednio wysokim poziomie finansowym, a jedyną drogą do tego jest małżeństwo z mężczyzną zamożnym i spolegliwym. Co jednak wydarzyłoby się, gdyby wzięli ślub? Czy byliby szczęśliwi? Czujemy, że nie.

Serial Netfliksa daje więc bohaterom nie to, czego myślą, że chcą, tylko to, czego naprawdę potrzebują. Po skutecznym (i oszukańczym!) pozbawieniu warszawskich arystokratów tysięcy rubli pod pozorem zakładania naftowego start-upu i po podzieleniu się pieniędzmi fifty-fifty, bohaterowie rozstają się i każde z nich rusza w swoją drogę. Izabela udaje przed bliskimi, że po tragicznych wydarzeniach będzie szukać pociechy w klasztorze (tu twórcy mrugają okiem w stronę zakończenia powieści). Okazuje się jednak, że jest to kolejna mistyfikacja. Tak naprawdę uwolniona od brzemienia społecznych oczekiwań Łęcka będzie podróżować i szukać swojego miejsca w świecie. Z kolei Wokulski, wyzwolony z warszawskiego piekła snobizmu i uprzedzeń, będzie odbudowywał majątek w miejscu, gdzie jego przeszłość nikogo nie obchodzi.

Francuska literaturoznawczyni Chantal Zabus analizując podobne rozwiązania w powieściowych retellingach kanonicznych tekstów używa określenia re-righting. Re-righting to taki rodzaj rewritingu (sic!) czy adaptacji, który przywraca sprawiedliwość w oryginalnym tekście. Jednym z przykładów wymienianych przez badaczkę jest Bezkresne Morze Sargassowe, powieść, którą przywołałam wcześniej jako przykład apropriacji, a którą można też czytać jako próbę fikcyjnego uratowania pierwszej żony Rochestera, która została przez Charlotte Brontë potraktowana niesprawiedliwie i okrutnie. Innym przykładem re-rightingu jest powieść Piętaszek czyli Otchłanie Pacyfiku (1967) Michela Tournier, przedstawiająca wydarzenia z powieści Robinson Crusoe z perspektywy Piętaszka.

Duch re-rightingu unosi się moim zdaniem także nad zakończeniem Lalki Netfliksa. Maślona, Demirski i Dutkiewicz wyzwolili Wokulskiego, Izabelę i Rzeckiego z okowów powieści Prusa i pozwolili im rozwinąć skrzydła. Dla Rzeckiego i Marianny historia kończy się prawdziwym, tradycyjnym happy endem. Te dwie postaci, których wątki zakończyły się w powieści bardzo gorzko, zasługują na szczęście i teraz wreszcie otrzymały taką szansę od twórców serialu.

Zakończenie wątków Izabeli i Wokulskiego w serialu jest otwarte i uwalniające. Pamiętamy oczywiście (co wbijali nam do głowy licealni poloniści), że zakończenie powieści Prusa także jest niedopowiedziane: nie wiemy, czy Wokulski popełnia samobójstwo w ruinach zamku w Zasławiu czy może pozoruje swoją śmierć i wyjeżdża do Paryża, żeby pracować z Geistem nad jego wynalazkami. Pamiętamy też, że Lalka Prusa nie jest romansem, tylko powieścią o porażce i rozczarowaniu. Wokulski, który miał wszelkie możliwości, żeby dokonać czegoś wielkiego, rzuca swoją fortunę do stóp Izabeli. Ona z kolei okazuje się być kokietką, która nie umie docenić szczerego uczucia i zostaje za to ukarana przez Prusa-moralistę klasztorem. Z zakończenia powieści bije gorycz.

A wtedy na scenę wchodzą Maślona, Demirski i Dutkiewicz, dla których nie ma żadnych świętości. W imieniu wielu pokoleń czytelników przeprowadzają zemstę na Starskim (który w tej wersji jest nie tylko uwodzicielem Izabeli, ale też przestępcą seksualnym), a Wokulskiemu i Izabeli zwracają wolność. Zbyt wiele zła i konfliktów wydarzyło się między tą dwójką, żeby mogli być razem (zresztą jako widzowie chyba byśmy tego nie chcieli). Ale na pewno teraz, uwolnieni od tego, co im ciążyło, mogą być szczęśliwi osobno. Kiedy w ostatnim odcinku widzę Izabelę w pociągu zmierzającym w nieznane i Wokulskiego na polu naftowym, czuję dreszcz. To jest zakończenie, na które Izabela i Wokulski zasługują.

„Ta druga”

Wobec Lalki Netfliksa nie sposób przejść obojętnie. Tymczasem po dwóch tygodniach od jej premiery, kiedy emocje nadal nie opadły, czeka nas premiera Lalki w reżyserii Macieja Kawalskiego. Film wchodzi na ekrany w środę 30 września. Udało mi się obejrzeć tę Lalkę na pokazie prasowym kilka dni przed premierą Lalki Netfliksa i od tego czasu nieustannie w myślach porównuję obie adaptacje.

Filmowa wersja Lalki to klasyczna adaptacja przeznaczona dla zupełnie innej widowni niż Lalka Netfliksa. Myślę, że film po premierze nie będzie budził tak gorących emocji jak serial, po prostu dlatego, że jest to solidna, wierna adaptacja powieści.

Producenci i dystrybutor mają zupełnie inną strategię promocyjną niż Netflix. Podczas gdy platforma adresowała kampanię outdoorową i w mediach społecznościowych do młodej widowni i nie unikała kontrowersji, twórcy Lalki filmowej komunikują, że jest to prestiżowa, wysokobudżetowa adaptacja, która stanie się wydarzeniem kulturalnym jesieni. Oficjalna premiera odbędzie się w Teatrze Narodowym, tam też w październiku zorganizowane zostaną dwa specjalne pokazy filmu z muzyką na żywo. Działania promocyjne wokół filmowej Lalki mają skalę i rozmach, które rzadko się spotyka przy okazji polskich produkcji: w Łazienkach otwarto wystawę kostiumów z filmu, a Wydawnictwo Agora promuje kolekcjonerskie wydanie książki ilustrowane fotosami z planu, z plakatem Andrzeja Pągowskiego na okładce. Nie będę nawet rozwodzić się nad takimi drobiazgami jak ciastko bezowe „Izabela” w sieci cukierni Lukullus oraz limitowana kolekcja garniturów inspirowana Lalką czy współpraca z marką odzieżową H&M.  

Poza rozmachem kampanii promocyjnej Lalka Kawalskiego wyróżnia się z pewnością gwiazdorską obsadą. Obok wykonawców głównych ról, a więc Marcinem Dorocińskim oraz Kamilą Urzędowską (znaną z roli Jagny w animowanej adaptacji Chłopów z 2023 roku), bardzo duże wrażenie robi stara gwardia polskiego aktorstwa. Rzeckiego gra Marek Kondrat, dla którego jest to powrót z oficjalnie ogłoszonej w 2007 roku aktorskiej emerytury. Na ekranie zobaczymy też Andrzeja Seweryna (Łęcki), Krystynę Jandę (hrabina Joanna), Jana Englerta (książę), Jana Peszka (stary Szlangbaum) oraz Maję Komorowską (prezesowa Zasławska). W filmie nie ma praktycznie żadnej roli mówionej, której nie grałby aktor znany i popularny: Maria Dębska jest panią Wąsowską, Agata Kulesza – panią Meliton, Mateusz Damięcki – Starskim, Borys Szyc – baronem Krzeszowskim, Karolina Gruszka – Florentyną, a Maciej Stuhr – doktorem Szumanem. Nawet w epizodach widzimy Mają Ostaszewską, Pawła Wilczaka, Andrzeja Chyrę, Cezarego Żaka, Dawida Ogrodnika czy Wojciecha Mecwaldowskiego. Na tym zakończę tę listę obecności, chociaż boję się, że mogłam popełnić jakąś gafę i kogoś pominąć.

Nagromadzenie wybitnych aktorów (w tym dawno niewidzianych na dużym ekranie Kondrata, Jandy czy Komorowskiej) przekłada się na poczucie, że mamy do czynienia z wyjątkowym wydarzeniem. Pod względem strategii adaptacyjnej Lalce filmowej najbliżej jest do brytyjskiej kategorii „kina dziedzictwa” i takich produkcji, jak Pokój z widokiem czy Powrót do Howards End. Widzimy na ekranie nostalgicznie przedstawiony obraz przeszłości. O ile nie chciałabym spędzić ani minuty w zdeprawowanym świecie Lalki Netfliksa, chętnie wprowadziłabym się do Lalki filmowej. Kamera Piotra Sobocińskiego jra nie ucieka co prawda od okazjonalnych widoków biedy (np. pokazując Wokulskiego na Powiślu), ale z reguły jesteśmy we wnętrzach arystokratycznych rezydencji, w luksusowym sklepie Wokulskiego lub w Łazienkach. Cały aspekt różnic klasowych i snobizmu, tak ważny w powieści, schodzi na drugi plan. Szczerze mówiąc, w tej wersji trudno jest zrozumieć, dlaczego Izabela nie chce Wokulskiego, który wygląda jak Dorociński, a zachowuje się i ubiera dokładnie jak mężczyźni z jej sfery.

W przeciwieństwie do Lalki serialowej Lalka filmowa mocno stawia na wątek romantyczny i ubiera go w formułę trójkąta miłosnego. Wokulski jak zwykle kocha Izabelę, ale w nim z kolei zakochuje się Kazimiera Wąsowska, której wątek zostaje tutaj rozbudowany. Wąsowska jest oczywiście ważną postacią także w powieści, tutaj jednak ta postać zostaje wprowadzona wcześniej, a jej relacje z Izabelą oraz Wokulskim stają się kluczowe dla fabuły. W filmie wyraźnie widzimy dramat polegający na tym, że ognista i doświadczona Wąsowska byłaby dla Wokulskiego lepszą partnerką. Serce jednak chce tego, czego chce.

Jak na to, że jest to adaptacja filmowa ośmiuset stronicowej powieści, jest ona wręcz zdumiewająco wierna wobec oryginału. Oczywiście, pewne wątki zostały wyeliminowane. Ofiarą cięć padł (podobnie jak w serialu Netfliksa) pamiętnik starego subiekta. Jednak z drobnych wzmianek oraz z zachowania Rzeckiego w sekwencji pojedynku uważny widz może odtworzyć sobie jego militarną przeszłość. Nie ma także wątku pani Stawskiej, która w książce staje się przeciwwagą dla Izabeli, oraz (przynajmniej zdaniem Rzeckiego) idealną potencjalną partnerką dla Stacha. Tutaj niektórymi elementami charakterystyki Starskiej obdarzono Wąsowską, co moim zdaniem dobrze wpływa na spójność i dynamikę głównego wątku.

Brakuje też takich wątków pobocznych, jak konflikty małżeńskie baronostwa Krzeszowskich czy życie mieszkańców kamienicy Łęckich (w tym nieustanna wojna podjazdowa studentów z Krzeszowską). Doceniam te decyzje adaptacyjne podjęte przez reżysera (który jest również współscenarzystą filmu) oraz przez jego współpracowników Łukasza Światowca oraz Piotra Sobocińskiego jra (który z kolei łączy funkcje operatora i współscenarzysty). Jeśli chodzi o nowe sceny wprowadzone przez twórców, uwagę zwraca scena otwierająca, w której widzimy, w jaki sposób Wokulski dorobił się majątku na wojnie.

Bardzo doceniam także wprowadzenie do tej Lalki odrobiny oddechu dzięki poczuciu humoru. Show kradnie tu jedna postać i jest to pani Melitonowa (Agata Kulesza). Z trzecioplanowej postaci, która w powieści jest zarysowana w kilku zdaniach, wybitna aktorka tworzy prawdziwą kreację. Jej Melitonowa to postać z krwi i kości, która zostaje przewodniczką Wokulskiego w świecie arystokracji. Melitonowa zna zasady salonowej gry, ale traktuje ją ironicznie i z dystansem. Być może dlatego ma takie sukcesy. Jest w swojej postawie współczesna i bardzo sympatyczna, a jej okrzyk „Brałabym!” na widok ubranego w nowy garnitur Wokulskiego jest moim zdaniem na prostej drodze do zostania memem.

Z kolei postaci negatywne, a więc baron Krzeszowski (Borys Szyc) i Kazimierz Starski (Mateusz Damięcki) wydają się przeszarżowane. Brakuje im zrozumiałych motywacji oraz konsekwentnego przebiegu. Są źli dlatego, że są źli. Ten sam zarzut można notabene postawić antagonistom w Lalce serialowej. W serialu Netfliksa Krzeszowski (Piotr Adamczyk) oraz Starski (Piotr Pacek) także sprawiają wrażenie operetkowych zbrodniarzy, którzy tupią nogami i knują zgubę głównych bohaterów po prostu dlatego, że taka rola przypadła im w scenariuszu.

Mimo drobnych zastrzeżeń uważam, że filmowa Lalka to szlachetna, klasyczna adaptacja. Widzimy na ekranie pietyzm w oddaniu realiów epoki, z przyjemnością patrzymy na wybitnych aktorów, którzy zapadają w pamięć nawet w najmniejszych epizodach. Doceniam też udane próby nadania opowieści tempa dzięki sekwencjom montażowym (np. przygotowania Wokulskiego do balu czy scena na wyścigach konnych) oraz epicki oddech scen zbiorowych i plenerów. Filmowa Lalka ma tę dodatkową zaletę, że spodoba się właśnie tym segmentom widowni, które odrzuciły Lalkę Netfliksa. Jeśli jakikolwiek film kostiumowy może sprawić, że w 2026 roku miliony widzów pójdą w Polsce do kin, to na pewno jest to właśnie ta wersja Lalki.

A więc która?

Urzędowska czy Drzymalska? Schuchardt czy Dorociński? Dębska czy Cielecka? Mogłabym wypełnić teraz całą stronę tekstu podobnymi pytaniami. Wszyscy będziemy o tym dyskutować i bardzo często będą to dyskusje pozbawione wyraźnego zwycięstwa i satysfakcjonującej pointy.

Porównywanie dwóch nowych adaptacji Lalki jest jak porównywanie jabłek z gruszkami. Jedne i drugie mają swoje zalety, a walczące ze sobą grupy fanów jabłek i gruszek nigdy się nawzajem nie przekonają. To jest naprawdę kwestia gustu. Dla tych, których Lalka Netfliksa przeraziła, zniesmaczyła i zszokowała mamy teraz idealny lek na uspokojenie: jest to seans Lalki filmowej.

Pojedynek dwóch Lalek to jedna z lepszych rzeczy, które od bardzo długiego czasu zdarzyły się polskiej kulturze popularnej. Dzięki temu, że oba te projekty powstały jednocześnie i że są tak różne, dyskutujemy teraz wspólnie o Lalce Prusa,  o możliwościach i ograniczeniach adaptacji literatury,  o naszym stosunku do polskiej klasyki i o tym, jak wyglądało życie w XIX wieku. Oburzamy się i zachwycamy. Dzięki jakiejś niebywałej koniunkcji planet zamiast jednej nowej adaptacji Lalki (która przecież i tak byłaby wielkim wydarzeniem) dostaliśmy aż dwie i do tego bardzo różne. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.

Anna Gutowska
Anglistka, badaczka adaptacji filmowych literatury

Pracuje jako adiunktka na Uniwersytecie SWPS oraz jako specjalistka ds. developmentu w Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie, gdzie zajmuje się ocenianiem nowych projektów scenariuszowych. Jest członkinią zarządu międzynarodowego stowarzyszenia badaczy adaptacji Association of Adaptation Studies. Jej zainteresowania naukowe obejmują kino biograficzne oraz adaptacje filmowe literatury dziewiętnastowiecznej.

Tagi:
Wydanie: 20260926

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
2
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x