Ta 86-minutowa chińska animacja wydawała się skazana na porażkę. Według opisu na Filmwebie Niu Lai to opowieść o „skowronku, który obserwuje dorastanie płochliwego młodego cielaka”. Po przetłumaczeniu na polski tytuł brzmiałby: Krowa nadchodzi.
Animacja jak niedomalowana, dialogi niczym z innego wymiaru, fabuła o logice twojego eks, który tłumaczy, gdzie był, gdy nie było go tam, gdzie obiecał być i dlaczego to wszystko łączy się z nową częścią GTA, a tak w ogóle, to przeprasza, że zapomniał o twoich urodzinach (mniej więcej).
Niu Lai pojawił się w chińskich kinach 5 sierpnia. Wskoczył na ekrany siłą dobrych chęci, bo produkcja ledwo zipała – bez kampanii i promocji udało się zrobić zaledwie kilkaset pokazów i zarobić około 7700 juanów. Wyglądało na to, że Niu Lai zakończy swój żywot jako niezbyt udana animacja dla koneserów przygód cielaków.
Ale wydarzyła się magia.
Tak złe, że aż dobre
Fragmenty filmu pojawiły się na platformach społecznościowych. Ludzie komentowali coraz żywiej, z rosnącym większym niedowierzaniem: coś takiego trafiło do kin? Coś takiego w ogóle powstało?
Estetyka Niu Lai to niedorobione Teletubisie, które spotkały stado kanciastych krów z Minecrafta. Kilka najpopularniejszych scen z filmu okrąża cały świat za pośrednictwem Instagrama i TikToka. Wiele z nich to kilka sekund nagranego ekranu w kinie, podczas których słychać, że ludzie na sali umierają ze śmiechu. I trudno reagować inaczej – wszystko to wygląda tak, jak gdyby ożywić kolorowankę sześciolatka i tchnąć w nią fabułę wiersza napisanego w liceum. Toporne modele krów, sztywne ruchy, dziwaczne proporcje, absurdalne dialogi – to tylko jedne z wielu niesamowitych atutów Niu Lai.
Tyle wystarczyło. Całą resztą zajęła się logika platform społecznościowych zwana: im gorzej, tym lepiej. W połowie miesiąca film stawał się coraz popularniejszy, a na koniec sierpnia sytuacja prezentuje się następująco: film dorobił się około 50 milionów juanów i ponad dwóch milionów widzów. W dziennych rankingach chińskiego box office zaczyna konkurować z Odyseją, a dystrybucja zostaje przedłużona do 4 października. Twórcy filmu, oczywiście, nie byli na to gotowi, więc pracownicy kin sami, własnoręcznie, narysowali plakaty promujące film. To pasuje do całej estetyki Niu Lai i tylko ją umemicznia.
Absolutnym szałem zareagowały nie tylko platformy społecznościowe. Oprócz oczywistych oznak popularności, takich jak memy, cosplay i zabawki inspirowane animacją, wzrosły też notowania spółek, których nazwy zawierały znak kojarzony z tytułem Niu Lai. Akcje te, bez żadnego związku biznesowego z produkcją, łączyło z filmem tylko jedno – znak pisma chińskiego, fonetyczne „niu”, występujący w tytule i kojarzący się po chińsku z „bykiem”, a więc z hossą. Z tego powodu chiński dziennik nadzorowany przez Ludowy Bank Chin wydał ostrzeżenie: wyjście do kina jest nieszkodliwe, ale pokładanie nadziei w słowie „byk” to już myślenie życzeniowe.
Oglądanie treści dla szydery zawsze miało się wyśmienicie – nieważne czy to rok 2006 i seans Wielkiego Miksu YouTube’a, czy oglądanie w 2026 roku, jak mała dziewczynka opowiada o zasadach nocowanki u niej w domu. Jeśli dodamy do tego znużenie wymuskaną, gubiącą palce estetyką AI, okazuje się, że Niu Lai trafiło na bardzo dobry grunt – widza znużonego.
Choć być może tak naprawdę większość roboty zrobił „związek X” – magiczny składnik, który wdarł się prosto w serca widzów. Niu Lai zostało stworzone przez dwie osoby: syna i matkę.
Human slop lepszy niż AI slop?
34-letni Xin Yumeng odpowiada m.in. za animację i montaż, jego mama, Sun Lifang, napisała scenariusz i stworzyła piosenkę końcową. Ich proces twórczy trwał około pięciu lat. Gdy widzowie dowiedzieli się o tym, pokochali dzieło ze wszystkimi niedoskonałościami. Pojawiło się coraz więcej komentarzy doceniających kunszt produkcji – to gówno, ale za to piękne gówno, trochę ściek, trochę strumień świadomości, a może nawet wielka sztuka? Nieistotne.
Niu Lai, uroczo naiwny i dziwnie nieporadny, jest inny niż przynoszące duże zyski filmy. Dryfuje gdzieś między chmurkami i krowami, które przeskakują przez rzekę z taką lekkością, jak gdyby umiały latać. A wszystko to i tak lepsze niż AI.
Niektórzy nazywają go ludzką wersją slopu, ale uważam, że to nieuczciwe. Slop oznacza papkę, produkowane masowo i bezrefleksyjnie treści, a nie można odmówić Niu Lai kunsztu i refleksji.
Przejedliśmy się AI slopem. Co bardziej zażarci reagują alergicznie na samo podejrzenie ingerencji AI w grafikę, jak to się dzieje w przypadku muralu Bolesława Chrobrego w Gnieźnie. Ostatnio mural odsłonięto, a dyskusja o AI-owym stylu rozpoczęła się po raz kolejny. Wściekłość na AI nie gaśnie w przypadku restauracji, które potykają się o prompt i siłą rozpędu generują z Chatem GPT identyfikacje graficzne lokali (na budynku restauracji Grind & Unwind w San Francisco, która uraczyła gości AI wersją menu, ktoś napisał sprayem „seriously?”).
Właśnie w takim momencie, bez ostrzeżenia, wjechała Najgorsza Animacja Świata.
Niu Lai to tęsknota za bazgrołami, starą grą wideo i bunt przeciwko bezosobowym slopom. Wobec nich można być bezdusznym, bo korzystając z AI, ludzie dają z siebie mniej niż 30 procent – prompt wklepany, można odpalać CSa. Znacznie trudniej przejść obojętnie obok pięcioletniej pracy matki i syna.
Nie oszukujmy się: jeśli się postarać, AI wygenerowałoby coś podobnie absurdalnego. W zasadzie już stworzyło – ktoś wygenerował Niu Lai w wersji AI, ale jest gorsze niż oryginał i tym razem w ten zły sposób. Ostatecznie oryginalna wersja Niu Lai zwycięża tym, że komuś w ogóle się chciało i doprowadził projekt do końca. W pomyśle na animację czuć żywego człowieka bardziej niż w autofikcjach, a zestawiając Niu Lai z zaśmiecającymi internet brzydactwami AI, można dojść do wniosku: lepsze coś brzydkiego, ale ludzkiego.
Nie wiadomo, czy animacja zaszczyci kina w Polsce, liczę, że pokusi się o nią cykl „Najlepsze z Najgorszych”. Na razie można się delektować tylko fragmentami nagranymi w kinie z ręki, ale czuję, że całość obejrzana na jednym posiedzeniu byłaby tak złodobra, że można zapomnieć, jak wygląda prawdziwa krowa.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!