🌊 26 sierpnia potężna fala powodziowa uderzyła w południowy Tybet, a następnie przeszła przez granicę i zalała nepalski dystrykt Rasuwa. Zniszczyła zabudowania, drogi i mosty wzdłuż rzek Bhote Koshi i Trishuli; według najnowszych danych w Nepalu zginęło ponad tysiąc osób, a blisko cztery tysiące wciąż uznaje się za zaginione.
🏔️ Bezpośrednią przyczyną katastrofy było osunięcie ogromnej masy skał i lodu ze zbocza w Himalajach. Gruz zablokował rzekę, tworząc tymczasowe jezioro, którego późniejsze przerwanie wywołało gwałtowną falę powodziową.
❄️ Himalaje, Karakorum i Hindukusz tworzą największe poza biegunami skupisko lodu i śniegu na Ziemi, nazywane Trzecim Biegunem. Z zasobów wodnych tego regionu korzystają ponad dwa miliardy ludzi w szesnastu krajach Azji.
🌡️ Wysokie góry Azji ocieplają się, a lodowce tracą masę coraz szybciej. Naukowcy wskazują, że topnienie lodu i wnikanie wody roztopowej w szczeliny skalne może zwiększać ryzyko osunięć i gwałtownych powodzi.
Arjun Poudel, dziennikarz z Kathmandu, był w drodze do redakcji, kiedy zadzwoniła do niego żona. Powiedziała, że w Sole Bazaar, jego rodzinnej wiosce, doszło do tragedii. Że ludzie mówią, że woda zabrała wszystko. Nie uwierzył jej.
Wieś leżała prawie sto metrów nad korytem rzeki Trishuli. Żadna powódź, jaką pamiętano, nigdy nie sięgnęła tak wysoko. Poudel sprawdził jeszcze serwisy informacyjne, by upewnić się, że to pomyłka. Zamarł, gdy przeczytał o masywnej powodzi. Zaczął dzwonić do wszystkich członków rodziny po kolei, ale nikt nie odbierał. W końcu dodzwonił się do szwagierki i usłyszał: „We wiosce nie zostało nic, większości ludzi już nie ma”.
Olbrzymia fala powodziowa uderzyła 26 sierpnia w hrabstwo Gyirong w południowym Tybecie. Wkrótce potem zmiotła z powierzchni ziemi przejście graniczne pomiędzy Chinami a Nepalem i zalała nepalski dystrykt Rasuwa, niszcząc zabudowania i infrastrukturę na odcinku 72 kilometrów, wzdłuż rzek Bhote Koshi i Trishuli. Ciała ofiar woda niosła jeszcze 240 kilometrów dalej, aż do Indii. Według najnowszych danych w Nepalu zginęło ponad tysiąc osób, a blisko cztery tysiące wciąż uznaje się za zaginione. Po chińskiej stronie granicy, w Regionie Autonomicznym Tybetu, zginęło kilkanaście osób, a setki wciąż pozostają nieodnalezione.
Gdzie to się zaczęło?
Naukowcy z ICIMOD, międzynarodowego ośrodka badającego góry Azji Południowej, ustalili, że bezpośrednią przyczyną katastrofy było oderwanie się ogromnej masy lodu i skał wysoko w Himalajach, na zboczu na północ od Langtang Lirung – jednego z najwyższych szczytów pasma Langtang, wznoszącego się ponad 7200 metrów nad doliną, którą zeszła fala. Wstrząs, jaki temu towarzyszył, zarejestrowały sejsmometry na całym świecie.
Według Umesha Haritashyi, geologa, profesora Uniwersytetu Dayton w Ohio, który analizował zdjęcia satelitarne z regionu, lawina w paśmie Langtang była preludium do katastrofy. Oderwana masa skalno-lodowa runęła do koryta rzeki, spiętrzając wodę i tworząc prowizoryczną tamę z gruzu. Kilka dni później ta prowizoryczna tama pękła, a jezioro, które zdążyło się za nią uformować, rozlało się z ogromnym impetem, tworząc masywną falę powodziową porównywaną do „błotnego tsunami”. Katastrofa miała więc dwa akty, rozdzielone kilkoma dniami ciszy, w których nikt nie wiedział jeszcze, że najgorsze dopiero nadejdzie. Zespół geologów, z którymi współpracuje Haritashya, zwrócił też uwagę na podejrzanie niewielką ilość śniegu w rejonie zbocza Langtang Lirung. Woda z roztopów prawdopodobnie wsiąkła w szczeliny skalne, powodując poluźnienie i ułatwiając oderwanie się mas skalnych.
Tegoroczna powódź była z pewnością jedną z najgorszych w historii regionu. Problem w tym, że uznając ją za „powódź stulecia” i traktując jako jednorazową anomalię, tracimy z oczu szerszy kontekst. Bo to nie pierwsza taka powódź w tym miejscu. Jak zwracała uwagę Saswata Sanyal, specjalistka ds. redukcji ryzyka katastrof w ICIMOD, dolina rzeki Lhende, dopływu Bhote Koshi, została zalana już po raz drugi w ciągu niespełna czternastu miesięcy. O poprzedniej powodzi nie było głośno, bo jej skala nie była na tyle duża, by zainteresować międzynarodowe media.
Trzeci Biegun
Himalaje, Karakorum i Hindukusz tworzą razem największe poza biegunami skupisko lodu i śniegu na Ziemi. Dlatego region ten bywa nazywany Trzecim Biegunem. Tyle tylko, że w przeciwieństwie do dwóch pozostałych biegunów ten jest zamieszkany przez miliony ludzi, którzy są w dużej mierze zależni od śniegu i lodu gromadzącego się wysoko w górach.
Topniejący śnieg i lód zasilają najważniejsze rzeki Subkontynentu – Indus, Ganges i Brahmaputrę, dostarczając średnio jednej czwartej ich rocznego przepływu. Według szacunków ICIMOD z wód spływających z Trzeciego Bieguna korzystają ponad 2 miliardy ludzi w szesnastu krajach – 240 milionów w samych górach, a niemal 1,65 miliarda niżej, w dolinach rzek. Na krótką metę cieplejszy klimat może oznaczać więcej wody, bo więcej lodu topnieje. Ale kurczące się lodowce w przyszłości będą dostarczać coraz mniej wody. I będą coraz bardziej nieprzewidywalne.
Badacze z Lamont-Doherty Earth Observatory na Columbia University, porównując odtajnione zdjęcia satelitarne CIA z lat 70. ze współczesnymi danymi, ustalili, że w latach 1975-2016 lodowce himalajskie straciły około jednej czwartej swojej masy, a tempo topnienia po 2000 roku było dwukrotnie wyższe niż w poprzedzającym je ćwierćwieczu. Najnowszy raport ICIMOD z 2026 roku potwierdza ten kierunek: podwojenie tempa utraty lodu od 2000 roku i miejscami do 27 metrów grubości lodu utracone od 1975 roku. Naukowcy mówią przy tym raczej o zagrożeniu dla zaopatrzenia w wodę i rosnącym ryzyku katastrof niż o pewnych wyrokach. „Nie każde topnienie kończy się katastrofą. Ale rosnące temperatury z roku na rok coraz mocniej przechylają szalę: coraz więcej zboczy traci swoje lodowe spoiwo, coraz więcej wody roztopowej wnika w szczeliny, a prawdopodobieństwo katastrofalnego załamania rośnie” – jak ujął cytowany wcześniej Haritashya w artykule dla „The Conversation”.
Tegoroczna powódź w Nepalu była wyjątkowa, jeśli chodzi o liczbę ofiar śmiertelnych i skalę poczynionych zniszczeń, ale powodzie spowodowane topnieniem wiecznej zmarzliny i lawinami zdarzają się coraz częściej. Zaledwie czternaście miesięcy wcześniej, 8 lipca 2025 roku, znacznie mniejsza powódź na tej samej rzece – Lhende – zniszczyła ten sam most graniczny w Rasuwagadhi i zabiła 19 osób. W 2023 roku osunięcie skalne doprowadziło do przerwania jeziora South Lhonak w indyjskim Sikkimie, uwalniając ponad 50 milionów metrów sześciennych wody, która pochłonęła 55 ofiar i zmiotła 25 tysięcy budynków oraz ponad 30 mostów. W 2021 roku w indyjskim Uttarakhandzie podobne topnienie prawdopodobnie doprowadziło do oderwania się wielkiej płyty lodu i skał ze zbocza Ronti Peak. Największą skalę miały jednak powodzie w Pakistanie latem 2022 roku – wywołane przede wszystkim rekordowymi opadami monsunowymi, ale wzmocnione przyspieszonym topnieniem lodowców w Gilgit-Baltistanie, gdy w maju tego samego roku pękła zapora lodowa jeziora przy lodowcu Shisper. Woda zalała wtedy jedną trzecią kraju, zabijając ponad 1700 osób, a miliony pozbawiając domów.
Odpowiedzialność zbiorowa
Mieszkańcy Trzeciego Bieguna w znikomym stopniu przyczynili się do zmian klimatycznych, które teraz przekształcają ich otoczenie i zagrażają życiu w regionie. „Mimo że odpowiadamy za zaledwie 0,1 procent globalnych emisji, mieszkańcy Nepalu stali się głównymi ofiarami zmiany klimatu” – mówił w ubiegłym tygodniu Shisir Khanal, przedstawiciel nepalskiego rządu, komentując skutki powodzi. Brzmi to podobnie do słów wypowiedzianych cztery lata temu po powodzi w Pakistanie przez Sherry Rehman, ówczesną pakistańską ministrę ds. zmiany klimatu: „Kraje dotknięte zmianą klimatu, których ślad węglowy stanowi mniej niż jeden procent globalnych emisji gazów cieplarnianych, nie powinny dźwigać ciężaru cudzego wkładu”. Rehman stała się mocnym głosem w walce o utworzenie Funduszu Strat i Szkód, który powstał podczas COP27. Katmandu wysłało już formalne pismo do Funduszu z prośbą o rekompensatę za straty i szkody związane z globalnym ociepleniem.
Nepal i Pakistan łączy nie tylko podobny apel o zapomogę po wielkiej powodzi. W obu krajach, ale też w całym regionie, szybsze niż w wielu innych miejscach tempo zmian klimatycznych wymusza adaptację do nowych warunków. To oznacza przenoszenie osiedli, odbudowę dróg i mostów, których po powodzi po prostu nie ma – tak jak w dystrykcie Rasuwa, gdzie zerwane zostały niemal wszystkie mosty łączące wioski z siedzibą dystryktu, a droga dojazdowa przestała istnieć. Oznacza zmianę modelu produkcji żywności, utratę źródeł dochodu, życie bez prądu, bez internetu, bez dostępu do lekarza. Czasem oznacza wyjazd.
Bo co innego można zrobić, gdy pozostanie w miejscu, w którym twoja rodzina mieszkała od pokoleń, staje się coraz bardziej ryzykowne? Powódź w Nepalu nie musi być wydarzeniem, które poskutkuje masową migracją. Ale może być zapowiedzią przyszłości, w której niestabilność środowiska stopniowo zawęża krąg miejsc, w których w ogóle da się bezpiecznie żyć.
Kryzys dwóch prędkości
Z perspektywy eurocentrycznej wygląda to tak: Nepal leży w regionie, w którym zmiany klimatyczne będą odczuwalne szybciej i bardziej. Wpływ na to mają między innymi geografia, ubóstwo, infrastruktura oraz sposób zagospodarowania terenu. Jednak regiony najbardziej narażone na skutki globalnego ocieplenia jednocześnie są zwykle najmniej za nie odpowiedzialne. Mieszkańcy Trzeciego Bieguna ponoszą konsekwencje kryzysu wywołanego przede wszystkim przez kraje uprzemysłowionej czy też postprzemysłowej globalnej Północy.
Co prawda fale gorąca coraz bardziej dają nam się we znaki także w Europie, ale nasza adaptacja do zmian klimatycznych w porównaniu z Nepalem wygląda dość abstrakcyjnie: transformacja energetyczna, ceny uprawnień do emisji, samochody elektryczne, pompy ciepła, cele na 2030 i 2050 rok. W Nepalu adaptacja to pytanie, czy warto odbudować dom w miejscu, w którym stał od pokoleń. Czy opłaca się naprawiać most, jeśli za rok kolejna powódź może go znowu zmyć? Zmiana klimatu ma więc dwie prędkości. Jedna to prędkość wykresów, negocjacji i kolejnych szczytów klimatycznych. Druga to prędkość wody schodzącej z gór.
Kiedy Arjun Poudel dowiedział się, że jego rodzinna wieś zniknęła, najpierw pomyślał, że to niemożliwe. Być może właśnie tego rodzaju niedowierzanie będzie coraz częściej towarzyszyć mieszkańcom Trzeciego Bieguna. Nie dlatego, że nie wiedzą, czym jest zmiana klimatu, lecz dlatego, że trudno uwierzyć, że może im zabrać tak wiele, tak nagle.
*
Przy pisaniu korzystałam z: ICIMOD, „Kyirong-Rasuwa Flood 2026” (icimod.org); The Kathmandu Post, „I watched my village disappear in an instant” (Arjun Poudel, 27.08.2026); Umesh Haritashya, „When a mountain falls: How ice and rock triggered Nepal’s catastrophic flood – and why climate change is raising the risks”, The Conversation, 29.08.2026.
**
Klaudia Khan – dziennikarka, pracowniczka humanitarna, wcześniej nauczycielka, wieczna studentka. Mieszka głównie w Polsce i w Pakistanie. Pisze przede wszystkim o ludziach (tych związanych z ziemią oraz tych, którzy zmuszeni są migrować) oraz o przyrodzie i lekcjach płynących z obcowania z nieludzkimi istotami.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!