Jakub Szafrański: Jako „Nasz Rzecznik”, koalicja blisko 170 organizacji działających na rzecz niezależności Rzecznika Praw Obywatelskich, wykonaliście ogrom pracy, przygotowując propozycję standardów wyboru RPO. Tyle że termin zgłaszania kandydatur ustalony został na 23 czerwca, a w połowie czerwca kandydatów wciąż nie znamy.
Anna Duniewicz: Czekamy na te ogłoszenia i obawiamy się zakulisowych, partyjnych targów, które mogłyby skompromitować proces wyboru i sam urząd. O tym, jak poważne jest ryzyko, przekonaliśmy się ostatnim razem, w 2021 roku.
Co się wówczas stało?
Rzecznika wybrano dopiero przy szóstej próbie. Było to poprzedzone skandalami, na które zwróciły uwagę międzynarodowe organizacje i instytucje.
Przeszło 1200 organizacji społecznych popierało wówczas kandydaturę Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz. Zjednoczona Prawica postanowiła ją przeczołgać i upokorzyć. W internecie krążyło zdjęcie, na którym widać, jak podczas wielogodzinnego oczekiwania na rozstrzygnięcia zmuszono ją do siedzenia na sejmowej podłodze. To było symboliczne ignorowanie najbardziej podstawowych, ludzkich potrzeb, pokazujące stosunek parlamentarzystów prawicy do kwestii praw człowieka jako takich.
PiS zwalczał Adama Bodnara i upokarzał Rudzińską-Bluszcz, ale gdy przyszło do konieczności wyboru nowego rzecznika, nie miał kandydata ani nawet pomysłu, gdzie go znaleźć.
Propozycja PiS-u, czyli kandydatura wiceministra spraw zagranicznych, Piotra Wawrzyka, była skandaliczna. Był to nie tylko funkcjonariusz partyjny, ale też, jak się później okazało, bohater afery wizowej, podejrzany o organizację procederu przyznawania wiz wjazdowych do Polski w zamian za łapówki. Dlatego chcemy, by procedurę publicznych wysłuchań kandydatów na stanowisko RPO na stałe wpisano do regulaminu Sejmu. Dzięki temu unikniemy kompromitacji przy tych i kolejnych wyborach.
Spekuluje się już na temat nazwisk, ale przede wszystkim w mediach widać, że z góry założone są tu targi i strategie współprac pomiędzy ugrupowaniami. Dzieje się dokładnie to, przed czym przestrzega wasza organizacja.
Ten założony przez prasę kontekst jest niepokojący, ale jest wyrazem niecierpliwości, którą wobec zbliżającego się upływu terminu zgłaszania kandydatów można zrozumieć. W medialnych spekulacjach pojawiało się tylko jedno nazwisko, czyli Sylwia Grzegorczyk-Abram.
Chwilę temu potwierdzone oficjalnie. To zła kandydatura?
To kandydatura, która na pewno spełnia wszystkie ustawowe kryteria. Sylwia Gregorczyk-Abram to wyrazista, skuteczna prawniczka, od lat zaangażowana w obronę praw człowieka i praworządności, co budzi silny opór polskiej prawicy. Jesteśmy bardzo ciekawi jej odpowiedzi na pytania podczas wysłuchań i w obszernym kwestionariuszu, który opracowała inicjatywa „Nasz Rzecznik”. Na tej podstawie wszyscy będą mogli ocenić wizję urzędu RPO, jaką ma mecenas Gregorczyk-Abram, a jej odpowiedzi – tak jak odpowiedzi innych osób kandydujących – będziemy udostępniać na naszej stronie.
Czy polskie społeczeństwo jest chętne do uczestnictwa w wyborze rzecznika? Do głośniejszego podnoszenia tematu praw człowieka?
Bardzo chcemy społeczeństwo w ten wybór jak najbardziej angażować, a przy okazji mówić o łamaniu w Polsce praw człowieka. Akcja Demokracja, współprowadząca kampanię na rzecz wyborów RPO, otworzyła specjalną petycję, którą może podpisać każda zainteresowana osoba, aby poprzeć nasze postulaty o dochowaniu najwyższych standardów wyboru RPO. W trakcie kampanii mówimy też o tym, co RPO może zrobić dla nas, zwykłych ludzi. Nie tylko obywateli/obywatelek, ale wszystkich mieszkających w Polsce.
To ważne chociażby w kontekście tego, że coraz bardziej istotnym problemem jest wzmagający się resentyment i głośne kwestionowanie sensu pomocy uchodźcom z Ukrainy. To tendencja, która opiera się argumentom liczbowym i statystykom. Wiemy, że osoby z Ukrainy nie tylko nie obciążają, ale znacząco wspierają budżet naszego kraju. Niestety rząd stara się odpowiadać na radykalizację prawicowego elektoratu, idąc na ustępstwa i raz na jakiś czas robiąc gesty wspierające antyukraińską narrację.
Przygotowując się do rozmowy, zerknąłem na waszego Facebooka, a tam akurat wybuchł jakiś sztorm. Chodzi o post z nagraniem wypowiedzi Oleny Dekhtiar z Fundacji DOM tam gdzie TY.
21 maja zorganizowaliśmy razem z Akcją Demokracją konferencję prasową pod Sejmem. Była ona inauguracją kampanii na rzecz standardów wyboru RPO. Do udziału w konferencji zaprosiliśmy gości z organizacji rzeczniczych, które działają w inicjatywie „Nasz Rzecznik”. Olena opowiadała o trudnościach prawnych i administracyjnych, z jakimi spotykają się mieszkający w Polsce obywatele i obywatelki Ukrainy.
Ukrainka narzekająca na Polskę akurat w momencie, gdy prawicowi politycy po raz kolejny eksploatują antyukraińskie sentymenty związane z Wołyniem?
Opublikowaliśmy osiem wypowiedzi, jednak wyłącznie pod nagraniem z Oleną pojawiła się jakaś niebywała ofensywa nienawiści. W reakcji na pierwsze komentarze napisaliśmy, że te wulgarne, obraźliwe oraz wpisujące się w putinowską propagandę będą usuwane. To dolało oliwy do ognia i poszło bardzo szeroko.
Ale były tam również głosy wyrażające obawy, które boją się, że budżetowe wspieranie ukraińskich uchodźców uszczupla skandalicznie niskie zasoby innych instytucji pomocowych. Tych komentarzy nie usuwaliśmy.
W czasach masowego, dobrze opisanego procederu używania botów do podsycania nienawistnych nastrojów w internecie, naiwnością byłoby przypuszczać, że zasięg tego posta był spontaniczną emanacją opinii publicznej.
Chyba że była to emanacja niewiedzy na temat tego, czym jest instytucja Rzecznika Praw Obywatelskich. Dlaczego polski RPO ma interesować się obywatelami Ukrainy?
Praca Rzecznika Praw Obywatelskich nie dotyczy tylko obywateli kraju, tylko jego wszystkich mieszkańców. Każda przebywająca na terytorium Polski osoba, która czuje się niesprawiedliwie potraktowana przez którąś z instytucji publicznych, może drogą telefoniczną lub przez formularz na stronie internetowej złożyć skargę do biura RPO i oczekiwać jej rozpatrzenia.
Brzmi prosto, ale jest to funkcja zorganizowana na przecięciach polityki społecznej, parlamentarnej i prawa międzynarodowego. Ale kontynuując tłumaczenie tej funkcji od podstaw…
Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich to miejsce, do którego można zgłaszać naruszenia swoich praw na linii człowiek-instytucja. Rzecznik nie zajmuje się jedynie sprawami osób z tzw. grup wrażliwych, czyli np. osób z niepełnosprawnościami, starszych czy LGBT+. Niejednokrotnie w obecnej kadencji RPO podejmował sprawy, które dotyczyły codziennego łamania praw człowieka i obywatela, np. refundacji pomp insulinowych dla dorosłych z cukrzycą, problemów ze świadczeniami dla osób z niepełnosprawnościami i opiekunów rodzinnych albo prawa mieszkańców do kontaktu z radnymi.
Trzeba zaznaczyć, że RPO jest urzędem dysponującym potężnymi narzędziami, działającymi ponad konstytucyjnie rozdzielnymi elementami władzy demokratycznej. Choć nie ma inicjatywy ustawodawczej, może kierować wystąpienia generalne do organów państwa, odnosić się do rządowych projektów ustaw i opiniować je. Może przyłączyć się do postępowania sądowego, ale też upominać się o równość praw jednostki względem potężnych grup interesu, takich jak właściciele ferm przemysłowych. Rzecznik ma też mocną pozycję do każdorazowego nagłaśniania przypadków łamania praw człowieka. Warto korzystać z jego pomocy i nagłaśniać taką możliwość.
Najwięcej dla nagłośnienia istnienia RPO zrobił wspomniany Adam Bodnar, ale było to jednoznacznie skojarzone z opozycją względem rządów Prawa i Sprawiedliwości. Bodnar mógł twierdzić, że występuje jedynie w obronie praw człowieka i obywatela oraz ustroju, ale kontekst, w jakim to się działo, a następnie jego decyzja o przyjęciu teki ministra sprawiedliwości przypisały go na stałe do obozu Donalda Tuska. Czy przy dzisiejszej skali nieufności i polaryzacji da się kogoś przekonać, że rzecznik nie jest tylko kolejnym partyjnym nominatem?
Nie powinien być i jest bardzo ważne, aby nie był. Nie można sprowadzać RPO do roli pionka w partyjnej grze. Nie obejdziemy tego, że wyboru dokonuje Sejm, ale możemy wprowadzić standardy, których parlamentarzyści zobowiążą się dotrzymywać i dbać o transparentność procedur tego wyboru, by można ich było z tego rozliczyć.
Zależy nam również, by kandydująca osoba musiała wykazać się polityczną niezależnością. To niezbędne, by rzecznik albo rzeczniczka mogła swobodnie wejść w spór z władzą, gdy będzie to zasadne. Każda osoba lub organizacja społeczna powinna móc liczyć na bezstronnego sojusznika.
To postulaty. A jakie są pomysły na ich egzekucję?
Chcielibyśmy, jako osoby aktywistyczne i jako organizacje, móc aktywnie włączyć się w wybór poprzez możliwość odpytywania kandydatów. Chcemy poznać ich opinie w kwestiach ważnych dla nas oraz reprezentowanych przez nas osób.
Ale zadawanie pytań pozwala też poczuć moc bycia prawdziwie słyszanym. To wzmocnienie jest szczególnie istotne w grupach, które doświadczają marginalizacji i muszą dobijać się do instytucjonalnych drzwi. Takie wysłuchania odbywałyby się w przestrzeni parlamentu, co dodaje im powagi. Żeby do tego doszło, potrzebujemy przychylności marszałków Sejmu i Senatu. 28 kwietnia zwróciliśmy się z oficjalnymi prośbami do tych urzędów i niemal od razu dostaliśmy pozytywne odpowiedzi. Teraz czekamy na ich realizację i konkretny termin wysłuchań.
Jakie są najpilniejsze wyzwania, jakie widzisz przed nowym RPO?
Chcemy, żeby ten urząd nie był fasadowy. Żeby mógł sprawnie odpowiadać na kilkadziesiąt tysięcy wniosków składanych rocznie, miał ludzi w Krajowym Mechanizmie Prewencji Tortur, którzy będą wizytowali miejsca detencji, by mógł rzeczywiście stać na straży Konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami czy mógł prowadzić badania, jakich teraz wymaga nowelizacja ustawy o pomocy społecznej.
By to wszystko się zadziało, urząd musi być odpowiednio dofinansowany. Dlatego w trakcie naszej kampanii apelujemy również o odpowiednie środki finansowe dla biura RPO, zasoby kadrowe adekwatne do skali zadań nałożonych na ten urząd.
Atmosfera nie jest chyba szczególnie sprzyjająca.
Rządzący wymawiają się zwiększonymi nakładami na obronność, by pozwalać sobie na zaniechania w sprawach obywatelskich. Ten sam problem dotyczy niemal wszystkich organizacji rzeczniczych, którym jest bardzo trudno.
Ogromnym problemem była decyzja Donalda Trumpa o zamrożeniu funduszy USAID. To były ważne środki wspierające walkę z rozmaitymi wykluczeniami, wspierające grupy zagrożone i marginalizowane. Wiele organizacji, zmuszonych walczyć o przetrwanie, zamiast działać, wpada w projektozę, czyli nieustanną walkę o granty, od których uzależnione są możliwości funkcjonowania i warunki pracy. Nigdy nie wiadomo, czy wniosek przejdzie, czy nie, a pracownicy obawiają się jutra. Grantów jest niewiele, więc sojusznicze organizacje muszą ze sobą konkurować.
A jak wygląda dziś, ponad rok przed wyborami, współpraca z polskimi władzami?
Rząd nie zrealizował wielu obietnic, na których wybił się do władzy. Mówię przede wszystkim o prawach kobiet i osób LGBT+. Można zaryzykować stwierdzenie, że sytuacja organizacji prawnoczłowieczych jest gorsza niż za rządów Zjednoczonej Prawicy, bo nie dość, że rząd nie pomaga, to jeszcze licznie wycofali się mniejsi i więksi zagraniczni darczyńcy, niejako wychodząc z założenia, że w Polsce demokracja została uratowana. Może i nie ma hejtu ze strony najwyższej władzy, a TVP przestało być propagandową tubą, ale wielu oczekiwanych zmian prawnych jak nie było, tak nie ma. Nadal łamane są prawa człowieka. Nowa osoba na stanowisku RPO będzie miała wiele do zrobienia.
*
Zobacz też:
Postulaty kampanii o najwyższe standardy wyboru RPO
Apel organizacji społecznych w sprawie standardów wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich
Apel Akcji Demokracji „Chcemy Rzecznika nie z partyjnego rozdzielnika”
**
Anna Duniewicz – koordynatorka Inicjatywy „Nasz Rzecznik”, koalicji 169 organizacji społecznych, współpracującej z Biurem Rzecznika Praw Obywatelskich w różnych obszarach praw człowieka i praw obywatelskich (naszrzecznik.pl). Założycielka Inicjatywy obywatelskiej „Chcemy całego życia!” dla osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin. Stypendystka programu Changemakers for Democracy, którym w 2024 r. wyróżniono 14 inicjatyw z całej Europy. Członkini Kapituły Nagrody Obywatelskiej im. Henryka Wujca. Absolwentka filologii angielskiej na Uniwersytecie Łódzkim oraz studiów podyplomowych na kierunkach stosunki międzynarodowe i dyplomacja (Collegium Civitas, PAN) i socjologia stosowana w zarządzaniu zasobami ludzkimi (UŁ).



!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)



![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)


Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!