19 listopada 1941 roku król Jerzy VI wraz z królową Elżbietą złożyli wizytę w Woburn Abbey, głównej kwaterze tajnej wojny propagandowej Wielkiej Brytanii przeciwko nazistom. W otoczeniu parku pełnego rzadkich gatunków małp i pośród korytarzy z obrazami starych mistrzów na ścianach, parze królewskiej zaprezentowano „Tajną Armię Wielkiej Brytanii”: cały arsenał wywrotowych stacji radiowych, nadających wywrotowe treści na głębokie tyły wroga. Sefton Delmer, dawniej korespondent zagraniczny gazety „The Express”, pokazywał nową stację niemiecką.
O ile oficjalny serwis niemiecki BBC pouczał Niemców na temat cnót demokracji i przywar faszyzmu, Delmer próbował czegoś zupełnie innego. Jego audycje podkopywały propagandę nazistowską przekazem jeszcze bardziej rasistowskim, wulgarnym, podburzającym do wojny, spiskowym i kręcącym się wokół seksu jeszcze bardziej obsesyjnie niż najbardziej ekstremalne tyrady narodowych socjalistów. Oskarżano w nich nazistowską elitę, że to tak naprawdę ukryci bolszewicy; że zbyt łagodnie bombardują Londyn; że folgują tylko swoim zachciankom i że są zboczeńcami. Celem, jak Delmer objaśniał monarchom, było „popchnięcie nazistowskiej ideologii krok dalej, w otchłań ośmieszenia, w której zaczęłaby Niemcom szkodzić”.
Delmer nie wierzył w sens głoszenia cnót czy zapoznawania z faktami ludzi, którzy poparli faszyzm. Miał generalnie ponure wyobrażenie natury ludzkiej i z pewnością nie uważał, by ktokolwiek, kto polubił autorytarną propagandę, w głębi duszy pragnął liberalizmu. Odwoływał się do tego, co sam nazywał „wewnętrznym świniopsem w człowieku”: do zawiści, gniewu, chciwości i resentymentu. Używał własnych narracji nazistów, żeby pogłębiać podziały, podważać zaufanie do przywództwa i paraliżować ludzkie motywacje. Pod koniec wojny już ponad połowa niemieckich żołnierzy słuchała jego audycji. Stacja należała do trzech najbardziej słuchanych w dużych miastach, jak Monachium, i sprawiała, że elita nazistów z obłędem w oczach szukała zdrajców w swych szeregach. Z kolei żołnierze mówili, że inspirowała ich do dezercji i poddawania się: skoro elita nazistów zdradzała własną sprawę, to niby dlaczego zwykły żołnierz ma za nią cierpieć?
Delmer zaprzęgnięty do starcia USA z Iranem
Dzisiaj Delmerowskie podejście do propagandy wydaje się sprawdzać, gdy popatrzymy na sukcesy i porażki akcji podważania poparcia dla Putina w Rosji czy bardziej radykalnych odłamów ruchu MAGA w USA. Przez całą dekadę liberalne media próbowały pokazywać ryzyka, jakie Trump stwarza dla demokracji, ale ich argumenty zupełnie nie docierały do jego bazy wyborczej. Wykańcza go natomiast jego własna opowieść.
Trump od dawna rozgłaszał historie o spiskach „głębokiego państwa” chroniącego pedofilów, a teraz jego zwolennicy zarzucają mu, że sam nie udostępnia wszystkich akt sprawy Epsteina. Zawsze grał tropami antysemickimi, mówiąc o „globalistach” sprawujących kontrolę nad „czystym” narodem – a teraz już otwarcie antysemicka narracja spiskowa, w rodzaju tej głoszonej przez Candace Owens, oskarża go o bycie marionetką globalnego żydostwa.
Irańska propaganda szybko podchwyciła te wątki i Trumpowskie sztuczki obróciła przeciw niemu. Przede wszystkim naprodukowała filmików, w których Trump, jako niewolniczo posłuszny Izraelowi ludzik lego, próbuje ukryć akta Epsteina. Niemal nie wspomina się tam o irańskich cywilach zabijanych przez siły amerykańskie, bo większość zwolenników MAGA raczej nie przejmie się ich losem. Nie przywołują też irańskiej ideologii religijno-politycznej, bo to by ich z kolei wystraszyło.

Z nałożonym rapowaniem po angielsku w tle, wideo równocześnie upokarza Trumpa, ukazując go jako nieporadną zabawkę, zaś irańskich przywódców jako niegroźnych i w sumie sympatycznych, zamiast „oszalałych mułłów” rodem z narracji amerykańskich. Filmiki tego rodzaju podkopują przekaz Trumpa jako przywódcy wiodącego Amerykę ku potędze i chwale, jednocześnie ukazując irańskie przywództwo jako nieszkodliwe.
Propagandowe korzyści z paranoi
Weźmy też przykład Rosji. Najbardziej popularny w społeczeństwie sprzeciw wobec Putina nie pochodzi od liberałów na uchodźstwie, lecz wojennych podżegaczy nawołujących do bardziej skutecznych podbojów. Największą słabością rosyjskiego prezydenta jest paranoja, która niedawno doprowadziła go do bardzo głupiego zakazania kanału społecznościowego Telegram, co osłabiło zdolność Kremla do komunikowania się z własną ludnością, zniechęciło zazwyczaj potulną klasę drobnych przedsiębiorców i podkopało zdolność Putinowskich sił propagandowych do skutecznego monitorowania nastrojów i reagowania na nie. Gdyby Delmer żył współcześnie, z pewnością nagłaśniałby gniewnych imperialistów internetowych i popychał Putina do jeszcze większe paranoi – a tym samym częstszych błędów.
Taktyka wykorzystywania najgorszych cech i narracji wroga przeciwko niemu samemu może być czasem bardzo skuteczna. Warto jednak pamiętać o związanych z nią niebezpieczeństwach. Już po wojnie Delmer uskarżał się, że jego audycje pomogły wykreować fantazję o nazistowskich funkcjonariuszach sprzeciwiających się Hitlerowi, co z kolei umożliwiło byłym nazistom wdrapanie się z powrotem po drabinie władzy bez wyzbycia się autorytarnych przekonań.
Podobnie dzisiaj: popularność rosyjskiego imperializmu czy teorii spiskowych MAGA może podkopywać władzę Putina i Trumpa – ale musimy być gotowi na szkodliwe skutki uboczne, które to niewątpliwie zrodzi. To, co śmieszne i żałosne, może zrobić się toksyczne w każdej chwili.
**
Przełożył Michał Sutowski


!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)


![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)




Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.