Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

W imię Róży. Dlaczego bestsellerowa pisarka zniknęła z pamięci literackiej Wybrzeża?

Trójmiasto za życia Róży Ostrowskiej nie było ważnym miejscem na literackiej mapie Polski. Przebicie się do mainstreamu wymagało więcej wysiłku niż w Warszawie lub Krakowie. Nawet jeśli komuś się udało, krótsza była stąd droga do zapomnienia.

Reporterka
Róża Ostrowska, zapomniana pisarka z Wybrzeża
Walka

Szanowna Redakcjo, piszę w sprawie naszej koleżanki Róży Ostrowskiej. Tej Róży, która w wieku 21 lat zdobyła literacką sławę na całą Polskę. Było o tym głośno na długo przed tym, zanim w Wejherowie na świat przyszła Dorota Masłowska.

Jej pierwszą powieść ważny krytyk z Warszawy pochwalił za „skandynawski ton”, a tygodnik „Polityka” uznał za bestseller. Sprzedało się prawie sześćdziesiąt tysięcy egzemplarzy, co zarówno kiedyś, jak i dziś jest liczbą zasługującą na szacunek.

Róża Ostrowska. Zdjęcie ze zbiorów Elżbiety Ostrowskiej-Lorenc i Zbigniewa Szymańskiego

O Róży było głośno nie tylko w literackiej bańce. Nie gryzła się w język i publicznie mówiła, co sądzi o tym czy tamtym politycznym świństwie. Nie miała natury aktywistki, po prostu czasem uznawała, że nie wypada milczeć. Najpierw głośno jej klaskano, ale kiedy władza sięgnęła po bardziej brutalne metody, zrobiło się wokół niej pusto. Potem poszło już według znanego scenariusza: wylali ją z pracy, zabrali zlecenia, nie chcieli drukować. Na koniec przyplątała się choroba.

Dlaczego nie było wielkich pisarek?

Droga Redakcjo, muszę się przyznać: nie poznałam osobiście Róży Ostrowskiej. Rocznikowo mogłaby być moją babcią, choć nie zdążyła się zestarzeć. Przeczytałam ostatnio wydane na nowo jej opowiadania i krótkie powieści: o żydowskiej sklepikarce czekającej na przeznaczenie, dziewczynkach krzywdzonych w klasztornej szkole, miłości na kaszubskiej wyspie i tę ostatnią, która zaczyna się w wychodku, ale nie ma końca, bo Róży zabrakło na nią życia.

Od tego czasu nie mogę przestać myśleć o jednej sprawie. Uparcie tropimy w przeszłości ślady wielkich pisarek. Dlaczego w takim razie zapomnieliśmy o Róży?

Na tak postawione pytanie profesor Józef Borzyszkowski, historyk i działacz kaszubski, unosi groźnie brwi: – Kto zapomniał, ten zapomniał. Na Pomorzu pamiętamy!

„My” oznacza jednak pamięć lokalną, regionalną, wywodzącą się często w prostej linii od osób, które zdążyły Różę poznać. Im dalej od miejsc i ludzi, z którymi pisarka była związana, tym pamięć o niej wątlejsza. Trójmiasto za jej życia nie było ważnym miejscem na literackiej mapie Polski. Przebicie się do mainstreamu wymagało więcej wysiłku w Gdańsku niż w Warszawie lub Krakowie. Nawet jeśli komuś się udało, krótsza była stąd droga do zapomnienia.

Książka, która przypomina twórczość Ostrowskiej, nosi tytuł  Rybka, Róża, bunt. Zacznę od Róży.

Róża

Matka – poetka i polonistka z przedwojennym doktoratem, ojciec – tajemnicza postać. Polski wojskowy z rosyjskiej rodziny, zapewne pracujący dla naszego wywiadu, do tego polonista, publicysta i krytyk literacki. Małżeństwo państwa Piotrowiczów: niezbyt udane. Jedyna córka przychodzi na świat w 1926 roku w Wilnie.

Róża uczy się u benedyktynek (jak bohaterka opowiadania Dziesięcioro przykazań siostry Imeldy). Po wojnie w Poznaniu kończy dwa semestry polonistyki i wychodzi za mąż za poznanego jeszcze w Wilnie Leszka Ostrowskiego. Mąż chwilowo pracuje dla przedsiębiorstwa połowów w Gdyni, ale wkrótce zostanie aktorem Teatru Wybrzeże w Gdańsku. Młodzi przenoszą się do Trójmiasta razem z matką i babcią Róży. Ich wspólne gospodarstwo (najpierw w Gdyni, potem w Gdańsku) znajomi nazywają domem kobiet. Ojciec po wojnie wybrał emigrację w Londynie, mąż bywa w domu rzadko. Po domu kręcą się za to zawsze psy i koty.

W 1948 rodzi się córka Elżbieta i pisarka Róża Ostrowska. Na ogólnopolski konkurs literacki Polskiego Radia przychodzi cztery tysiące prac, opowiadanie Itka Fejgus debiutantki z Wybrzeża zdobywa drugie miejsce.

W latach pięćdziesiątych głos Róży można usłyszeć na antenie gdańskiej rozgłośni radiowej. W dwutygodniku „Pomorze” pod pseudonimem Kołodziej prowadzi rubrykę „Kluka znad Bałtyku”. „Kluka” to po kaszubsku kij z ważną wiadomością od sołtysa, przekazywany z domu do domu – prototyp telegramu, faksu albo alertu RCB. Kluka Róży informuje, że pisarze na Wybrzeżu fatalnie zarabiają, na wsi okrutnie traktuje się zwierzęta, giną tradycyjne profesje, a warszawscy krytycy lekceważą twórców spoza stolicy.

„Pracuję jak wół” – skarży się Róża w liście mężowi, gdy jest już znaną pisarką. Chałturzy, w 30-stopniowym mrozie tłucze się po Polsce powiatowej ze spotkania na spotkanie z czytelnikami, „z miną małpy prezentowanej w klatce”.

Czytaj także Masłowska: Duży talent u kobiety ściąga na nią rytualną przemoc Łukasz Łachecki

Gdy dostaje propozycję objęcia posady kierowniczki literackiej Teatru Wybrzeże, stawia warunek: dodatkowy miesiąc bezpłatnego urlopu latem. Dyrektor teatru uważa to za fanaberię, ale wyraża zgodę.

Każdego lata Ostrowska ucieka do kaszubskiej checzy nad jeziorem.

Rybka

Szanowna Redakcjo! Zdaję sobie sprawę, że komentowanie wyglądu jest niewłaściwe, ale co, jeśli nie da się go pominąć? O urodzie Róży wspominali wszyscy, którzy ją pamiętali. Mówili też: umysł ścisły, precyzja intelektualna, otwartość na ludzi, umiejętność słuchania. Porównywali do Juliette Greco – francuskiej aktorki, którą podziwiali egzystencjaliści nie tylko w Paryżu. Przypominali, że nie wypuszczała papierosa spomiędzy palców. Dawali do zrozumienia, że miała wiele romansów. Najdłużej przetrwał związek z pisarzem Lechem Bądkowskim.

Spokoju szukała na Kaszubach, w dwustuletniej chacie we Wdzydzach Kiszewskich, której połowę zamieszkiwały bliźniaczki Helena Knut i Aneczka Ostrowska, kaszubskie artystki. O potrzebie ochrony ich ginących profesji – hafciarstwa i plecionkarstwa – też pisała w „Kluce”.

Profesor Borzyszkowski pamięta „checz” dokładnie: – Maluśka była. Wchodziło się przez sień, naprzeciw była kuchnia. Z kuchni był widok na drogę, która prowadziła do jeziora. Z sieni na prawo były dwie wąskie izdebki. W jednej stał stół, ława i krzesło, w drugiej łóżko i biurko Róży. Po drugiej stronie sieni mieszkały siostry, które potem wyprowadziły się do nowego domu. Róża została w chałupie sama.

Gdy w szczycie sezonu do Wdzydz ściągało zbyt wielu gości, Róża znikała na jeziorze z paczką fajek i zapałek w kieszeni rybackich spodni. Godzinami łowiła z „czołna” ryby na wędkę.

Czego „kresowianka do szpiku” (tak pisała o sobie) tutaj szukała? Przesiedlonym po wojnie ze wschodu Kaszuby przypominały rodzinne krajobrazy. A Róża nie zapominała o swojej wileńskiej tożsamości.

„Kochani. Dziękuja ja Wam za pismo Wasze, cóś ja czułam, że radość jakaści bendzi od rana, bo oka prawa mnie swendziła, a wiadomo: oka prawa radość dawa, oka liewa łza wylewa” – pisała do przyjaciół.

Róża Ostrowska. Zdjęcie ze zbiorów Elżbiety Ostrowskiej-Lorenc i Zbigniewa Szymańskiego

Kaszubski mikrokosmos tłumaczyła czytelnikom w popularnym Bedekerze, który napisała razem z dziennikarką Izabellą Trojanowską. Na początku lat sześćdziesiątych książek o  Kaszubach było jak na lekarstwo, przedwojenne pozycje były nie do zdobycia. Ostrowska z Trojanowską przekopały się przez sterty roczników gazet i czasopism. Zmagały się nie tylko z brakiem źródeł, ale i z cenzurą (o Gdyni nie można było pisać, że powstała „w amerykańskim tempie”, musiało to być „tempo godne podziwu”). Po publikacji drugiego wydania doszedł atak w prasie o propagowanie odrębności regionalnej Kaszubów.

W checzy we Wdzydzach, na rozklekotanej maszynie, Róża napisała swoją najsłynniejszą powieść. Za jej życia Wyspa miała aż cztery wydania. Przyniosła pisarce rozgłos, tłumaczenie na czeski i nadzieję na film, który nie został nakręcony. Kolejną szansę na wejście na ogólnopolską scenę literacką Kaszuby dostały dopiero dzięki książkom Pawła Huellego, młodszego od Róży o pokolenie.

Bunt

W październiku 1956 roku na Placu Defilad w Warszawie ze stu tysięcy gardeł zabrzmiało „Sto lat” dla Władysława Gomułki. Polacy uwierzyli, że nowy przywódca partii sprawującej władzę przeciwstawi się Związkowi Radzieckiemu.

Tłum zebrał się też na Politechnice Gdańskiej. Na wiec poparcia Gomułki przyszło trzydzieści tysięcy ludzi. W imieniu literatów przemawiała Róża. Domagała się rozliczenia dotychczasowej ekipy przed „żądającą rachunku krzywd ludnością miejscową”.

Czytaj także Urban był za mądry, żeby się powiesić na naszej linie Michał Sutowski

Po słowach „Naród polski nigdy nie pozwoli się zepchnąć do roli narzędzia w rękach ludzi, którzy w naszym kraju próbowali dyktować w obcym języku obce czyny”, zerwały się gwałtowne oklaski.

Odwilż skończyła się tak szybko, jak się zaczęła. Dziesięć lat po Październiku Służba Bezpieczeństwa założyła Róży teczkę o kryptonimie „Gaja”. Podejrzenia władz budziły jej kontakty ze środowiskiem skupionym wokół Lecha Bądkowskiego.

„Duchowy przywódca i inicjator grupy opozycyjnej w środowisku gdańskich literatów, powiązany z separatystami kaszubskimi” – charakteryzowali pisarza funkcjonariusze SB. O Róży pisali: „wierna towarzyszka ideologiczna L. Bądkowskiego”. Autor raportu twierdził, że Ostrowska przemyca antypaństwowe treści nawet w programach teatralnych i adaptacjach sztuk.

Teczka „Gai” zaginęła, ale zachowała się dokumentacja sprawy „Inspiratorzy”. Bezpieka wszczęła ją, gdy w 1968 roku troje pisarzy z Gdańska – Lech Bądkowski, Franciszek Fenikowski i Róża Ostrowska – poparło protesty studentów przeciwko polityce Gomułki, pacyfikowane przez milicję. O prywatnych rozmowach i zebraniach, podczas których spiskowcy „wyrażali się obraźliwie o przywódcach PZPR”, SB wiedziała z podsłuchu założonego w mieszkaniu Bądkowskiego.

Wracając do wyglądu Róży: w marcu 1968 roku nie był on jej sprzymierzeńcem. W dokumentach SB widnieje adnotacja: „narodowość żydowska”. Nawet jeśli służby się nie myliły, nic nie wskazuje na to, żeby dla Róży sprawa pochodzenia odgrywała jakiekolwiek znaczenie.

Nikt nie zmuszał jej do wyjazdu. Straciła za to stałą pracę w Teatrze Wybrzeże, zlecenia dla Wydawnictwa Morskiego i możliwości publikacji. Jej nazwisko zniknęło z łamów prasy.

„I tylko pytanie: co będę drukowała, z czego żyła. Bo na służbę już do nich nie pójdę. Pisać będę. Ale nikt tego nie wyda” – pisała do przyjaciółki.

Ostatnie lato

Pomógł jeden z przyjaciół: architekt i poeta Zbigniew Szymański, który zatrudnił ją w swojej prywatnej firmie. Róża odwdzięczyła się, portretując go w ostatniej książce jako rzutkiego i pełnego energii Wićkę.

W maju 1974 roku zamiast we wdzydzkiej chacie wylądowała w szpitalu Akademii Medycznej w Gdańsku. Lekarze wykryli naciek gruźliczy na płucach. W czerwcu naciek okazał się guzem, który trzeba było wyciąć. Latem we Wdzydzach pracowała nad powieścią. Opiekował się nią mąż, którego nazywała w listach  „Leszkiem Bardzochorym”.

Czytaj także Gdynia – mit kapitalistyczno-zamordystyczny czy postępowy? [rozmowa z Grzegorzem Piątkiem] Michał Sutowski

„Straszny ze mnie ochłap” – przyznała się Szymańskiemu na początku roku 1975. Zmarła w marcu, nie dokończywszy książki, chwilę przed urodzinami pierwszego wnuka.

Droga Redakcjo! W trakcie pisania tekstu wzięłam udział w imprezie literackiej w Gdańsku, podczas której wpadła mi w ręce naklejka: „team Chwin czy Grass?”. Na tak postawiony problem odpowiadam pytaniem: a może team Ostrowska?

**

Żródła: R. Ostrowska, Rybka, Róża, bunt, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2025; Pro memoria Róża Ostrowska (1926-1975), oprac. Józef Borzyszkowski, Instytut Kaszubski w Gdańsku, Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie, 2003; Róża Ostrowska. Bibliografia oraz trzy szkice o życiu i twórczości, oprac. Andrzej Fac, Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Gdańsku, 2014; Dominik Sokołowski, Lech Bądkowski w świetle materiałów aparatu bezpieczeństwa PRL, Przegląd Archiwalny Instytutu Pamięci Narodowej nr 7/2014; rozmowy z prof. Józefem Borzyszkowskim, prof. Ewą Graczyk i Andrzejem Facem z archiwum autorki.

*

Dorota Karaś – reporterka, autorka m.in. biografii Cybulski. Podwójne salto. Wspólnie z Markiem Sterlingowem napisała: Walentynowicz. Anna szuka raju, Urban. Biografia, wywiad-rzekę z Małgorzatą Szejnert Chłodnia, czyli grzejnia (premiera w kwietniu 2026).

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie