📍 W marcu w Zamościu odbyła się konferencja naukowa poświęcona Róży Luksemburg, zorganizowana w 155. rocznicę jej urodzin. Jednym z planowanych elementów wydarzenia było ponowne odsłonięcie tablicy upamiętniającej jej narodziny w tym mieście.
🪧 Tablica została usunięta w 2018 roku w ramach działań dekomunizacyjnych prowadzonych w wielu polskich miastach. Decyzja o jej przywróceniu wywołała sprzeciw części polityków PiS oraz środowisk prawicowych.
🏛️ Spór o upamiętnienie Luksemburg przeniósł się do zamojskiego ratusza, gdzie w dniu konferencji pojawili się działacze organizacji nacjonalistycznych, w tym Robert Bąkiewicz. Wobec napiętej sytuacji władze miasta ostatecznie nie odsłoniły tablicy.
To mógł być zwykły marcowy, leniwy dzień w Zamościu. Pojedynczy przechodnie przecinali rynek Starego Miasta, skinieniem głowy witając siedzących na ławeczkach znajomych. Para ambitnych turystów, niechętna tłoczności wysokiego sezonu, przyglądała się ofertom restauracji na tablicach przed lokalami. Wszystkie gotowe i otwarte, choć głodnych klientów jest jeszcze jak na lekarstwo. Zbliża się dopiero drugi ciepły weekend tego roku, ale trzeba być gotowym – już wkrótce zjawią się pierwsi turyści pielgrzymujący śladami Jana Pawła II. Zamość to przede wszystkim miasto papieskie.

Jak papieskie, to i patriotyczne, a że po polsku patriotyczny oznacza tyle, co rozmiłowany w dziejach narodowych walk i męczeństwa – Zamość historią stoi. Stoi i z otwartymi ramionami zaprasza przyjezdnych, oferując im opowieści o bitwach, władcach, tragediach – oszczędniej – o architekturze renesansu.
Jest jednak co najmniej kilku mieszkańców Zamościa, dla których historia regionu to sprawa ważniejsza niż tło do jedzenia gofra. Jej znajomość daje im poczucie przynależności i uczestnictwa. Być może jest to jedyne źródło ich osobistego poczucia dumy i godności. Nie będą żałować głosów politykom, którzy się na taką historię powołają, a że o aktywnego wyborcę nie jest w Polsce łatwo, radni zamojscy nie marnują okazji.

Tablica, która stała się polityczną bombą
Ci wywodzący się z Prawa i Sprawiedliwości podnieśli ostatnio alarm, że popierany przez Koalicję Obywatelską prezydent Rafał Zwolak oraz lewicowi radni planują przywrócenie tablicy upamiętniającej Różę Luksemburg, którą usunął w 2018 roku jego pisowski poprzednik. Mieli dokonać tego 5 marca pod przykrywką konferencji naukowej.
Wiedzieli, gdzie zaadresować swoje żale, żeby poszły one w świat ku uciesze lokalnego podziemia antykomunistycznego. Poskarżyli się dyrektorowi lubelskiego oddziału IPN a ten, zwietrzywszy okazję do dobrej inby, uderzył do swoich zwierzchników pełniących obowiązki prezesa (w miejsce prezesa, który został prezydentem i zostawił wakat).
P. o. prezesa to trzech, niemal nieodróżnialnych od siebie panów doktorów historii, triumwirów naszej pamięci. Mają środki wystarczająco potężne, by echo ich gniewnego tupnięcia rozeszło się sejsmiczną falą po narodowo-katolickim internecie.

Wsparło to kilkoro parlamentarzystów PiS-u, którzy mieli refleks, by podpiąć się pod inicjatywę-samograja. Musieli tylko pofatygować się do dalekiego miasta i zorganizować kilka konferencji prasowych. Najliczniejsza była ta wystawiona przez lokalne organizacje pod przewodnictwem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej oraz Stowarzyszenia Rozwoju Lokalnego Zamojszczyzna.
Nie pytajcie, jaki problem ma AK z socjaldemokratyczną działaczką zastrzeloną przez niemieckich nazistów na 23 lata przed AK powstaniem… A to stowarzyszenie dumnie prezentuje swój baner pomiędzy antysemickimi i antyukraińskimi hasłami. Uwieczniłem to w moim poprzednim reportażu z Zamojszczyzny.
Pomimo niespodziewanego rozmachu prezydent Zamościa nie struchlał. Jego poparcie dla inicjatywy przywrócenia tablicy jest dla mnie największym zaskoczeniem i tajemnicą w całej tej akcji. Politycy na takich stanowiskach rzadko są odważni, a tutaj – proszę. Rafał Zwolak jest przyjemnie śmiały w komunikacji. Przypomina w tym stylu Rafała Trzaskowskiego. Nawet wygląda podobnie do kolegi z Warszawy.

Z tą tablicą wszystko jest źle
Zaangażowanie prezydenta oraz pozostałych aktorów społecznych ze stronnictwa Róży nie pozwala zbagatelizować sprawy, która trochę się o to prosi. Chodzi o niezgodną z jakimiś przepisami próbę przywrócenia tablicy usuniętej niezgodnie z innymi przepisami. W dodatku, tablica ta mylnie wskazywała jako miejsce jej urodzenia kamienicę, w której osoba wcale się nie urodziła. Urodziła się w innej, która była tak zrujnowana, że PRL-owscy działacze wstydzili się jej przed dygnitarzami.
Co więcej, Róża Luksemburg mieszkała w Zamościu zaledwie przez pierwsze dwa lata życia, a gdyby pomieszkała dłużej, być może nie osiągnęłaby znakomitości w swojej dziedzinie. Zamość nigdy nie był miastem przemysłowym. Róża Luksemburg nie mogłaby spotkać tu proletariuszy ani inspirujących rewolucjonistów. Nie miałaby też w kim zaszczepiać swoich emancypacyjnych idei. Zamość jest miastem rolniczym, a wcześniej folwarcznym. Z istotnym akcentem militarnym, bo była to twierdza i garnizon wojskowy.
Nie znaczy to, że pewne aspekty myśli Luksemburg nie mają szans odnaleźć tu podatnego gruntu. Feminizm, solidarność, intersekcjonalność i pacyfizm, o których na trzy dni przed zamojskimi wydarzeniami opowiadała na spotkaniu z czytelniczkami autorka najnowszej biografii Róży Luksemburg Weronika Kostyrko, to idee uniwersalne. Fakt, że można je przy wsparciu jednoznacznie lewicowego autorytetu skutecznie promować w mieście pozbawionym robotniczej tożsamości, powinien dawać do myślenia tzw. true-leftowcom drwiącym z lewicy tożsamościowej.
Tu jednak w ogóle nie chodzi o Zamość. Miasto to nie jest nawet tłem sporu, a zaangażowanie większości jego mieszkańców ogranicza się do tego, że nie niszczą urodzinowej instalacji ustawianej co roku w podcieniach kamienicy, w której faktycznie urodziła się Róża. Wystawiają ją tam radni lewicowych ugrupowań. Miasto to jest co najwyżej planszą dla typowych dziś zmagań historii z historią, a ideologii – z ideologią.

Taka teza tłumaczy postawę prezydenta, który stara się bronić gospodarskiej podmiotowości. Dla ratusza skojarzenie Zamościa z postacią wybitnej ekonomistki i demokratycznej męczenniczki to fajna szansa na zdobycie niszowej, ale jednak międzynarodowej rozpoznawalności. O turystykę się rozchodzi po prostu. Fakt urodzenia Róży Luksemburg w Zamościu jest ciekawostką. Wiele osób podróżuje w poszukiwaniu interesujących tablic czy obiektów i z pewnością warto w tej przestrzeni zaciekawienia tworzyć przeciwwagę dla miejsc takich jak pobliski Pomnik Rzezi Wołyńskiej.
I chętnie by tu sobie przyjeżdżało lewactwo niemieckie, francuskie, angielskie i inne, gdyby nie ujadanie Cerbera, paskudnej hydry antykomunizmu.
Nikt nie pyta o niuanse
Objawił się on w Zamościu w całej swej okazałości i złożoności. Ale nie ma co się nad tym zbytnio roztkliwiać. Niezależnie od tego, czy sponsorowany jest przez IPN, czy zakorzeniony w rytualnym, nacjonalistycznym i pospolitym patriotyzmie lokalnym czy znowu w groteskowym oszołomstwie ulepku Straży Niepodległych Rot Ruchu Obrony Granic Roberta Bąkiewicza – współczesny antykomunizm jest wulgarny i powierzchowny, a wydarzenia historyczne, na które się powołuje, służą w nim jedynie za wieszak dla organicznej nienawiści oraz wszelkich uprzedzeń.
Jadąc do Zamościa, zatrzymałem się po pierwsze: pod nowoczesnym, wybudowanym za dwanaście milionów złotych gmachem IPN w Lublinie. Chciałem sfotografować jego ostentacyjność. Po drugie: przy cokole, z którego w 1989 roku zwalono potężny pomnik niejakiego Bolesława Bieruta. Została po nim paskudna blizna, miejsce przeklęte jakimś obezwładniającym zaniechaniem, odrażającą niemocą, no, syf straszny.
Mam gdzieś Bieruta, ten pomnik i jemu podobne. Obalono je, bo były symbolami totalitaryzmu – i chwała obalającym. Myślę, że nie było wśród nich zbyt wielu współczesnych antykomunistów. Dlatego są tacy zajadli, że ich tam nie było. Boją się, że ktoś im to kiedyś wygarnie i pryśnie cała ich upragniona poniewczasie godność.

Ludzie ci, posługując się cancellingiem, hałasem i aktami wandalizmu, budują fałszywy pomost pomiędzy dawnym, demokratycznym wzburzeniem, a dzisiejszymi próbami odzyskiwania na rympał niszczonych tożsamości.
Pozwolę sobie na tezę, że jedynym powodem, dla którego tablica upamiętniająca słynną socjalistkę budzi taki zapał antykomunistycznych fanatyków, jest fakt, że w PRL-u imieniem Róży Luksemburg nazwano ulice w około dwudziestu miastach na terenie kraju. Nazwy te zmieniano hurtem z tymi objętymi patronatem takich typów jak Dzierżyński czy Lenin. Tamta dekomunizacja utożsamiła Różę Luksemburg ze zbrodniczymi systemami opresji. Nikt nie pytał o niuanse. Dzisiejsi pogrobowcy antykomunizmu też nie chcą pytać, czytać, ogólnie chcą jedynie nie chcieć.
Tyle że nie do końca uczciwie jest im to wypominać z pozycji moralnej wyższości. Weronika Kostyrko, która zbiegiem okoliczności stała się rzeczniczką Róży, opowiada wprost: Luksemburg była kobietą oraz żydówką. Dlatego była ignorowana i uciszana tak przez adwersarzy, jak i stojących teoretycznie po tej samej stronie socjaldemokratów. Mizoginia i antysemityzm były właściwe całej przedwojennej klasie politycznej oraz w znacznej mierze jej spadkobiercom do 1989 roku.
Reasumując: ani polscy komuniści, ani socjaliści, ani socjaldemokraci właściwie o Różę i jej dorobek nie zadbali.
Gdzie urodziła się Róża?
Antykomunistyczni krzykacze wciąż odmawiają przyznania jej indywidualnej tożsamości, ale z lewej strony ktoś się jednak nad tym pochylił. Któż to taki? W 155. rocznicę urodzin pani Luksemburg w zamojskim ratuszu zorganizowano konferencję, której kulminacyjnym momentem miało być odsłonięcie przywróconej w należne, choć nieadekwatne, miejsce tablicy. Sala była pełna i można było na niej zobaczyć kilka twarzy weteranów i weteranek współczesnych lewicowych zmagań, ale ogólnie przekrój pokoleniowy był raczej wyczerpujący.
Byli to ludzie, którzy, upamiętniając Różę, odmawiają dominującemu od ponad 30 lat prawicowemu paradygmatowi politycznemu prawa do unieważniania ich samych. Ich złożonych, wrażliwych i niepokornych tożsamości. Świadkując odsłonięciu tablicy, chcą zamanifestować swoją własną, fizyczną widoczność w przestrzeni publicznej. Uprawomocnić ją wizerunkiem szanowanej Róży.
Róża Luksemburg patronuje niemieckiej fundacji, która ma pieniądze i umiejętności, by pracować z władzami Zamościa. Zrobili tę konferencję, zaoferowali pokaźne zaplecze merytoryczne i przestrzeń do debaty. Fundacja jest duża i bogata (finansuje ją partia die Linke), a do Zamościa wysłała swoich najważniejszych członków i członkinie. Ba! Przyjechał sam ambasador Republiki Federalnej Niemiec. Zależy im.
Na tym, by w Zamościu postawić socjalistyczną republikę rad? W żadnej mierze. Cała ta ekspedycja ma jeden skromy cel: żeby ta tablica wróciła, niechby i na niewłaściwą kamienicę. To jest ich patronka i jest to dla nich ważne. Wszyscy niemieccy lewicowcy wiedzą, gdzie w Berlinie została zamordowana. Niech będzie wiadomo, gdzie się, do jasnej cholery, urodziła.

Do ratusza wchodzi Bąkiewicz
Ale w Zamościu najwyższy przedstawiciel najbogatszego kraju Europy oraz reprezentanci potężnej fundacji socjalistycznej zetknęli się z siłą nieprzejednaną: pięcioma typkami z Ruchu Obrony Granic pod przewodnictwem Roberta Bąkiewicza.

I przegrali. Bąkiewicz wpadł do ratusza i zaczął wykłócać się o Bóg wie co z każdym, kto raczył zwrócić na niego uwagę. Od ambasadora Niemiec zażądał reparacji i zwrotu skradzionych dzieł sztuki, a od prezydenta miasta – upamiętnienia po raz tysięczny wymordowanych przez nazistów Dzieci Zamojszczyzny. Od policjantów zażądał wyprowadzenia z sali chłopaka, który brzydko się do niego zwrócił. Chłopaka na jego rozkaz wskazał policjantom Strażnik Miejski. Taką siłę ma Bąkiewicz. Ale to nic.
Pani wiceprezydentka zaprosiła Bąkiewicza do swojego gabinetu na kawę a ten odmówił. Wobec tak przemożnej i nieustępliwej obecności legionu antykomunistów władze fortecznego, papieskiego, sześćdziesięciotysięcznego miasta, którego udokumentowana historia sięga XVI wieku, ugięły się i ustąpiły. Tablicy upamiętniającej miejsce urodzin Róży Luksemburg ani nie zawiesiły, ani nie pokazały. Schowały i wykpiły się wymówkami, w które nikt nie uwierzył.

Czy Luksemburg może jeszcze inspirować lewicę?
Ja wiem, że ta tablica i tak niedługo zawiśnie. Wiem, że pani wiceprezydent chciała uratować atmosferę i nie zmuszać Straży Miejskiej do przepychania się i obezwładniania Bąkiewicza na oczach ambasadora i kamer ogólnopolskich serwisów internetowych. Ale mnie już to nie interesuje, a działaczom niemieckiej fundacji Zamość zapewne obrzydła.
Żałosne to było – i tyle. Dobrze, że w dniu wydarzeń internet był już uwagą gdzieś indziej i mało kogo, poza obecnymi na miejscu, istotnie to obeszło.
Polscy badacze i działaczki na konferencji wiele mówili o doniosłości postaci Róży Luksemburg. Jej klasa jest niepowątpiewalna. Ale czy ma tutaj szansę posłużyć jako patronka jakiegoś ruchu? Przewodniczka, influencerka?
Nie chcę nikogo zniechęcać. Determinacją, sprytem i kasą można jeszcze wiele zdziałać, ale zastanowiłbym się, czy nie szkoda tych cennych, a jakże skromnych zasobów na historyczne naparzanki i żmudne wykopywanie martwych bohaterek z ideologicznych cmentarzy.










Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.
>>Nie pytajcie, jaki problem ma AK z socjaldemokratyczną działaczką zastrzeloną przez niemieckich nazistów na 23 lata przed AK powstaniem… <<
Nie pytajcie też dlaczego autor nazywa komunistkę socjaldemokratką. I dlaczego twierdzi że zastrzelili ją naziści, mimo że partia nazistowska powstała +/- rok po jej śmierci. I o to ze nie wspomina co robiła Luksemburg w Berlinie na przełomie 1918/19. Walczyła o demokrację i prawa kobiet?
Robiła to samo co inni, może lepiej.
Trochę jak taki żeński Janosik albo Robin Hood choć innymi metodami. Oni nie mają tablicy ale za to jakie filmy …
Ahistoryczna postawa wszystkich uczestników tej awantury jest przygnębiająca. Autor z poczuciem wyższości pisze o swoich ideowych przeciwnikach a sam stwierdza, że Różę Luksemburg zabili naziści. Raczej słyszał o Freikorpsach, ale nie oparł się pokusie „reductio ad hitlerum”. Dwadzieścia lat temu chłopaki z KP wydali biografię Kazimierza Kelles-Krauza, głównego adwersarza Róży Luksemburg wśród polskich socjalistów. Jej lektura pomogłaby zrozumieć dynamikę ruchu socjalistycznego. Dość wspomnieć, że Kelles-Krauz, Luksemburg, Lenin, Stalin, Daszyński i Piłsudski byli wszyscy działaczami partii należących do II Międzynarodówki. Cała współczesna socjaldemokracja ma pewien fragment swej tradycji wspólny z sowieckimi zbrodniarzami. Czy ktoś jeszcze chciałby poważnie potraktować tą sprawę?
Pan Autor chyba zbyt dlugo naparzal się na ringu ze pisze o „wykopywaniu martwych bohaterek z ideologicznych cmentarzy”. Akurat w Polsce przydaloby się więcej Róz Luksemburg niz Jakubów Szafranskich 🙂
Róża Luksemburg i Wilhelm Liebknecht organizowali rewolucję przeciw rządowi, który właśnie ogłosił wybory do konstytuanty. Podobnie Lenin dokonał przewrotu październikowego niedługo po tym jak rząd tymczasowy ogłosił wybory do konstytuanty. Lenin nie czuł się na siłach odwołać wybory, wszakże zebraną już konstytuantę nakazał zamknąć i deputowanych rozpędzić. Jak rozumiem pragnie Pani ożywić te tradycje. A czy z matrosem Żelezniakowem już Pani rozmawiała?
„Nie pytajcie, jaki problem ma AK z socjaldemokratyczną działaczką”
My Polacy mamy problem Różą-Luksemburg. Zapoznaj się z jej poglądami nt. niepodległosci Polski