Przed południem 22 maja 1875 roku do położonego w Turyngii miasta Gotha z różnych stron Niemiec zjechali elegancko – choć niezbyt zamożnie – ubrani mężczyźni. Niczym specjalnym nie różnili się od innych podróżujących w interesach czy sprawach zawodowych, poza tym, że cała grupa spotkała się w Gospodzie Tivoli. Popijali piwo i próbowali lokalnych specjałów, ale w rzeczywistości nie przybyli tu biesiadować, lecz by powołać do życia partię socjalistyczną. Po kilkudniowych dyskusjach opublikowali swój program. Wzbudził on entuzjazm wielu organizacji robotniczych, które wysłały swoich delegatów do Gothy. Oto narodziła się zjednoczona niemiecka partia ludzi pracy.
Ale nie wszyscy byli zachwyceni tym, co przeczytali. Poza cesarskim ministrem spraw wewnętrznych, szefem tajnej policji i konserwatywną prasą niezadowolenie wyraził także Karol Marks, już wówczas współzałożyciel Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników i wielki autorytet ruchu socjalistycznego. Autor Kapitału, grający rolę ojca chrzestnego nowej organizacji, nie zostawił na programie suchej nitki. Lektura dokumentu z Gothy wzburzyła rezydującego w Londynie myśliciela do tego stopnia, że chwycił za pióro i napisał tekst zatytułowany Krytyka programu gotajskiego.
Wśród wielu rzeczy, które mu się nie spodobały, była pewna teza historyczno-ekonomiczna umieszczona w preambule dokumentu. Założyciele partii pisali w niej, że „praca jest źródłem wszelkiego bogactwa i wszelkiej kultury”. Tymczasem zdaniem Marksa „praca nie jest źródłem wszelkiego bogactwa. Przyroda jest w równej mierze źródłem wartości użytkowych (a one to przecież stanowią rzeczowe bogactwo!), jak i praca, która sama jest tylko przejawem jednej z sił przyrody, ludzkiej siły roboczej”.
Innymi słowy, kapitalizm nie opiera się wyłącznie na pracy. Marks uważał, że do jego kodu genetycznego należy także wydobywanie (ekstrakcja) wartości z natury. Kapitał dosłownie zmusza ją do pracy. I chodzi nie tylko o pracę ludzi i zwierząt, ale także o wykorzystywanie naturalnego metabolizmu w celu zasilenia metabolizmu napędzającego kapitał. Pod tym względem autor Zarysu krytyki ekonomii politycznej nie tylko zapowiedział idee współczesnych myślicieli ekologicznych, ale wręcz poszedł dalej.
Jeden z komentatorów i kontynuatorów tego wątku myśli marksowskiej, Jason W. Moore, podsumował tę koncepcję twierdzeniem, że kapitalizm jest systemem wczepionym w sieci życia, że to z nich czerpie bogactwo, które potem – w ramach szczególnego metabolizmu – przerabia na towar i pieniądz, wykorzystując ludzką siłę roboczą (fizyczną, umysłową, reprodukcyjną i opiekuńczą). Ta formacja ekonomiczna społeczeństwa stanowi więc pewnego rodzaju ekologię. W związku z globalnym zasięgiem kapitalizmu od połowy XIX wieku można ją określić mianem ekologii-świata.
Świat na przecenie
Całą historię kapitalizmu da się opowiedzieć jako dzieje ekstrakcji bogactwa ze społecznego, geograficznego, przyrodniczego i geologicznego środowiska kapitału. Warunkiem powodzenia tego procesu jest podporządkowanie i dewaluacja owego środowiska. Pierwsze stanowi polityczną ramę systemu opartego na nieograniczonej akumulacji, drugie – fundament jego ekonomii politycznej.
W książce Historia świata w siedmiu tanich rzeczach Jason W. Moore i Raj Patel dowodzą, że aby się rozwijać, kapitalizm potrzebuje tytułowych rzeczy: pracy, opieki, natury, żywności, pieniądza, energii, a wreszcie życia. To właśnie je sobie podporządkowuje i poddaje dewaluacji. To z nich wyciska wartość, którą następnie przerabia na towar, pieniądz i zysk. Aby był on odpowiednio wysoki i zapewniał opłacalność przedsięwzięcia ekonomicznego, wszystkie potrzebne do osiągnięcia tego celu rzeczy muszą być wystarczająco tanie w eksploatacji.
Jak to osiągnąć? Przerzucając koszty. Obarczając nimi pierwotnych użytkowników rzeczy lub istoty uznane za rzeczy potrzebne kapitalizmowi. W praktyce oznacza to, że za osiągnięty tanim kosztem zysk zapłaci ktoś inny: klasa pracująca, sektor publiczny albo całe społeczeństwo, zwierzęta inne niż ludzie i środowisko naturalne, a tak naprawdę wszyscy razem. Ekspansja kapitalizmu odbywa się zatem nie tylko dzięki pracy, opiece, naturze, życiu i innym tanim rzeczom, ale nade wszystko ich kosztem. To, co staje się tanią rzeczą dla kapitału, ma swoją bardzo wysoką cenę.
Jeśli z tej perspektywy spojrzeć na podboje i grabieże kolonialne, okaże się, że są kanałem dostarczania do metropolii taniego pieniądza i taniej energii. Pierwszy pozyskiwano dzięki grabieży złóż srebra i złota w Ameryce Południowej, co doprowadziło do zalania Starego Świata kruszcami. Drugą wytwarzano na karaibskich plantacjach cukru, który posłużył jako źródło kalorii dla powstającej w Europie klasy robotniczej, a także w azjatyckich kopalniach węgla kamiennego, które pokrywały zapotrzebowanie energetyczne parowej floty imperialnej.
Z kolei niewolnictwo atlantyckie i wschodnioeuropejskie poddaństwo zdegradowały status i wartość dziesiątków milionów istot ludzkich i zapewniły kapitałowi tanią pracę między XVI a XIX wiekiem. W tym samym mniej więcej czasie reżimy urasowienia i patriarchatu wypchnęły z uniwersum praw człowieka wszystkich niebiałych i kobiety. Zapewniło to systemowi tanie (bo gorszego sortu) życie i tanią (bo udomowioną i uznaną za darmową) opiekę.
Masowe wywłaszczenia i proletaryzacja ludności chłopskiej, które wciąż się nie zakończyły (dziś zagrażają około 3 miliardom osób na całym świecie), zniszczyły tradycyjne systemy zaspokajania potrzeb żywnościowych, skazały ludność wsi na zależność od kaprysów rynków kontrolowanych przez globalne korporacje, a co za tym idzie, na permanentne niedożywienie lub ciągłe zagrożenie niedożywieniem. Zarazem jednak wsparły one dążenie do monopolu na wytwarzanie artykułów spożywczych przez przemysł rolny oparty na kompleksie zbożowo-hodowlanym i wykorzystujący swoją pozycję do dostarczania taniej żywności na rynki globalne.
A wreszcie ustanowienie reżimu antropologicznego w kulturze zachodniej u progu nowoczesności posłużyło do wypchnięcia wszystkich opisanych powyżej tanich rzeczy w granice natury, którą uznano za darmowy zasób bogactw (na przykład DNA zwierząt hodowlanych i roślin uprawnych, które przywłaszcza się za darmo, laboratoryjnie przekształca i prywatyzuje) i zbiornik na odpady powstające w procesie ich przetwarzania. Biorąc to wszystko pod uwagę, Moore i Patel czasem nazywają tanie rzeczy kapitalizmu po prostu naturami – w liczbie mnogiej.
Bunt tanich natur
Historyczne formy eksploatacji tanich rzeczy (lub natur) odpowiadają za bezprecedensowe cierpienia i zniszczenie na skalę globalną. Wszystkie razem i każda z osobna stanowią też koła zamachowe przekształcania planety. Dlatego Moore i Patel uważają, że zamiast określać obecną epokę w historii Ziemi antropocenem, powinniśmy mówić precyzyjniej o kapitałocenie.
Trwająca dziś fala kryzysów środowiskowych, z chaosem klimatycznym i pandemią na czele, jest konsekwencją tego zróżnicowanego procesu. Brutalna historia radykalnego obniżenia wartości natury w ogólności i każdej z poszczególnych natur osobno nie jest jednak wyłącznie opowieścią o kapitalistycznym walcu, który rozjeżdża i przekształca Ziemię. Co najmniej w równym stopniu jest to historia oporu przeciw temu procesowi. Walka tanich natur przeciw ich dewaluacji tworzy historię realnego kapitalizmu w takim samym stopniu jak kolonializm, rewolucja przemysłowa czy udomowienie kobiet. Jest jak piasek, który nieustannie rozprzęga działanie kół zębatych akumulacji. Nawet jeśli z dzisiejszej perspektywy zwykle jest to historia przegranych spraw, to i tak zawsze okazywała się manifestacją ich sprawczości. Choćby dlatego, że przez samo swoje istnienie otwierała możliwość innej drogi rozwoju – społecznego, technologicznego czy politycznego. Dzięki niej kryzys zawsze stawał się nie tylko czasem zniszczenia, ale także okazją do zmiany i odrodzenia.
W mojej książce przedstawiłem przykłady tej walki w XIV wieku w Europie Zachodniej, podczas małej epoki lodowcowej w Chinach, w erze nowoczesnych rewolucji drugiej połowy XVIII i pierwszych czterech dekad XIX wieku na Haiti, Śląsku, w Anglii i Francji, w okresie klęsk głodu w Indiach, Galicji i Irlandii, w czasie wielkiego kryzysu po 1929 roku i Dust Bowl na Środkowym Zachodzie Stanów Zjednoczonych, podczas dekolonizacji i pandemii w XX i XXI wieku. Ten wysoce niekompletny przegląd pokazuje, że kluczem do historii kryzysów środowiskowych nie są wyłącznie statystyki klimatyczne, dane geofizyczne czy analizy procesów biologicznych, ale także, a z pewnej perspektywy przede wszystkim, powiązane z nimi dynamiki społeczne.

Jeżeli zasada ta sprawdzała się w czasach, w których kryzysy środowiskowe były siłami napędowymi zmian oddziałującymi głównie (choć nie wyłącznie) z zewnątrz społeczeństw, to w tym większym stopniu dotyczy ona współczesności, kiedy ekspansja kapitalizmu wywołuje zmiany środowiskowe od wewnątrz systemu (choć nie wyłącznie). To właśnie na polu społecznym należałoby szukać odpowiedzi na pytania, dlaczego i w jaki sposób te same zjawiska naturalne mogą przynieść odmienne rezultaty. Tam też należy szukać tropów wskazujących, jakie odpowiedzi na kryzys przyczyniają się do pogłębienia jego negatywnych skutków, a jakie zdolne są je znacząco złagodzić, a może nawet zneutralizować ich przyczyny.
*
Fragment książki Pogoda dla rewolucjonistów. Jak zmienić świat w czasie katastrofy, która ukaże się 22 kwietnia w Wydawnictwie Karakter. Dziękujemy za zgodę na przedruk.
**
Przemysław Wielgosz – dziennikarz, wydawca i kurator. Redaktor naczelny polskiej edycji „Le Monde diplomatique”. W wydawnictwie RM jest redaktorem merytorycznym serii Ludowa Historia Polski. Publikował m.in. w „Wiadomościach Kulturalnych”, „Przekroju”, „Piśmie”, „Dwutygodniku”, „Znaku”, „Guardianie”, „Aspen Review” i „Freitagu”. Jest m.in. autorem książek Opium globalizacji (2004), Witajcie w cięższych czasach (2020) oraz Gry w rasy. Jak kapitalizm dzieli, by rządzić (2021), nominowanej do Nagrody Literackiej „Nike” 2022; redaktorem i współautorem książek Koniec Europy jaką znamy (2013), Dyktatura długu (2016), Realny kapitalizm. Wokół teorii kapitału monopolistycznego (2018), Ekonomie przyszłości (2021)





![Piotr Wójcik "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]"](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2022/12/plomienie_trumponomika-okladka-171x267.jpg)

![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)


Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.