Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

W obronie influencerów, którzy utknęli w dubajskim teatrze działań wojennych

W czym jesteśmy lepsi od ajatollaha, który dał się zabić jak gamoń we własnej widzianej z kosmosu kwaterze, mimo że wrogowie zasadzali się na niego od dobrych 30 lat?

ObserwujObserwujesz
Cyrk

1

Wielu polskich influencerów lubiących spędzać czas w Dubaju nie zaliczy ostatniego weekendu do szczególnie udanych. Radość życia odbierały im nie tylko drony oraz resztki irańskich pocisków manewrujących czy utrudnienia w rozliczeniu usług barterowych między lokalnymi przedsiębiorcami a uzbrojonymi w smartfony krytykami ich towaru, ale też świętoszkowate głosy zawistnych Polaków, którzy nagle wymagają od każdego zainteresowania się światem wokół.

Ola i Jawor, para cieszących się dużą popularnością tiktokerów, wylądowała w Zjednoczonych Emiratach Arabskich tuż przed atakiem sił izraelskich i amerykańskich na Iran. Gdy ta łamiąca wiadomość obiegła platformy społecznościowe i media plotkarskie, na parę posypały się gromy. Mimo to Jawor zachował przytomność umysłu i na hejterskie ataki miał gotową, z czasem pogłębianą pod względem argumentacji odpowiedź: nie śledzimy mediów.

Czytaj także Cztery lata później: czy dziennikarstwo nadal zmienia świat? Łukasz Łachecki

Nie śledzimy mediów, bo „gdybym miał z tych info korzystać, to bym musiał siedzieć w Polsce”. Nie wiem, kto to Epstein, bo „po prostu nie jestem fanem tych informacji i mnie to nudzi”. Wreszcie – dodaje Jawor, jakby jeszcze nie było pozamiatane – „wyzywanie kogoś z tego powodu świadczy tylko o ilorazie inteligencji Osoby, która dopuszcza się takich wyzwisk. To tak jakbym teraz Ciebie zapytał jak wygląda rynek Forex i zaczął cię wyzywać, bo nawet nie wiesz co to”.

Choć komunikat został przekazany w formie rolki ze ścianą tekstu, wyobraźnia sama podsuwa dźwięk rzucanego na podłogę mikrofonu.

Modelka zachwala systemy obrony przeciwrakietowej

Moim zdaniem styl życia Jawora i Oli godny jest pozazdroszczenia – cóż bowiem dała nam, pracownikom i konsumentom mediów, ta nasza polityczna wszechwiedza, żeby oceniać ludzi, którzy w zakładzie „mieć czy wiedzieć” postawili na poprawianie danych demograficznych, wygrzewanie się na słońcu i kolorowe koktajle? W czym jesteśmy lepsi od ajatollaha, który dał się zabić jak gamoń we własnej widzianej z kosmosu kwaterze, mimo że wrogowie zasadzali się na niego od dobrych 30 lat? W 2025 roku wydaliśmy książkę Marka Lilli Błoga ignorancja, która trochę komplikuje obraz „tych, którzy wolą nie wiedzieć”, ale – o paradoksie! – chyba wolimy nie przyjmować do wiadomości rozważań amerykańskiego profesora.

Jawor i Ola nie byli jedynymi, którzy znaleźli się w ogniu krytyki i dronów – w Dubaju w momencie kryzysu byli też Andziaks i Luka, Dawid Kosiński, Agnieszka Włodarczyk, Robert Karaś i inne pokemony, które przez większość życia traktujemy z taką samą powagą, jak oni wiadomości o konfliktach zbrojnych. W tym gronie wyróżniała się Marcelina Zawadzka, Miss Polonia 2011 i finalistka Miss Universe 2012, która na swoim profilu przedstawiła szczegółowe informacje na temat niezawodności emirackich systemów bezpieczeństwa. „ZEA posiadają jeden z najnowocześniejszych warstwowych systemów obrony przeciwrakietowej na świecie – absolutnie najlepszy, jaki można kupić: THAAD – złoty standard w obronie przed rakietami balistycznymi dużej wysokości. ZEA były pierwszym krajem poza Stanami Zjednoczonymi, który go nabył” – poinformowała modelka.

Muszę przyznać, że modelki i triatloniści zachwalający takie czy inne zbrojenia w momencie dyskusji o programie SAFE budzą we mnie większe emocje niż para specjalizująca się w transmitowaniu własnego życia do internetu, która kupiła bilet do Dubaju i skoro nic nie stanęło na przeszkodzie, to z niego skorzystała. Nie ma się bowiem co łudzić, że Zawadzka informacje na temat uzbrojenia szejków zdobyła na drodze szczegółowej kwerendy, wertowania raportów ekspertów i mnożenia reporterskich wątpliwości.

Czytaj także OPiS Dei. Co łączy Karola Nawrockiego i papieża Jana Pawła II? Łukasz Łachecki

Jak pisał u nas niedawno Filip Konopczyński na podstawie raportu NASK Nastolatki 3.0, podobne informacje sufluje nam w większości sztuczna inteligencja. „Widać gwałtowny odwrót od tradycyjnych źródeł: popularność Wikipedii czy Google’a jako pomocy w edukacji spadła z 76 proc. i 63 proc. w 2018 roku do zaledwie 23 proc. i 45 proc. w 2024 roku. GenAI już stało się dla młodych pierwszym oknem na świat. Gwałtownie rośnie rola sztucznej inteligencji, z której korzysta już 70 proc. nastolatków, w tym prawie połowa regularnie. Przy braku nadzoru oraz kompetencji rodziców i nauczycieli chatboty nie tyle zastępują tradycyjne ściągawki, ale budują szkodliwe nawyki przyjmowania syntetycznych odpowiedzi bezkrytycznie” – pisze Konopczyński.

Supermetafora i dubajskie symulakrum

Uwięzieni w luksusowym resorcie influencerzy, korzystający z aplikacji BuzzBee czy Clapp App celem obniżenia kosztów egzotycznej wycieczki w zamian za pozytywną wzmiankę na Instagramie i zmuszeni przez ChataGPT do wiary w siłę systemów obronnych to świetny zalążek do jednej z supermetafor w stylu Jamesa Grahama Ballarda, powodujących, jak pisał dla Krytyki Politycznej Tomasz Kozak, „dezintegrację obiegowych wyobrażeń o człowieku, społeczeństwie, cywilizacji”, których wynikiem jest „ciągły, kalejdoskopowo przewrotny rozpad stereotypów antropologicznych i socjologicznych”.

Zmarły w 2009 roku Ballard w ciągu ostatnich 20 lat życia napisał kilka powieści i opowiadań, dziejących się w miejscach przypominających współczesny Dubaj – by wspomnieć choćby Kokainowe noce (1994) czy Super-Cannes (2000). Polacy, wreszcie mogący sobie pozwolić na machanie paszportami 20. gospodarki świata i szybko zapakować się do samolotu w poszukiwaniu słońca, mogą przejrzeć się w powieściach Brytyjczyka jak w lustrze – często krążą one wokół problemów opływającej w luksusy angielskiej klasy średniej.

Jeszcze 10 lat temu, po aferze z latającymi do Dubaju pracownicami seksualnymi, która weszła na stałe do kanonu spiskowo-seksistowskich opowieści, największe miasto ZEA było czymś w rodzaju miejskiej legendy na temat miasta – na peryferiach internetu sklejenie Dubaju z jedzeniem kału na życzenie bajecznie bogatych szejków funkcjonuje zresztą do dziś.

Mimo to Polacy latają dziś tam dwa razy częściej niż w 2015 roku. Nie przeszkodziły żadne plamy śmieci, histeria na punkcie jakości powietrza i niezmiennie wysoka pozycja Dubaju na liście najbardziej zanieczyszczonych miejsc na planecie, reputacja pustynnej błyskotki w rękach szejków, którzy mogą sobie dziś kupić znacznie więcej niż najpotężniejsi rosyjscy oligarchowie – nie daliśmy się nabrać na indywidualizację winy, mamy prawo do ciepła i odsolonej wody w kranie.

Lukratywnie, ale nie demokratycznie

Oburzenie na urlopujących influencerów razi tym bardziej, że zaledwie kilka miesięcy temu Krzysztof Stanowski z Kanału Zero zabrał kilku chłopaków do Arabii Saudyjskiej, mimo dość powszechnej wiedzy, że Muhammad ibn Salman niespecjalnie docenia „szczerą krytykę” i pilnuje, by obraz Saudów prezentowany przez odwiedzających zgadzał się z interesami księcia. Stanowski, Quebonafide, Kizo czy Krychowiak chętnie posłużyli za słupy reklamowe satrapy, ale odcinek okazał się tak ciekawy, jak wyspa Epsteina dla Jawora – obyło się więc bez konsekwencji i oburzenia.

W rzeczywistości duża część globalnej turystyki, a także ulubione „destynacje” Polaków to miejsca, które w tabeli krajów przestrzegających praw człowieka znajdują się na dużo dalszych pozycjach niż Polska w rankingu największych gospodarek. Turcja, Egipt, Tajlandia, Katar czy Maroko też mają spore szanse na zostanie „arenami” działań zbrojnych, przewrotów, protestów i zamieszek – a jednak trudno spodziewać się, że ktoś miałby pretensję do jakichś nieszczęśników z Hurghady, gdyby zostali ranni w zamachu terrorystycznym (co zresztą przytrafiło się polskiemu turyście w 2016 roku).

Czytaj także Pośród ogrodu siedzi ta królewska para Łukasz Łachecki

Moralne wzmożenie i atak na modelki czy handlujących nowoczesnymi toaletami blogerów technologicznych wyglądają śmiesznie, bo to nie ignorancja czy nawet poznawanie specyfikacji technicznej kopuły przeciwlotniczej z podsumowania wygenerowanego przez sztuczną inteligencję zaprowadziły ich na leżaki w pustynnym, ba(udri)llardowskim symulakrum. Większość z nas czerpie dziś informacje o świecie w podobny sposób: powierzchowność naszej znajdującej się w całkowitym panowaniu algorytmów wiedzy wydaje się dobrym argumentem za tym, by nie krytykować za nią tych, którzy „powierzchowność” i „algorytmy” wycisnęli jak cytryny, jednocześnie nie musząc przejmować się procesami i wydarzeniami, na które nie mają żadnego wpływu.

Po tylu latach bombardowania nas dezinformacją spreparowaną w siedzibach obcych wywiadów, newsami nieustannie poprawiającymi nam samoocenę lub powodującymi uwierające FOMO, zaskakująco łatwo przyznać, że jeśli chodzi o bezmyślną konsumpcję, to jedziemy z niezainteresowanymi wieściami ze świata celebrytami na jednym wózku.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie