Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Winni nie mają się czego bać. Najbardziej zażarty front nadwiślańskiej wojenki politycznej

Prezydent Nawrocki może całkowicie sparaliżować polskie sądownictwo. Masowe odmowy nominacji sprawią, że w wymiarze sprawiedliwości zacznie brakować sędziów, co znów wydłuży i tak już niemiłosiernie długi okres oczekiwania na wyrok. Odmowy awansów sędziowskich oznaczają, że w sądach wyższej instancji pojawią się wakaty i powstanie zupełny chaos.

ObserwujObserwujesz
Kontekst

🛑 19 lutego prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę reformującą sposób wyboru sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa.

👨‍⚖️ Projekt firmowany przez ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka miał na celu cofnięcie reformy autorstwa Zbigniewa Ziobry dotyczącej wyboru „części sędziowskiej” KRS przez Sejm.

Walka

19 lutego prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę reformującą sposób wyboru sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa, czym otworzył kolejny etap destrukcyjnego sporu o kształt wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Spór ten dotyka już nie tylko sądów i prokuratury, ale nawet obronności – czego dowodem kuriozalny spór o program SAFE. Zresztą sama liczba dotychczasowych wet Nawrockiego (27 w ciągu pół roku) jasno wskazuje, że prezydent zrobił sobie z tej prerogatywy młotek do uderzania w rząd, a część projektów odrzucał na zasadzie „bo tak”.

Weta Nawrockiego i polityczne konsekwencje dla KRS

W przypadku KRS weto było oczywiste, gdyż projekt firmowany przez ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka miał na celu cofnięcie jednej z kluczowych reform autorstwa Zbigniewa Ziobry, czyli wyboru „części sędziowskiej” KRS przez Sejm, a nie przez samych sędziów. Dla PiS ta zmiana ma charakter wręcz formacyjny. Podpisanie projektu Żurka oznaczałoby symboliczne zerwanie więzów łączących Karola Nawrockiego z ugrupowaniem Jarosława Kaczyńskiego i z nim samym. Nie jest powiedziane, że Nawrocki nie zamierza ich kiedyś zerwać lub w inny sposób zademonstrować swoją niezależność, ale na pewno nie w sprawie, w której ma takie samo zdanie, jak jego macierzyste środowisko polityczne.

Minister Waldemar Żurek zapowiedział więc uruchomienie „planu B”. Kadencja „części sędziowskiej” KRS kończy się w maju, a powstałe wakaty zostaną uzupełnione przez Sejm zgodnie z obecnie obowiązującą ustawą. Różnica będzie taka, że listę 15 kandydatów wybiorą Zgromadzenia Sędziów wszystkich sądów w Polsce drogą głosowania, natomiast Sejm tylko ją zatwierdzi. W pierwszym kroku wymagana jest większość 3/5 głosujących, której koalicja rządząca nie uzbiera, chyba że PiS postanowi zbojkotować głosowanie i gremialnie nie stawi się w sali obrad lub wyciągnie karty. W drugim kroku do uchwalenia listy kandydatów do KRS Sejm potrzebuje już tylko większości bezwzględnej, którą wciąż ma, o ile posłowie i posłanki będą zdyscyplinowani i lojalni. Po ostatnich ekscesach Polski 2050 nie jest to wcale pewne.

Czytaj także Ikonowicz: Sądy nie zawsze są po stronie bogatych. Pokazał to przekręt frankowy Piotr Ikonowicz

Nawet jeśli „plan B” ministra Żurka się powiedzie, będzie to dopiero wstęp do prawdziwej awantury. Nawrocki nie może zawetować wyboru Sejmu, ale może pójść na wojnę z wybraną w ten sposób Radą. Na przykład masowo odmawiając nominacji sędziowskich i tłumacząc, że kandydaci na sędziów lub do awansów zostali mu podrzuceni przez jakieś upolitycznione ciało wybrane w sposób niezgodny z ustawą. W mediach PiS słychać przygotowywaną na tę „okazję” narrację. Mowa jest o planowanym obejściu ustawy przez Żurka, przygotowywanym „skoku na KRS” w celu jej upartyjnienia i próbie przepchnięcia słynnych już „sędziów z Iustitii”, czyli ze stowarzyszenia najgłośniej sprzeciwiającego się reformom Ziobry.

Paraliż sądownictwa przez konflikt wokół nominacji i awansów

Spór o wymiar sprawiedliwości to najbardziej zażarty front nadwiślańskiej wojenki politycznej. Zaczęło się jeszcze za rządów koalicji PO-PSL, gdy regularnie pojawiały się uzasadnione wątpliwości co do funkcjonowania sądownictwa III RP. Skandalicznie przeprowadzona warszawska reprywatyzacja nie mogłaby dojść do skutku, gdyby przejmujący kamienicę ludzie nie byli dobrze ustosunkowani w wymiarze sprawiedliwości. Dzięki temu sędziowie tak chętnie ustanawiali kuratorów reprezentujących interesy osób dawno zaginionych lub zmarłych. Niewykrycie sprawcy bestialskiego zabójstwa aktywistki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej było zgniłą wisienką na tym zepsutym torcie.

Powodów do krytyki wymiaru sprawiedliwości było wtedy więcej i nie chodziło tylko o przewlekłość postępowań, ale też zblatowanie sądownictwa z władzą. Mowa chociażby o słynnym „sędzi na telefon”, czyli byłym prezesie sądu okręgowego w Gdańsku Ryszardzie Milewskim, który w rozmowie z podającym się za urzędnika kancelarii premiera dziennikarzem „Gazety Polskiej Codziennie” w 2011 roku wyrażał gotowość do przyspieszenia posiedzenia w sprawie aresztu założyciela Amber Gold. PiS wpadł w typową dla siebie przesadę, snując narrację o zepsutej do szpiku kości kaście sędziowskiej, która bezkarnie przyjmuje łapówki i kradnie. Wykorzystywano w tym celu chociażby faktyczny przypadek zabrania 50 złotych z lady stacji benzynowej przez sędziego Mirosława Topyłę, co uwieczniły kamery, dając mediom bliskim PiS gotowy do zapętlania materiał. Wyrok Sądu Najwyższego z początku 2018 roku, według którego Topyła był niewinny kradzieży, gdyż wziął banknot z roztargnienia, tylko utwierdził pisowców w swoich przekonaniach.

Po przejęciu władzy PiS postanowił więc wziąć wymiar sprawiedliwości na krótką smycz. Skoro sędziowie są usłużni władzy, to zrobimy tak, żeby służyli jej jeszcze bardziej – tak można podsumować tę logikę. Na barykadzie stanął minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który przeprowadził całą serię reform podporządkowujących wymiar sprawiedliwości i organy ścigania rządzącym – a konkretnie jemu samemu. Mało kto pamięta, że jedną z pierwszych reform Zjednoczonej Prawicy po przejęciu władzy była likwidacja niezależnego Prokuratora Generalnego i ponowne zespolenie go z funkcją ministra sprawiedliwości, co miało miejsce w styczniu 2016 roku. W ten sposób jedyną osobą piastującą tę funkcję w Polsce został Andrzej Seremet (lata 2010-2016).

Następnie w trybie ekspresowym przez parlament przeszły trzy reformy sądownictwa, spośród których Andrzej Duda zawetował dwie – o Sądzie Najwyższym i KRS. Podpisał jednak reformę sądów powszechnych, dzięki której świeżo upieczony Prokurator Generalny mógł samodzielnie wymienić prezesów i wiceprezesów wszystkich sądów w Polsce w ciągu pół roku od wejścia w życie ustawy. Reforma KRS, przekazująca sposób wyboru części sędziowskiej Sejmowi, i tak weszła w życie, ale dopiero rok później. Opozycja nie zaakceptowała tych zmian, określając od tej pory radę jako „neo-KRS”. W 2018 roku w Sądzie Najwyższym powstała nieuznawana przez ówczesną opozycję Izba Dyscyplinarna, zastąpiona w 2022 roku przez Izbę Odpowiedzialności Zawodowej, której dzisiejsza koalicja rządząca również nie uznaje. Podobnie jak utworzonej także za rządów PiS Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, gdyż obie zostały powołane przy udziale niekonstytucyjnej rady sądownictwa.

Reformy Ziobry i PiS. Jak upartyjniono wymiar sprawiedliwości

Na odchodnym spodziewające się utraty władzy PiS zabetonowało jeszcze Prokuraturę Krajową, warunkując odwołanie jej szefa zgodą prezydenta. Dokładnie w ten sam sposób Ziobro „zabezpieczył” stanowiska zastępców Prokuratora Generalnego. Po przejęciu władzy nowy minister sprawiedliwości Adam Bodnar, który miał uzdrowić sytuację, został więc zmuszony do szybkiego wejścia w buty poprzedników. Na podstawie kontrowersyjnej tezy, według której Prokurator Krajowy Dariusz Barski został przywrócony ze stanu spoczynku bez podstawy prawnej, uznał stanowisko za wadliwie obsadzone i powołał na ten domniemany wakat Dariusza Korneluka. Przy okazji odwołał dziesięciu szefów prokuratur regionalnych i okręgowych, w tym Jerzego Ziarkiewicza z Lublina, który miał wstrzymywać sprawy przeciw politykom PiS.

Czytaj także Pół roku poszerzania pola walki. Nawrocki gra na wywrócenie rządowego stolika Jakub Majmurek

Nie udało mu się jednak odwołać zastępców Prokuratora Generalnego, którzy uznali usunięcie Barskiego za niezgodne z prawem i rozpoczęli sabotowanie działań Bodnara. Liczne wpadki, takie jak błędy formalne w pierwszym wniosku o areszt Marcina Romanowskiego, co umożliwiło mu czmychnięcie na Węgry, nie mogły być przypadkowe. PiS zaczął wykorzystywać ziobrystowskich zastępców Bodnara także na inne sposoby. W lutym 2025 roku prezes nieuznawanego przez koalicję rządzącą Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski mógł skutecznie złożyć swoje zawiadomienie o zamachu na ustrój Rzeczpospolitej Polskiej, gdyż zaniósł je bezpośrednio do zastępcy Prokuratora Generalnego Michała Ostrowskiego, który wszczął śledztwo. Już kilka dni później Ostrowski został więc przez Bodnara zawieszony, gdyż miał rozpocząć sprawę bez… wprowadzenia jej do systemu ewidencyjnego.

Indolencja Adama Bodnara zaczęła działać na nerwy premierowi Donaldowi Tuskowi, który będąc zagrzewanym do boju przez najbardziej rozwścieczoną część wyborców anty-PiS postanowił wymienić go na byłego sędziego Waldemara Żurka – obok prokurator Ewy Wrzosek jednego z najbardziej zaciekłych przeciwników reform Ziobry. Jak można się było spodziewać, Żurek zaczął z grubej rury. Podczas swojej inauguracji w sierpniu 2025 roku poinformował, że odwołuje 46 prezesów i wiceprezesów sądów w całym kraju. Problem w tym, że w 25 przypadkach nie otrzymał na to zgody sądowych kolegiów. W takiej sytuacji minister, zgodnie z ustawą, powinien zwrócić się o opinię do KRS. Żurek jednak uznał kolegia za powołane wbrew zasadzie niezależności władzy sądowniczej, a samą KRS za powołaną niezgodnie z Konstytucją.

Następnie twardą ręką zabrał się za porządki w prokuraturze. We wrześniu poinformował o „rezygnacji” powołanego za czasów Ziobry rzecznika dyscyplinarnego i odwołaniu dziesięciu delegacji z prokuratury krajowej. W lutym 2026 roku odwołał znanego i szanowanego na Śląsku naczelnika śląskiego wydziału zamiejscowego PK Tomasza Tadlę, ponieważ został on awansowany „za Ziobry”, wstawiając na jego miejsce Marka Wełnę z Krakowa, który „za Ziobry” został zdegradowany, a ostatnimi czasy nadzorował umorzoną sprawę przeciw Romanowi Giertychowi w związku z wyprowadzeniem środków ze spółki Polnord.

Żurek w drodze rozporządzenia ograniczył również uruchomione ustawowo w 2018 roku losowanie sędziów. Od października 2025 roku w trzyosobowych składach sędziowskich tylko sędzia referent musi być losowany, a pozostałych dwóch może wskazać prezes sądu. Tym samym minister Żurek zmienił ustawę rozporządzeniem. Przy okazji lutowych odwołań w PK media bliskie PiS obiegła informacja, że szef resortu sprawiedliwości sonduje możliwość odwołania swoich powołanych przez Ziobrę zastępców bez zgody prezydenta – czyli też wbrew ustawie.

Realne konsekwencje chaosu w sądownictwie

Powiedzieć, że mamy bałagan w wymiarze sprawiedliwości, to jak stwierdzić, że Ronaldinho nieźle grał w piłkę. To kompletny chaos, który jest podkręcany przez rywalizujące ze sobą dwa stronnictwa – lojalnych ziobrystów i zagorzałych przeciwników świeżo upieczonego węgierskiego azylanta. Każda ze stron ma swoich prokuratorów (PiS Barskiego, anty-PiS Wrzosek itd.) oraz sędziów (anty-PiS Igora Tuleję, PiS szefową SN Małgorzatę Manowską itd.). PiS nie uznaje Prokuratury Krajowej, natomiast anty-PiS nie uznaje „neo-KRS” oraz Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN.

Z obu stron podważane są wyroki sądów. Przypomnijmy, że minister finansów Andrzej Domański nie wypłacił części subwencji partyjnej PiS, ponieważ odwołanie od decyzji PKW rozpatrywała nieuznawana przez obecną większość rządową izba Sądu Najwyższego. O chaosie w Trybunale Konstytucyjnym nie ma tu sensu się rozpisywać, bo ten nie jest częścią wymiaru sprawiedliwości – ale warto wspomnieć, że obecny rząd nie publikuje wyroków TK, tak jak PiS nie publikował przed jego pacyfikacją.

Czytaj także Prawo, sprawiedliwość i inni wielcy nieobecni Łukasz Łachecki

Nie chodzi tu o polaryzację, bo polskie społeczeństwo jako całość jest znacznie mniej podzielone, niż wynikałoby to z oglądu samej sceny politycznej. To wynik radykalnego upartyjnienia instytucji publicznych, które są wzajemnie wydzierane sobie z rąk przez kolejne ekipy dochodzące do władzy, w wyniku czego stawka każdej kolejnej elekcji staje cię coraz wyższa. Następujące po sobie wybory parlamentarne są może jeszcze nie walką na śmierć i życie, ale na wolność lub więzienie już tak.

Cierpi na tym jakość domeny publicznej, gdyż etos służby cywilnej, sądownictwa i organów ścigania staje się powoli archaizmem, przegrywając z partyjnym zacietrzewieniem. Obywatele tracą z powodu niepewności, czy wyroki w ich sprawach będą uznawane przez inne sądy, gdyż wydał je jeden sędzia nieuznawany przez drugiego. Na początku roku Sąd Rejonowy w Giżycku zdecydował, że nie ma możliwości dokonania podziału majątku byłych małżonków, wskazując, że wyrok w ich sprawie rozwodowej nie istnieje – wydał go bowiem sędzia powołany przy udziale wadliwie ukształtowanej KRS.

W tym chaosie świetnie czują się przestępcy, którzy mogą migać się od wyroków. W zeszłym roku media obiegła informacja, że warszawska mafia narkotykowa może uniknąć części kar, gdyż Sąd Najwyższy uchylił wyroki sądu apelacyjnego, które wydał tak zwany neosędzia. Sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia, ale część zarzutów się przedawniła, zaś kolejne przedawnią się wkrótce.

Parafrazując klasyka: winni nie mają się czego bać. Niewinni są za to skazani na niemiłosiernie długie oczekiwanie na werdykt, który może zostać podważony. A najgorsze dopiero przed nami, gdyż żadna ze stron nie zamierza nawet nie tyle się cofnąć, co chociaż zatrzymać.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie