👊🏻 12 lutego w Lyonie działacze antify pobili 23-letniego Quentina Deranque. Dwa dni później mężczyzna zmarł w wyniku obrażeń.
🧨 Prawicowa propaganda ukazuje ofiarę jako „studenta matematyki”, który jedynie „chronił protestujące kobiety”, odwracając uwagę od faktu, że Quentin Deranque był działaczem nacjonalistycznym i członkiem organizacji antydemokratycznych, a starcie z antifą przypominało raczej bójkę, niż jednostronny atak.
⚰️ W latach 1986-2020 we Francji doszło do 53 morderstw motywowanych politycznie. Za 90 proc. z nich odpowiadała skrajna prawica
W ubiegłym tygodniu Francją wstrząsnęła śmierć 23-letniego Quentina Deranque, który 12 lutego w Lyonie został pobity przez kilka osób (zmarł dwa dni później w wyniku obrażeń). Media obiegły nagrania przedstawiające szamotaninę i powalenie na ziemię studenta matematyki. Jako że sprawcami byli prawdopodobnie antyfaszystowscy bojówkarze, tragedia uruchomiła lawinę oskarżeń pod adresem całej lewicy, na czele z Francją Niepokorną (LFI). Jednym z jej deputowanych jest bowiem Raphaël Arnault, współzałożyciel Młodej Gwardii, organizacji antyfaszystowskiej z Lyonu – została ona zdelegalizowana niecały rok temu, ale to jej działacze mieli przeprowadzić brutalny atak na przypadkową grupę nacjonalistów.
W taki sposób historię przedstawia m.in. Kolektyw Némesis, skrajnie prawicowa i antyimigrancka organizacja kobieca, pośrednio zaangażowana w wydarzenia z zeszłego tygodnia. W mediach społecznościowych kolektywu pisano o niczym niesprowokowanej napaści antify na Quentina, który miał należeć do służby ochraniającej pokojową demonstrację przeciwko „islamolewicy” w postaci Rimy Hassan – polityczka LFI występowała gościnnie na lyońskim uniwersytecie i szybko oskarżono ją o to, że ma krew na rękach, podobnie jak jej towarzysze partyjni.
Napaść czy bójka – co wydarzyło się w Lyonie?
Po dokładanym przeanalizowaniu sytuacji okazuje się jednak, że ta wersja wydarzeń ma bardzo nikłe oparcie w faktach. Informację, że Quentin był członkiem ochrony Kolektywu Némesis, którą w Polsce rozpowszechnia m.in. Krzysztof Bosak, zdementowała rodzina i reprezentujący ją adwokat. Przemoc nie była tak jednostronna, jak mogłoby się wydawać po obejrzeniu wspomnianego nagrania – na ulicach Lyonu dochodziło w tym czasie do starć porównywalnie dużych grup ekstremistów lewicowych i prawicowych. W tym kontekście niedopowiedzeniem jest także nazywanie ofiary zwykłym studentem, który miał narazić się antifie wyłącznie wiarą katolicką lub patriotyzmem.
Zmarły w szpitalu Quentin należał do szeregu organizacji skrajnie prawicowych: monarchistycznej Akcji Francuskiej (znanej m.in. z kolaboracji z III Rzeszą w czasach Francji Vichy), tradycjonalistycznej i antysemickiej Academia Christiana oraz neofaszystowskiej grupy Allobroges Bourgoin, która jest powiązana z różnymi nacjonalistycznymi bojówkami. Wiele z nich po śmierci aktywisty wyrażało solidarność ze swoim „poległym towarzyszem” i deklarowało, że walka na śmierć i życie napawała Quentina radością. Według relacji jednej z grup neofaszystowskich jego ostatnie słowa skierowane do kompanów brzmiały: „zróbmy to jeszcze raz, chłopaki”. W mediach ciepło o zmarłym wypowiadał się jego współlokator, który sam kilka lat temu tłumaczył się przed sądem z udziału w napaści ok. dwudziestu członków Bastion Social na kilku antyfaszystów. Organizację w międzyczasie zdelegalizowano za stosowanie przemocy i podżeganie do nienawiści.
Przeczy to forsowanej przez prawicę narracji o przypadkowym studencie, bez powodu napadniętym przez bandytów z antify. Oczywiście nic nie usprawiedliwia zadania śmiertelnych obrażeń, ale wiele wskazuje na to, że w Lyonie doszło raczej do starcia między dwiema bojówkami niż egzekucji pokojowego demonstranta lub osoby pilnującej porządku, jak by to chcieli widzieć nacjonaliści. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że kilkaset metrów od uniwersytetu doszło do starcia grup liczących po ok. dwadzieścia osób. Pojawiły się też nagrania przedstawiające atak zamaskowanych ultranacjonalistów, z których niektórzy byli uzbrojeni w metalowe pręty. Dopiero potem kilkunastu antifiarzy napadło trzech aktywistów skrajnej prawicy, co skończyło się tragicznie – dwóch uciekło, ale Quentin został pobity ze skutkiem śmiertelnym.
Antyfaszyzm gorszy od faszyzmu, czyli obracanie kota ogonem
Prawdziwy przebieg wydarzeń ma drugorzędne znaczenie dla tych, którzy próbują wykreować wrażenie, że to przeważnie antifa zabija swoich przeciwników politycznych. Quentin bywa nazywany francuskim Charliem Kirkiem, ma stanowić kolejną ofiarę fali lewicowej przemocy. Jeśli jednak popatrzeć na statystyki, to okazuje się, że nie tylko nie jest uzasadnione przedstawianie antyfaszystów jako głównych prowodyrów przemocy, ale trudno również postawić znak równości między bojówkarzami lewicowymi a prawicowymi.
We Francji w latach 1986-2020 doszło do 53 morderstw motywowanych politycznie. Za 90 proc. z nich odpowiadała skrajna prawica. Z kolei od 2022 roku ofiar przemocy rasistowskiej i faszystowskiej było co najmniej 30 – 11 osób zginęło, 19 zostało poważnie rannych. Niektóre ataki były dziełem „samotnych strzelców”, ludzi mordujących czarnego sąsiada lub nastolatkę maghrebskiego pochodzenia z nienawiści. Do tego dochodzą zorganizowane akcje nacjonalistycznych i neonazistowskich bojówek – przykładowo przed rokiem trzydziestka napastników zaatakowała we francuskiej stolicy projekcję filmu krytycznego wobec skrajnej prawicy. Bandyci krzyczeli „Paryż jest nazistowski”, bijąc i dźgając nożami widzów. Jeden z nich w stanie krytycznym trafił do szpitala. W podobny sposób w maju zeszłego roku zaatakowano lewicowe wydarzenie kulturalne w niewielkim Alès. W czasie mundialu w 2022 roku ultranacjonalistyczne bojówki organizowały polowania na kibiców reprezentacji afrykańskich, nazywane przez nie „odszczurzaniem”.
Liczba tego typu incydentów w ostatnich latach wyraźnie wzrosła, podobnie jak obecność grup skrajnie prawicowych w przestrzeni publicznej. Rok temu ulicami Paryża przemaszerowała neonazistowska demonstracja, w czasie której wykonywano hitlerowskie saluty. Co więcej, wśród jej uczestników prawdopodobnie znalazł się zmarły w Lyonie Quentin, chociaż adwokat jego rodziny temu zaprzecza. Niezależnie od tego przemarszu i obecności (lub nie) Quentina, jasnym jest, że Francja ma poważny problem z przemocą na tle ksenofobicznym i faszystowskim – szybko zostało to jednak przesłonione przez śmierć jednego skrajnie prawicowego aktywisty z rąk antify. Skąd taka dysproporcja w medialnym zainteresowaniu przemocą w zależności od tego, kim są sprawcy?
Centrum i prawica zjednoczone w oczernianiu lewicy
Tragedię naturalnie próbują wykorzystać nacjonaliści i skrajna prawica. W całym kraju zaczęto organizować wydarzenia upamiętniające Quentina i oskarżające lewicę o prowokowanie przemocy politycznej. Do delegalizacji organizacji antyfaszystowskich wzywają m.in. Éric Zemmour, Marion Maréchal i Jordan Bardella. Jednocześnie przybywa aktów wandalizmu, podejmowanych głównie przeciwko biurom Francji Niepokornej, a neofaszystowskie bojówki zapowiadają zemstę. Niektórzy skrajnie prawicowi politycy, jak np. powiązany z Zemmourem Jean Messiha, podsycają bojowe nastroje, otwarcie wzywając do „eksterminacji antify”. Słabo współgra to z próbami pozycjonowania się po stronie pokoju i porządku publicznego, ale takie dwójmyślenie stanowi standard dla nacjonalistycznych ekstremistów.
Bardziej zastanawiająca jest postawa obozu rządzącego. Sam prezydent Macron zabrał głos i wyraził żal wobec śmierci Quentina, czego nie zrobił przy okazji wymienionych wcześniej ataków rasistowskich i faszystowskich. Podobnie niekonsekwentnie postępuje ministerstwo spraw wewnętrznych: Laurent Nuñez osobiście zaangażował się w sprawę i jednoznacznie wskazuje palcem na lewicowych ekstremistów, zapowiadając surowe potraktowanie winowajców. Jego poprzednicy na tym stanowisku ignorowali wspomniane napaście w Paryżu czy Alès. Z kolei rzeczniczka rządu Maud Bregeon oraz minister sprawiedliwości Gérald Darmanin zgodnie stwierdzili, że moralną odpowiedzialność za tragedię w Lyonie ponosi Francja Niepokorna.
W tym kontekście można mówić o skoordynowanej kampanii środowisk rządowych i prawicowych przeciwko partii Mélenchona. Wpisuje się ona w strategię demonizacji Francji Niepokornej oraz przedstawiania jej jako zagrożenia dla Republiki, znacznie większego niż np. nacjonaliści z partii Le Pen. Z jednej strony utrudni to lewicy prowadzenie kampanii, z drugiej wywrze presję na bardziej umiarkowane partie, aby nie zawiązywały współpracy z niepokornymi. Dlatego też prezydent oraz podległy mu rząd sklasyfikowali ostatnio LFI jako skrajną lewicę, mimo że ta kategoria była tradycyjnie zarezerwowana dla ugrupowań trockistowskich, anarchizujących i radykalnie antysystemowych. Tym samym niepokornych umieszczono na lewo chociażby od Partii Komunistycznej (PCF), dalej klasyfikowanej w dokumentach ministerialnych jako zwykła lewica. Pytanie, jak długo, skoro granice akceptowalnych pozycji politycznych są przesuwane na prawo.
Chociaż ofiarą ofensywy politycznej w związku z śmiercią Quentina jest przede wszystkim Francja Niepokorna, to w dalszej kolejności problem ma cała lewica. Ostatnie dni pokazały bowiem, że śmierć jednego prawicowego ekstremisty stanowi ogólnonarodową tragedię, podczas gdy dziesiątki ofiar prawicowych ekstremistów to już tylko statystyka. Quentinowi poświęcono nawet minutę ciszy w Zgromadzeniu Narodowym – taki zaszczyt przewidziano dla członka kilku organizacji antydemokratycznych, ale nie dla osób zamordowanych w ostatnich latach przez rasistów i faszystów, z wyjątkiem jednej ofiary islamofobicznego ataku w zeszłym roku. Nacjonaliści już teraz narzucają ton debacie publicznej, co stawia ich w doskonałej pozycji przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi.










Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.