W lutym 2025 r. Jacek Podsiadło złożył w kancelarii prezydenta pismo, w którym informuje, że nie poczuwa się do obywatelstwa polskiego. Na krytykapolityczna.pl opublikowaliśmy je wraz z komentarzem poety oraz opiniami konstytucjonalistów.
Inne pisma autora można znaleźć w artykułach „Panie prezydencie, chce pan moje zdjęcie?” oraz „Proszę państwa, oto miś [Podsiadło pisze do Bodnara]”.
Dziś publikujemy kolejne z nich.


Samozakneblowanie się po pyrrusowym zwycięstwie Tuska mediów wcześniej krytycznych wobec poczynań władzy na granicy wschodniej (wzór: martwa od dwóch lat „Gazeta Uchodźców” Wyborczej) sprawiło, że poza Piotrem Czabanem z „Czaban robi raban” prawie nikt tam nie patrzy władzy na ręce. A jeśli nawet ktoś patrzy, to nie widzi na tych rękach krwi.
Tzw. materiał dowodowy
Nie mogę zapomnieć, jak Maria Złonkiewicz w telewizji Onetu apelowała bezpośrednio do Tuska, informując o biciu i oblewaniu twarzy żelem pieprzowym jako „standardowych” praktykach esgieków wobec uchodźców i o wlewaniu tegoż żelu do ust lub polewaniu nim genitaliów, okradaniu z pieniędzy oraz niszczeniu telefonów komórkowych jako praktykach „częstych”. Nie słyszałem, żeby Tusk albo SG oskarżeniom tym zaprzeczyli lub w jakikolwiek sposób je skomentowali.
Złonkiewicz podkreślała też, jak trudno udowodnić, że takie przerażające praktyki mają miejsce. Działania przez nią opisywane miały miejsce w strefie, do której władza zabroniła wstępu, a z oczywistych względów esgiecy, jeśli znęcają się nad zatrzymanymi, robią to bez świadków. Tzw. materiał dowodowy bardzo trudno zdobyć, a do zdobywania go uprawnione są tylko służby wyznaczone przez władze, z natury rzeczy niezainteresowane kręceniem bicza na siebie.
Mimo to Piotrowi Czabanowi udało się wyrwać z gardła prokuraturze w Siedlcach informacje o postawieniu trzem esgiekom zarzutu „bezprawnego użycia przemocy fizycznej”, jednemu zarzutu dokonania na nieustalonym cudzoziemcu „zaboru w cela przywłaszczenia” 10 euro, 50 rubli białoruskich, paszportu i telefonu komórkowego, a innemu zarzutu zniszczenia „nie mniej niż siedmiu” i przywłaszczenia dwóch telefonów należących do nieustalonych cudzoziemców. Poza „Czaban robi raban” żadne medium o tym nie informowało.
O żołnierzu, który strzelał gumowymi kulami do niestawiającego oporu Afgańczyka gumowymi kulami, a następnie go zmasakrował, łamiąc kości twarzy i uszkadzając oko, owszem, informowano, ale… jako o ofierze. On sam złożył zawiadomienie, że został uderzony łokciem w oko przez uchodźcę. Dzięki Czabanowi, który zdobył zdjęcie, możemy pokazać, jak wyglądał Muhammad Hussain po tym, jak zaatakował polskiego żołnierza łokciem w oko.

Z kolei jedyne znane zdjęcie anonimowego żołnierza zawdzięczamy temu, że pochwalił się nim Kosiniak-Kamysz, który żołnierza nawiedził. Twarzy żołnierza nie widać, obrażeń tym bardziej, widać za to krzyżyk za plecami Kamysza.

Nieznany esgiek, który najwyraźniej zachował przyzwoitość, wyniósł do mediów – nie wątpię, że łamiąc złe prawo – nagranie z monitoringu, na którym widać przebieg incydentu. Widać, że żołnierz strzela do bezbronnego i że nie mógł być przez niego uderzony, bo przez cały czas dzieli ich odległość kilku metrów. I żadne medium poza Czabanem tego nie opublikowało. Ani Onet, który nagranie to otrzymał wcześniej niż Czaban, ani Polsat News, do którego kamery Kosiniak kłamał z powoływaniem się na bliżej nieokreśloną miłość boską, że żołnierz „został napadnięty, zaatakowany” i że „został ranny, udzielana mu była pomoc w szpitalu, więc to on został napadnięty, a przez to Polska została zaatakowana”.
Kto wyrażał się źle na temat działalności mundurowych
Zła sława żołdactwa polskiego na granicy wschodniej spowodowała lawinę pozwów o zniesławienie lub znieważenie go. Do sądów trafiły akty oskarżenia m. in. przeciw trzem nieznanym z nazwiska osobom źle wyrażającym się w mediach społecznościowych o funkcjonariuszach, którzy zdaniem esgieckiego związkowca Kolasy „bez względu na porę dnia i pogodę chronią naszą granicę” (wow! nawet, kiedy siąpi mżawka?!), przeciw anonimowemu „obywatelowi RP”, który w związku z „sytuacją migracyjną na granicy państwowej z Białorusią” wysyłał na adres oddziału SG maile znieważające komendanta podlaskiej SG i jego zastępców, przeciw Barbarze Kurdej-Szatan, która nazwała esgieków „maszynami bez mózgu i serca” oraz „mordercami”, Bartowi Staszewskiemu („bandyterka w mundurach, która naraża na śmierć uchodźców”), Marcie Lempart („mordercy, którzy wyrzucają dzieci do lasu” i „mordercy w polskich mundurach”), anonimowemu 57-latkowi („faszyści, którzy wspierają bojówki nacjonalistyczne na wschodniej granicy, polujące na ofiary Łukaszenki i ich dzieci”), Piotrowi Maślakowi („mogą sobie przyczepić naszywki SS”), Przemysławowi Majorowi („Niczym się nie różnicie od nazistów”, także pod adresem ówczesnego premiera Morawieckiego) i Piotrowi Zeltowi („twarz bestialskich, bandyckich standardów państwa PiS” w odniesieniu do rzeczniczki SG).
Natomiast prokuratura odmawiała wszczęcia postępowania m. in. przeciw Staszewskiemu i Czabanowi. Niejakiemu Mateckiemu wszczęcia postępowania przeciw Staszewskiemu odmówiła pięć razy. Uległa dopiero po interwencji prawej nogi Ziobry, wiceministra spraw. Romanowskiego.
Jeśli o Czabana chodzi, esgiecja poczuła się dotknięta materiałem, w którym dziennikarz opisał przypadki wymyślnych tortur, jakim poddawała uchodźców: przed wycieńczonymi, głodnymi i spragnionymi ludźmi stawiano wodę i żywność, zabraniając im tykać jej, dopóki nie podpiszą dokumentów dających SG prawo wyrzucenia ich na Białoruś. Opowiedział, jak jednemu z uchodźców po drodze do dziury w płocie esgiek ukradł powerbank z plecaka. Opisał też przypadki przewożenia przez SG skrępowanych uchodźców w bagażnikach, w tym przypadek najgłośniejszy, kiedy autko SG z tak przewożonymi ludźmi na pierwszym zakręcie o ziemię się hukło, rozsypało się po lesie, strasznie się potłukło.
Za zamkniętymi drzwiami
Nie przypadkiem prokuratura odmówiła postawienia w stan oskarżenia Czabana. Tak się bowiem składa, że kiedy już stawia się zarzuty o znieważenie czy pomówienie, dotyczą one wyłącznie epitetów, nie faktów. Zaprzeczając faktom lub przeinaczając je, wychodzi się na buraka jak Kosiniak-Kamysz, o wiele łatwiej nie zgodzić się z jakimś porównaniem. Prawdopodobnie dlatego zarzuty dostali Kurdej-Szatan za „morderców” i Maślak za „naszywki SS”, a nie dostali Złonkiewicz za żel pieprzowy i Czaban za kradzież powerbanka. Uważajcie zatem na słowa jak Czaban, a Ty, Piotrze, uważaj też na siebie, na ile się da.
Procesy o zniesławienie/znieważenie służb mundurowych toczą się zwykle za zamkniętymi drzwiami, z wyłączeniem jawności, a sądy lubią swoje wyroki utajniać. Maślak, którego sprawę sąd umorzył, jednocześnie nakazując mu wpłacenie ofiary na tacę funduszu sprawiedliwości, poproszony o streszczenie procesu myślowego sądu, z widoczną przykrością odmówił mi, powołując się na tegoż procesu tajność.
Prawomocnie uniewinniony w listopadzie 2025 r. Władysław Frasyniuk, który uniemożliwiających podanie lekarstw i pożywienia uchodźcom w Usnarzu żołdaków nazwał „watahą psów” i „śmieciami”, upublicznił tajne uzasadnienie wyroku sądu, drobiazgowo wyjaśniając kierujące nim motywy: „W uzasadnieniu tego wyroku nie ma żadnych wiadomości nieznanych wcześniej opinii publicznej, mogących naruszyć dobra osobiste, interes prywatny lub wyrządzić krzywdę komukolwiek. Nie ma w nim także wiadomości mogących wywołać zakłócenie spokoju publicznego, obrażać dobre obyczaje, wreszcie takich okoliczności, które ze względu na ważny interes państwa powinny być zachowane w tajemnicy”. Osobno wyjaśnił, że dopuścił się tego upublicznienia, „żeby ludzie się nie bali krytykować władz”.
Z opublikowanego przez Frasyniuka uzasadnienia dowiadujemy się m. in., że „pomimo wskazania 618 żołnierzy, którzy pełnili służbę, odebrania od nich zeznań i oświadczeń, przesłuchania dowódcy pododdziału wyznaczonego do wykonywania zadań wsparcia Straży Granicznej w miejscowości Szudziałowo, przesłuchania tzw. mężów zaufania, okazania tablic poglądowych (tom V), nie udało się zidentyfikować osób pokrzywdzonych (…). Żadna ze wskazanych osób nie rozpoznała siebie ani, w sposób pewny, nikogo innego na okazanym nagraniu, żadna z nich nie czuła się też pokrzywdzona przestępstwem”.
Tymczasem sąd w Hajnówce opublikował niedawno uzasadnienie wyroku w sprawie piątki sprawiedliwych, a prokuratura rejonowa wniosła apelację i domaga się jego podważenia. Uzasadnienie liczy sobie 60 stron a zaczyna się wyjaśnieniem tego samego artykułu kodeksu karnego, którego zrozumienie próbowałem ułatwić Bodnarowi, kiedy zaszczyciłem go korespondencją: „Prokuratura utrzymywała, że art. 264a kodeksu karnego pozwala karać za ułatwianie pobytu na terenie RP za każdym razem, gdy ktokolwiek osiąga z tego powodu korzyść osobistą, włączając w to osoby uchodźcze. Sąd wskazał, że gdyby uznać takie rozumowanie, wówczas karalna byłaby praktycznie każda forma udzielania pomocy. (…) Dlatego przepis należy rozumieć wężej: penalizowane jest działanie dla korzyści sprawcy lub osób trzecich, a nie dla samego uchodźcy”.
A na pointę najlepiej mi się nada zdanie pochodzącego z ustnego uzasadnienia wyroku sędziego Wojciecha Salamona, który sądził Majora za porównanie do nazistów SG, MON, MSWiA, PiS i Morawieckiego. Sędzia podkreślił, że Morawiecki nie został skrzywdzony („Nie udowodniono, aby miał on doświadczyć jakiegokolwiek bólu czy cierpień psychicznych”) i że osoba prawna w rodzaju SG nie może żądać zadośćuczynienia.
– Instytucja jako taka nie jest zdolna do jakichkolwiek odczuć – powiedział Salamon.

**
Jacek Podsiadło – jeden z najwybitniejszych pisarzy polskich po 1989 roku, w latach 90. związany ze środowiskiem „Brulionu”. Autor ponad 20 książek poetyckich, dwóch prozatorskich, a także zbiorów felietonów publikowanych w „Tygodniku Powszechnym”. Twórca audycji Studnia w Radiu Opole oraz Domowego Radia „Studnia”. Laureat Nagrody Kościelskich, Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej, wielokrotnie nominowany do najważniejszych wyróżnień literackich. Prowadzi autorską stronę jacpo.pl.





























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.