Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Major Szczurak kontra Pacyfistyczna Komenda Uzupełnień. Jak sprzeciwić się poborowi do wojska?

Zawsze będą istniały jednostki, których nie da się przykroić do ram żołnierza – ani wrzaskiem majora, ani nawet groźbą więzienia. Trzeba by je jakoś gwałcić moralnie, a coś takiego nie mieści się w ludzkim sumieniu.

Wojsko Rozmowa
Walka

Wybuchnie za rok, dwa czy pięć lat? A może wojna z Rosją już trwa? Społeczne wzmożenie na gruncie bezpieczeństwa oraz prawdopodobieństwa konfliktu zbrojnego jest faktem, a trudno wyobrazić sobie bardziej poruszający czynnik niż zagrożenie wojną – w wymiarze politycznym i osobistym, bo jakoś musimy się do niego odnieść.

Można mieć wrażenie, że współczesną wojnę toczą ze sobą drony. Broń ta stała się fetyszem; doniesienia o dronach dominują w przekazie propagandowym i medialnym. Ale nie ma głupich. Gdy spotykam się z kolegami w wieku podlegającym obowiązkowi obrony ojczyzny, którym w Polsce objęci są mężczyźni między 19. a 60. rokiem życia, zawsze pada pytanie: dokąd, w razie czego, spierdalać?

Brzmi to fatalnie, nawet jako gorzki żart. Trochę nim jest, a trochę nie. Możemy ze znajomymi zagrzewać się do boju, ale znamy sondaże: w razie rosyjskiej agresji ucieczkę lub inny rodzaj uniku przed walką w okopach deklaruje połowa mieszkańców kraju.

Czytaj także Powołania do wojska, czyli odroczony przymus zostania mięsem armatnim Jakub Szafrański

W liberalnych demokracjach europejskich temat obowiązkowej służby wojskowej nie wydaje społecznie popularny; wprowadza się go z ostrożnością. Polskie Ministerstwo Obrony Narodowej odżegnuje się od poboru, ale pobór w Polsce jest tylko zawieszony, a nie zniesiony. W każdej chwili może posłużyć jako narzędzie dyscyplinowania społeczeństwa.

Nikt z moich znajomych nie doświadczył wojny. Niewiele żyje wśród nas osób, które naprawdę wiedzą, co ona znaczy. Żaden z potencjalnych obrońców ojczyzny nie wie, jak się zachowa w razie ataku. Niejeden ochotnik zdezerteruje, niejeden zdeklarowany pacyfista pójdzie się bić. Tak to zawsze wyglądało.

Ja sam wolę myśleć, że wystarczy mi odwagi, żeby do wojska nie pójść. Wolałbym, żeby nie groziło mi za to więzienie i żebym mógł się jakoś przydać zamiast przekradać się przez zachodnią granicę pod osłoną nocy. Zadałem więc sobie pytanie: co mógłbym zrobić, gdyby dzisiaj wybuchła wojna?

Przyszły mi do głowy dwie organizacje, które powinny umieć coś doradzić: Amnesty International i Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Łatwo się z nimi skontaktować, ale potrzebnej mi wiedzy nie mają. Skoro od 16 lat nikogo w Polsce nie zmusza się do służby w wojsku, prawnoczłowiecze NGO-sy nie marnują skromnych zasobów na etaty ekspertów od unikania poboru.

Czytaj także Lewaczka na dobrowolnej. Dlaczego młodzi Polacy idą do wojska? Magdalena Morawik

ChatGPT też nie pomaga. Stanowczo zniechęca mnie do ucieczki, symulowania chorób i ignorowania wezwań do wojska, a na koniec serwuje „brutalną, ale uczciwą prawdę”: jeśli jesteś zdrowy, nie masz udokumentowanej historii sprzeciwu sumienia lub podstaw prawnych, państwo może powołać cię do wojska.

Pytając na prawo i lewo, trafiłem w końcu na Krzysztofa Gorczycę z lubelskiego Towarzystwa dla Natury i Człowieka. Krzysztof był obdżektorem, czyli w swoim czasie odmówił obligatoryjnej służby wojskowej i złożył wniosek o służbę zastępczą, powołując się na klauzulę sprzeciwu sumienia. Towarzystwo, którym dzisiaj zawiaduje, ma wśród swoich celów statutowych „upowszechnianie i ochronę wolności, praw człowieka oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających zachowanie pokoju i rozwój demokracji”.

Zgodził się podzielić doświadczeniem, wyraźnie zastrzegając, że nie jest jego zamiarem zniechęcanie do służby wojskowej ani promowanie takiej postawy w świetle zagrożenia rosyjską agresją. Moim też nie. Niech idzie do wojska, kto czuje, że chce – a kto nie chce, niech się nie boi, że będzie musiał „spierdalać”.

Jakub Szafrański: Zmieniłeś stosunek do służby wojskowej?

Krzysztof Gorczyca: Niezupełnie. Banałem jest stwierdzić, że świat się zmienił, ale też nie sposób tego nie zauważyć. W 2000 roku odmówiłem przeszkolenia, bo uważałem, że jest bezsensem. Wstąpiliśmy wówczas do NATO i skończyła się historia. Nie czułem, żeby wisiało nade mną coś strasznego. Tymczasem Wojskowe Komendy Uzupełnień dostały polecenie zwiększenia zasobu rekrutów z wyższym wykształceniem.

Podjęcie i kontynuowanie studiów pozwalało wtedy odraczać służbę, a następnie przejść do rezerwy. Czasami jednak powoływano też absolwentów. Na moim roku wezwanie dostała niemal połowa świeżo upieczonych magistrów. Mieliśmy spędzić sześć miesięcy w koszarach, zdobyć szlify dowódcy plutonu, czyli takiego niby-oficera. To niewiele w porównaniu z dziewięcioma miesiącami dla chłopaków po szkole średniej. Wcześniej szli zresztą na rok, a w PRL-u na dwa lata.

Ja nie chciałem nawet na te pół roku. Co prawda minął już wtedy czas makabrycznej przemocy na kompaniach, utrwalony w społecznej świadomości przez filmy Kroll i Samowolka, ale pozostawał dyskomfort związany ze stratą czasu. A ładunek patriotyzmu w tym wszystkim był absolutnie fikcyjny.

Dobrze pamiętam tamtą groźbę. Każdego roku chodziliśmy z kolegami z uniwersytetu do pobliskiej Wojskowej Komendy Uzupełnień (dzisiaj przemianowane na Wojskowe Centrum Rekrutacji) z indeksem i książeczką wojskową, żeby dostać pieczątkę odroczenia. Jeśli nie zaliczyło się roku i na szybko nie dostało się na inny kierunek, trzeba było sobie zrobić roczną przerwę w życiorysie na wojsko.

Gdybym stawał przed tą perspektywą dzisiaj, to poczucie bezsensu byłoby znacznie mniejsze – i pewnie dlatego nie nadaję się jako wzór do rozmów o pacyfizmie. Wówczas dla komisji poborowej byłem jednak przypadkiem podręcznikowym.

Czytaj także Cześć i chwała dezerterom Jakub Szafrański

Witali cię kawką i miłą pogawędką?

Przeciwnie. Major, który zajmował się moją sprawą, od razu na mnie nawrzeszczał. To był taki klasyczny trep. Najpierw chce cię zdominować i zastraszyć, a jak się nie dasz, to przechytrzyć. Pamiętam go dobrze, bo spotykaliśmy się kilkukrotnie i zrobiłem z niego rodzaj legendy podawanej innym osobom starającym się o służbę zastępczą. Nazywałem go majorem Szczurakiem, to nie było jego prawdziwe nazwisko.

Czyli byłeś przypadkiem podręcznikowym, ale major Szczurak również.

Moje podanie, jak mi później mówiono, było szczególne chociażby z tego powodu, że w skali całego kraju bardzo mało osób starało się o służbę zastępczą. Najczęstszą strategią unikania woja było symulowanie chorób psychicznych lub przekupywanie lekarzy, by orzekali o niezdolności do służby. Ja nie chciałem rżnąć głupa i bawić się w takie rzeczy. Miałem swoje racje, prawa i traktowałem to poważnie. Byłem więc ciekawostką i postawiłem komisję, majora Szczuraka oraz jego przełożonego pułkownika w nieoczekiwanej sytuacji.

I na to zareagowali wrzaskiem?

Wojsko tak właśnie kształtuje ludzi, o których im chodzi. Na osiemnasto- czy dziewiętnastolatkach wrzask robi oszałamiające wrażenie. Major kazał mi wrócić do sekretariatu, pokwitować, co mi każą, a wniosek przesłać pocztą. To był ich standardowy podstęp. Wniosek należało złożyć przed podpisaniem czegokolwiek, bo jak podpisałeś, to już dostawałeś przydział i nie było dalszej dyskusji. Trzeba było wytrzymać presję i dopilnować formalności. Złożyłem więc wniosek i poprosiłem, by oni pokwitowali to pierwsi. Pokwitowali, ale nie odbiór załączników, a wniosek bez załączników jest nic niewart. Gdybym tego nie zauważył i nie wymógł, to i tak poszedłbym w kamasze.

To było celowe ze strony WKU? Dlaczego tak im na tobie zależało?

O tym numerze z podpisem słyszałem wcześniej wielokrotnie i to był pierwszy, podstawowy błąd, który niweczył wiele obdżektorskich protestów. Tak po prostu było wojskowym najłatwiej. Gdy podpisałeś kartę powołania, stawałeś się problemem kogoś innego, kolejnego w strukturze i hierarchii. A jeśli nie, to przydawałeś im pracy.

Miałem mnóstwo wycinków z gazet potwierdzających, że aktywizmem praw człowieka zajmuję się od dzieciaka, że nie wymyśliłem sobie tego ad hoc. Miałem zdjęcia z różnych demonstracji, z długimi włosami i transparentami przeciwko fermom futrzarskim, przeciwko jedzeniu mięsa, przemocy i za ekologią. Nie mieli się do czego przyczepić.

Skąd wiedziałeś, jak przygotować wniosek? Nie wyczytałeś tego przecież z konstytucji.

Mieliśmy tu w biurze punkt poradniczy, Pacyfistyczną Komendę Uzupełnień. Była to nieformalna sieć wsparcia zbudowana na rozmaitych środowiskach wolnościowych i prawnoczłowieczych. Wiedzę o tym, jak uniknąć poboru, przekazywano sobie analogowo na spotkaniach, koncertach i w zinach. Kolportowano gotowe wzory pism i formularze. Internet wchodził dopiero pod strzechy i do dzisiaj można znaleźć tam wspaniałe artefakty inicjatywy PKU i ruchów pokojowych jako takich.

Czytaj także Feministki! Gdzie jesteście, gdy ojczyzna wzywa rezerwistów? Paulina Januszewska

Czyli byłeś zaangażowanym pacyfistą?

Nie przypominam sobie, żebym tak się wówczas identyfikował. Zajmowałem się ekologią, ale każda organizacja, która potrafiła sobie zorganizować lokal, użyczała go kilku innym o zbliżonym profilu, więc działania różnych ruchów przecinały się ze sobą. Do kolegów zajmujących się Pacyfistyczną Komendą Uzupełnień przychodzili po poradę interesanci, dzięki czemu i ja zawczasu zdobyłem rozeznanie w temacie. Gdy z kolei mój sprzeciw sumienia okazał się skuteczny, mogłem podzielić się doświadczeniem i pomóc innym. W ten sposób postać majora Szczuraka stała się znana i modelowa. Trzeba było uprzedzać przyszłych obdżektorów, z kim będą mieli do czynienia.

Kluczowa była znajomość przepisów i wzajemne wsparcie środowisk alternatywnych: anarchistycznych, równościowych, ekologicznych, prozwierzęcych, prawnoczłowieczych.

Napisałeś więc wniosek o przydzielenie do służby zastępczej, ponieważ uważasz, że wojsko jest bezsensem? Jak ekolog może udowodnić, że nie nadaje się na żołnierza?

W mojej linii argumentacyjnej chodziło o naukę zabijania. Na strzelnicy tarcze mają kształt człowieka. Nie godziłem się na to, by ktokolwiek zmuszał mnie do szkolenia się w sztuce zabijania ludzi czy jakichkolwiek istot. Starałem się wykazać, że taki przymus jest głęboko niemoralny, przez co grozi u mnie psychiczną dekonstrukcją, bo miłuję świat i życie jako takie. Do tego był jeszcze problem dostępu do wegetariańskiej diety w koszarach, a nawet fakt, że trzeba było używać skórzanych, a więc niewegańskich butów. Wszystko to byłoby wbrew mojemu sumieniu.

Po twojej stronie było przeprowadzenie całego dowodu filozoficznego…

…i poparcie go wiarygodną dokumentacją poświadczającą, że żyję według deklarowanych zasad. Należało mieć ukształtowany i praktycznie realizowany światopogląd.

Czytaj także Bilous: Jestem ukraińskim socjalistą. Dlaczego walczę z rosyjską inwazją? Taras Bilous

Niewielu osiemnastolatków może się czymś takim wykazać, a do woja szło się właśnie w tym wieku. Zatem nie mogli się przyczepić do twojego wniosku, a pozwolili ci zrobić coś bardziej pożytecznego? Na czym polegała służba zastępcza?

Tu znów było kluczowe to, że wiedziałem, czego chcę. Trafiłem do zaprzyjaźnionego Klubu Gaja. To była sytuacja win-win: zajmowałem się ekologią, organizacja miała pracownika, a całość opłacało Ministerstwo Obrony Narodowej. Ekwiwalent żołdu przeznaczono na moją pensję i składkę zdrowotną. Jakiś czas później Towarzystwa Natury i Człowieka zatrudniło obdżektora na takich samych warunkach.

Ale nie zawsze trafiało się w wymarzone miejsce. Mój kolega, który jako pierwszy z moich znajomych przeszedł przede mną drogę sprzeciwu sumienia, dostał przydział w Domu Pomocy Społecznej na lubelskiej Kalinowszczyźnie i było to trudne przeżycie.

Mówi się, że wojsko to szczególny rodzaj więzi – koleżeństwo, a nawet braterstwo. Tobie z kolei więzi koleżeńskie pomogły się przed wojskiem uchronić.

To, że w latach 90. mogłem się powołać na sumienie i ubiegać o służbę zastępczą, było wspaniałym luksusem. Za PRL-u do wojska szło się przecież na dwa lata, a odmowa groziła więzieniem. Paru chłopaków odsiedziało wyroki za to, żebym ja mógł pokłócić się skutecznie z majorem Szczurakiem. Wiele osób narażało się na areszt, chociaż wojo im nie groziło. Organizowano demonstracje, wsparcie, całą kontrkulturę. Ten ruch ma swoją historię.

Czytaj także Szykując się do wojny, pragnij pokoju Jakub Szafrański rozmawia z Adamem Ostolskim

A co z teraźniejszością? Skoro istniała Pacyfistyczna Komenda Uzupełnień, to czy możemy potrzebować Pacyfistycznego Centrum Rekrutacji?

Słowo „pokój” zostało dzisiaj strasznie zbrukane. Najbardziej oczywiście przez Rosję i jej agendy dążące do „pokoju” przez rozbrojenie i poddanie się napadniętej Ukrainy. Mam masę zastrzeżeń do Rzeczpospolitej Polskiej, Unii Europejskiej, NATO i neoliberalnego kapitalizmu, ale dla mnie to nadal świat, który chciałbym, żeby przetrwał. Tak po prostu widzę najlepsze obecnie miejsce do życia, budowania, reformowania i cierpienia w nim. Jeśli więc żyjesz w takim świecie i idzie na ciebie Mordor, to nie wierzę, że należy rzucić broń i czekać. Ktoś musi się przeciwstawić. My musimy się przeciwstawić.

Jednak zawsze będą istniały jednostki, których nie da się przykroić do ram żołnierza. Nie da się tego zrobić wrzaskiem ani nawet groźbą więzienia. Trzeba by je jakoś gwałcić moralnie, a coś takiego nie mieści się w moim sumieniu. W społecznym wymiarze też jest ważne, by nie tracić w ten sposób wartościowych osób.

Potrzeba więc odświeżonego namysłu i debaty nad mechanizmami kwalifikacji, by nie wylewać różnych dzieci z różnymi kąpielami. Zawsze trzeba dać ludziom możliwość wybrania takiej opcji, która będzie zgodna z ich sumieniem i poczuciem obowiązku, ale takich opcji może być wiele.

O dostępie do nich nie może decydować żaden miejscowy major Szczurak – i o to należałoby zadbać w pierwszym rzędzie. To nie wojskowi powinni decydować o tym, kto jest obdżektorem, ani nawet MON.

Myślę, że każde z nas ma jeszcze czas i przestrzeń na umieszczenie się mentalnie w przestrzeni krajów bezpośrednio zagrożonych agresją Rosji, a następnie zastanowienie się i podjęcie decyzji – czy po prostu rozpoznanie swoich praw.

**
Krzysztof Gorczyca jest prezesem stowarzyszenia Towarzystwo dla Natury i Człowieka. Z wykształcenia jest socjologiem. Mieszka w Lublinie.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie