Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Patrząc z innej perspektywy, kwestionując bożka „sprawczości”

Początkowo styl „Ciała” był dla mnie nieco nudny i dezorientujący, jednak dość szybko znalazłam w tym coś hipnotyzującego. Nagroda Bookera z 2025 roku nie wydaje mi się pomyłką.

ObserwujObserwujesz
Rachel Kushner
Walka

Rachel Kushner, Jezioro stworzenia, przeł. Marek Ferdyszak, Noir sur Blanc 2026

Neandertalczycy byli podatni na depresję, napisał.
Stwierdził, że byli również podatni na uzależnienia, a zwłaszcza na nałóg palenia tytoniu.

Obydwie te cechy podobno sprzyjały ich refleksyjności, zdolnościom artystycznym i kompetencjom społecznym. Jak widać ktoś, kto to pisze, nie jest wiarygodny albo dysponuje jakimiś nieznanymi dotąd danymi. Tytoń pochodzi z Ameryki i pojawił się w Europie długo po tym, jak zniknęli z niej ostatni neandertalczycy.

Dla Brunona Lacombe neandertalczycy, którym poświęca w swoich mailach tak dużo miejsca, byli przede wszystkim lepszym od homo sapiens rodzajem człowieka, straconą ścieżką ewolucji, kierunkowskazem dla ludzkości, która zbłądziła. Fascynują go też jaskinie, malarstwo naskalne i całe to podbrzusze naszego świata. I przesłanie, które skrywa. Czasem zaś, dla odmiany, każe spojrzeć w niebo i podziwiać gwiazdozbiory.

Bruno to ważna postać w powieści – żyjący samotnie starzec, pamiętający jeszcze wojnę, trochę filozof, a trochę prorok, który jest mentorem anarchistycznej i ekologicznej wspólnoty La Moulin mieszkającej i gospodarującej w zaniedbanym rolniczym regionie Francji. W młodości przyjaźnił się z Guy Debordem.

Na ironię zakrawa fakt, że żyjący poza cywilizacją – o tyle, o ile jest to możliwe – Bruno przesyła swoje rozważania mailem. I czy ktoś naprawdę je czyta? Wspólnota zajęta jest własnym życiem i przygotowywaniem akcji protestacyjnych. Dotychczasowe tradycyjne małe gospodarstwa powoli znikają, produkcja mimo dopłat jest słabo opłacalna, młodzi szukają szczęścia w miastach, a ziemię zamierzają wykupić jakieś korporacje. I niektórzy gotowi są ją sprzedać. Mają tu powstać ogromne podziemne zbiorniki wodne, którą zaburzą równowagę środowiskową, a różnorodność zastąpią wielkie monokultury kukurydzy. Trudno oczekiwać, żeby było inaczej – taka jest logika kapitalizmu, taka jest natura homo sapiens.

Podczas dorocznych targów rolnych dojdzie do starcia anarchistycznych ekologów i drobnych producentów rolnych z siłami porządkowymi. Lub nie dojdzie. Pojawi się na nich także Michael Houellebecq. Jak pamiętamy, opisał to w Serotoninie.

Czytaj także Impotencja Kinga Dunin

La Moulin nie jest żadną niebezpieczną sektą, ale też nie jest ideałem. Ma swoje hierarchie i układy władzy: niby wszyscy demokratycznie decydują, ale nie wszyscy są zadowoleni, są też odrzuceni, dla których nie ma w niej miejsca. Ich projekt jest szlachetny, ale naiwny, z trudem pozwala na utrzymanie się. Miejscowi rolnicy i hodowcy też nie są ideałami – wylewają pestycydy do rzeki i nie lubią imigrantów. Korporacje nastawione na zysk i lekceważące środowisko naturalne są złe, ale są też TINA. Trudno nazwać tę diagnozę odkrywczą.

Jest jednak ktoś, kto czyta maile Brunona bardzo dokładnie – to Sadie Smith, do której nie są one skierowane. Czyta je, bo włamała się do jego skrzynki mailowej. Szuka w nich przydatnych informacji, ale też śledzi je z rosnącą bezinteresowną ciekawością. To główna bohaterka powieści, była agentka FBI, wyrzucona ze służby za prowokację, nakłonienie obserwowanego chłopaka do popełnienia przestępstwa. Teraz za dużo większe pieniądze pracuje dla prywatnych zleceniodawców, których nawet nie zna i którzy nie mają takich obiekcji. Ma zinfiltrować wspólnotę i sprawić, żeby protest przerodził się w przemoc, co pozwoli na jego spacyfikowanie i radykalne pozbycie się niewygodnych kontestatorów. Jest cyniczna, inteligentna, niezwykle sprawna. I nie ma żadnych skrupułów, za to złośliwe poczucie humoru. Prowadzi grę, w której staramy się jej nie kibicować, ale przecież trochę kibicujemy. Wygra? Przegra? Nawróci się? Skieruje przeciwko mocodawcom?

To intryga, która ma nas trzymać – trzyma – w napięciu, ale nie o tym jest ta książka. To, czego doświadcza Sadie, daleko wykracza poza doraźne konflikty, sięga podstaw naszej egzystencji. Metaforyczne „jezioro stworzenia” to cały bezmiar wydarzeń, które doprowadziły nas do chwili obecnej, głębiny czasu, z których się wyłoniliśmy. Bagaż, którego nie da się odrzucić, nie da się cofnąć w przeszłość i stworzyć lepszej ludzkości, neandertalskiej. Nad nami jednak niebo gwiaździste, co prawda trochę zanieczyszczone satelitami, i wciąż ogrom możliwości.

Brzmi to może trochę jak filozoficzny kicz, ale w literaturze ważne jest, jak został on opowiedziany. To, czego doświadcza Sadie, ale także czytelniczka, to nie odkrycie jakichś nieznanych prawd, ale zmiana perspektywy – spojrzenie na siebie i swoją tożsamość z punktu widzenia czegoś nieskończenie większego. I to jest naprawdę dobrze zrobione.

David Szalay, Ciało, przeł. Dobromira Jankowska, Pauza 2026

Jako piętnastolatek przeprowadza się z innego miasta i zaczyna nową szkołę.

Tu też zaczyna się historia życia Istvana, w jakimś mieście na Węgrzech, w zwykłym mieszkaniu w blokach, z matką, ale bez ojca. Doprowadzona do momentu, kiedy ten się starzeje i pewnie już nic, poza skromną emeryturą, go nie czeka. Gdyby ją jednak streścić, pewno powiedzielibyście: cóż to za wspaniały materiał na powieść! Jest tu i zabójstwo, i wojna, i romanse, i obce kraje, i wielkie pieniądze.

Autor (brytyjski, o węgierskich korzeniach) robi jednak wszystko, aby była to powieść zupełnie nieciekawa, a przez to właśnie bardzo ciekawa. Jej zdystansowany, bezbarwny emocjonalnie styl sprawia, że stawiamy sobie pytania, które w innym wypadku pochłonęłaby koncentracja na fabule. Bohater niewiele w niej mówi i jest to zazwyczaj: tak, nie albo nie wiem. Opisywane wydarzenia to przede wszystkim codzienne i banalne zachowania, momenty dramatyczne są ledwo zarysowane, kryją się za przeskokami czasowymi. Nie ma opisów stanów psychicznych, czasem jednak świadczą o nich wybuchy agresji albo jakieś refleksy dawnych traum pojawiające się po latach. Mówi coś na psychoterapii, ale to krótki moment. To, co widzimy, to jakby behawioralny zapis kolejnych jego działań.

Czytaj także (Nie)szczęścia Istvána, albo Barry Lyndon na miarę naszych możliwości Jakub Majmurek

Okoliczności zmieniają się, ale Istvan właściwie się nie zmienia, to jego ciało, od którego czuje się odrębny, podróżuje przez życiowe okoliczności, starzeje się. Jednak to nie on kieruje tą podróżą, on tylko podąża za chwilowym impulsem, dostosowuje się to okoliczności, decydują za niego inni albo uwarunkowania, na które nie ma wpływu. Nie jest kopistą Bartlebym mówiącym „wolałbym nie”, ale zostaje tu zakwestionowany współczesny bożek „sprawczości”, planowania, kontroli nad własnym życiem. Nie przytłacza go nadmiar możliwych opcji, spośród których może wybierać, rzeczy właściwie stają się same, a potem mają swoje konsekwencje. To nie on działa, to jego życie się dzieje, a on godzi się na to, co złe i co dobre. Intensywność życia wewnętrznego i bogactwo świata, którego doświadcza bohater, zostają w powieści zredukowane do minimum, możemy sobie to jedynie dopowiedzieć albo uznać, że niewiele jest tu do dopowiedzenia.

Początkowo styl tej powieści był dla mnie nieco nudny i dezorientujący, jednak dość szybko znalazłam w tym coś hipnotyzującego. Nagroda Bookera z 2025 roku nie wydaje mi się pomyłką, choć niektórzy tak uważają.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x