W jednej z kluczowych scen Maga z Kremla politechnolog Putina Wadim Baranow odwiedza farmę trolli pod Petersburgiem. Kierujący jej pracami, świetnie orientujący się w światowej polityce młody człowiek z pasją opowiada o swojej pracy, o tym, jak jego koledzy i koleżanki używają mediów społecznościowych, by wspierać rosyjski punkt widzenia i mówić „prawdę”, jakiej zachodni odbiorcy nie znajdą w tamtejszych mediach.
Baranow nie jest przekonany do takiej wizji. Jak tłumaczy założycielowi farmy: nie jesteśmy Kominternem, by przekazywać jakieś konkretne polityczne treści. Współczesnej Rosji, klaruje dalej, nie chodzi o ideologię, a wzniecanie skrajnych emocji i wywoływanie chaosu w publicznej debacie zachodnich demokracji. Rosja musi więc wspierać wszystkie wzmacniające je przekazy, niezależnie czy chodzi o politykę czy ruchy antyszczepionkowe – w tym najbardziej radykalne antyrosyjskie treści. Bo jak tłumaczy Baranow: „Wspieranie sojuszników jest przewidywalne. Ale jak zareagują, gdy odkryją, że wspieramy też przeciwników? […] Oszaleją. Stracą orientację. Będą wiedzieli tylko tyle, że weszliśmy my im do głowy i manipulujemy ich obwodami. […] Każdy, kto oskarży nas o spisek przeciw demokracji, to sprzymierzeniec”.
I niestety, oglądając film trudno oprzeć się wrażeniu, że niezależnie od intencji twórców wspiera on informacyjny chaos wokół obrazu putinowskiej Rosji na Zachodzie, i raczej wspomaga cele wojny informacyjnej Kremla niż pozwala je zdekonstruować.
Szachista przywraca porządek
Film, od niedawna dostępny w Polsce na VOD, jest adaptacją napisanej po francusku powieści włosko-szwajcarskiego autora Giuliano da Empoliego. Jej bohater, Wadim Baranow, jest postacią fikcyjną, czytelnik bez problemu rozpozna w nim jednak inspiracje rzeczywistymi „politycznymi technologami” Putina, na czele z Władysławem Surkowem, długoletnim szefem sztabu administracji rosyjskiego przywódcy.
W filmie widzimy, jak Baranow w chaosie Rosji lat 90. przechodzi z awangardowego teatru, gdzie wystawia Zamiatina, do najbardziej komercyjnej telewizji, gdzie produkuje reality show, w którym młode Rosjanki szukają męża-oligarchy, by w końcu trafić do wielkiej polityki. Przenosi do niej swoje doświadczenia z awangardy i telewizji, reżyserując rzeczywistość jak reality show.
W jednej ze scen Baranow, mocno już zakorzeniony w putinowskiej administracji, zaprasza do swojego gabinetu na Kremlu przedstawicieli Nocnych Wilków, nacjonalistycznego gangu motocyklowego, i lidera młodzieżówki komunistycznej. Rekrutuje siły reprezentujące skrajnie odmienne pozycje na politycznym spektrum do służby reżimu. Jak wyjaśnia przywódcy motocyklowego gangu: „Rosja musi stać się miejscem, gdzie ludzie mogą wyładować swoją wściekłość na świat, pozostając wiernymi sługami cara”.
„Car” to rzecz jasna Putin. Rosyjski dyktator – odtwarzany przez Jude’a Law – występuje w filmie pod swoim imieniem i nazwiskiem, podobnie jak wiele postaci ze szczytów rosyjskiej elity. Na ekranie obserwujemy historyczne wydarzenia, widz ma wrażenie obcowania z historycznym dramatem, przedstawiającym najnowszą historię Federacji Rosyjskiej. I obraz tej historii jest mocno problematyczny w dwóch wymiarach.
Po pierwsze, jeśli chodzi o sposób przedstawienia Putina i putinizmu. Putin jest w filmie ostatecznie rosyjskim mężem opatrznościowym. Potrafi być okrutny, pozbawiony elementarnej empatii (co pokazuje zwłaszcza wątek zatopionego okrętu podwodnego Kursk), paranoiczny, z podziwem wypowiada się o Stalinie i jego metodach sprawowania władzy, ale jednocześnie przynosi Rosji umęczonej chaosem lat 90. elementarny porządek i szacunek na arenie światowej, gdzie traktowana jest – jak z wściekłością mówi współpracownikom Putin relacjonując swój udział w spotkaniu G20 – „jak Finlandia”.
Mamy w filmie jedną scenę wyłamującą się z tego obrazu – poranek „cara” w jego podmoskiewskiej rezydencji, gdzie po śniadaniu złożonym z jajek z farmy patriarchy Cyryla, Putin pokonuje kolejne długości zainstalowanego wewnątrz willi basenu, przy którego brzegach ustawiają się czynownicy – ale w swojej ogólnej wymowie w ogóle nie potrafi on uchwycić całego groteskowego wymiaru putinizmu. Nie widzimy wątpliwej estetyki reżimu, jego intelektualnej i duchowej pustki, nihilizmu, kleptokracji, wpisanej w ten ustrój groteski.
Twórcy filmu nie dostrzegają też podstawowej niekompetencji putinowskiej elity. Magia tytułowego bohatera na ogół działa, Rosja w sporze z Zachodem wydaje się być często o krok przed przeciwnikami, którzy orientują się, w jaką grę właściwie grają, gdy jest już za późno. Putin jako okrutny, trzymający żelazną ręką kraj „car” – w typie Iwana Groźnego czy Stalina – przywracający Rosji porządek i walczący o „godne jej” miejsce w świecie wszelkimi możliwymi metodami – to przecież obraz Rosji, jaki putinizm chętnie utrwaliłby w zachodniej opinii publicznej.
Tymczasem to, jak wyglądają kompetencje rosyjskiego reżimu, najlepiej widać w ciągnącej się piąty rok wojnie z Ukrainą, w której Kreml nie był w stanie zrealizować żadnych swoich celów. W 2022 roku media donosiły zresztą, że Surkow miał zostać objęty aresztem domowym w związku z zarzutami sprzeniewierzenia funduszy, mających finansować ukraińskich separatystów. Jak się okazało wbrew temu, co Putinowi mówili doradcy, Ukraina nie zawaliła się jak domek z kart.
Niebezpieczny mit
Narracyjną ramę w filmie stanowi rozmowa Baranowa z odwiedzającym Rosję amerykańskim dziennikarzem. Baranow, po dobrowolnej dymisji z dworu „cara”, przebywa w rodzinnej drewnianej wiejskiej rezydencji, jakby wyjętej z Czechowa. Przyjmuje Amerykanina w bogato wyposażonej bibliotece, stara wierna służąca podaje herbatę z samowara w eleganckiej zastawie, wyglądającej jakby pamiętała czasy carów.
W swojej opowieści Baranow przedstawia się jako kolejny rosyjski inteligent, który zaprzedał duszę służbie Rosji i został przez nią przeżuty, zniszczony i pożarty. Tak jak jego ojciec, szanowany akademik, przez ZSRR i Rosję Jelcyna, tak jak wcześniejsze pokolenia inteligentów w służbie carów czy bolszewików.
Takie przedstawienie polittechnologa Kremla budzi głęboki sprzeciw. Po pierwsze, nadaje putinowskiemu czynownikowi znacznie więcej godności i wzniosłej tragiczności, niż na to zasługuje. Po drugie, tworzy iluzję, że współczesna Federacja Rosyjska pod powierzchnią putinowskiego barbarzyństwa jest krajem o europejskiej w zasadzie kulturze, na gruncie której rosyjska inteligencja może się porozumieć kiedyś z Zachodem. To głęboko naiwne spojrzenie. Sama rosyjska kultura, na gruncie której wyrasta taka a nie inna polityka, jest głęboko problematyczna i jeśli ma dojść do autentycznego nowego otwarcia w relacjach Rosji z Zachodem, to rosyjskie elity muszą dokonać głębokiego przewartościowania własnej kultury – podobnie jak Niemcy zrobili to w okresie między końcem drugiej wojny a przemianami, jakie przyniosło pokolenie ’68.
Dobrze życzące Rosji siły na zachodzie powinny kibicować możliwie najgłębszej kulturowej i moralnej rewolucji w Rosji – a nie łudzić się, że już dziś jest jakaś inna Rosja. Jej miraż jest kolejną figurą używaną do dezorientacji zachodniej opinii publicznej.




!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)



![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)


Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!