Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Hera, koka, hasz, bicie kobiet. Trend na 2026 rok to „tematy światopoglądowe”

Światopoglądówka nie daje o sobie zapomnieć. „Radykalne” Razem konsekwentnie odcina się od skojarzeń z aborcją, queerami i wstrzykiwaniem marihuany, Tusk wyciera podłogę marszałkiem Czarzastym i ministrą Dziemianowicz-Bąk, a dzięki Trumpowi do łask wróciła wojna z narkotykami.

ObserwujObserwujesz

Wygłoszony niedawno „zarzut” Dominiki Długosz z Onetu i „Newsweeka”, jakoby Razem było partią radykalną, a nawet lewicowym odpowiednikiem Korony Brauna, wywołał wściekłość w elektoracie. Co jak co, ale nawet najwięksi przeciwnicy drużyny Zandberga wiedzą, że przypisywanie jej radykalizmu najczęściej przypomina to, jak Trump sięga po „wojnę z narkotykami” – cynicznie, ze świadomością własnego kłamstwa, za to z przekonaniem, że tego rodzaju argument wystarczy 90 proc. nienajmądrzejszych wyborców.

Porównanie do armii onuc nie byłoby może jednak najgorszą obelgą, jaka może spaść dziś na partię Lelum Polelum. Razem do Brauna przybliża prężna frakcja narodowych socjaldemokratów, zaledwie jeden rozpoznawalny w skali ogólnopolskiej polityk czy identyczne poglądy na umowę z Mercosurem. Niestety, od najszybciej rosnącej partii w Polsce różnią niemłodą już lewicę także słupki sondażowe.

Czytaj także Czego nie znalazłem w nowej deklaracji programowej Razem Jakub Majmurek

Przykro przy tym patrzeć, jak Adrian Zandberg miota się w próbach wymyślenia na nowo własnej grupy odbiorców. Po roku od wyborów prezydenckich i potwierdzeniu swojej hegemonii na lewicy z wynikiem zbliżonym do 5 proc., polityk w rozmowie z Antonim Dudkiem przyznał, że „ucieka od terminów lewica-prawica”. To stanowisko niechybnie wynikające z uzasadnionego antropologicznego pesymizmu – w Polsce ciężko robić karierę polityczną nie będąc nacjonalistą i katolikiem – a zarazem potwierdzenie („W Polsce utarł się sposób myślenia o polityce, w którym lewica oznacza po prostu kogoś, kto jest liberalny światopoglądowo”), że partia chce za wszelką cenę odciąć się od skojarzeń z aborcją, queerami i wstrzykiwaniem marihuany.

Świadopoglądowy PIP

Światopoglądówka nie daje jednak o sobie zapomnieć, a po pierwszym tygodniu roku można wręcz odnieść wrażenie, że wraca w prawdziwie bandziorskim stylu. Gdy Maria Korcz z Wyborczej.biz pisała w tym tygodniu w kategoriach tematu światopoglądowego o uprawnieniach Państwowej Inspekcji Pracy, elektorat Razem znów się wściekł – to wszak przenoszenie twardego realu w dziedzinę światopoglądowej ułudy. Ale Korcz, mimo że redaktorka ostatecznie zmieniła wymowę nagłówka na bardziej neutralną, miała rację – różnice w spojrzeniu na przedmioty politycznych sporów zazwyczaj wynikają ze światopoglądu.

I tak światopogląd Tuska jest znany od lat – przedsiębiorcy to warta zagospodarowania grupa o politycznym potencjale, pracownicy – nie. Dlatego premier wyciera podłogę marszałkiem Czarzastym i ministrą Dziemianowicz-Bąk (strach pomyśleć, w jakiej dupie znaleźlibyśmy się bez nich!), ale czy bardzo się myli, czy może szeregowi pracownicy poświęcają jednak zaskakująco dużo czasu ideologicznym pomysłom na opodatkowanie najbogatszych i pucowaniu dyrektorskich i prezesowskich trzewików? Czy nienawiść do związków zawodowych albo właśnie przyznawania nowych uprawnień inspekcji pracy nie świadczy o tym, że mityczni „pracownicy” koniec końców i tak zagłosują na partię, która zapewni ich, że panom korony z głów nie pospadają?

„Brzydzi mnie faszyzm, ale to przynajmniej światopogląd jakoś spójny wewnętrznie, a to…” tak jeden z moich kolegów rozpoczął relację ze świątecznej kolacji z rodziną bliższą i dalszą. „To” – zbiór głupich, acz niepowiązanych ze sobą przekonań i przesądów na każdy temat, od lądowania na Księżycu po pandemię Covid-19, faktycznie umyka łatwej klasyfikacji jako trącący myszką w dobie filmów z żółtymi napisami „faszyzm”. Dlatego mimo analiz Jasona Stanleya i jemu podobnych, sugerujących, że administracja Trumpa planuje zamknąć USA w faszystowskim kręgu na najbliższe 100 lat, porzućmy na chwilę tę kategorię.

Światopogląd natomiast, stawiam dolary przeciwko orzechom, będzie nam towarzyszył przez okrągły rok.

Wojna z narkotykami: reaktywacja

Wiele wody, krokodyli i fentanylu upłynęło w Wiśle, od kiedy Krytyka Polityczna wydała książkę Wojny narkotykowe. Doniesienia z pola walki, w której reporterzy i aktywistki opowiadały o tym, jak „brutalna represja zastępuje rozsądną terapię, a ściganie widm – walkę z realnym problemem”. I gdy wydawać się mogło, że jeden z kluczowych elementów amerykańskiej doktryny bezpieczeństwa po upadku żelaznej kurtyny, czyli wojna z narkotykami, dogorywa pod ciężarem zarzutów o kompletne odklejenie od realiów, niepotrzebne ofiary i pożałowania godną „skuteczność” w zwalczaniu problemu, antynarkotykowy terroryzm, niczym jego światopoglądowi bracia i siostry, wrócił do łask.

Oczywiście nikt nie uwierzył Trumpowi, że pojmał prezydenta innego kraju z powodu jego handlu narkotykami – Wenezueli daleko pod tym względem choćby do sąsiadującej z nią Kolumbii, też zresztą będącej obiektem pogróżek Donalda Trumpa. Co nie zmienia faktu, że właśnie zarzut uczestnictwa w „zmowie narkoterrorystycznej” i sprowadzania kokainy do USA usłyszał w poniedziałek Nicholas Maduro.

Czytaj także Trump będzie rządził Wenezuelą. Jakie jest miejsce Europy w koncercie mocarstw? Kastor Beck-Kużelewski

Zapoczątkowane w czasach Nixona ganianie amerykańskich służb za widmami znowu nabrało ciężaru – wszak za zarzutami kryje się chęć położenia łapy na gęstej jak smoła i idealnej dla amerykańskiej infrastruktury ropie, a także przypomnienie, że Ameryka Południowa to strefa wpływów USA. Ale wojna z narkotykami jest zasłoną dymną nie tylko dla biznesowych korzyści – to także część większego pakietu „światopoglądowego”, o którym pisze Mateusz Piotrowski w „Nowej Europie Wschodniej” w tekście poświęconym korzeniom amerykańskiego narodowego konserwatyzmu.

„W coraz większym stopniu narodowy konserwatyzm skłania Amerykanów do myślenia o polityce zagranicznej w kategoriach wspólnych wartości, jednak zupełnie odmiennych od tych, jakie kształtowały system transatlantycki od zakończenia II wojny światowej. Ideologiczna bliskość oraz poszanowanie tradycyjnych wartości rodzinnych i religijnych są jednymi z argumentów wykorzystywanych w kwestii bliższej współpracy z państwami Kaukazu Południowego i Azji Centralnej. Jest to ważne dla państw regionu, na które obecnie nie nakłada się szczególnej presji związanej z nieprzestrzeganiem demokratycznych standardów, wolności mediów czy z utrudnianiem funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego. […] W jeszcze większym stopniu wpływa to na myślenie konserwatystów doby MAGA o Rosji nie jako o militarnym zagrożeniu i imperialnym państwie dążącym do globalnej destabilizacji, ale potencjalnym partnerze w obronie ideologicznego porządku przed atakami lewicowych ugrupowań” – pisze Piotrowski.

A zatem – tematy światopoglądowe odgrywają w krucjacie gasnącego w oczach Trumpa niemniejszą rolę, niż „sztuka robienia interesów”. To z powodu tematów światopoglądowych amerykański narodowy konserwatyzm gotowy jest układać się z Putinem, nie tylko dla Trump Tower w Moskwie. Czego zresztą nikt specjalnie nie ukrywa – wystarczy rzut oka na „rozkład jazdy” radykalnego zaplecza Trumpa, czyli kolegów Ordo Iuris z Heritage Foundation.

Cztery filary narodowego konserwatyzmu

O „mapie drogowej” konserwatywnych ekstremistów wspominałem już w ostatnim przeglądzie z ubiegłego roku, ale z czasem poznajemy nowe elementy odświeżonego Planu. Wiadomo było, że celem amerykańskiej administracji jest jak największe ograniczanie praw kobiet. Ta historyczna misja obudowana została „czterema filarami”, na których opiera się strategia na 2026 rok – po imponującym przekroczeniu połowy pomysłów z Projektu 2025. Donald Tusk mógłby się wiele nauczyć, jeśli chodzi o wdrażanie w życie obiecanego w kampanii konkretu!

Filary, dla których stabilności trumpiści chętnie wskoczą w układy z Putinem, to, jak pisze „The Independent”: amerykańska rodzina, godność pracy i przyszłość wolnej przedsiębiorczości, bezpieczeństwo narodowe oraz amerykańskie dziedzictwo i obywatelstwo. Wygląda na to, że amerykańska skrajna prawica bardzo szeroko traktuje kategorie światopoglądowe – pewnie w zgodzie z intuicją Marii Korcz reforma PIP załapałaby się do tej szufladki. A trudno przecież uznać, że Heritage Foundation to ekipa wolna od ideologii i stojąca ponad światopoglądowym sporem.

Jednocześnie instytucje państw – polskie, europejskie i inne – przypominają, pod jaką egidą odbywają się polityczne przewroty i kosmetyczne przewrociki. Pod koniec listopada włoski parlament przegłosował ustawę wprowadzającą do prawa karnego kategorię kobietobójstwa – co nie spodobało się licznym komentatorom z Polski. Gizela Jagielska doczekała się postawienia w stan oskarżenia trzech osób – w tym księdza – które wylewały na nią pomyje za przeprowadzenie aborcji w szpitalu w Oleśnicy na początku 2025 roku. Opłacani z amerykańskich, rosyjskich i kościelnych źródeł antyaborcyjni „internauci” już grzeją klawiatury, by puszczać w świat deepfake’i i nawoływania do samosądów.

Czytaj także Polski kobietobójca ma średnio 41 lat. Co jeszcze o nim wiemy? Paulina Januszewska rozmawia z Alicją Serafin

Trudno zatem spodziewać się, by z uciekania przed „światopoglądami” narodziła się jakaś siła polityczna, mogąca stawić czoła unurzanej po uszy w światopoglądzie prawicy. Owszem, strategia narodowych konserwatystów z USA i ich odpowiedników w innych krajach niesie konkretne i policzalne koszty, co świetnie pokazuje w analizie konsekwencji wdrożenia programu wyborczego Brauna Damian Szymański z Biznes Enter. Ale gospodarka nie jest wcale ważniejszym ogniwem ultrakonserwatywnej krucjaty niż światopogląd – o ile w ogóle takie rozróżnienie ma rację bytu.

Prawicy przez długi czas udawało się zaganianie lewicy do narożnika i zmuszanie jej do sięgania po argument, że wszystkie postępowe zmiany są bardziej przedmiotem histerii przeciwników niż faktyczną polityką podzielonej i zmarginalizowanej lewicy. To jednak nie zadziałało – a w perspektywie kolejnych miesięcy triumfów tematów światopoglądowych, a także dla dobra kobiet, mniejszości narodowych, seksualnych czy osób wykluczonych – trzeba będzie wymyślić inną strategię niż kładzenie uszu po sobie.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie