Chociaż 2025 rok wysoko zawiesił poprzeczkę dla swojego następcy, ten niewątpliwie ją przeskoczy. Ale są też dobre informacje. Przykładowo: bardzo nikłe prawdopodobieństwo, że czeka nas atak zombiaków czy ekspansja agresywnego grzyba przejmującego ludzką wolę. Pomijając jednak popularne motywy z apokaliptycznej kinematografii, wszystko, co może pójść źle, zapewne znów pójdzie źle.
Wojna pałacu z pałacykiem
Można przypuszczać, że rywalizacja Pałacu Prezydenckiego z Radą Ministrów będzie się intensyfikować i zmierzać w kierunku pełnoskalowej wojny dwóch organów wykonawczych polskiej władzy. Karol Nawrocki zrezygnował z regularnego zwoływania Rady Gabinetowej, gdyż podczas pierwszej wypadł słabo, a rząd nie dał się stłamsić. Skupił się więc na biciu rekordu liczby wet, szturmem wchodząc na podium po niespełna półroczu prezydentury. W przyszłym roku zapewne utrzyma dotychczasową proporcję wet do podpisanych ustaw, czyli jakieś kilkadziesiąt projektów trafi do kosza. Ten instrument nie będzie jednak głównym punktem jego programu, gdyż Nawrocki zorientuje się, że niepodpisywanie ustaw zaczyna być źle odbierane przez elektorat. Tym bardziej jeśli rząd pójdzie po rozum do głowy i będzie tworzył projekty w taki sposób, żeby Nawrockiemu niezręcznie było je odrzucić.
Dlatego też Nawrocki przeniesie wojenkę polsko-polską na obszar sądownictwa, dyplomacji, wojska i służb specjalnych. Już to zresztą zrobił, odmawiając awansów oficerskich czy blokując niektóre nominacje na ambasadorów i stanowiska sędziowskie. Co więcej, te ruchy przyniosły mu korzyści w postaci nerwowych reakcji rządu. A skoro zabolało, to będzie bił w to miejsce z taką regularnością i determinacją, z jaką zawodnik MMA obija nogę przeciwnika, aż ten nie może na niej ustać. Doprowadzi to do dalszej degradacji polskiego wymiaru sprawiedliwości, służb i polityki zagranicznej, a być może i wojska. Już teraz zagraniczni partnerzy i sojusznicy zgłaszają, że nie do końca wiedzą, jaką linię przyjęła Polska w poszczególnych sprawach i zaczynają Warszawę pomijać.
W przyszłym roku ta dezorientacja dotknie służb, które mają już na głowie grasujących po kraju dywersantów, więc przepychanki dużego pałacu z małym mogą je sparaliżować. W wymiarze sprawiedliwości pogłębi się dualizm, wyroki w głośnych i ważnych sprawach będą zależeć od tego, czy będą je wydawać paleosędziowie czy neosędziowie. Na kluczowych stanowiskach ambasadorskich nadal zasiadać będą chargé d’affaires, co oznacza obniżenie rangi stosunków dyplomatycznych. Przypomnijmy, że nadal nie mamy ambasadora w USA, czyli u najważniejszego sojusznika Polski.
Ten paraliż państwa ułatwi działanie dywersantów pracujących na pasku służb zza wschodniej granicy. Pojawiające się w tym roku liczne pożary, prowokacje za pomocą dronów, próby wysadzenia torów i doniesienia o udaremnionych zamachach będą zapewne jeszcze liczniejsze. No, może poza tymi ostatnimi, gdyż rozdzierane przez spory wewnętrzne służby staną się znacznie mniej skuteczne niż dotychczas. Być może trzeba się przygotować na dywersję zagrażającą infrastrukturze krytycznej, takiej jak elektrownie czy sieci wodociągowe. Dywersja w elektrowniach grozi blackoutem, który może sparaliżować działanie usług publicznych, natomiast zatrucie sieci wodociągowej to już groźba dla zdrowia i życia ludzi na wielką skalę, więc potencjalne niebezpieczeństwo jest ogromne. Jeśli politycy będą kontynuować swoją wzajemną naparzankę, wciągając w to instytucje państwa, to wszelkie takie zamachy będą szły również na ich konto.
Flaga biało-brunatna
Będzie to tym bardziej groźne, że w przyszłym roku można oczekiwać pogłębiającego się kryzysu w systemie ochrony zdrowia. Od dwóch lat ostatni kwartał roku jest niezwykle trudny dla placówek medycznych, gdyż po 2023 roku rzekomo nowoczesna i progresywna koalicja zrezygnowała z wypłacania im pieniędzy za nadmiarowe wykonania świadczeń limitowanych. W rezultacie wiele nieratujących życia, ale ważnych dla zdrowia zabiegów i operacji jest przekładanych na następny rok. Na zmianę na lepsze się nie zanosi – jeśli już obecna większość rządowa wspomina o reformie systemu, to głównie o obniżeniu składki zdrowotnej dla najlepiej zarabiających, co już raz udało się zastopować dzięki wecie prezydenta Andrzeja Dudy.
Ostatnie dwa lata były dla Polski stracone pod względem reformowania kraju, gdyż rząd najpierw wmówił sobie i swoim akolitom, że „Duda nie podpisze”, a następnie niczym samospełniająca się przepowiednia nadszedł Nawrocki, który faktycznie nie podpisuje. Nadchodzący rok to pierwszy od trzech lat okres bez wyborów, więc podział władzy centralnej najprawdopodobniej się nie zmieni. Koalicja rządząca ma zbyt wiele do stracenia, by zaryzykować przedterminowe wybory – ryzyko to obejmuje nawet utratę wolności, gdyż w obozie PiS panuje żądza wendety. Nawet jeśli doszłoby jednak do wcześniejszych wyborów, to trudno oczekiwać, że do władzy dojdzie ktoś sensowny, gdyż głównym przeciwnikiem obecnej koalicji jest coraz bardziej brunatniejąca prawica. Proces brunatnienia prawicy będziemy obserwować przez cały przyszły rok.
W PiS frakcja Morawieckiego, chociaż całkiem spora na zdjęciu ze słynnej już wigilii alternatywnej, będzie stopniowo odsuwana na boczny tor, gdyż duch dziejów sprzyja politykom takim jak Patryk Jaki czy Przemysław Czarnek. Poza tym, co często trafnie podkreśla prof. Antoni Dudek, Morawiecki zwyczajnie nie pasuje do pisowskiego ludu, więc trudno sobie wyobrazić, żeby stanął na czele tej partii. PiS będzie więc skręcał w prawo, robiąc umizgi do Konfederacji Korony Polskiej, licząc na podebranie jej wyborców.
Słuchaj podcastu:
Efekt może być odwrotny, gdyż prawe skrzydło elektoratu PiS, zmęczone zużytymi liderami, jeszcze chętniej będzie kierować wzrok w stronę Grzegorza Brauna. Według logiki: skoro według deklaracji polityków PiS i tak po wyborach obie partie najprawdopodobniej wejdą w koalicję, to zagłosuję na ludzi Brauna, którzy teraz do mnie bardziej przemawiają.
Bye, bye & zdravstvuyte
2026 rok przyniesie najprawdopodobniej ostatnią odsłonę wojny w Ukrainie. Nie będzie to wcale dobra wiadomość, gdyż Kijów najpewniej zostanie przymuszony do podpisania niekorzystnego porozumienia, w którym straci być może nawet cały Donbas, a przy okazji wszystkie tamtejsze umocnienia. W zamian nie otrzyma żadnych realnych gwarancji bezpieczeństwa, co uniemożliwi Ukrainie szybką odbudowę, zniechęcając inwestorów zagranicznych. Niekorzystna umowa pokojowa, a najpewniej po prostu czasowy rozejm, nie zapewni również Kijowowi reparacji wojennych, które, jak wiadomo, płaci strona przegrywająca – a z powodu aktualnej postawy Waszyngtonu na porażkę Rosji się nie zanosi. Rosja wyjdzie więc z wojny ze zdobyczami terytorialnymi i bez żadnej kary, co będzie ją skłaniać do kolejnych „operacji specjalnych” – skoro się opłaca, to czemu nie. Ludzi, których Kreml traktuje jak mięso armatnie, Moskwa ma na swoich rubieżach wciąż jeszcze pod dostatkiem. Poza tym coś z tymi powracającymi wojakami – skrzywionymi psychicznie przez wojnę – trzeba będzie zrobić. Jeśli się ich zostawi bez zajęcia, to zaczną robić powtórkę z Buczy u siebie w domu.
Równocześnie USA będą zmieniać swoje podejście do Europy. Kreml będzie nęcić Trumpa „biznesami” robionymi na swoich wciąż obfitych zasobach paliw kopalnych, a Waszyngton naciskać na zniesienie sankcji i powrót do business as usual z Moskwą. W tym samym czasie USA zaczną zmniejszać swoją obecność wojskową w UE, by przerzucić zainteresowanie na Pacyfik i Azję. Dotychczas można było liczyć, że ten eksodus będzie dotyczyć baz amerykańskich w Niemczech i Włoszech, gdyż aktualnie Trump ewidentnie ma słabość do Polski. Jednak jeśli do głosu dojdzie jawnie antysemicki Braun, to optyka ekstremalnie filosemickiej administracji w Waszyngtonie diametralnie się zmieni. To melodia najprawdopodobniej dopiero końca 2027 roku, gdy odbędą się wybory parlamentarne nad Wisłą, jednak umizgi PiS do braunistów oraz ich rosnąca popularność mogą zostać zauważone wcześniej. Na szczęście na przyszły rok Waszyngton przewiduje inwestycje w swoje bazy wojskowe w Polsce warte około pół miliarda dolarów, więc można mieć nadzieję, że w 2026 roku US Army tu pozostanie.
Początki Czwartej Rzeszy
Liberałowie wciąż mają nadzieję, że w odwodzie zostaje jeszcze Europa. Przyszły rok będzie jednak bardzo trudny dla UE, w której piętrzą się kolejne obszary sporne. Umowa z Mercosur, rozszerzenie systemu EU-ETS o budownictwo i transport, sankcje na Rosję, wsparcie finansowe Ukrainy, coraz większa niechęć płatników netto do utrzymywania funduszy spójności, polityka migracyjna – to tylko część spraw, w których rosną napięcia wewnętrzne w UE. Co więcej, nastroje w Europie psuć będzie agresywna polityka Trumpa grającego na rozbicie Unii, stawiającego na relacje bilateralne z wybranymi krajami.
Zresztą Europa również skręca w prawo. Rosnąca popularność partii takich jak francuskie Zjednoczenie Narodowe (dawny Front Narodowy) czy Alternatywa dla Niemiec skłania polityków głównego nurtu do zmiany optyki na bardziej prawicową. W Europie wzmagać się będą kłótnie między państwami członkowskimi, a Polska i cały region Europy Środkowej i Wschodniej znajdzie się między rosyjskim młotem a niemieckim kowadłem. To oczywiście nie musi oznaczać powtórki z historii, jednak Polska zacznie stopniowo tracić swoją atrakcyjność inwestycyjną, o ile nie przytuli się do któregoś z mocarstw. Mocnej w gębie i skręcającej w prawo polskiej klasie politycznej przyjdzie znów ograniczyć napinanie się tylko do sceny krajowej, a na zewnątrz podkulić ogon. Na szczęście to akurat polscy politycy potrafią.






























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.