UE

Terroryzm nie zniknie, ale opór nie musi przerodzić się w rezygnację

ataki-terrorystyczne-terroryzm

Gdyby dziś doszło do kolejnego ataku, Francuzi z pewnością pociągną swoich przywódców do odpowiedzialności za to, że nie zdołali zapewnić im ochrony – pisze honorowy członek Conseil d’Etat i były profesor na Sciences Po Raphaël Hadas-Lebel.

PARYŻ – Prezydent USA Donald Trump rozpętał ostatnio burzę na Twitterze, udostępniając antymuzułmańskie pomówienia skrajnie prawicowego ugrupowania Britain First. Pokazało to po raz kolejny, jak głębokie podziały i lęki zasiał w zachodnich demokracjach terroryzm.

Ale nie każdy reaguje na ataki terrorystyczne równie atawistycznie, co Trump albo Britain First. Spójrzmy na Francję, gdzie w listopadzie 2015 roku bojownicy tzw. Państwa Islamskiego (ISIS) przeprowadzili atak na klub muzyczny Bataclan oraz inne obiekty w Paryżu. Chociaż zamordowano 130 osób – czyli więcej niż w jakimkolwiek przypadku napaści na cywilów we Francji od zakończenia II wojny światowej – to obchody drugiej rocznicy zamachu były niezwykle wyciszone.

Wydaje się, że władze francuskie chciały uniknąć rozbudzenia traumy tamtych wydarzeń. Dla rodzin, które straciły bliskich i nigdy już nie odzyskają spokoju oraz dla tych, którzy przeżyli atak, a ich doświadczeniom poświęcono mało uwagi, ta trauma jest bardzo realną smutną rzeczywistością.

Majmurek o Nicei: Terror i śmierciożercy

Materiały przygotowane przez dziennikarzy w związku z rocznicą często pokazywały, że dla większości ofiar – nawet tych, które nie odniosły obrażeń fizycznych – uczenie się „kolejnego życia” na nowo to przeżywana każdego dnia gehenna. Po atakach zburzyły się ich relacje z otoczeniem. Zaburzenia snu, halucynacje i syndromy depresyjne są wśród nich bardzo częste. Ich całe życie przeszło przemianę.

W raporcie opublikowanym w listopadowym „Le Monde” wiele ofiar mówiło o tym, że nie mogą wrócić do pracy. Z każdym nowym atakiem, do którego dochodzi we Francji albo gdzieś indziej na świecie, ich trauma powraca. – Życie toczy się dalej – pisze jeden z ocalałych – ale co to za życie?

Radykalizacja islamu czy islamizacja radykalizmu? [Wybory we Francji]

Z drugiej strony francuskie społeczeństwo dowiodło, że jest odporne. Po atakach w Paryżu Francuzi błyskawicznie pokazali, że nie oddadzą swojego stylu życia ani nie pójdą za pokusą wojny domowej. Nie doszło do żadnych poważnych napaści na ludność wyznania islamskiego.

Uchodźcy to ofiary, a nie źródło terroryzmu

Stan wyjątkowy ogłoszony przez prezydenta Françoisa Hollande’a od razu po atakach pozwolił władzom zaprowadzić porządek publiczny, dzięki przeprowadzeniu serii zatrzymań podejrzanych, przeszukań mieszkań i zamknięciu niektórych miejsc kultu. Organizacje zajmujące się prawami człowieka zakwestionowały część tych środków jako pogwałcenia swobód obywatelskich, ale większość z nich zastosowano we właściwy sposób.

1 listopada 2017 r. wiele rozwiązań wprowadzonych podczas stanu wyjątkowego zostało, z określonymi zmianami, wpisanych do kodeksu prawnego. Mimo spodziewanych pewnych protestów, nowe ustawy antyterrorystyczne mają szerokie poparcie społeczne, bo wydaje się, że Francuzi są gotowi zaakceptować pewne ograniczenia swobód osobistych w imię wspólnego bezpieczeństwa.

Inną konsekwencją ataków było wzmocnienie międzynarodowej współpracy służb bezpieczeństwa, które zaczęły używać z nowych technologii oraz korzystać na większą skalę z wideo monitoringu. Wcześniej w tym roku prezydent Emmanuel Macron ustanowił w Pałacu Elizejskim specjalną, antyterrorystyczną grupę zadaniową. Z czasem spowszedniał taż widok uzbrojonych żołnierzy na francuskich ulicach – czasem stają się oni zresztą celem ataków.

A jednak większość obywateli Francji wciąż głęboko obawia się zagrożenia terrorystycznego i to nie tylko pochodzącego zza granicy, ale również wywołanego przez osoby mieszkające w kraju, wielokrotnie posiadające nawet francuskie obywatelstwo. Podobne lęki związane z krajowym terroryzmem występują w wielu europejskich państwach.

W ostatnich latach niektórzy ludzie wciągnięci w ekstremizm inspirowany islamem przeprowadzili ataki przy pomocy bardzo prostych środków, od samochodów przez ciężarówki dostawcze po noże kuchenne. Choć agresywni ekstremiści są marginalną mniejszością w populacji muzułmanów, to ich czyny wywołają generalizującą nieufność we francuskim społeczeństwie.

Co gorsza sukcesy kampanii wojskowej przeciwko ISIS wywołują nowe obawy, związane z powrotem brutalnych ekstremistów z Syrii. Już teraz do Francji wróciło ponad 250 osób, w tym prawie 60 dzieci. Zwykle wpadają oni w ręce stróżów prawa i trafiają przed sąd. Jednak traktowanie kobiet i dzieci to kolejny kontrowersyjny temat. Natomiast agencje bezpieczeństwa muszą, oprócz znanych bojowników, monitorować tysiące innych podejrzanych.

Terroryści? Do szesnastej garnitury, później kominiarki

Ten cały stan rzeczy musiał wpłynąć na nastawienie Francuzów wobec migrantów i uchodźców, z których bardzo duża część pochodzi z państw, gdzie większość mieszkańców wyznaje islam. Odcisnął się też niezwykle głęboko na debacie o miejscu muzułmanów we francuskim społeczeństwie, jaka toczy się stale w kraju. O ile we Francji widoczne wyrazy symbole i wiary muzułmańskiej od dawna budziły kontrowersje (z powodu politycznej i kolonialnej historii kraju, idei tożsamości narodowej oraz kulturowego i prawnego sekularyzmu), to podobne debaty toczą się teraz również w Niemczech, Holandii i innych państwach europejskich.

W ciągu dwóch lat, które upłynęły od ataków ISIS w Paryżu, Francja jest lepiej przygotowana do konfrontacji z zagrożeniem terrorystycznym. Ale prysł już polityczny konsensus dotyczący tego, jak rozwiązać problem terroryzmu, który został wypracowany po atakach na redakcję „Charlie Hebdo” oraz koszerny supermarket Hypercacher w styczniu 2015 roku. Niektórzy chcieliby widzieć w terroryzmie jeszcze jeden z aspektów życia codziennego, jakby ekstremistyczna przemoc była takim samym zagrożeniem, jak wypadki drogowe, alkohol albo choroby zakaźne. Nie widzę możliwości, żeby taka argumentacja trafiła do Francuzów.

Czy Arabowie to urodzeni terroryści? [rozmowa]

Nawet jeśli zagrożenie terrorystyczne nigdy nie zniknie, to opór nie musi przerodzić się w rezygnację. Gdyby doszło do kolejnego ataku, Francuzi z pewnością pociągną swoich przywódców do odpowiedzialności za to, że nie zdołali zapewnić im ochrony. A jeśli okaże się, że politycy wybierani w wyborach nie podjęli odpowiednich środków zapobiegawczych albo pokazali poczucie bezradności i rezygnację, to wyborcy na pewno dadzą im odczuć, co o tym sądzą przy urnie wyborczej. Dowodów na to nie trzeba szukać daleko: wystarczy przyjrzeć się sukcesom skrajnie prawicowych partii w ostatnich wyborach w Niemczech i Austrii.

Žižek po zamachach w Paryżu: Złamać lewicowe tabu

**
Copyright: Project Syndicate, 2017.
www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożył Maciej Domagała.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Ciekawy artykuł. Wystarczy dodać w kilku miejscach słowa islam oraz muzułmanie, a otrzymamy manifest jakiejś skrajnie prawicowej bojówki. Tak przynajmniej zostałby oceniony przez redaktorów KP jeszcze rok temu! Ale spokojnie droga redakcjo – waszych pięknych peanów o zaletach multi-kulti internet wam nie zapomni 🙂

  2. Przecież ta argumentacja z grypą to kretynizm czystej wody. To tak jakby ktoś mówił o inkwizycji, że to brzydko tak ludzi męczyć, a ktoś inny na to „przecież przy epidemii dżumy to był pryszcz”.

  3. ” Już teraz do Francji wróciło ponad 250 osób, w tym prawie 60 dzieci” – czyli Republika Francuska dała ciała. Po co w takim razie w Syrii i Iraku francuscy specjalsi i wywiad? Jakim cudem te 250 osób nie leży sobie spokojnie, przysypanych cienką warstwą piasku? A jeśli francuscy żołnierze są zbyt subtelni, to mają całe mnóstwo mniej wrażliwych sojuszników – np. Kurdów czy szyickie milicje, które chętnie załatwiły by ten problem? Wstyd, Panie i Panowie Francuzi!

  4. No tak jak wiemy radykalnych imamów karze i się wydala z kraju w Singapurze, w UE prawa człowieka, wolność słowa nie pozwala na taki państwowy zamordyzm i walkę z ekstremizmem, a słowa – chroń nas panie przez chrześcijanami i Żydami – to pikuś na tle wielu imamów w Europie, gdzie nawet pochwała zamachów 11 września, to było za mało dla redaktora Żakowskiego, żeby wydalić imama z Jemenu = sprawa sprzed kilkunastu lat.
    Zapytam więc kto obrzucił wczoraj synagogę w Goeteborgu koktajlami Mołotowa ? Sprawcy mieli kominiarki, więc nie wiadomo kto….

    1. Ale dla mnie jako człowieka, który poważnie traktuje wolność słowa każdy ma prawo mówić to co chce. Zarówno „śmierć niewiernym” jak i „zabić wszystkich czarnuchów”. Co najwyżej służby powinny inwigilować takich typów i uprzedzić potencjalny atak.

  5. Ufff. Na szczęście terroryzm nie ma nic wspólnego z islamem. Wiem, bo czytam Krytykę i Wyborczą.

    1. Większość zwolenników ideologii islamu nigdy nikogo nie zamordowała, ani nie zgwałciła. Podobnie jak większość wyborców NSDAP.

      1. Dlatego tak bardzo lubię kupować i jeść zatrute słodycze. Nie tak w pełni, ale takie gdzie co 10 cukierek jest trujący. Przecież 9 na 10 jest dobrych. A o tym 1 na 10 nie rozmawiajmy. Bo to nie ładnie.

      2. Zaiste, zawsze gdy słyszałę głosy tych „naj” z najbardziej poprawnych politycznie, przywodzą mi oni na myśl powiedzenie o beczce miodu z łyżką dziegciu (w tym przypadku czyt. cyjankali). Doprawdy fascynująca jest głupota politykierów i mas, którzy między skrajnymi odchyłami rasistowsko-faszyzującymi a lewacko-nihilistycznymi nie chcą dostrzec gigantycznej przestrzeni dla zwykłego rozsądku. Pozdrawiam.