UE

Łotewska lekcja

Łotwę bardzo mocno dotknął ostatni kryzys gospodarczy i w odpowiedzi zastosowała politykę radykalnych cięć budżetowych. Odniosła sukces, czy poniosła porażkę?

Dwa tygodnie temu spędziłem kilka dni na Łotwie. Moje spotkania skupiały się na kwestiach polityki przemysłowej, którą Łotwa traktuje naprawdę poważnie – co dość ciekawe jak na kraj postrzegany często jako inkubator konserwatywnej polityki gospodarczej. Spędzony tam czas dał mi jednak okazję do przyjrzenia się szeroko dyskutowanej odpowiedzi tego kraju na kryzys gospodarczy.

Krótko mówiąc: Łotwa odrzuciła większość rad z zewnątrz i nie zdewaluowała pieniądza, pomimo wielkiego deficytu bilansu płatniczego, który w roku 2007 przekraczał 20 procent PKB. Ze względu na perspektywę przystąpienia do wspólnej europejskiej waluty Łat został sztywno związany z euro, a rząd odmawiał wszelkich posunięć, które mogłyby zagrozić temu celowi. Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu zapowiedziano, że może się wynosić, jeśli będzie nalegał na dewaluację.

Ostatecznie kraj zastosował radykalne cięcia budżetowe, które przywróciły krajowi nadwyżkę w handlu zagranicznym. Szok wywołał spadek produkcji o niemal 20 procent PKB w ciągu jednego roku oraz wzrost bezrobocia do 18,4 procent (z 6 procent w roku 2007). W roku 2011 wydawało się, że najgorsze minęło, a gospodarka rosła w przyzwoitym tempie 5,5 procenta, jednym z najwyższych w Europie.

Z jednej strony, jeśli posłuchać zwolenników cięć budżetowych, jak np. prezes banku centralnego Ilmārs Rimševičs, Łotwa odniosła ogromny sukces – stanowiąc wzór dla Grecji, Hiszpanii i innych krajów. Po stronie plusów: wzrost powrócił szybciej niż się spodziewała większość obserwatorów, eksport poszedł w górę, bezrobocie w dół, a system polityczny wydaje się stabilniejszy niż dawniej. Pomimo narzekań co do ram prawnych i niedostatków wcielania prawa w życie, zagraniczni inwestorzy są wyraźnie zadowoleni. Wejście do strefy euro wciąż jest planowane na rok 2014.

Z drugiej strony spadek PKB w czasie obecnego kryzysu był tu najgłębszy. Choć ożywienie gospodarcze wydaje się postępować żwawo, to Łotwie wciąż daleko do poziomu produkcji sprzed kryzysu (zob. wykres). Islandia, którą dotknął jeszcze większy kryzys finansowy, wprowadziła kontrolę przepływów kapitału, zdewaluowała swój pieniądz i uniknęła tak ostrego załamania gospodarczego jak Łotwa. Kiedy podałem ten argument, Rimševičs uciął wątek i stwierdził, że Islandia skorzystała z wyjątkowych warunków eksportowych.

Nawet jeśli nierównowaga w handlu została na Łotwie wyeliminowana, nie jest jasne, czy w znaczący sposób poprawiła się jej konkurencyjność. Tak mocno chwalona dewaluacja wewnętrzna była niewielka. Cięcia płac objęły głównie sektor publiczny, gdzie niespecjalnie przecież sprzyjają konkurencyjności eksportowej. Płace w sektorze prywatnym okazały się zaskakująco elastyczne. Jak pokazuje kolejny wykres, oparte o jednostkowe koszty pracy wskaźniki realnych kursów wymiany spadły bardzo umiarkowanie, po ogromnym przecież wzroście w latach 2004–2008. W efekcie nie jest wcale oczywiste, czy Łotwa odzyskała wystarczający poziom konkurencyjności, aby podtrzymać wzrost bez ponownego doprowadzenia do znacznych deficytów handlowych.

Dla człowieka z zewnątrz najbardziej uderzającym aspektem łotewskiego doświadczenia jest relatywny brak konfliktu politycznego i podziałów społecznych w okresie naznaczonym przecież przez katastrofalny kryzys. Kiedy przywołałem artykuły prasowe mówiące o odbywających się w szczycie kryzysu największych od czasu rosyjskiej okupacji protestach ulicznych na Łotwie, moi gospodarze zapewnili mnie, że tak naprawdę były niewielkie. Ledwie kilkaset osób pozujących przed kamerami. To nie Grecja.

Dlaczego? Bynajmniej nie dlatego, że system polityczny jest tu szczególnie funkcjonalny (faktycznie jest w nim zbyt dużo małych partii) albo że nie ma tu podziałów etnicznych (podział między Rosjanami a Łotyszami jest naprawdę głęboki). Mówiono mi raczej, że Łotysze mają naturę stoików, a swoje problemy zachowują dla siebie.

Główna lekcja, jaka stąd płynie, jest taka, że należy unikać łatwych uogólnień, nieuwzględniających szczególnych cech kraju. Misjonarze cięć budżetowych z pewnością są w błędzie twierdząc, jakoby doświadczenie łotewskie ostatecznie dowodziło błędności podejścia Keynesistów i zwolenników dewaluacji pieniądza. Zbyt wcześnie, by łotewski przypadek ocenić jako sukces albo jako klęskę. Wzrost może trwać dalej, a wówczas sytuacja w kraju będzie się poprawiać.

Jednego możemy być jednak pewni, a mianowicie, że tego rodzaju drastyczne cięcia budżetowe, które okazały się wykonalne na Łotwie, nie byłyby możliwe w wielu innych krajach. Rimševičs i inni podkreślają, że sukces łotewskiej polityki wziął się stąd, iż się nie zawahali i wprowadzili cięcia szybko i zdecydowanie. Łotewscy decydenci oczekiwali 10-procentowego spadku PKB w roku 2009; zamiast tego mieli niemal dwa razy większy. Prawdziwa tajemnica ich sukcesu polega na tym, że nie mieli rewolucji tuż za rogiem. 

przełożył Michał Sutowski 

Dani Rodrik –  turecki ekonomista, profesor na Uniwersytecie Harvarda, autor książki Jedna ekonomia, wiele recept wydanej przez Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Bio

Dani Rodrik

| Uniwersytet Harvarda
Profesor Międzynarodowej Ekonomii Politycznej w John F. Kennedy School of Government na Uniwersytecie Harvarda, jest autorem książki „Straight Talk on Trade: Ideas for a Sane World Economy”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.