Muzyka

Za komuny było lepiej

Jan Kliment i Maryla Rodowicz w tańcu. Opole 2017. Fot. kadr z TVP

Obejrzeliśmy cały festiwal w Opolu, żebyście wy już nie musieli.

Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu od zawsze bazował na polskim sentymencie do estrady, wielkich gwiazd, brokatu, technikoloru, goździka w butonierce, eleganckiego wodzireja i romantycznych songów. To świat, który na zawsze będzie już należał do Alicji Majewskiej, Jerzego Połomskiego, Izabeli Trojanowskiej.

Nie bez powodu w imaginarium ciot z Lubiewa Michała Witkowskiego, ciot które wożą na plażę kotleta w słoiku, najchętniej starym pociągiem i piją herbatę ze szklanki, tak ważne są Zdzisława Sośnicka i Anna Jantar. Tegoroczne Opole z jednej strony hołduje tym emocjom, z drugiej stawia polityczną cezurę. To tak, jakby zbudować komunistyczny pomnik tylko po to, żeby polać go czerwoną farbą i napisać RAZ SIERPEM RAZ MŁOTEM CZERWONĄ HOŁOTĘ.

Umówmy się, Festiwal w Opolu nie jest świętem polskiej muzyki. Nie jest nim w 2017, nie był rok, dwa ani dziesięć lat wcześniej. Jest okazją, żeby zobaczyć w telewizji te gwiazdy, które śpiewają w stacjach radiowych, choć my nie wiemy, kto to. I nie chcemy wiedzieć.

W 2002 roku w Opolu wystąpili tacy artyści jak Marcin Mikołajczak, Jean D’Arme (Żandarm), Tomasz Hajduk, Funky Gor, Deaf Grlzz, Beaty Free i Gringo. Kiedy to piszę, to wydaje mi się, że równie dobrze mogłabym ich wszystkich wymyślić. Zresztą, jednego zmyśliłam i nawet nie zauważyliście.

Możliwe, że istnieją osoby, które słuchają zespołu Bracia, możliwe, że ktoś kupuje płyty zespołu Pectus, możliwe nawet, że to naprawdę najważniejsi polscy młodzi muzycy i że naprawdę istnieją oni poza festiwalem w Opolu, Sopocie i eliminacjami do Eurowizji.

Chyba jednak wszyscy, z pracownikami TVP i organizatorami festiwalu łącznie, zdają sobie sprawę z tego, co jest najważniejszym momentem Opola – stare piosenki. Doda śpiewająca Niech żyje bal, Edyta Górniak i jej wykonanie Dziwny jest ten świat, Paulina Grochowska i Pamiętajcie o ogrodach. Najwyraźniej po 1989 w polskiej muzyce rozrywkowej nie wydarzyło się nic wartego zapamiętania, nic co wzrusza i porywa publiczność. Po 1989 – czyli w Polsce.

Koncert Jana Pietrzaka, który stał się najchętniej komentowanym wydarzeniem tegorocznego Festiwalu (puste ławki, komentarze na temat opozycji, szkolny charakter przedstawienia), miał bardzo ważny tytuł, będący zarazem tytułem książki Pietrzaka. „Z PRL-u do Polski” wyznacza nową, tak chętnie promowaną przez PiS granicę w historii, w której to państwo Polskie zaczyna istnieć dopiero z upadkiem Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

„Ta wojna była pewna. Nikt nie sądził, że dla Polski potrwa aż pół wieku” – słyszymy w animacji „Niezwyciężeni” przygotowanej przez IPN. Nowa wersja historii każe nam czuć się Polakami dopiero od lat dziewięćdziesiątych, wcześniejszy okres zaliczając do tej samej kategorii niebytu, co lata 1939-1945.

Co w takim razie z Festiwalem w Opolu i jego gwiazdami?

Jan Pietrzak w wywiadach nieustannie powtarza, że za komuny był zakazany (chociaż w 1965 dostał w Opolu nagrodę) i że pozostał niezłomny. W ten sposób, podobnie jak Stanisław Piotrowicz, staje się dla prawicy osobliwym wzorem, a promowanie jego postaci, losów i piosenek jest wyrazem jedynej słusznej postawy.

A co z innymi artystami, którzy zrobili kariery w PRL-u, śpiewali przeboje i świecili triumfy na festiwalach? To ich piosenki coverują dziś w Opolu młodzi artyści. Z tegorocznej sceny nieustannie padały przecież słowa o długiej tradycji imprezy. Anna Wyszkoni czuła się zaszczycona, że może zagrać na najważniejszym polskim wydarzeniu muzycznym. Tomasz Kammel był poruszony, a Katarzyna Cerekwicka zachwycona. Największą popularnością cieszył się koncert Maryli Rodowicz, która świętowała 50 lat na scenie.

Od 1963 najważniejsi muzycy (w kraju, który w prawicowej optyce Polską nie był) śpiewali piosenki dla całego narodu, a ich piosenki śpiewają dzisiaj młodzi – w wolnej Polsce. Można by to pewnie uznać za trwałość narodu polskiego. W takiej narracji grono „niepokornych” poszerza się o Bohdana Łazukę, Skaldów, Karin Stanek czy Andrzeja Rosiewicza, który ostatnio zasłynął wykonując utwór Trumping and jumping, polecam:

Nie mam nic przeciwko takiemu obrazowi polskiej sceny muzycznej, opowieści na temat siły ducha pokonującej totalitaryzmy, ale chyba nie o nią tutaj chodzi. Sing Sing, Ryszard Makowski, Jacek Kurski i Żeby Polska była Polską – razem to z jednej strony ckliwa, patriotyczna laurka, patrząca tęsknie w stronę PRL-u i hołdująca realnym emocjom i wzruszeniom Polaków, ich wspomnieniom i sentymentom, a z drugiej szopka strojąca miny radykalnie antykomunistyczne w trakcie prezentowania ładnych piosenek ze złych czasów. A jeśli ktoś pomyśli przy tym wszystkim: „ale zaraz, może wcale nie było tak źle, to była moja młodość, lubiłam ten kraj, Dziennik Telewizyjny i Czerwone Gitary”, to Opole 2017 roku zaserwuje jej od razu na otrzeźwienie zespół Bracia, który zaśpiewa: Jeszcze wierzę, wierzę w lepszy świat, trochę taki Tomek Lipiński i jego Jeszcze będzie przepięknie na nowe czasy.

Formuła telewizyjnego festiwalu się zestarzała. Muzycy na lakierowanej podłodze na tle neonów i średnio zabawni konferansjerzy są dla widzów coraz mniej atrakcyjni. A Opole jak trwało, tak trwa. Próbuję sobie wyobrazić Festiwal w Opolu z roku 2067. W mojej wyobraźni wykonawca, dajmy na to Waldek Mandarynka, nie śpiewa za 50 lat dzisiejszych piosenek zespołu Feel, Natalii Szroeder czy Margaret. Waldek z przyszłości nadal śpiewa Ale to już było Maryli Rodowicz. Albo lepiej – śpiewa to bioniczna kukła Maryli Rodowicz. I śpiewa, że „czasem trafił się wielki raut, albo feta proletariatu, czasem podróż w najlepszym z aut, częściej szare drogi powiatu”, chociaż nikt już nie wie, czym był proletariat. Wszyscy płaczą, bo „choć w papierach lat przybyło, to naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami”.

Bio

Emilia Konwerska

| Publicystka, krytyczka literacka i filmowa
Doktor nauk humanistycznych w dyscyplinie literaturoznawstwo, publicystka, krytyczka literacka i filmowa. Współpracuje z "Magazynem Osiem Dziewięć" i "Krytyką Polityczną". Mieszka w Olsztynie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

    1. Za komuny było lepiej, bo brak internetu uniemożliwiał wypowiadanie się prawicowym śmieciom.

  1. Chyba Emilia, z całym szacunkiem, nie słuchała boskiej Izy ni razu, żeby zestawiać ją z Alicją Majewską i Jerzym Połomskim!

  2. Pelna zgoda z autorka, ze kulturotworcza rola PRL byla (i jest) nieporownanie wieksza niz rola IIIRP. Wlasnie do ciągłości kulturowej między tymi dwiema epokami – a istnieje ona nie tylko na poziomie konretnych utworow ale przede wszystkim schematow tworzenia produkcji kulturowej (nie trzeba chyba przypominac, ze do niedawna ludzie typu Jacek Cygan pisali wiekszosc tekstow piosenek mlodym popularnym artystom) – warto sie odwolywac, zeby stawic opor prawicowej narracji o ukladzie post-komunistycznym, opartej na pietnowaniu ciaglosci politycznej

  3. Wg PiSu komuna to była w latach 1989-2015, gdy PiS nie rządził, albo nie całkiem rządził, więc wszystko się zgadza. Za PRLu nie było tak źle, nie było gendera, a młodzi Kaczyńscy występowali w wiekopomnym filmie.