Kinga Dunin czyta

Boli – nie boli

Pustkowiak_Maszkaron

Kobiety nagle zostały obdarzone mocą rażenia prądem i stały się silniejsze od mężczyzn. Jak wpłynie to na życie rodzinne i codzienne? Kinga Dunin czyta „Innych ludzi” Doroty Masłowskiej, „Maszkarona” Patrycji Pustkowiak i „Siłę” Naomi Alderman.

Dorota Masłowska, Inni ludzie, Wydawnictwo Literackie 2018

Masłowska_Inni ludzie_mTo był
Poniedziałek. Za oknem niebo
ołowiane, na dywanie igły
opadłe z choinki jak złudzenia; dźwięk
jeżdżenia windy
zbudził go i uczucie otwartego okna, choć
kołdra mokra
od potu, sucha morda, napoi wyskokowych
posmak, to znak,
że wczoraj trochę przegrał.

Rap jest dziki, rap jest zły, rap ma bardzo ostre kły… Przynajmniej tak to sobie wyobrażam, bo i to czego słuchałam – nie było tego wiele – to głos dobiegający z jakiejś innej perspektywy niż „uniwersum kulturalnego człowieka”. Obraźliwe albo gniewne, wykorzystujące znaki kulturowe na swój własny, przekrętny sposób. To bywa ciekawe, fascynujące, choć dla mnie niekoniecznie przyjemne.

Natomiast Dorota Masłowska zarapowała w książce Inni ludzie bardzo przyjemnie. To rap grzeczny, literacko wycyzelowany – chociaż oczywiście odwołujący się do mowy ulicy. Jeśli zajęliby się tym specjaliści, to opowiedzieliby nam pewnie coś o prozodii, rymach okolnych, asonansach, konsonansach, czy jak to się wszystko nazywa. Dla zwykłego czytelnika oznacza to tyle, że świetnie się to czyta – tekst płynie i stuka, gdzie trzeba, często zabawny, czasem nawet wzruszający i nawet się nie obejrzymy, kiedy się skończył.

I wtedy może zadamy sobie pytanie, a o czym to właściwie było? Trzeba je szybko postawić, bo to jest książka, o której zapomniałam już po kilku dniach. Świetni zrobione, i co dalej? Inni ludzie. Jednemu brakuje kasy i miał ojca alkoholika, a drugiej miłości i seksu, chociaż ma mieszkanie i obrazy modne na ścianach. Jednemu zrobiła się dziura w bucie, a innemu zepsuł się samochód. Jednemu kebab, a drugiemu bez glutenu, a wkoło smog i deszcz pada, ale wszyscy jesteśmy ludźmi. A jak ktoś przylutuje imigrantowi, to z frustracji wynikającej z wykluczenia. Każdy jest inny, a wszyscy tacy sami.

Poza formą Masłowska daje nam w gruncie rzeczy jedynie banalne konstatacje, choć czasem błyskotliwe to jest, wiadomo, Masłowska.. Nie ma w tym, podobnie jak w formie, żadnego haczyka, kolca, miejsca, które wprowadziłoby nas w zakłopotanie. Nie ma momentu, w którym chciałoby się zatrzymać, pomyśleć. Nie ma zdziwienia. Interpretacyjnego niepokoju. Przekroczenia. Nic nie boli, nie drażni, nie dźga w bok. Nawet teledysk.

Sama przyjemność, bo lubimy filmy, które już znamy. A Masłowską znamy. Jedyna rzecz, nad która się zastanawiałam, czytając, to co by było, gdyby to była jej pierwsza książka. Chyba byłabym bardziej zachwycona. Ale nie jest to pierwsza książka. Zatem przyjemność tak – zachwyt już nie. Nie dziwię się jednak czytelnikom, którzy wychwalają tę książkę. W końcu czytamy dla rozrywki i przyjemności. I lepiej, żeby jednak utwór nie był zbyt długi. A tu jeszcze książka fajnie wydana, miło potrzymać. A czy dziwię się, że również recenzenci okrzyknęli wręcz unisono Innych ludzi arcydziełem? To właściwie też mnie nie dziwi.

Życie Adelki

czytaj także

Życie Adelki

Adelajda Truścińska

*
Patrycja Pustkowiak, Maszkaron, Znak 2018

Pustkowiak_Maszkaron-200Zaczęłam umierać we wtorek, pierwszego listopada, kilka minut po dwudziestej. Z biologicznego punktu widzenia byłam zdrową trzydziestopięciolatką; nie od razu więc zorientowałam się, że to ona, ta cała śmierć i jej podchody – nie byłam biegła w jej przewrotnych sztuczkach.

Marianna jest brzydka, brzydka kuriozalnie. To w kulturze, gdzie standardy urody są dosyć istotne, jest oczywiście ważne, ale w końcu nie ma kobiet brzydkich, są tylko nieodpowiednio ubrane i umalowane. Potraktujmy więc ten brak urody szerzej, szczególnie, że bohaterka składa się właściwie z samych braków. Nie ma fajnych rodziców – jej matka to dewotka i jazgotliwa jędza, a ojciec safanduła. Wychowała się w nędznych blokach. Nigdy nie miała przyjaciół. Nikt się w niej nie kochał. Nie uprawiała seksu. Nie ma męża ani dzieci. Pracuje, biorąc jakieś zlecenia na tłumaczenia, mieszka w wynajętej kawalerce, brakuje jej pieniędzy, nie ma więc też bezpieczeństwa ekonomicznego ani wszystkich tych fajnych rzeczy, które można mieć za pieniądze. Nie jeździ za granicę. I na dodatek nie ma poglądów, bo wszystko, wydaje jej się zbyt skomplikowane, żeby z pewnością siebie wypowiadać się na każdy temat. Próbuje żyć na FB, ale i tam nie odnosi sukcesów.

W świecie, w którym jest tyle możliwości do wyboru, ona nie ma prawie niczego. I to jest jej przewaga nad światem – nie może niczego utracić. (No prawie, może stracić zdrowie i kawalerkę oraz zlecenia). Staje się więc „apostołem Kościoła nienawiści i pogardy” wobec całego świata. Oraz mistrzynią schadenfreude, bo jednak czasem komuś coś się nie udaje, albo może nie udać, co sobie z przyjemnością wyobraża.

Maszkaron to książka napisana jadem i na wkurwie, w której autorka nie boi się przekraczać prawie żadnych granic. A uosobieniem wszystkiego, czego nie znosi, jest Alicja, którą postanawia zabić. Alicja i wszystko, co się z nią wiąże. Konkretnie „pierdoleni public intellectuals”, liberalno-lewicowi, kiedyś solidarnościowi. „Transformacyje dziady”, które wciąż powtarzają: Czapski, Herling-Grudziński, Miłosz, chociaż już wiedzą że „byli głupi”, co nie znaczy że zmądrzeli. Jest też budujące swoją pozycje i tożsamość na opozycji wobec nich młode pokolenie, już otrzaskane w lewicowych dyskursach. Alicja jest córką dawnego działacza Solidarności, który dziś usunął się do swego pięknego domu i zbiera pisma ojców Kościoła. Ona natomiast prowadzi seminarium „Filozofia życia i jego sensu”, co chwilę wspominając o Jamesie Hillmanie (to taki guru psychologii, poszukujący duszy w świecie, gdzie Bóg umarł). Jest idealnie piękna i ma idealne życie z idealnym mężem.

„Maszkaron” to książka napisana jadem i na wkurwie, w której autorka nie boi się przekraczać prawie żadnych granic.

Od lewicowych liberałów narratorka bardziej nienawidzi tylko prawicy, ale to jest mniej ciekawe. Sama jest w gruncie rzeczy awersem – drugą, ciemną stroną Alicji, sukcesu, ekscytującego życia w świecie konsumpcji i intelektualnych mód. Można nawet powiedzieć, że jest pomiotem, abiektem, naszej kultury, któremu odmawia się prawdziwej podmiotowości. Nie można mu jednak odmówić prawa do zemsty.

Ta książka na zmianę irytuje i pozwala na wypuszczenie nagromadzonej złości, wypieranych lub wstydliwie chowanych złych emocji, co jest jakoś wyzwalające. Boli, bo choć jesteśmy trochę Marianną – nikt nie ma wszystkiego – to dostaje się nam także jako Alicjom tego świata. Autorka ma dość talentu literackiego, że znaleźć dla tego język (chociaż jest on podobny do poprzedniej powieści) i mocno nakręcić spiralę emocji. Trochę boli, ale warto.

Dunin: Pijana i przerąbana

*
Noami Alderman, Siła, przeł. Małgorzata Glasenapp, Marginesy 2018

siła-aldermanDroga Naomi,
skończyłem właśnie te przeklętą książkę. Wysyłam Ci rękopis, ze wstawkami i rysunkami, w nadziei, ze usłyszę jakieś wskazówki albo przynajmniej echo, skoro wrzucam ten tekst jak kamyk do studni.

To, co potem przeczytamy, to będzie powieść napisana przez mężczyznę, ale opiniowana przez kobietę. Nie mogę się powstrzymać przed zdradzeniem także ostatniego zdania powieści. „Słuchaj, zdaję sobie sprawę, że to może brzmieć koszmarnie, ale rozważyłeś może wydanie tej książki pod kobiecym nazwiskiem?”.

Autorka w podziękowaniach wyraża wdzięczność wobec Margaret Atwood, która od początku uwierzyła w tę książkę. I nic w tym dziwnego, bo jest to powieść „atwoodowska”. Opowiada o świecie, w którym rozkład sił się odwrócił. Kobiety nagle zostały obdarzone mocą rażenia prądem i stały się silniejsze od mężczyzn. Będzie to miało wpływ na życie rodzinne i codzienne. To samotny mężczyzna, widząc nadchodzącą z przeciwka grupę rozbawionych i pewnych siebie kobiet, będzie kulił ramiona. Siła ta zostanie wykorzystana do słusznej zemsty, ale też pozwoli na akty przemocy. Ale nawet najbardziej drastyczna przemoc wobec mężczyzn nie jest niczym innym, niż to, czego doświadczały i doświadczają kobiet. Nie robię one nic, czego przed nimi nie zrobiliby mężczyźni. Zmieni się polityka, dojdzie do rewolucji na mniejszą lub większą skalę. Pojawi się silny ruch religijny, w którego centrum znajdzie się Matka Boska. Na nowo zostanie opowiedziana historia i prehistoria – rysunki w tekście to artefakty archeologiczne dowodzące, że już dawno istniały kobiety obdarzone mocą. No i powstaną radykalne ruchy obrony praw mężczyzn.

Nie chcę zdradzać, jak to się skończy, a przede wszystkim tego, w jaki sposób do tego dojdzie. Czyta się to w każdym razie świetnie. Fantazja o kobietach, które są silniejsze od mężczyzn, ma w sobie coś pociągającego i wyzwalającego, nawet jeśli, jak zawsze, silni są niebezpieczni dla słabych, więc nie będzie to żadna idylla.

Patriarchat hard i soft

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.