Kraj

Nie bądźmy cheerleaderami Tuska

tusk-ue

Swoimi działaniami Kaczyński na nowo politycznie zbudował Tuska.

Święto opozycji, które obserwujemy od czwartkowego szczytu Rady Europejskiej, jest zjawiskiem psychologicznie zrozumiałym. Znienawidzony przez dużą część społeczeństwa Jarosław Kaczyński, który przez ostatnie półtora roku rozdawał wszystkie karty w polskiej polityce, poniósł spektakularną porażkę.

Wizerunkowa porażka Kaczyńskiego

Co jednak, jeśli politycznym celem Kaczyńskiego nigdy nie było zablokowanie kandydatury Tuska? Jeśli chodziło tylko o to, by jego wyborowi towarzyszył jednocześnie czytelny sygnał, że są kraje europejskie, w tym Polska, które tej kandydatury nie popierają? Osłabiłoby to polityczną pozycję Tuska, a obozowi władzy dało do ręki wygodną narrację o „zakulisowych grach” europejskiego establishmentu i Polsce jako liderze bloku państw, które się na taką politykę nie zgadzają (dziś z podobną narracją dużo trudniej będzie się przebić).

Co warto podkreślić, Donald Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej przez pierwszą kadencję prowadził politykę w dużym stopniu niekolidującą z polityką rządu Beaty Szydło. Nawet w najbardziej newralgicznej kwestii, jaką jest przestrzeganie przez polski rząd standardów demokratycznych, były premier był powściągliwy, co raczej potwierdza, że z punktu widzenia PiS-u, poza kwestią wizerunkową, nie jest to kandydatura problematyczna. Dlatego też sądzę, że to nie sam wybór Tuska musi Kaczyńskiego martwić, ale okoliczności, w jakich ten wybór się dokonał. Tu możemy mówić o kompletnej klęsce, nawet jeśli jest to głównie klęska wizerunkowa.

Oni chyba naprawdę przegrali. A co wygra Tusk?

Obozowi władzy ciężko będzie teraz wysłać do własnego elektoratu przekonujący komunikat tłumaczący, że sytuacja, w której w ważnym dla Polski głosowaniu nie popierają nas nawet nasi „strategiczni sojusznicy”, jak Viktor Orbán czy Theresa May, jest w istocie dowodem na „wstawanie Polski z kolan”. Bezradność i nerwowość komunikacyjna, którą obserwujemy po stronie zwolenników rządu, dowodzi, że mamy do czynienia z efektem „oszołomienia”, przypominającym sytuację boksera, który dostał silny cios i stoi zamroczony na ringu, nie do końca rozumiejąc, co się wokół niego dzieje.

Symboliczny powrót Tuska

Jednak poza problemem wizerunkowym czwartkowy szczyt uruchomił dużo istotniejsze dla PiS-u i Polski procesy polityczne. Z punktu widzenia polityki europejskiej najistotniejszym jest – bardzo groźne dla Polski – przybliżenie się widma Europy wielu prędkości. Z punktu widzenia krajowego zaś najistotniejszy jest symboliczny powrót Tuska do polskiej polityki.

Thomas Gutschker w nowym wydaniu „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zwraca uwagę, że szanse Tuska na zachowanie stanowiska były w zeszłym roku niewielkie. Zdaniem autora to ofensywa polskiego rządu przyczyniła się do znaczącego wzmocnienia tej kandydatury. „Z niepewnego kandydata, po którym niewiele rządów uroniłoby łezkę, Tusk stał się prawdziwym szefem, prawdziwym Europejczykiem, nobilitowanym dzięki sprzeciwowi Warszawy. Mieć wielu wrogów jest zaszczytem” – pisze Gutschker.

Z punktu widzenia krajowego najistotniejszy jest symboliczny powrót Tuska do polskiej polityki.

To samo zjawisko, które „FAZ” dostrzega na poziomie europejskim, dotyczy tez polityki krajowej. Mimo niewątpliwych talentów Donald Tusk to polityk już bardzo zużyty. Za byłym premierem ciągnie się wiele błędów i zaniedbań ośmiu lat rządów koalicji PO-PSL oraz ciągle niewyjaśnionych afer. Znaczna część społeczeństwa, niekoniecznie bliska obozowi władzy, nie postrzegała jego wyboru na Przewodniczącego Rady Europejskiej jako awansu, lecz jako ucieczkę z tonącej łódki. Piastowanie ważnej europejskiej funkcji na krajowym podwórku skutecznie trzymało Tuska poza doraźną polityczną grą, a podjęta przez niego pod koniec zeszłego roku próba wejścia w aktualny konflikt przy okazji kryzysu parlamentarnego zaowocowała bolesnym odbiciem się nie tylko od politycznej konkurencji, ale także od niedawnego własnego zaplecza. Polityka ostatnimi czasy bardzo przyspieszyła, a liczne procesy polityczne i społeczne, które uruchomiły się przez ostatnie 1,5 roku, coraz bardziej wypychały Tuska w polityczny niebyt.

Ostatnie wydarzenia odwróciły jednak ten proces. Podjętymi przez siebie działaniami Kaczyński na nowo politycznie zbudował Tuska. Pierwszym symptomem tego była marcowa miesięcznica, na którą wyjątkowo liczni przeciwnicy obecnego rządu przynieśli portrety byłego premiera. Mający dotąd w polityce krajowej marginalne znaczenie Tusk powraca więc jako (na razie tylko) symboliczny lider opozycji. I to jest z całą pewnością osiągnięcie Prawa i Sprawiedliwości.

Darth Tusk

Galwanizacja PO-PiS-u

Symboliczny powrót Tuska na pewno wzmocni liberalną część opozycji, a konkretnie ten jej nurt, który wierzy, że można pokonać Kaczyńskiego bez konieczności rozliczenia się z błędów III RP. Parafrazując słowa Agnieszki Holland: to ci, którym chodzi o to, żeby było, jak było. Donald Tusk może być dla nich bardzo wygodnym wehikułem politycznym. Z pomocą byłego premiera spór programowy da się przedefiniować w konflikt symboliczny. Jesteś za Unią Europejską, to jesteś za Tuskiem, a będąc za Tuskiem, jesteś zwolennikiem liberalno-konserwatywnej opozycji.

Galwanizacja PO-PiS-u to dla Kaczyńskiego bardzo wygodna oś podziału. Dla znaczącej części opozycji również. W sporze programowym nie wystarczyłoby krytykować rządy PiS-u, lecz trzeba by było również rozliczyć ośmioletnie rządy PO oraz krytycznie spojrzeć na dorobek całej III RP. Skutkiem tego byłoby wyłonienie się nowych elit opozycyjnych oraz nowego języka politycznego. Naturalną konsekwencją byłoby również to, że elity liberalne straciłyby po stronie opozycyjnej wyłączność na rząd dusz, a PO i Nowoczesna – na polityczną reprezentację.

W podziale, który teraz się na naszych oczach kształtuje, nie będzie miejsca na takie procesy. To nowe rozdanie jest korzystne zarówno dla obozu rządzącego, jak i dla parlamentarnej opozycji: Tusk i Kaczyński znowu podzielą między sobą całe ciastko.

Taki układ będzie jednak zabijać siły lewicowe, nie dając im przestrzeni, by wzrastać. W tej optyce nie ma bowiem miejsca na spór o to, jak zmieniać rzeczywistość społeczną. Nikną nadzieje na polityczną reprezentacje wszystkich tych, który chcą Polski sprawiedliwej społecznie, ale jednocześnie otwartej. Zamiast tego mamy preludium do kolejnego powrotu sporu zżerającego polską politykę od 2005 roku.

„Dyplomatyczne samobójstwo PiS”. Opozycja nie może przespać tego momentu

Czemu część lewicy cieszy się takim obrotem sprawy, a niektórzy jej publicyści zostali cheerleaderami Donalda Tuska, wzmacniając ten proces? To doprawdy trudno zrozumieć, a jeszcze trudniej zaakceptować.

***
Marek Nowak – politolog i publicysta. Współpracuje z portalem Trybuna.eu. Członek Partii Zieloni.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

No właśnie,Krytyko Polityczno,dlaczego? Niechże Sierakowsio-Sutowskie odpowiedzo,co z nich za nowa,lewa strona? Lewa strona czego? Kościoła św Balcerowicza pod przewodem bł.Rysia Petru?

Trzeba grać na opcję "polski Majdan" i zupełne zniszczenie PiS-u. Wtedy na pewno otworzyłoby się miejsce dla lewicy. Co da takie stękanie jak powyżej? Nic - tylko się ludzie zniechęcą i lewa strona zupełnie zwiędnie. Należy nakręcać protesty, strajki, kopać tą władzę gdzie się da. Taka pełzająca rewolta może skulminować polskim Majdanem , a wtedy Kaczor będzie wykończony. Dlatego apeluję: przybywajcie wszyscy na KONTR-MIESIĘCZNICĘ 10 kwietnia, godz. 20.00 pod pałac prezydencki. Zamiast ciągle smęcić , jojczyć i układać te nieskończone piętrowe kombinacje na papierze, co kto komu zaszkodzi, a co pomoże, nakręcajmy po prostu rewoltę. To jest prawdziwe lewicowe działanie, a nie to ciągłe pierdolenie, z którego nic nie wynika

"Trzeba grać na opcję "polski Majdan" i zupełne zniszczenie PiS-u. Wtedy na pewno otworzyłoby się miejsce dla lewicy."

Raczej dla neoliberałów. Elektorat socjalny w ostatnich wyborach zagłosował na PiS. I po 500+ to się raczej nie zmieni.

No i właśnie zniszczenie PiS-u stworzyłoby miejsce dla siły prosocjalnej, bo ten elektorat zostałby nagle bez partii. Oczywiście część zniechęciłaby sie w ogóle do polityki, ale część mogłaby przerzucić się na Razem czy coś innego

Suweren to wam lewaki zrobi majdan, macie szczęście że szyszko pościnał drzewa

Krzysztof Mazur

Lewica nie weszła do sejmu, bo nie chciała. Zrobiła wszystko, co było możliwe, żeby nie mieć szansy na wejście do sejmu. Dlaczego to miałoby się zmienić? Jak na razie na lewicy mnożą się generałowie i wygląda, że zamiast dwóch list lewicowych, jak w 2015, będą następnym razem 3-4, dzięki czemu szanse na wejście do sejmu spadną poniżej promila.

"Znienawidzony przez dużą część społeczeństwa Jarosław Kaczyński, który przez ostatnie półtora roku rozdawał wszystkie karty w polskiej polityce, poniósł spektakularną porażkę."

Obawiam się, ze to jest myślenie życzeniowe. Chciał dokopać i dokopał. Nie jest na tyle głupi, żeby nie wiedzieć, że jest w stanie obalić kandydata popieranego przez Niemcy. Ale z pewniaka zrobił z niego niepewnego. I o to mu chodziło.