Kraj

Marznę pod kancelarią

Dlaczego protestuję i domagam się publikacji wykonania wyroku Trybunału? Odpowiada Justyna Drath.

Od środy 9 marca trwa protest partii Razem pod Kancelarią Prezes Rady Ministrów. Zgromadzenie pod KPRM domagają się publikacji ogłoszonego w środę wyroku Trybunału Konstytucyjnego.

***

Dlaczego marznę pod kancelarią?

Dlaczego domagam się publikacji wykonania wyroku Trybunału?

Dlaczego protestuję? Bo robiłam już to wielokrotnie wcześniej.

Odwracam tym samym odwieczne pytania płynące z obu stron barykady i wyrzucam je poza logiczny nawias debaty.

Pierwsze z pytań brzmi: dlaczego nie protestowaliście, kiedy prawo łamało PO? Oczywiście, protestowałam. Sprzeciwiałam się skandalicznemu referendum w kwestii JOW-ów i lekceważeniu procedur wokół jego zwołania, protestowałam przeciwko wycofywaniu się państwa z odpowiedzialności za szkoły, stołówki i domy kultury, domagałam się dialogu w sprawie wydatków związanych z kwestią igrzysk olimpijskich, przychodziłam pomilczeć pod dom zamordowanej działaczki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej, która zginęła w wyniku rażących zaniedbań ze strony władz, niepotrafiących sobie poradzić z kwestią reprywatyzacji. Wszystkie te działania łączy jedno: są odsuwaniem, poluzowywaniem odpowiedzialności państwowej i samorządowej za losy obywateli. Dopełnieniem tych działań wydaje się nieprzestrzeganie konstytucji.

Drugie: a dlaczego nagle protestujesz, a wcześniej (np. z KODem) nie? Również protestowałam, ale w taki sposób, żeby nie legitymizować działań tych, którzy wcześniej zaangażowani w powyżej opisane psucie struktur państwowych podpinali się teraz pod obronę demokracji, żeby zbić na tym kapitał na następne wybory. Nie chodzi o to, żeby tylko zaznaczać skutki, ale pamiętać o przyczynach.

Działania i przepychanki wokół Trybunału są bowiem smutną konsekwencją całej wcześniejszej drogi, którą podąża nasze państwo.

Koleiny zostały wykopane przez wielu polityków, rządzące obecnie PiS wtłoczyło w nie tylko wózek wykonując ostateczne gesty. Zapamiętałe w swojej wojnie przeciwko wszystkiemu dało komunikat: nie liczy się prawo, porządek i konstytucja gwarantująca ład. Liczy się to, że tylko my mamy rację.

A przecież „państwo” to nie jest dla mnie abstrakcyjny konstrukt. To wspaniałej szkole podstawowej zawdzięczam podstawy mojej edukacji muzycznej i rozpoznaję Wiosnę Vivaldiego, studia dały mi co najmniej kilka zawodów i nakreśliły horyzonty moich zainteresowań. To publiczni lekarze uratowali mój kręgosłup i zoperowali oczy. Kiedy idę umówić się na zabieg i zamiast rutynowo przydzielić mi odległą datę pielęgniarka dzwoni i konsultuje całą historię mojej choroby wiem, że są procedury i struktury, dla których nie jestem anonimowa. Że jest nie tylko wola konkretnej miłej pracowniczki, ale też cała rama, która gwarantuje, że ktoś mi pomoże, kiedy spotka mnie coś złego. Że jest coś ponad podziałami, wolą polityczną, grami i rozgrywkami. Prawo, które nie działa w sposób doskonały, ale wciąż jest niezbędne, żeby dawać poczucie, że jesteśmy przez kogoś i coś chronieni.

Twierdzenie, że „młodzi nie są przywiązani do demokracji” jest pustym hasłem, które nic o nas nie mówi i ma się nijak do naszych dylematów. Jesteśmy pokoleniem, które żyje w ogromnej niepewności. Nie mamy, jak to trafnie opisał w 13 piętrach Filip Springer swoich cukiernic. Po 30-ce mamy wybór między wynajmowaniem pokoju ze znajomymi, przepłacaniem za kawalerkę albo wieloletnim kredytem, w perspektywie mając najczęściej śmieciowe umowy. Brak poczucia pewności odnośnie naszej przyszłości, tej coraz bliższej, towarzyszy nam od zawsze. Jesteśmy wiecznie w gotowości i w oczekiwaniu na zmianę i nic nie wydaje się być stałe: praca, mieszkanie, tożsamość, miejsce zamieszkania czy osobiste relacje.

Dlatego mamy już zupełnie dość huśtawki – przepychanki między głównymi partiami o monopol na polskość, wartości, słuszność. Musi być coś, co działa ponad osobistymi animozjami, urazami, jakieś ramy, które trzymają w ryzach horyzont działań, także przecież i tych naszych, bo nie jesteśmy nieomylni. Jest też jasne, że potrzeba nam o wiele więcej – zbudowania wspólnoty opartej na zaufaniu do państwa, większej obywatelskiej świadomości.

Ale minimum z minimum to trwałe struktury, co do których jesteśmy pewni, że działają. Dziś nawet one zostają podważone.

Lekceważenie rządu Beaty Szydło dla prawa jest gestem dość ostatecznym i jednocześnie niepokojąco pustym. Odwraca porządek i daje komunikat: teraz można wszystko. Nie tylko dlatego, że jest zwycięstwem partykularnych celów nad poszanowaniem ostatecznych dokumentów gwarantujących nasze bezpieczeństwo i spokój – jest zwycięstwem królestwa indywidualności nad tym, co powinno być wspólne, za co odpowiedzialni jesteśmy wszyscy. Musimy pod kancelarią premier o tym przypomnieć. Publikacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego daje nam zabezpieczenie, że wiemy jeszcze przynajmniej, na jakim jesteśmy świecie.

***

Justyna Drath nauczycielka, działaczka społeczna, startowała z list Razem w wyborach parlamentarnych.

 

**Dziennik Opinii nr 72/2016 (1222)

Bio

Justyna Drath

| Nauczycielka, członkini partii Razem
Absolwentka polonistyki i filmoznawstwa na UJ. Nauczycielka, działaczka społeczna, członkini ZNP i uczestniczka Kongresu Ruchów Miejskich. Członkini partii Razem. Broniła Krakowa przed likwidacją szkół i Młodzieżowych Domów Kultury. Współtworzyła kampanię referendalną komitetu Kraków Przeciw Igrzyskom. Organizowała działania na rzecz demokracji lokalnej, kierowała klubem Krytyki Politycznej, pomagała w organizacji Manify.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.