Felieton

O życiu

W kontekście faktu, że Tadeusz Konwicki został ogłoszony człowiekiem roku przez „Gazetę Wyborczą”, warto – myślę – przytoczyć anegdotę, który usłyszałem wczoraj z ust Wiktora Jerofiejewa. Otóż Konwicki powiedział mu – spotkali się na śniadaniu – że już w ogóle nie czyta polskiej prasy, gdyż okropnie go nudzi. Przerzucił się na rosyjską, która jednak lepsza jest. Oczywiście nie sądzę – nawet jeśli Jerofiejew powtórzył to samo Michnikowi, z którym miał się spotkać na obiad – żeby Wyborcza wyciągnęła z tego jakieś wnioski. W końcu Konwicki jest jej człowiekiem roku, a nie czytelnikiem roku. I może właśnie dlatego tym człowiekiem jest, że już nie musi czytać Gazety, która tak go uhonorowała, bo wie, co w niej będzie. 



 

Ale poproszono mnie, bym napisał dziś coś o życiu. Niestety nic na ten temat nie wiem. A przynajmniej znacznie mniej niż np. o tym, gdzie znaleźć darmowy alkohol. Wczoraj – przykładowo – można było zacząć od Fundacji Galerii Foksal na Górskiego 1a, gdzie odbywał się wernisaż Sasnala i podawano wino w szklankach. Szklanki – niestety – były małe, co kazało mi się zastanowić, czy wiedza jest elementem wystarczającym, żeby darmowy alkohol uzyskać. Otóż: czasami tak, czasami nie. Poza wiedzą jest też np. wstyd, który większości jednostek nie pozwala wypijać kieliszek po kieliszku, aż się osiągnie pożądany stan alkoholowego upojenia. Ja przynajmniej wstydzę się tak robić. Więc gdybym nie spotkał na schodach kolegi, który wino polewał  i mój kieliszek dopełnił, pewnie nie udało by mi się już na tym pierwszym wernisażu poczuć alkoholowego dygnięcia. Co każe dojść do wniosku, że nie wystarczy wiedzieć, gdzie darmowy alkohol serwują. Trzeba jeszcze znać odpowiednich ludzi. 



 

Gdyby nie znajomości, pewnie nie trafiłbym następnie do CSW, gdzie odbywała się chyba wystawa jakieś rzeźby. Nie wiem na pewno, bo nie widziałem, ale tak mnie poinformowano. Bardziej – oczywiście – niż rzeźba interesowało mnie wino i znajomi. Wystawa – swoją drogą – była chyba jakoś mało spektakularna i nie słyszałem o niej wcześniej z internetu, więc gdyby nie odpowiedni znajomi, to pewnie bym na nią nie trafił. Czyli znowu dochodzimy do wniosku, że wiedza jest warunkiem niewystarczającym do darmowego się upicia. Niezbędne są też odpowiednie relacje towarzyskie. Co jest jednak przygnębiającym wnioskiem. O ile wiedza w swej naturze jest egalitarna i – przynajmniej z założenia – dostępna wszystkim, o tyle sieć powiązań towarzyskich jest czymś znacznie trudniejszym do osiągnięcia dla przykładowego Każdego. 



 

Trzeba jednak przyznać, że w CSW wino było znacznie bardziej egalitarne, niż w FGF. Co zresztą wynika po prostu z natury tych miejsc. Prywatna Fundacja z większą ostrożnością podchodzi do rozlewania alkoholu, bo wie, że to nie w rozlewaniu, ale w rozlewaniu odpowiednim osobom kryje się tajemnica. Tymczasem CSW jako podmiot publiczny nie powinno nikogo dyskryminować. Co – oczywiście – prawdą jest tylko w założeniu, ale jednak przekłada się na praktykę podawania alkoholu, z którego może skorzystać każdy, o ile tylko wie, gdzie go znaleźć. Na plus trzeba też dodać, że wino skończyło się dopiero w okolicach 22. 

Jeśli do tego czasu nie udało się nam upić – tudzież udało nam się to w stopniu nie wystarczającym – w odwodzie pozostawała impreza w Soho Factory, gdzie przeważnie alkoholu publiczności nie żałują. Jak sądzę łączy się to z faktem, że co bardziej dystyngowani mieszkańcy Warszawy w ogóle nie uznają takiej dzielnicy jak Praga, a do przekroczenie Wisły mogłaby ich zmusić co najwyżej inwazja wojsk radzieckich. Podawanie darmowego alkoholu ma ten stan rzeczy zmienić i dzielnicę zrewitalizować. Tak przynajmniej ktoś wytłumaczył developerom. Z pewnością byli to jacyś mili ludzie, więc – proszę – nie mówić developerom, że się mylili.



 

To są oczywiście problemy pierwszego świata i nie sądzę, żeby miały coś wspólnego z prawdziwym życiem. Jednak są one problemami, które świat przede mną stawia, więc muszę je jakoś rozwikłać. Oczywiście są też inne. Np. Wałesa poleca Tuskowi pałowanie związkowców. Jest to dobry pomysł, ale – jak sądzę – niewystarczający. Nie wystarczy pałować związkowców, żeby nam zrobili kolejną rewolucje. Jest to jednak krok w dobrym kierunku. Wszelkie represje jednak ujawniają prawdziwy charakter władzy. Niestety władza jednak nie chce swojego charakteru ujawniać, więc zazwyczaj funduje nam represje banalne i przewidywalne jak „Gazeta Wyborcza”. 

 

 

 

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.