Bóg, rodzina, wolny rynek. Jak Trump wprowadza w życie Projekt 2025
Projekt 2025 to mokry sen wolnorynkowców i fundamentalistów religijnych. Trump wdraża go w życie.
Imperium wolności i nierówności.
Projekt 2025 to mokry sen wolnorynkowców i fundamentalistów religijnych. Trump wdraża go w życie.
Podczas piątkowego spotkania w Białym Domu prezydent i wiceprezydent USA zaatakowali prezydenta Ukrainy.
„Domy ponad chmury sięgają, a ludzi mrowie” – usłyszał w 1904 roku chłopski syn z Galicji Wschodniej na statku płynącym do USA. Na tym na pozór idyllicznym obrazie znajdują się i rysy: „Jak fabryki idą – jakoś się żyje i wszystko jest all right, a jak stoją – hard time, bieda i głód”.
Cały ten niepoważny anturaż nie powinien nas zwieść. Cele Amerykanów są jasne – wyszarpać jak najwięcej, nawet jeśli będzie to skrajnie nieuczciwe względem partnerów (choć teraz już raczej rywali, jeśli nie wrogów).
Opowieści o tym, że tylko silny bohater może rozwiązać problemy, z którymi system sobie nie radzi, są fundamentem popkulturowej narracji w USA i Europie. Właśnie ta wizja świata zdaje się napędzać popularność Elona Muska i jego działań.
Wiele lat przed Projektem 2025 powstał dokument, w którym zapisane jest niemal wszystko.
Ukraina, stając wobec perspektywy podpisania umowy kolonialnej rodem z minionych wieków, w dodatku po trzech latach wojny, musi odmówić. Inaczej stanie się spustoszałym, upadłym państwem, zamieszkanym tylko przez duchy i tych, którzy nie mieli jak uciec.
Od brutalnego kazania J.D. Vance’a w Monachium miną wkrótce dwa tygodnie, a europejskie elity wciąż sprawiają wrażenie, jakby je ktoś zamienił w zawstydzone słupy soli.
Prawo to tylko obietnica. A obietnica ma znaczenie tylko wtedy, gdy jest konsekwentnie i przez wszystkich dotrzymywana.
Orbán i Fico to zdrajcy, ale ich potencjał jest znikomy. A Europa ma na stole rozwiązanie – musi tylko przypomnieć sobie o swojej sile.