Scenarzyści i aktorzy walczą, by artyści też coś mieli z rewolucji technologicznej
Strajki w Hollywood stawiają przed nami pytanie: czy faktycznie chcemy świata, w którym trzeba być gwiazdą, by móc godnie żyć?
Technologiczni giganci zarządzają naszą uwagą jak swoją własnością i wzmacniają polaryzację. A my pokazujemy naukę i technologię, które mogą działać inaczej – dla ludzi, nie przeciw nim.
Strajki w Hollywood stawiają przed nami pytanie: czy faktycznie chcemy świata, w którym trzeba być gwiazdą, by móc godnie żyć?
Przyszłą dominację na świecie osiągnie ten, kto zdominuje technologię półprzewodników oraz dane służące do trenowania sztucznej inteligencji.
Wielu streamerów czy freakfighterów po fakcie stwierdza, że przemocowe zachowania to tylko gra, udawanie. Ustawodawca jest na to przygotowany.
Komuniści w Kerali pokazali, że można upowszechnić internet w demokratyczny sposób.
AI potrafi zwalczać chorobotwórcze bakterie lepiej niż człowiek. Ze związkowcami też radzi sobie skuteczniej.
Pijany Wojciech najpierw powtarza „nie”, „nie namawiaj mnie do alkoholu”. W innym fragmencie widać, jak „opiekun” wkłada nieprzytomnemu mężczyźnie kij w usta.
Istnieją dwa sposoby odcinania ludzi od informacji. Jeden z nich to tradycyjna cenzura; drugi jest mniej oczywisty.
Zgodnie z projektem ten, kto „w sieci rozpowszechnia treści przedstawiające popełnienie czynu zabronionego”, może trafić do więzienia.
Nie ulega wątpliwości, że powinniśmy na problemy wygenerowane przez pojawienie się nowych technologii reagować. Ale ogromnym błędem byłoby całkowite zanurzenie się w technologicznym sceptycyzmie.
Prawdopodobnie grozi nam państwo nadzoru dziadowskiego. Takie, które gdy kupi trzy nowe technologie, to jedną zgubi, drugą zepsuje, a tylko z trzeciej skorzysta.